Pewna wygrana Atlanta Hawks

Zespół Atlanta Hawks pokonał bez większych problemów Washington Wizards 102-88. Świetne spotkanie rozegrali dwaj liderzy Jastrzębi – Josh Smith oraz Joe Johnson, którzy byli głównymi dostarczycielami punktów dla zespołu z Georgii. Washington natomiast nadal czeka nowopozyskanych:  Brazyliczyka Nene oraz Briana Cooka, którzy w dzisiejszym spotkaniu nie wystąpili.

Kadra Wizards przed meczem w Philips Center była dość oszczuplona po pierwsze ze względu na brak wytransferowanych Javaala McGee oraz Nick’a Younga, a po drugie przez kontuzję Rasharda Lewisa, Ronny Turiafa. Debiut Briana Cooka przewidziany jest dopiero na sobotni mecz z Memphis, zaś Nene ma dołączyć do stołecznej drużyny w środę. Wobec takiego stanu rzeczy podopiecznu Randy Wittmana nie byli faworytami starcia z Hawks.

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Washingtonu, który zaliczył run 11-3. Następnie do głosu doszedł Joe Johnson, którego punkty pozwoliły dogonić rywali, a także wypracować niewielką przewagę.  Zawodnik ten w pierwszej kwarcie zdobył 15 trzykrotnie trafiajać za 3 punkty, a jego Hawks prowadzili 30-26.

Druga część meczu miała równie wyrównany przebieg z lekką przewagą Wizards. Dobrze prezentował się John Wall, który zbierał, asystował i zdobywał punkty. Dzięki temu Wizards wyszli na prowadzenie. W obozie gospodarzy swoją dobrą dyspozycję potwierdzał Joe Johnson, ale jego dobra postawa nie wystarczyła i to Czarodzieje schodzili na przerwę do szatni z prowadzeniem.

Pierwsze pięć minut trzeciej kwarty obfitowało w niecelne rzuty i straty, a więc nie był to zbyt interesujący fragment meczu. Dopiero efektowny wsad Josha Smitha wyrwał Jastrzębie z marazmu. Przy stanie 60-56 dla Wizards Smith najpierw sam zdobywa punkty kolejnym wsadem, a chwilę później asystuje do Joe Johnsona, który trafia trójkę i Hawks wychodzą na jednopunktowe prowadzenie. To jest moment przełomowy meczu. Gospodarze wyraźnie pobudzeni takim obrotem spraw seryjnie punktują. Za trzy trafiają J. Johnson, Kirk Heinrich oraz Pargo, natomiast Czarodzieje wydają się być bardzo zagubieni i bezradni w swojej grze. Zuepłnie nie potrafią odpowiedzieć rywalom i ta część gry kończy się wynikiem 71-64 dla zespoły z Georgii.

Na początku czwartej odsłony goście próbowali nawiązać walkę dzięki punktom Trevora Bookera czy Kevina Seraphina jednak okazało się to nie wystarczające. Smith i Johnson wrzucili szósty bieg, co umożliwiło powiększenie przewagi. Fatalna druga połowa graczy ze stolicy oraz jednocześnie wyśmienita dyspozycja dwójki liderów Jastrzębi zaowocowały wysokim zwycięśtwem tych drugich 88-102.

We were two totally different teams. In the second half, we over-dribbled the ball. You can’t be one team one half and then different in the second. We threw the ball all over the place befroe we even looked to pass . . . I can’t say the Hawks beat us because we played poor defensively; it was strictly a loss by how we . . . played offensively in the second half.” – tak grę swojej drużyny podsumował wyraźnie rozczarwany coach Randy Wittman. W jego zespole najlepszymi graczami byli Trevor Booker zdobywca 18 punktów oraz 9 zbiórek, a także John Wall, który miał 14 oczek, 9 asyst i 7 zebranych piłek.

Joe Johnson z Hawks zakończył spotkanie z 34 punktami notując świetną skuteczność zza linii 7,24 ( sześć celnych na osiem prób). Drugi z bohaterów meczu – Josh Smith rzucił dla swojego zespołu 23 pkt, 8 asyst oraz 7 zbiórek.  Ciekawostką jest, że o triple-double otarł się Zaza Pachulia. Gruzin miał 10 zbiórek ( najwięcej w zespole), 10 punktów oraz 7 asyst.

Gracz meczu: Joe Johnson

WASHINGTON WIZARDS (10-33) – ATLANTA HAWKS (25-19) 88-102

(26-30, 28-20, 10-21, 24-31)

T. Booker 18 pkt, J. Wall 14 pkt, R. Mason Jr. 12 pkt – J. Johnson 34 pkt, J. Smiths 23 pkt, J. Teague 14 pkt.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *