Na Wschodzie też się dzieje, czyli walka Celtics, Knicks i Bucks o play-offy

Wczoraj Kamil napisał świetny artykuł o Grizzlies, jeśli ktoś go jeszcze nie przeczytał, nie wiem, na co czeka. Ten tekst skłonił mnie do przemyśleń, jak mocna jest Konferencja Zachodnia. Memphis na Wschodzie byliby na pewno w pierwszej trójce, a są na szóstym. Mimo wszystko nie skreślałbym Konferencji Wschodniej, która wcale nie jest pozbawiona jakichkolwiek emocji pod koniec sezonu regularnego. Owszem, na Zachodzie każdy dzień jest walką, ale na Wschodnim Wybrzeżu również będziemy świadkami wyścigu o udział w fazie posezonowej.

O ile pierwsza szóstka ma już tak naprawdę zagwarantowany udział w play-offs, tak bilanse drużyn z miejsc 7-9 są bardzo zbliżone, a zajmują je odpowiednio Boston Celtics, New York Knicks i Milwaukee Bucks. Już teraz wiadomo, że jedna z nich zakończy sezon w kwietniu. I najlepsze jest to, że bardzo trudno ją wytypować.

Na początek rzut oka na tabelę:

  • 7. Boston Celtics: 24-21
  • 8. New York Knicks: 23-24
  • 9. Milwaukee Bucks: 21-24

Pogrubiłem drużyny, które znalazłyby się w PO, gdyby sezon zakończył się dziś. Do końca sezonu mamy jednak ponad miesiąc, a drużynom, którym poświęciłem ten tekst, do rozegrania pozostało 21 (BOS, MIL) lub 19 (NYK) spotkań. Więc – wszystko się może zdarzyć. Dlatego właśnie włączyłem do tego ‚wyścigu’ ekipę Celtics mimo, iż ma ona trochę lepszy bilans niż Knicks i Bucks, bo nie oznacza to, że Zieloni mają mniej problemów od swoich rywali. Rzekłbym nawet, że w tym momencie znajdują się w nieco gorszej sytuacji, niż oni. Odważna teza? Być może.

Od razu mówię, że nie traktuję w tym artykule Celtics jako kandydatów do przebudowy. Zajmuję się tylko tym sezonem, na snucie planów na kolejne lata przyjdzie jeszcze czas.

Celtics, co jest dla mnie małym zaskoczeniem, nie dokonali w dniu trade-deadline żadnych ruchów kadrowych mających na celu wzmocnić strefę podkoszową, która jest w tej chwili najsłabszą stroną Bostonu. Owszem, Brandon Bass i Kevin Garnett tworzą bardzo dobry duet, jeśli chodzi o ofensywę, przede wszystkim dysponują dobrym rzutem z półdystansu, dzięki któremu rozciągają grę swojego zespołu, poprawiają spacing. Gdyby jeszcze zbierali lepiej..

C’s mają trzeci najgorszy TRB% w całej lidze (46,9%), są zdecydowanie najgorszą drużyną na ofensywnej tablicy (20,8% ORB, 8.2 ORPG), zaś w zbiórkach w obronie także plasują się w trzeciej dziesiątce. Liczba zbiórek na mecz – ostatnie miejsce (38.1 RPG). Najważniejszym statem jest chyba jednak różnica między różnica w zbiórkach między Bostonem a ich rywalami. Przeciwnicy najbardziej utytułowanej organizacji w historii ligi zbierają średnio aż o 5 piłek więcej od Celtów. To trzeci najgorszy rezultat w lidze, gorsze są tylko ekipy Warriors i Bobcats.

Przepraszam, że cały czas piszę o tych zbiórkach, ale ten element gry jest naprawdę bardzo ważny, a Celtics jakby o nim zapomnieli. Inna sprawa, że mają ogromnego pecha, który zakończył sezon Jeffowi Greenowi (choć ten nie poprawiłby zbierania), Chrisowi Wilcoxowi i Jermaine’owi O’Nealowi. Dlatego tym bardziej dziwię się Danny’emu Ainge’owi, że 15 marca nie sfinalizował żadnej wymiany, w której do Massachusetts przybyłby jakiś dobry podkoszowy (Kaman). GM C’s przegapił też okazję na sprowadzenie Ronny’ego Turiafa, który powędrował do Heat. Podobno do Beantown ma trafić Ryan Hollins. Zawsze coś.

Mimo posiadania Rajona Rondo, jednego z najlepszych playmakerów ligi, oraz trzech przyszłych Hall-of-Famerów (Pierce, Allen, Garnett), których RR9 regularnie obsługuje podaniami, Boston ma dopiero 27. ofensywę ligi. Jednak ich największą siłą nie jest atak, a obrona, która wypada w tabelach znacznie lepiej (3. DRTG). Poza tym, defensywa Zielonych wymusza piątą największą liczbę strat, najgorszą skuteczność zza łuku i piątą najgorszą z gry. Symbolem rewelacyjnej obrony są dwa b2b z Orlando Magic pod koniec stycznia, gdy BOS ograniczyli Magików najpierw do 56 punktów, a w drugim meczu – do 25 punktów w drugiej połowie i 8 w czwartej kwarcie. To był jednak w ogóle świetny czas dla drużyny Doca Riversa, back-to-back z Orlando był elementem 10-meczowej serii spotkań, podczas której Celtics wygrali aż dziewięć meczów. Ta jedna porażka miała miejsce w meczu z Cavs, gdy Kyrie Irving trafił game-winnera.

Potem? Potem było bardzo różnie. Na pewno Celtics są jedną z drużyn, które bardzo ucieszyły się z powodu przerwy na Weekend Gwiazd, gdyż pierwszą fazę sezonu poprzedzającą trzydniową imprezę w Orlando Boston zakończył pięciomeczową serią porażek. Po regeneracji sił podczas All-Star Break Celtics wrócili mocniejsi i od razu wygrali pięć kolejnych meczów. Teraz grają w kratkę i dlatego są w moim mniemaniu w gorszej sytuacji, niż Bucks i Knicks, bowiem te ekipy trwają w bardzo dobrych seriach zwycięstw, a zmiany kadrowe i ruchy transferowe odmieniły ich grę na lepsze.

W przypadku New York Knicks, którzy zajmują w tej chwili ósme miejsce na Wschodzie, mam na myśli zwolnienie Mike (no) D’Antoniego i zatrudnienie Mike’a Woodsona. Przed zmianą trenera Knicks przegrali sześć kolejnych spotkań i spadli do bilansu 18-24. Po rozpoczęciu Woodson Ery NYK wygrali pięć meczów w tym dzisiejszy mecz z mocną przecież Philadelphią. Drużyna z Big Apple miała w tym sezonie wiele wzlotów i upadków, ale wygląda na to, że obecna forma Knickerbockers to dopiero początek czegoś lepszego. Nix poprawili się nie tylko w obronie (w czterech z pięciu ostatnich meczów zatrzymali rywali na max. 88 punktach), ale też utrzymali świetną dyspozycję w ataku (w 4 z 5 ostatnich spotkań przekroczyli 100 punktów). Te wszystkie wyniki sprowadzają się do jednej, bardzo ważnej statystyki – podczas Woodsanity Knicks zdobywają średnio 18,6 punkta więcej od swoich rywali.

Jeremy Lin nie zaskakuje tak bardzo, jak w pierwszej połowie lutego, ale nadal prezentuje się bardzo dobrze. Amare Stoudemire powoli się odblokowuje, wraca do formy z wcześniejszych sezonów. Carmelo Anthony nadal nie potrafi się odnaleźć, w dwóch ostatnich meczach miał 5-15. W każdym razie – Melo w każdym momencie może eksplodować i udowodnić, dlaczego jest nazywany jednym z najlepszych ofensywnych graczy ligi (bo nadal są takie opinie i najprawdopodobniej będą zawsze, nawet mimo słabej formy). Na razie – jest przeciętnie. Pomijam już fakt, że w żadnym z pięciu meczów ery Woodsona nie przekroczył liczby 17 punktów (trzykrotnie miał skut. 33%), ale jeszcze bardziej bezlitosny dla Knicks i ich fanów jest ten stat – w poprzedzającej obecną hossę Knicks 6-meczowej serii porażek Melo miał +20 punktów w aż 5 meczach! Mało? Knicks są 2-11, jeśli Anthony oddaje min. 20 rzutów. 4-10, jeśli ma min. 25 punktów.

Wiele się mówi o tym, że Anthony jako lider niszczy zespół zamiast go wzmacniać. Być może coś w tym jest. Ja nie skreślałbym go, jeśli ma się „ogarnąć” to teraz ma najlepszą okazję, przy nowym trenerze. Na pewno ofensywa Knicks wygląda lepiej, jeśli jest oparta o Lina, Amare i Anthony’ego oraz innych graczy (Chandler, Fields, Novak, Smith, Davis, Shumpert.. – naprawdę mocne zaplecze) niż wtedy, gdy Melo gra cały czas izolacje. Statystyki znów są dla niego okrutne. 28,9% wszystkich posiadań Carmelo to właśnie izolacje. Jego skuteczność w takich zagraniach to tylko 30,3% (14,8% 3pt). 0,71 punkta na „iso” to 113. wynik ligi. Mówimy o ‚jednym z najlepszych ofensywnie graczy ligi’. Nie neguję jego umiejętności, tylko dlaczego ich nie pokazuje?

Stawiam jednak tezę, że nawet z „nieogarniętym” Anthony’m Knicks wejdą do play-offów. Zauważcie, że przecież z ofensywą cały czas jest wszystko w porządku, zarówno przed Woodsonem jak i podczas jego panowania NYK nie mają żadnych problemów z przekroczeniem 100 punktów. Dwukrotnie zrobili to z Pacers (9. defense ligi), dokonali tej sztuki także przeciwko Raptors, którzy również mają dobrą obronę, widać tam rękę Dwane’a Casey’a „ukradzionego” z mistrzowskich Dallas Mavericks. Specjalnie użyłem tego stwierdzenia (TYSON CHANDLER!), gdyż przechodzimy do rzeczy, która w Knicks się bardzo poprawiła. I o to cały czas chodziło.

Głównym zarzutem kierowanym do Mike’a D’Antoniego przez całą jego karierę trenerską było właśnie niezaszczepianie swoim podopiecznym jakichkolwiek nawyków defensywnych. Mam wrażenie, że ktoś dodając na początek jego nazwiska literę „D” gorzko sobie z niego zażartował. Ale nic – D’Antoni nie ma już pracy, mam nadzieję, że Landry Fields pozwoli mu nocować u siebie na kanapie. Teraz jest Woodson, który jest znacznie lepszym coachem pod względem obrony (choć to mógłbym napisać o każdym) i mam wrażenie, że to właśnie progres w defensywie zaprowadzi Knicks daleko. Na to też znalazłem stat – Knicks są 14-0, jeśli zatrzymują rywali na max. 88 punktach. 3-13, jeśli pozwalają im na dobicie do granicy 100 punktów. Liczby nie kłamią.

Przechodząc do Milwaukee Bucks, ostatniej drużyny, która ma jeszcze szansę na PO na Wschodzie – oni również w pewnym stopniu zawdzięczają swoje sukcesy ruchom kadrowym, ale oczywiście – nie w tak dużym, jak Knicks Woodsonowi. Mam na myśli wymianę z Warriors, gdy do Oakland Kozły oddały Andrew Boguta, który i tak nie grał, oraz Stephena Jacksona, który grać nie chciał. Do Wisconsin trafili Monta Ellis i Ekpe Udoh. Pozbycie się Boguta może mieć gorsze skutki w kolejnych latach, to przecież trzeci środkowy ligi i drugi najlepiej broniący, ale też jeden z bardziej podatnych na kontuzje graczy. Monta Ellis w Warriors nie dorobił się zbyt dobrej opinii, określano go jako „jeźdźca bez głowy”, bez obrony, zbyt niskiego jak na pozycję numer dwa, na której gra. W Milwaukee gra obok „pasującego” do niego Brandona Jenningsa, gra niskim back-courtem jest bardzo ciekawym pomysłem w ofensywie. W obronie mogą pojawić się problemy, ale Scott Skiles może postępować tak, jak ostatnio – na Jamala Crawforda „rzucił” Carlosa Delfino. Efekt? 1-8 z gry. Ukrycie Ellisa w obronie ma więc jakieś szanse powodzenia. Zresztą w tym roku, jak ukazują to liczby, Bucks znacznie lepiej powodzi się w ataku (9. miejsce), nie dziwi to nikogo, kto spojrzy na ich personel – Jennings, Ellis, Gooden, Ilyasova czy strzelec z ławki Dunleavy – oni wszyscy mają bardzo dobry wpływ na osiągi MIL w ataku, o czym przekonali się ostatnio Blazers.

Poza Jenningsem i Ellisem najciekawszymi postaciami grającymi w Bucks są Drew Gooden i Ersan Ilyasova. Gooden niedawno został graczem tygodnia i bardzo dobrze wywiązuje się z obowiązków „zastępcy Boguta” (bo ten przecież już w Milwaukee nie gra). Ilyasova zaś swoimi niedawnymi występami dorobił się swojej własnej „Ersanity”. Teraz trochę spuścił z tonu, ale klub na tym nie ucierpiał, taka jest właśnie zaleta posiadania zbalansowanej ofensywy opartej na wielu filarach. Możecie pomyśleć – o, Nuggets – ale Bucks różnią się od nich tym, że mają kogoś (Ellis), kto jest w stanie przejąć mecz. (Nie, nie robię z niego „the closera”) Mam nadzieję, że Monta nie zapomni, „jak to się robi”, ale nawet, jeśli potencjalny game-winner nie wpadłby do kosza, na miejscu jest znany z „clutch” dobitek Ilyasova, który naprawi błąd kolegi. Swoją drogą – Ellis ma szansę na metamorfozę, bo w ostatnim meczu z PTB miał 9 asyst przy tylko 8 rzutach z gry. Ale pewnie jeszcze odezwie się w nim „duch strzelca” i Monta zasypie nas rzutami. Oby celnymi.

Bucks wygrali sześć ostatnich spotkań, dlatego też w moim mniemaniu mają całkiem duże szanse na play-offs mimo gorszego bilansu od Celtics i Knicks. W porównaniu z tymi drugimi mają dwa mecze zaległe, gdy uda im się je wygrać, zrównają się z nimi bilansem. Może być ciężko, bo już dziś grają z.. Bostonem. Ale za to kolejny mecz to spotkanie z Bobcats.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to gratuluję. W nagrodę poznacie moje typy, kto znajdzie się na siódmym i ósmym miejscu. A przynajmniej – kogo chciałbym tam zobaczyć. Siódme miejsce moim zdaniem powędruje do Nowego Jorku, a Knicks zmierzą się z Miami Heat. Ósma lokata będzie należeć do Celtics i dojdzie do serii Bostonu z Bulls, ale serce podpowiada mi, bym postawił na Bucks z dwóch powodów. Raz, że chciałbym zobaczyć, co czwórka Jennings-Ellis-Gooden-Ersan zrobi przeciwko najlepszej defensywie ligi (subiektywnie). Dwa, że dziewiąte miejsce w Bostonie oznaczałoby koniec epoki Big Three + Rondo i najprawdopodobniej rozpoczętoby przebudowę, czego im życzę, bo w tym składzie przy tak mocnej konkurencji nic już chyba nie osiągną. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo ich lubię i właśnie dlatego chciałbym jak najszybszego rebuildu, by za chwilę wrócili do walki o tytuł, bo to jest chyba lepsze niż tułanie się w środku tabeli.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

6 komentarzy

  1. cynick pisze:

    Uważam, że pierwsza runda PO na wschodzie może być ciekawa
    Boston/NYK – Chicago
    Boston/NYK – Miami
    I wcale bym się nie zdziwił gdyby doszło do jakiejś niespodzianki.
    Liczę na pojedynek Chicago – NYK. W tej rywalizacji zawsze było ciekawie.
    A Boston? No cóż, nigdy ich nie należy lekceważyć. Mogą wspiąć się na wyżyny, bo to być może ostatni sezon razem „Wielkiej trójki”.

  2. Torquemada pisze:

    Rany, dlaczego nikt nie napisze o walce Bostonu o 4 miejsce przed PO? Jutro lub w sobotę kolejna szansa, przecież niezależnie od wszystkiego jak wygrają swoją dywizję są na czwartym miejscu – jeśli się mylę proszę o sprostowanie. Teraz znowu mają moment przed meczem z P76 żeby ich wyprzedzić. Jeśli ograją Milwaukee i Philadelphia bedą na 4 miejscu z przewaga jednego meczu nad Philadelphia.

  3. Woy9 pisze:

    obejrzymy mecz z Bucks i na pewno jutro pojawi się relacja z tego wydarzenia;-)

  4. lysy pisze:

    No oczywiście przecież Boston robi wszystko żeby wygrać dywizję z Philadephią i wtedy są na 4 miejscu w conferencji myślę że może im się to udać

  5. Torquemada pisze:

    Pierwszy krok do czwartego miejsca zrobiony Milwaukee ograne.

  6. qq pisze:

    Dokładnie, nie ogarniam do końca tych wyliczanek, skoro Boston musi tylko wyprzedzić Sixers i grają w PO Z HCA. w tym momencie brakuje im pół meczu i dziś, a dziś w nocy grają właśnie w Philly.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *