James, Heat górą w spotkaniu o dwóch obliczach

Kibice zgromadzeni w Wells Fargo Center zobaczyli dziwne spotkanie. Mecz na szczycie Konferencji Wschodniej miał dwie zupełnie różne odsłony. Po pierwszej połowie wydawało się, że Heat wygrają bez najmniejszych problemów, ale w kolejnych 24 minutach Sixers wzięli się do pracy. Niewiele im zabrakło by mocno nastraszyć najlepszą ekipę ligi.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Miami Heat 32-11 31 26 12 15 84
Philadelphia 76ers 25-19 18 12 26 22 78

W skrócie

Dzięki fantastycznej postawie LeBrona Jamesa, Heat udało się przerwać passę czterech kolejnych porażek. Katastrofalnie grający w pierwszej połowie Sixers sprawiali wrażenie, jakby byli pogodzeni z tym, że goście są od nich drużyną zdecydowanie lepszą.

Statystyki ze spotkania Heat @ Sixers (źródło: NBA.com)

LBJ musiał wziąć na siebie duży ciężar gry w ofensywie ponieważ Chris Bosh i Dwyane Wade mieli mocno rozregulowane celowniki. Inna sprawa, że osiągnięte przez Jamesa 29/7/8 nie wydaje się niczym szczególnym dla niego, a to + bilans Miami skłania mnie do tego, że LeBron jest moim  faworytem w wyścigu po tytuł MVP.

We’ll learn from our mistakes. But that won’t take away from being on the road and getting a win against a very good team. – LeBron James

Jak źle grali gospodarze w pierwszej połowie? Wystarczy powiedzieć, że do połowy zdobyli 30 punktów i mieli blisko drugie tyle (27pkt) straty.

Nie wiem co w szatni powiedział do swoich graczy Doug Collins, ale podziałało. Trzecia kwarta była lustrzanym odbiciem drugiej odsłony. Tym razem w roli ofiary występowali Heat, których licznik punktowy zatrzymał się na 12. Rozpędzeni Sixers nie zwalniali tempa i postraszyli Miami. W ostatnich 12 minutach dobrze funkcjonująca defensywa i poprawione celowniki w ataku sprawiły, że niewiele zabrakło by 27 punktów przewagi gości nie wystarczyło. Ostatecznie jednak Heat są zbyt doświadczoną i dobrą ekipą by pozwolić na taki comeback.

It’s very frustrating to have two different halves in the first half and the second half. It’s disappointing that we can’t play like that the whole game. – Elton Brand

Sixers zakonczyli wieczór z zaledwie 78 punktami na koncie ponieważ bardzo słabo prezentowali się ich rozgrywający. Podstawowy – Jrue Holliday trafił tylko 3 z 16 oddanych rzutów, a jego zmiennik – Lou Williams nie był wiele lepszy i zanotował 4/15. Komentatorzy zwracali także uwagę na stosunkową pasywność w ataku Andre Iguodala’i, który widzą problemy z kreowaniem akcji powinien wziąć trochę więcej ciężaru na swoje barki.

Debiutujący w stroju 76ers – Sam Young (pozyskany z Grizzlies) zdobył 1 punkt w 1:42 na parkiecie. W drużynie miejscowych zabrakło Spencera Hawesa, któremu lekarze zalecili występy w co drugim meczu.

Przed Heat teraz pojedynki u siebie z Magic i Suns, a potem wyjazdowa batalia z Pistons. Sixers tymczasem wybierają się na mecze z Bulls i Bobcats, a potem w mini-derbach regionu podejmą Knicks.

Najlepsi na boisku

Heat:

  • LeBron James – 29 punktów, 7 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwyty, 2 bloki
  • Dwyane Wade – 12 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty, 2 bloki

76ers:

  • Evan Turner – 13 punktów, 8 zbiórek, 5 asysty, 2 przechwyty
  • Andre Iguodala – 11 punktów, 10 zbiórki, 4 asysty, 3 przechwyty

Ciekawostki

  • Heat wygrali ostatnie 10 pojedynków w sezonie regularnym przeciwko Sixers.
  • Miami mają bilans 14-0 w spotkaniach, w których ich rywale nie przekroczyli bariery 90 zdobytych punktów.
  • W wypełnionej po brzegi hali (20,396) pojawił się mniejszościowy udziałowiec 76ers – Will Smith z rodziną.
  • Heat ustanowili nowy rekord zespołu zaliczając przynajmniej 1 blok przez 335 spotkań z rzędu (od 16 stycznia 2008).
  • Dwyane Wade zanotował swoje czwarte double-double w tym sezonie.
  • W trzech meczach przeciwko Sixers w tym sezonie LeBron James notuje średnio 25.3 ppg przy skuteczności w granicach 60%.

Kontuzje i gracze nieaktywni

Heat: Curry, Harris, Howard, Pittman (decyzje trenera), Miller (kontuzja)

76ers: Battie, Bracklins, Nocioni (decyzje trenera), Hawes (poza składem)

Boxscore

Heat: Bosh 10 (6zb), James 29 (7zb, 8ast), Anthony 2, Wade 12 (11zb, 6ast), Chalmers 10, a także Battier 6, Jones 3, Haslem 10 (5zb), Cole 2

76ers: Brand 6 (8zb), Iguodala 11 (10zb), Vucevic 9, Turner 13 (8zb, 5ast), Holiday 7, a także Williams 12, S. Young 1, T. Young 8 (8zb), Meeks 7 (5zb), Allen 4


Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

19 komentarzy

  1. Marcin#10 pisze:

    ‚nastraszyć NAJLEPSZĄ ekipę ligi.’ – to bardzo subiektywna opinia, a takich powinno tu być jak najmniej, zwłaszcza patrząc na ich bilans, a bilans Bulls i Oklahomy ;)

    • Szczerze to wydaje mi się że to nie jest duża kontrowersja. Thunder i Bulls są moim zdaniem w stanie ich ograć w pojedynczym meczu, ale w serii best of seven nie mieliby zbyt dużo do powiedzenia mimo całego szacunku do obu zespołów.

      Wczoraj zresztą o tym myślałem i moim zdaniem w PO Thunder mieliby problemy z SAS (i to rozważałem jeszcze przed meczem).

    • Kuba pisze:

      To jakiś żart tak?
      Miami- zespół 3 gwiazd które zamiast współpracować nawzajem sobie przeszkadzają, do tego fatalny center i średnia ławka w serii do siedmiu meczy nie miało by szans z rozpędzonymi, równymi Bulls nawet bez RIPa Hamiltona. Co do OKC zgadzam się z Tobą.

      Jesteś kapkę zbyt stronniczy jak na mój gust.

      http://www.nba.com/games/20120314/MIACHI/gameinfo.html
      http://www.nba.com/games/20120313/MIAORL/gameinfo.html

    • Oczywiście że jestem, trudno żeby opinia nie była stronnicza ;)

      Nie uważam żeby Heat grali ‚każdy sobie’ – poprzednie PO pokazały im, że to do niczego nie prowadzi. No i z tą słabą ławką trochę przesadziłeś. Battier, Cole, Miller, Haslem, Jones – to nie są pionki.

      Btw. Nie jestem na bandwagonie Heat, hejtowałem ich już od dawna, ale muszę docenić to jak grają w tym sezonie.

      W Bulls brakuje mi weterana w stylu PJ Browna czy nawet Jamesa Posey’a, który w trudnym momencie powie – zamknąć mordy i dajcie mi piłkę. Ale jestem daleki od dyskredytowania ich.

    • Kuba pisze:

      W ostatnich meczach i LBJ i D-Wade pokazali jak potrafią grać w końcówce.
      Zresztą Rose podczas pierwszego meczu z Miami też zdeczka spierniczył w crunch timie(2 nietrafione wolniaki, potem ten „wyczyn” powtórzył LBJ).
      D-Wade w meczu z Lakersami też pokazał, że nie jest jeszcze tak klasowym liderem jak choćby Bryant czy Parker. Oczywiście nie zawsze wyjdzie, ale nie bez powodu LBJ ma pseudonim Mr.Czwarta Kwarta.

      Pisząc, że nie mieli by za dużo do powiedzenia poniekąd ich zdeprecjonowałeś. Poczynili naprawdę wielki postęp od poprzedniego sezonu i to widać.

    • Może źle się wyraziłem. W tych seriach nie byłoby blowoutów, ale i to podtrzymuję – Heat wygraliby obie pewnie.

      Szczerze jako kibic Spurs wolałbym żeby Byki pokonały Miami na Wschodzie i z nimi SAS mieliby się zmierzyć w finale :)

    • Wojtek Żuławiński pisze:

      Wystarczy, że Dwight będzie trzymał ich daleko od kosza. Stopperów potrzeba bardziej na Bryanta, który lepiej rzuca i może grać na półdystansie czy dystansie. LBJ i Wade lubią bardziej wjeżdżać, a nikt nie ma lepszego obrońcy pod koszem niż Orlando. więc Heat nie muszą przejechać się sweepem po Magic. To może być nawet 6-meczowa seria.

      jestem stronniczy, ale staram się zachować jakiś obiektywizm;P

    • Kuba pisze:

      Szanuje twoje zdanie, ale najlepsza ekipa ligi?
      Ani nie są na szczycie tabeli, ani nie grają jakiegoś wielkiego basketu, tyle że mają Big Three.
      Ja również jako kibic Spurs i Lakers kibicuje na Chicago z tytułu tego jaki wielki postęp poczynili. Do Miami nic nie mam, ot całkiem sympatyczna drużyna, ale na mistrza w obecnym stanie rzeczy wg mnie szans nie mają.

    • Jakbym jeszcze LAL pojechał to do wieczora musiałbym się tłumaczyć złym kibicom ;)

  2. Fixer pisze:

    Orlando moze sprawic duze klopoty Miami w PO jesli DH bedzie zbieral

    • Tak, ale co pokazali Hawks – Magic nie będą wygrywać w PO nawet jak Howard będzie notował po 40 punktów, jeżeli reszta będzie grała słabo. A koledzy DH są strasznie nierówni. Anderson i Nelson może zdobyć 30 punktów by w kolejnych 5 meczach nie przekraczać 10… Wiesz co to oznacza w serii…

      No i jeszcze jedno – Magic nie mają graczy, którzy choć trochę mogliby ograniczyć Jamesa i Wade’a.

    • Adrian89 pisze:

      z hejtowania – szacunek a tutaj powoli fan się robi:)

      Nie no jak dla mnie mówienie że Heat mają już praktycznie misia to jak dla mnie największa głupota. Jak kosmos pisał dla mnie jak rok temu nie wygrali w tym roku wyglądają gorzej więc tym bardziej nie wygrają.

      I mówienie że nie ma kto ograniczyć Wade i James- problem Miami polega na tym że oni sami potrafią się ograniczyć w końcu jakimś cudem przegrali z Orlando a Miami z ekipami z dobrym Centrem raczej mają ujemny handicap i to spory na dzień dobry. W Bulls Asik nawet może sobie robić jaja z Joela. A o Noahu nie wspominając.

    • Adrian89 pisze:

      oczywiście Miami dojdą daleko ale moim zdaniem Bulls w tym roku jesli nie bedzie jakis kontuzji w Po ich ograja. Moi faworycia to Spurs- Bulls

    • Fanem nie jestem, ale potrafię docenić ich grę. Są gorsi niż rok temu? LBJ poprawił się w postup, drużyna jest bardziej zgrana. Chalmers i Cole dobrze dzielą minuty na PG. Doszedł Battier (osłabienie?), Curry (6 fauli + masa na Howarda właśnie), jest zdrowy Haslem i wkrótce znów wróci Miller.

      Tytułu im nie daję – niech go sami zdobędą. Widzę ich wady. Finałęm Spurs – Bulls bym się jarał ;)

  3. Wojtek Żuławiński pisze:

    oczywiście tamten koment dotyczy dyskusji o ORL-MIA;)

  4. kelati23 pisze:

    stwierdzenie że nie jest dużą kontrowersją nazwać miami najlepszą drużyną ligi uznaję za ekstremalnie kontrowersyjne:)mówimy tu o drużynie która nie ma najlepszego bilansu w lidze, rozumiem że można mieć taką opnię no ale trochę umiaru można zachować. imo zdrowe chicago wygra w serii z miami, jak nie będzie łatwych wjazdów po kosz dla wada i lebrona to jakoś nie widzę ich ładujących jumpery na dużej skuteczności, zwłaszcza w 4q.

    • To tak jakby gdybać jak graliby Bulls bez wejść Rose’a – raczej to bez sensu bo wiadomo, że bez najgroźniejszej broni gra wygląda zupełnie inaczej. Inna sprawa, że powiedzieć, a zrobić to już zupełnie co innego :)

  5. Damian pisze:

    Fajny tytuł! :) niczym z nba com, bardzo dobrze :)

  6. Tye pisze:

    DH sam meczu nie wygra, kto mu pomoże? Moim zdaniem zrobił wielki błąd, że został w Orlando. Nie zapominajmy, że częstotliwość meczy jest troche większa niż w normalnym sezonie, gdzie rozgrywane są wszystkie spotkania. Właśnie dlatego jestem pewny, że granie po 40 min Howarda w meczu nie będzie skutkować jakimkolwiek pożytkiem… najzwyczajniej opadnie z sił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *