Lakers wygrali bez Bynuma, a Kobe znowu to zrobił

Los Angeles Lakers bez Andrew Bynuma podejmowali New Jersey Nets. Wydawało się już, że odniosą łatwe zwycięstwo, ale rywale w odpowiednim momencie wrócili do gry i postawili twarde warunki. Dzięki temu nie brakowało emocji w samej końcówce. Od czego jednak jest Kobe Bryant?


Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
New Jersey Nets 19-36 23 22 21 21 87
Los Angeles Lakers 34-20 32 26 20 13 91

Andrew Bynum w poprzednim meczu z Golden State Warriors skręcił lewą kostkę i „Jeziorowcy” muszą na razie radzić sobie bez swojego podstawowego centra. Dzięki temu jednak na mecz z New Jersey Nets do pierwszej piątki wskoczył Josh McRoberts. Jego dorobek w tym meczu to 4 punkty i 5 zbiórek, ale jest również autorem akcji, która wywołała na mojej twarzy największy uśmiech. Na sam koniec pierwszej kwarty popisał się swoimi umiejętnościami kozłowania i jeszcze oddał magiczny rzut równo z końcową syreną. Where amazing happens

Los Angeles Lakers szybko w tym meczu zaczęli wychodzić na kilku punktowe prowadzenie. Szczególnie udana była końcówka pierwszej odsłony. Najpierw wsadem skończył Matt Barnes, później trójkę trafił Steve Blake (6 pkt), a na koniec ten magiczny rzut McRobertsa. W drugiej kwarcie „Jeziorowcy” jeszcze bardziej dodali gazu. Spokojnie kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Na ok. minutę przed przerwą Ramon Sessions po dwóch celnych rzutach wolnych wyprowadził swój zespół na najwyższe tego dnia, 17-sto punktowe, prowadzenie. Wydawało się, że Lakers są w tym meczu niezagrożeni i mogą wręcz rozgromić swoich rywali. Co do Sessionsa to chłopak naprawdę dobrze wykonuje swoją robotę. Wprowadza dużo ożywienia do gry zespołu. Miło się patrzy jak penetruje i nagle oddaje do lepiej ustawionego partnera. W opisywanym meczu zdobył 19 punktów i rozdał 11 asyst.

W trzeciej kwarcie obraz gry niewiele się zmienił. New Jersey Nets troszeczkę odrobili, ale to Los Angeles Lakers byli cały czas stroną dominującą. Dopiero w ostatniej części obraz tego meczu wręcz stanął na głowie. Goście kroczek po kroczku odrabiali straty. Aż wreszcie na 1:29 min przed końcem Deron Williams trafił swoją drugą trójkę w tym meczu i doprowadził do remisu 86:86. Do było pierwsze wyrównanie stanu meczu od pierwszego podrzucenia piłki, czyli od wyniku 0:0. „D-Will” był oczywiście czołową postacią swojego zespołu. Nie zagrał fenomenalnie, ale osiągnął 20 punktów i 6 asyst. Szczególnie ważne było to, że w krótkim odstępie czasu trafił dwa rzuty z dystansu. Ten drugi właśnie zapewnił remis i emocje do samego końca. Można powiedzieć, że ekipa z New Jersey była na fali, ale od czego jest Kobe Bryant? „Black Mamba” odpowiedział już w następnej akcji. Trafił z dalekiego półdystansu mimo rąk Williamsa na twarzy. Po tym rzucie tak się uśmiechnął jakby chciał przekazać całemu światu coś w stylu „wszystko jest pod kontrolą, będzie dobrze, ja tu jestem”. Nets w swoim posiadaniu piłki nie zdołali doprowadzić do remisu, bo faulowany Gerald Wallace (19 pkt i 5 as) wykorzystał tylko jeden rzut wolny. Lakers nie mogli jednak jeszcze być niczego pewni. Znowu jednak błysnął Bryant. Gdy kończył się czas ich akcji wznawiali zza linii końcowej. Piłka powędrowała do Kobe’go, który stał w dość znacznej odległości od linii rzutów trzypunktowych. Mimo to oddał rzut i wtedy świat zamarł. Piłka zaczęła tańczyć na obręczy, a ja miałem wrażenie, że w tym czasie nic nie istnieje, tylko ta skacząca piłka. Ostatecznie wpadła do kosza, a Bryant mógł się czuć jak bohater kolejnej końcówki, bo jego zespół prowadził 87:91. W odpowiedzi jeszcze Williams nie trafił z dystansu i to byłoby na tyle emocji w tym spotkaniu.

Kobe Bryant znowu objawił się niczym prawdziwy heros ratujący swój zespół podczas ciężkiej końcówki meczu. Tym razem jednak nie tylko w ostatnich sekundach, ale niemal w całym spotkaniu całkiem nieźle sobie radził. Jego dorobek to 24 punkty (10/16 z gry) oraz 7 zbiórek.

Wspomniałem już, że „Jeziorowcy” grali bez Bynuma, a wszyscy wiemy jaka to wielka siła podkoszowa. Mimo to, poradzili sobie w pomalowanym. Główna w tym zasługa Pau Gasola. Hiszpan bardzo dobrze sobie poradził. Zdobył 22 punkty i zebrał 12 piłek. Lakers zdominowali zbiórki w stosunku 38-50. Obok Gasola silnie przyczynił się do tego również Matt Barnes (7 pkt i 10 zb). W Nets z podkoszowych na wysokim poziomie grał tylko Kris Humphries. Jego dorobek to 18 punktów i 15 zbiórek. Lakers wygrali również w punktach z pomalowanego 32-42.

Zastanawiała mnie w tym meczu postawa Geralda Greena. Na początku sezonu miał być częścią Lakers, ale ostatecznie podziękowano mu za współpracę. Pod koniec lutego zakotwiczył w New Jersey Nets i odpłaca się całkiem dobrą grą. Minionej nocy zdobył 13 punktów z ławki i miał też 6 zbiórek. W obecnym sezonie rozegrał do tej pory 20 meczów i notuje w nich średnio 11.6 punktów. Podejrzewam, że z taką formą jednak przydałby się w Lakers.

8 komentarzy

  1. woy9 napisał(a):

    Nad Greenem tak samo się zastanawiałem. Tylko ,że minuty spadłyby Barnesowi a ten z kolei odradza się przy Sessionsie..

    Ramon kolejny kapitalny mecz i pokazuje ,że Lakers w play offs nie powinni się obawiać ekip z dobrymi jedynkami (patrz: Spurs, Clippers lub Mavs – jeśli zdrowy będzie Kidd).

    Co do Gasola (wyrózniłem go w piatce tygodnia) to zeszła z niego presja transferu i od 2 tygodni gra po prostu świetnie.
    Rzut McRobertsa rozbraja;-)

    pozdro.

  2. Mac napisał(a):

    Green zabrałby trochę minut Barnesa, ale Lakers potrzebują jakiegoś zmiennika dla Bryanta. Niby duet Blake – Sessions czy Artest – Barnes to niezłe rozwiązanie, ale bardziej przypomina konieczne łatanie dziury. Szkoda, że nie ma Greena w „Mieście Aniołów” ;).

  3. johnny napisał(a):

    szanuje i cenie kobe’ego ale ta pilka wpadla fuksem wiec nie rozumiem pod tematu ze znowu to uczynil

  4. Finley napisał(a):

    Te trafienia Kobego czy McRobertsa to takie w stylu „więcej szczęścia niż rozumu” :)

  5. Teo napisał(a):

    Trafienie McRobertsa to rzeczywiście taki jeden na milion, ale co do rzutu Kobego to był to raczej normalny rzut który po prostu „poskakał” po obręczy. Mniej brakowało do „czystej” trójki, niż do nie trafienia.

  6. Mac napisał(a):

    Trafił? Trafił i tylko to się liczy. Dlatego można śmiało napisać, że znowu oddał kluczowy rzut. W koszykówce nie można rozgraniczać czy piłka wpadła fartem, a niecelny rzut był po prostu pechowy. Liczy się efekt końcowy.

    Pozdrawiam

  7. Elton napisał(a):

    Fuks to znaczy dla Was że tak się odbijała?bo akcja Kobego była ustawiona,gracz wyszedł na pozycję,wyprowadził rzut należycie technicznie,dla mnie nic dodać nic ująć.jednak Kobemu krytyki ostatnio nie ubywa..takich jumping ball shotow widziałem naprawdę wiele w nba,plk czy eurolidze.efekt się liczy i wynik!

  8. Fenomen napisał(a):

    A z Drew to cos powaznego? Wiadomo czy wroci na derby?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *