Bryant wyprzedza Jordana i dostaje wielkie wsparcie od Gasola oraz Barnesa.

Mike Brown o mały włos nie przegrał meczu.

Minutę przed końcem czwartej kwarty Kobe Bryant wyrównał stan meczu z Wojownikami. Jego rzut z 5 metra dał Lakers nadzieję na końcową wygraną i również pozwolił przejść do historii NBA. Kobe pobił samego Króla Koszykówki przekraczając barierę 29 277 punktów i stał się drugim po Karlu Malonie (36 374) graczem, który dla jednej drużyny zdobył tak wiele tysięcy punktów. Co ciekawe, gdyby Bryant miał ochotę rozegrać 3 następne sezony, a zdrowie by mu na to pozwoliło to mógłby stać się numerem jeden na liście. Może również zostałby jedynym z czołowej trójki graczem, reprezentującym barwy tylko jednej drużyny, bo jak wiemy Malone swój finałowy sezon rozegrał właśnie w Lakers, a M.J. próbował awansować do play offs z Wizards (przy swoim drugim come backu).

Kobe dokonał nie lada sztuki przy kibicujących mu Magicu Johnsonie i Ricku Foxie. Obaj byli Jeziorowcy z niepokojem jednak obserwowali losy meczu, zwłaszcza po kontrowersyjnej decyzji Mike’a Browna pozostawiającego na ławce przez niemal całą drugą połowę Andrew Bynuma (czytaj największą przewagę Lakers w tym meczu).

Jeziorowcy prowadzili już w tym spotkaniu 16 oczkami na przestrzeni 2 odsłony, zdobyli wielką przewagę na deskach (52-35) i byli na najlepszej drodze by pokonać GSW po raz 28 w ostatnich 32 starciach obu teamów!

Bryant miał kapitalne wsparcie w osobach Paua Gasola i Matta Barnesa. Hiszpan rzucił 19 punktów, ale co ważniejsze wyrównał swój rekord kariery w ilości zbiórek – 17. Ponadto najlepsze zawody w sezonie rozegrał najlepszy rezerwowy Lakers w ostatnich spotkaniach – Matt Barnes. Ex gracz Warriors osiągnął rekordowe w sezonie wyniki 18pkt i 10zb. Przy posadzeniu na ławce Bynuma, za nieudaną próbę rzutu za trzy punkty, bez tych dwóch graczy wygrana Lakers nie miałaby miejsca!

Wojownicy trzymali dzielnie dystans do faworytów spotkania, głównie dzięki parze obrońców Brandon Rush i Klay Thompson. Obaj udanie stanęli w szranki z najlepszym strzelcem NBA tego sezonu. Rush trafił 9 z 15 rzutów z gry i zakończył mecz z 23pkt na koncie. 10 z 25 prób rzutów trafił Thompson, który w swoim dorobku obok 20pkt zapisał 7as i 5zb. Obaj jednak nie byli w stanie zatrzymać gwiazdy L.A. w finałowej minucie.

Próbujący zatrzeć gorsze wrażenie z meczu przeciwko Grizzlies (w którym nie do końca dane mu było pokazać swoje możliwości) Kobe po doścignięciu Michaela Jordana, trafił kolejne punkty na 32 sek. przed końcem. Było to firmowe zagranie Jordana, tzw. fade away jumper (rzut z odejściem od strony kosza po wyskoku). W kolejnych akcjach 5-krotny Mistrz NBA był faulowany i dorzucił dwa wolne. Dwa również trafił Gasol a jednego Barnes.

Najsłabsze spotkanie w Lakers rozegrał ich nowy starter Ramon Sessions (1-4 z gry, 5zb,4as i 3 straty)

Na usprawiedliwienie ekipy Marka Jacksona trzeba dodać fakt, że zabrakło mu kontuzjowanych: Andrew Boguta, Stephona Curry’ego, Andrisa Biedrinsa i Nate’a Robinsona.

Wynik: L.A. Lakers (31-19) – Golden State Warriors (20-28) 104:101

Punkty: Bryant 30, Gasol 19, Barnes 18, Bynum i M.W. Peace po 11 oraz Rush 23, Lee 23, Thompson 20, Wright 13 i Jenkins 12.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. Fixer pisze:

    blagam nie tlumacz co to fade away, po to sa komentarze, zalatuje sport.pl a blog wyprzedza te strone o lata swietlne :P

  2. dobry85 pisze:

    Mimo ze osobiscie za Kobe’m nigdy nie przepadalem (wychowany na mistrz owskiej erze Jordana Brynat bardzo irytowal mnie swoj buta i pewnoscia siebie jaka prezentowal zaraz po wejsciu do ligi) to jednak tgrzeba mu oddac, ze jest graczem wielkim. Szkoda, ze ostatnio czesto Kobe niepotrzebnie sam gra w koncowkach (z reguly „janeeek, podaj cegle”). Zloyte dziecko wspanialej koszykowki lat 90. powoli schodzi z piedestalu, ale tak jak nie przepadam za lakers i mamba tak zycze im pierscienia (zreszta Spurs ze wzgledu na Timmiego tez…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *