Rakiety bezlitosne dla Wojowników

Koszykarze Houston Rockets nie zamierzają łatwo oddać ósmej pozycji w Konferencji Zachodniej, co udowodnili dziś w nocy pokonując Golden State Warriors 109-83. Grająca bez dwójki liderów drużyna pokazuje swoje nowe obliczę i udowadnia swój potencjał na grę w Play-off. Ekipa z Oakland natomiast coraz bardziej oddala się od marzeń o miejscu gwarantującym występy w Play-off.

 

Przed spotkaniem doszło do bardzo miłej ceremonii dla wszystkich fanów Rakiet. Odsłonięto tablicę pamiątkową przypominającą mistrzostwo z 1995 roku oraz jego pięciu bohaterów: Roberta Horry’ego, Mario Ellie, Kenny Smith’a, Clyde Drexler’a oraz największą gwiazdę tamtejszych Rockets – Hakeema Olajuwona.

Wracając jednak do meczu Wariorrs – Rockets, oba zespoły przystępowały do niego osłabione. W zespole gospodarzy nie mogli wystąpić Kevin Martin oraz Kyle Lowry, a trener Mark Jackson nie mógł skorzystać z usług Stephena Curry’ego czy Andrew Boguta.

Już na początku meczu  widać było, że mniej odczuwalna jest absencja graczy z drużyny Teksasu. Inaczej mówiąc niemal wcale nie było jej widać bowiem znakomicie spisuje się Goran Dragić, który z meczu na mecz staje się powoli liderem drużyny. Jakby to nie zabrzmiało to bardzo skorzystał na kontuzji Lowryego – i nie mam na myśli tutaj żadnych złośliwości. Lowry też wskoczył do pierwszej piątki za czasów Adelmana kiedy kontuzjowany był Aaron Brooks. Słoweniec jednak w pierwszej kwarcie grał bardzo dobrze kończąc ją z dorobkiem ośmiu punktów, a jego zespół po 12 minutach prowadził 30-18.

Druga kwarta zaczęła się od bardzo aktywnej gry w ataku rezerwowego Courtney’a Fortsona. Zawodnik do złudzenia przypominający rapera Lill Wayne’a wydaje się był o wiele mocniejszym punktem niż oddany do Portland Johnny Flynn. Wojownicy jednak wcale nie zamierzali tanio oddać skóry i skuteczna gra z dystansu Richarda Jeffersona oraz pod koszowa Davida Lee pozwoliła zniwelować przewagę gospodarzy do dwóch punktów. Na nieszczęście Kalifornijczyków do roboty wziął się Chandler Parsons, który w końcówce drugiej kwarty był największą siłą ofensywną swojego zespołu.  Jego trzypunktowe rzuty oraz wejścia pod kosz pozwoliły ponownie uciec podopiecznym Kevina McHale’a na oscylującą w granich 10 pkt przewagę. Do przerwy Rockets 56 – 47 Wariorrs.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od run’u Rakiet 10-0 i w sumie w tym momencie można powiedzieć, że skończyły się emocję w tym spotkaniu. Przy prowadzeniu 66-47 gospodarze już absolutnie kontrolowali wydarzenia na boisku, a gracze z Oakland nie mogli pokonać własnej bezradności. Świetnie rozgrywał Dragić, pod koszem panował Samuel Dalambert, a swoją dobrą dyspozycję tego dnia potwierdzał Parsons.

W czwartej części gry na parkiecie pojawili się już rezerwowi w zespole Rakiet, którzy wcale nie oddawali pola Wojownikom. Po koszem twardo walczył Patrick Patterson, który nie ustępował David’owi Lee w walce pod koszowej, a można nawet powiedzieć, że wielu elementach gry przewyższał bardziej doświadczonego skrzydłowego ekipy przeciwnej. Coraz więcej czasu dostaje także na grę Marcus Morris, który początek sezonu spędził w NBDL. Widać jednak poprawę w jego grze i chyba już ten sezon dokończy w barwach Rakiet.  Ostatecznie po przygniatającej przewadze Rockets mecz zakończył się ich wygraną 109-83 i była to ich druga wygrana z rzędu. Zwycięstwo o tyle istotne, że depczące im po piętach Utah  Jazz także wygrało swój mecz z Sacramento Kings.

Najlepszym strzelcem Rakiet z dorobkiem 20 pkt był Chandler Parsons. Pierwszoroczniak zebrał także 11 piłek i zaliczył tym samym double-double. Osiemnaście oczek rzucił Louis Scola, a 15 dodał Samuel Dalambert. „The Bear” zebrał również 10 piłek. W walce pod tablicami dzielnie wspierał go nowy nabytek Houston – Marcus Camby, który wczoraj obchodził swoje 38 urodziny ( swoją drogą wszystkiego najlepszego Marcus!!!). Zawodnik ten w niecałe dziewiętnaście minut zebrał 8 piłek zdobył 4 pkt oraz zablokował 3 rzuty rywali ( najwięcej w zespole Rakiet).

W Golden State na wyróżnienie zasługuje 14 pkt Richarda Jeffersona. Sam zawodnik jednak podkreślał ogromną róznicę w zaangażowaniu obu ekip w przegrany przez Wojowników mecz:  „These guys [the Rockets] are energy guys, and every game they leave it out on the floor. We struggle against those types of players, and it was pretty evident with the way we played tonight.” Oprócz niego przyzwoity występ zaliczył jeszcze David Lee kończąc zawody z 12 punktami oraz 5 zbiórkami.

Teraz w najbliższą sobotę oba zespoły rozegrają spotkania derbowe – Houston gra u siebie z Dallas Mavs, natomiast zespół Marka Jacksona zmierzy się w Oracle Arena z Sacramento Kings.

GRACZ MECZU: Chandler Parsons

GOLDEN STATE WARIORRS (19-26) – HOUSTON ROCKETS (26-22) 83-109

(18-30,29-26, 20-28, 16-25)

R. Jefferson 14 pkt, D. Lee 12 pkt, N. Robinson 11 – C. Parsons 20 pkt, L. Scola 18 pkt, G. Dragic 17 pkt

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *