Mavericks znów górą nad Rockets

Dallas Mavericks w ostatnią sobotę po bardzo ciekawym meczu zakończonym dogrywką pokonali na wyjeździe Houston Rockets. Dziś rozprawili się z nimi we własnej hali, nie potrzebując do tego dogrywki, i to pomimo 16-punktowej straty, jaką mieli już w pierwszej kwarcie.

Houston Rockets 81:90 Dallas Mavericks

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=0kIQX6-YWIk&w=585]

To fakt, że Dallas rozpoczęli ten mecz bardzo słabo. Rockets wystartowali runem 15-4, który szybko zamienił się w wynik 26:10. Niezła przewaga jak na pierwszą kwartę, nie? Na szczęście dla gospodarzy ci zdobyli siedem punktów z rzędu i zatrzymali run. Od tamtej pory było już tylko lepiej. Dzięki dobrej końcówce pierwszej połowy Mavs prawie doprowadzili do remisu, ustępując gościom tylko trzema punktami. Trzecia kwarta to popis umiejętności Jasona Terry’ego, który zdobył aż 7 punktów z rzędu w podczas runu 21-6, który dał Dallas upragnione prowadzenie. Dobrze kombinujecie, nie oddali go do końca.

Kluczową rolę w tym spotkaniu odegrali rezerwowi Dallas Mavericks, którzy w sumie mieli 48 punktów, 15 zbiórek i 12 asyst. Jason Terry (+21) zasłynął dziś ze świetnego fragmentu w trzeciej kwarcie, w sumie miał 12 punktów, ale 5-14 z gry. Roddy Beaubois miał 14 punktów, a Brandan Wright do 13 punktów dorzucił 7 zbiórek (6-7 FG). Bardzo dobrze zagrał także Lamar Odom, który miał 9 punktów (4-5 FG), 4 zbiórki i 3 asysty. Biorąc pod uwagę „przygody” Odoma w Dallas, to naprawdę dobry występ.

Jeśli chodzi o starterów, to poza Dirkiem Nowitzkim (5-17 FG, 11-12 FT, 6 zb) tylko Shawn Marion się wyróżnił (11 zb). Inna sprawa, że rezerwowi „zabrali” im dziś sporo minut.

Rockets rozegrali naprawdę bardzo dobrą pierwszą połowę. Luis Scola (22 pkt, 8 zb, 4 ast, 9-14 FG) zdobył w niej aż 16 punktów (7-9 FG). Drugie 24 minuty to znacznie gorsza gra Rakiet (32 punkty, 12 w 3Q, wtedy 26% FG). Wydawałoby się, że ławka Rockets nie ustępuje w niczym tej z Dallas, w ostatnich dniach pokazywała nawet, że jest od niej lepsza. Ale nie dziś. Rezerwowi Houston mieli tylko 17 punktów. Dlatego Kevin McHale powierzył minuty starterom, aż czterech graczy z pierwszej piątki grało więcej niż 35 minut. Chandler Parsons (15 pkt, 9 zb) był bliski przekroczenia czterdziestki. Rockets nawet mimo dobrej formy Gorana Dragicia (17 pkt, 7 ast) mogą zacząć tęsknić za Kyle’m Lowrym i Kevinem Martinem. Tego drugiego zastępował Courtney Lee (10 pkt, 4-13 FG). Szczególnie brak Lowry’ego może boleć Rockets. Martin grał w tym roku różnie, ale to nadal dobry zawodnik, którego może brakować Houston w walce o play-offy, która właśnie trwa.

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *