Nelson i Howard wygrywają dla Magic derby Florydy

Do trade-deadline jeszcze tylko ok. 30 godzin, Magic nadal nie wymieniają Dwighta Howarda i mogą tego żałować w kolejnych latach, bo na 99% Howard opuści Orlando. Jeśli jednak Alex Martins zdecydowałby się na jego pozostawienie do końca sezonu, Orlando może jeszcze raz spróbować zawalczyć o Finał Konferencji. Dziś po raz drugi w tym sezonie pokazali, że dzięki posiadaniu najlepszego środkowego ligi mogą sprawić bardzo dużo problemów Miami Heat, ich potencjalnych rywali w drugiej rundzie PO.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=8UMBAVdC80Q&w=585]

Miami Heat 98:104 Orlando Magic OT

Heat przejęli kontrolę nad meczem w drugiej kwarcie, gdy przeprowadzili run 20-0, który dał im rekordowe, 14-punktowe prowadzenie w tym meczu. Utrzymali mniej więcej taką przewagę do czwartej minuty trzeciej kwarty, od tamtej pory Magic rozpoczęli come-back, który okazał się skuteczny jeszcze w tej samej odsłonie. Minutę przed jej końcem Magic objęli pierwsze prowadzenie od wielkiego runu Heat, po trójce Redicka wygrywając jednym punktem. Czwarta odsłona była bardzo wyrównana, choć w samej końcówce wydawało się, że po zwycięstwo sięgną gospodarze z Orlando, na 44 sekundy do końca przy wyniku 91:91 Jameer Nelson trafił trójkę, ale kilka sekund później tym samym odpowiedział Dwyane Wade. Nelson próbował powtórzyć swój wyczyn, po nim rzucał jeszcze Wade, ale obaj spudłowali. O ile Jameer oddał typową ‚cegłę’, tak ostatni rzut Flasha dosłownie wykręcił się z obręczy. Nie zawsze wpada tak szczęśliwie, jak z Indianą.

Mieliśmy więc dogrywkę, którą znacznie lepiej rozegrali Magic. Dzięki ośmiu punktom Nelsona i Howarda Magic prowadzili na 55 sekund do końca 102:96, a taką przewagę w tak krótkim czasie trudno jest roztrwonić szczególnie, jeśli ma się w swoim zespole najlepszego obrońcę ligi, który broni jeszcze lepiej przeciwko lubiącym wjazdy Jamesowi i Wade’owi. Howard miał dziś 24 punkty i 25 zbiórek, po prostu opanował defensywną tablicę (21 zbiórek w obronie), w ataku zaś raz po raz kończył punktami (9-13). Był w ofensywie takim zagrożeniem, że Heat zdecydowali się na ‚hack-a-Dwight’, które całkiem dobrze się sprawdzało (6-18). Howard jednak nie był w tym meczu sam.

Jameera Nelsona często można krytykować za to, że nigdy nie będzie typowym rozgrywającym pasującym do Howarda. On jest po prostu świetnym strzelcem, fałszywą dwójką, ale w ważnych momentach potrafi przejąć mecz. Jeśli tylko jest gorący. Dzisiaj był, zdobył 12 punktów w samej czwartej kwarcie i dogrywce, robił pod koszem Heat to, czego ci nie mogli zrobić pod obręczą gospodarzy. Ale przecież Miami nie ma Dwighta Howarda. W sumie Nelson miał 25 punktów (10-16 FG) i wreszcie przypominał gracza, który w 2009 roku został All-Starem.

Tak jak Dwight Howard został królem bronionej tablicy, tak do Ryana Andersona (16 pkt, 12 zb) należała atakowana (7 zb). Tylko LeBron (8) zebrał więcej piłek na tablicy Heat. Howard z Andersonem zebrali razem więcej, niż cała drużyna Żarów. JJ Redick (17 pkt) znów dobrze zastąpił Jasona Richardsona. Ciekawostka – Redick miał rekordowy wskaźnik +/- (+26). Dla porównania – Howard +5, Nelson -3.

LeBron James (19/11/8 + 6 TO), Dwyane Wade (28/6/5) i Chris Bosh (23/8, 9-14 FG) zdobyli w sumie 70 punktów, ale tylko 27 w drugiej połowie i dogrywce. Skoro już mowa o tym fragmencie gry – cały zespół Heat nie oddał w nim ani jednego rzutu wolnego. Ot, taka ciekawostka. Szczególnie słabo wypadła dogrywka, w której goście spudłowali 9 z 11 rzutów. Tak nie wygrywa się meczów z Orlando, z tak gorącym Nelsonem. Do overtime mogłoby w ogóle nie dojść, gdyby Shane Battier trafił chociaż jedną z trzech trójek wide-open w czwartej kwarcie. Tak się jednak nie stało.

Nie wiem, czy Orlando chce wymienić Howarda (Smith i SvG chcą, Martins nie chce, ale to on tak naprawdę rządzi teraz klubem), ale nawet jeśli wyrażą chęć pozbycia się go, może być już za późno, może już zabraknąć chętnych. Nets nie są chyba zainteresowani pozyskaniem go teraz, o Lakers nawet nie mówię, Ellis właśnie trafił do Milwaukee, Bulls również nie skuszą się na niego, Mavericks liczą na lato.. Wygląda więc na to, że ten sezon będzie ostatnim, ale pełnym sezonem Howarda w Orlando. Finał Konferencji przy korzystnej drabince jest możliwy, nie ma na to dużych szans (20-30% według mnie i to z tak grającym DH12, jak dziś), ale jestem kibicem Magic, więc – I BELIEVE. Tylko – co dalej?

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. Fenomen pisze:

    Sam zastanawiam sie, jaki zespol wybralbym na jego miejscu po zakonczeniu sezonu… No i co? Do bulls nie pasuje ( ciagle w glowie mam prenentacje ASG i zachowanie jego i rose’a ;P ), do lakers raczej nie pojdzie, bo maja bynuma. Dallas? Rownie dobrze moglby zostac w orlando. Nets i knicks bardzo ciekawe opcje. Zostanie na florydzie i heat? Nie, nie wierze w to. Moze boston? Ciekawi mnie czy w clipersach zmiescilby sie razem z griffinem pod koszem ;) jego zmiana klubu rozbudza moja wyobraznie bardziej niz zmiana otoczenia przez LBJ. Wydaje mi sie ze zostanie w orlando, ale mam nadzieje ze sie myle ;)

  2. Cosmo pisze:

    a osobiste Howarda coraz gorzej….

  3. sterdwalker pisze:

    A ja mam nadzieje ze Howard zostanie w Orlando. Jak dla mnie knicks odpadają bo maja chandlera. Jak narazie najlepszą opcją jest new jersey ale z nimi raczej pucharu play-off nie zdobędzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *