Krajobraz po pierwszej poważnej wymianie.

U nas mamy pełnię nocy, natomiast za oceanem wieczór szaleje w najlepsze. W tych okolicznościach doszło do pierwszej bardzo ciekawej wymiany przed trade deadline, a więc trejdu pomiędzy Milwaukee Bucks, a Golden State Warriors. Piotrek Gładczak pokrótce przedstawił kulisy tej wymiany, ja natomiast chcę na to spojrzeć odrobinę szerzej i pomyśleć, co może ona przynieść uczestniczącym w niej drużynom. 

Co ta wymiana oznacza dla Bucks:

Bucks zyskali Montę Ellisa, Ekpe Udoha i spadający kontrakt Kwame’go Browna w zamian za Andrew Boguta i Stephena Jacksona. Na pierwszy rzut oka deal wydaje się całkiem przemyślany dla obydwu stron. Żeby jednak było tak w istocie wiele szczegółów musi odpowiednio zatrybić i na obecną chwilę wydaje się, że więcej zyskują Kozły.

Podstawowymi elementami tej wymiany były postacie Monty Ellisa i Andrew Boguta i to wokół nich odbywała się cała rozgrywka. Już mniej więcej od niedzieli można było usłyszeć plotki, że Warriors będą bardzo zmotywowani do przejęcia od Milwaukee australijskiego centra, nie było jednak wiadomo kogo będą chcieli oddać w drugą stronę.

Co zyskało Milwaukee? Przede wszystkim świetne uzupełnienie na i tak mocny już backcourt. Ellis jest w tej lidze postacią na pewno znaczącą, choć trzeba uczciwie przyznać, że dość jednotorową. Dodanie takiego gracza do rosteru wiąże się ze zmianą stylu gry na szybszy i bardziej ofensywny. Nie wiem, czy znany z wojskowego drylu Scott Skiles będzie umiał podłączyć tak specyficznego zawodnika pod obecnie obowiązujący system. Wydaje mi się, że ta wymiana może przynieść również zmianę na stanowisku pierwszego szkoleniowca i będzie początkiem głębszych zmian w stanie Wisconsin. Na tę chwilę Monta na pewno może świetnie się uzupełniać z Brandonem Jenningsem i stworzyć duet na kształt tego, który kreował wraz ze Stephenem Curry’m w Warriors. Trzeba jednak przyznać, że taki tandem jest wybitnie ukierunkowany na jedną stronę parkietu i żeby wykorzystać w pełni drzemiący w nim potencjał należy będzie zmodyfikować większość schematów, zarówno tych w ataku jak i w defensywie. Jeśli Skiles (bądź inny trener) będzie potrafił wyjść naprzeciw tym przeobrażeniom to Bucks z miejsca mogą stać się jednym z najlepszych do oglądania teamów w całej lidze. Warunek jest jeden – należy znaleźć nowy pomysł na funkcjonowanie drużyny.

Ponadto do Milwaukee przenosi się Ekpe Udoh. Zawodnik tyleż utalentowany, co jednak jeszcze nie w pełni eksploatowany. Przenosiny na Wschód mogą dla niego oznaczać więcej szans na pokazanie swoich nieprzeciętnych umiejętności i wydaje się, że szybko powinien awansować w hierarchii podkoszowych ligi. Tym bardziej teraz, kiedy w Milwaukee na obwodzie jest przesyt, a pod koszem powstała delikatna dziura, którą ktoś będzie musiał wypełnić. Produktywność gry skrzydłowego mającego swe korzenie w Nigerii już w GSW była niezła, teraz należy przenieść te walory na trochę wyższą liczebność minut i ten ruch może okazać się zbawienny.

Trzecim elementem tej wymiany po stronie Bucks jest Kwame Brown, który jednak pewnie zbyt wiele sobie w tym sezonie nie pogra, gdyż cały czas widnieje na liście graczy nieaktywnych. Nawet, jeśli udałoby mu się uporać z urazem to nie sądzę by wkroczył na stałe do rotacji. Plusem jego pozyskania wydaje się natomiast bezsprzecznie fakt, że po sezonie jego kontrakt spada i odciąża salary-cap o prawie siedem milionów dolarów, co jest całkiem miłą sumką.

Jak ta wymiana wpłynie na resztę graczy Skilesa? Jenningsowi powinna pomóc na znalezienie w sobie odpowiedniej motywacji do gry, której ostatnio chyba zaczęło mu trochę brakować. Ustabilizuje się pozycja w pierwszej piątce Drew Goodena, który może nie jest klasycznym środkowym, ale niejednokrotnie już w tym sezonie pokazał, że może pełnić tę rolę w drużynie aspirującej do play-offs. Dzięki pozyskaniu Ellisa rodzi się też możliwość wytransferowania Carlosa Delfino, który ciągle może być łakomym kąskiem dla wielu zespołów tej ligi. Za niego można byłoby pozyskać np. solidnego zmiennika pod kosz, który wzmocniłby tę formację w kontekście coraz realniejszej walki o gry posezonowe.

 

Co ta wymiana oznacza dla Warriors:

O ruch z udziałem Boguta bardzo zabiegał coach Wojowników Mark Jackson, który zamierza już raz na zawsze zerwać z koszykówką spod szyldu run’n’gun na rzecz nowych, dobrze broniących graczy z Oakland. Uznano więc, że idealnym kandydatem na zmianę tego oblicza będzie Andrew Bogut. Owszem, zdrowy Kangur to na pewno postać, wokół której można budować pewne podwaliny pod sprawnie działający system. Tylko, że pierwszy wybór draftu z 2005 r. bardzo rzadko bywa w pełni zdrów i to właśnie budzi największy niepokój wszystkich fanów Warriors. Dlatego też ten ruch obarczony jest bardzo dużym ryzykiem, które może niestety przerosnąć efekty. Widać jednak, że w tej organizacji bardzo wierzą w słuszność koncepcji byłego rozgrywającego Pacers i podporządkowują mu w całości wszelkie działania. Na dzień dzisiejszy jednak ten trade jest dość mocno dyskusyjny, bo w razie niewypału Wojownicy zostają tak naprawdę z niczym. Oddają swoją największą gwiazdę w zamian za zawodnika, który równie dobrze może zakończyć karierę w wieku 29 lat i na ten problem nikt już nie znajdzie lekarstwa. Trzeba przyznać, że ten transfer jest naprawdę bardzo kontrowersyjny, bo jeśli okaże się pomyłką może rzutować bardzo kiepsko na najbliższą przyszłość Golden State.

Co dostają oprócz Boguta? Swojego starego, dobrego znajomego, a więc Kapitana Jaxa, w którego: a) albo bardzo wierzą b) albo będą chcieli nim dalej handlować. Najlepszy okres swojej dotychczasowej kariery Jackson rzeczywiście spędził w Oakland i tak naprawdę tu wyrósł na jednego z najlepszych graczy drugiego planu całej ligi. Dziś jednak wraca już te kilka lat starszy i na pewno wiele ze swoich atutów już zatracił. Nie jest to też materiał na duchowego przywódcę młodej drużyny, bo pomimo dużej osobowości ciągle jednak jest trucicielem szatni. I jeśli coś mu się akurat w danej chwili nie spodoba to głośno daje temu wyraz, co ma wpływ na funkcjonowanie całej drużyny. Dlatego właśnie uważam, że Wojownicy powinni próbować dalej coś robić z jego osobą, gdyż może któryś z contenderów skusi się na tak kłopotliwą osobę, a akurat na pozycji nr 2 GSW ma całkiem perspektywicznych graczy.

Jak ten deal wpłynie na całą resztę drużyny? Steph Curry powinien w tej chwili wznieść swoją grę na odrobinę wyższy poziom. Będzie miał więcej piłek dla siebie i będzie mógł z nimi robić, co tylko zechce. Uważam, że w najbliższej przyszłości poczyni skok jakościowy, a już na pewno taki progres zanotują jego statystyki. Jak bardzo te wskaźniki powędrują w górę będzie pewnie zależało od tego, czy gotowy do gry będzie Bogut. Jeśli Australijczyk wykuruje się i będzie potrafił grać kilkanaście meczów pod rząd to możemy zaobserwować znaczącą poprawę w ilości asyst, mając dwóch takich asów pod koszem jak Lee i Bogut, Curry będzie mógł pokazać pełnię swoich umiejętności jako playmaker. Ciekawi mnie też rozwój Klay’a Thompsona, który teraz, kiedy nie będzie już miał za rywala Ellisa powinien dostawać więcej minut. Jako, że jest to niezły defensor to powinien odnaleźć się w nowych, lepiej broniących Warriors.

A jakie Wy macie opinie na ten temat? Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

26 komentarzy

  1. Finley pisze:

    Świetny artykuł. Ja uważam, że jest to trade z korzyścią dla Warriors, jeśli ten klub chcę się wybić z przeciętności to musiał zaryzykować i postawić na podkoszowego wysokiego formatu. Za Ellisa jak zostało zauważone jest na prawdę dobre zastępstwo, nie są to strzelcy tak wybitni jak Ellis, ale bardziej pasujący do koszykówki Jacksona z mocną defensywą.

    Jeden z komentarzy z amerykańskich for:

    „anyone saying GSW lost this trade. The Bucks got raped! Great deal for the Warriors.”

    Jestem gotów się pod Nim podpisać, bo nie wierzę by Ellis ich zbawił. Monta kompletnie mi nie pasuje do koszykówki Kozłów, stawiam, że zburzy równowagę tego teamu opartą na zespołowości, gdzie wyjątkiem jest Jennings i tu pojawia się pytanie o współpracy tej dwójki. Chyba gorzej to już by mogła wyglądać tylko współpraca Westbrooka z Ellisem. To nie jest all-star game…

    Aczkolwiek Udoh może być tutaj sporym pocieszeniem dla Kozłów. Moim zdaniem jeden z lepiej broniących pod własną tablicą i to może być przyszłość klubu, w ofensywie jest trochę pokraczny, ale i tak przecież Ellis z Brandonem będą oddawali sami po 50 rzutów :)

  2. Lanfaust pisze:

    Powiem krótko, ja nie kojarzę aby jakiś zespół mający swoje największe gwiazdy na pozycjach 1,2 coś osiągnął w nba. Oczywiście od czasów Bad Boys, ale ci mieli świetnych podkoszowych, a poza tym tam gra opierała się na obronie.

  3. Woy9 pisze:

    Przede wszystkim Tony Parker i Manu Ginobili.

    W przeszłości przypominam byli finaliści jak Pacers z Markiem Jacksonem i Reggiem Millerem (Rose-Davis-Smits).

    Knicksi zagrali w finale NBA 1999roku z Allanem Houstonem i Latrellem Spreewellem (momentami obaj grali z tyłu, choć w większości czasu Spree grał na skrzydle, Childs/Ward-Johnson-Camby))

    Nowi Pistons po 2003 roku to również przede wszystkim Chauncey Billups i Rip Hamilton w życiowej formie. (Prince, Wallace x 2)

    Portland Trailblazers z jordanowskiej ery to przede wszystkim Clyde Drexler i Terry Porter czyli pozycje jedynki i dwójki. (Kersey, Williams, Duckworth)

  4. Lanfaust pisze:

    „Przede wszystkim Tony Parker i Manu Ginobili.”

    To tam nie grał Tim Duncan???? :))

    „W przeszłości przypominam byli finaliści jak Pacers z Markiem Jacksonem i Reggiem Millerem (Rose-Davis-Smits)”.

    Gwiazdami tego zespołu byli Rose i Miller. Jackson zdobywał koło 8 punktów i miał około 8 asyst

    „Knicksi zagrali w finale NBA 1999roku z Allanem Houstonem i Latrellem Spreewellem (momentami obaj grali z tyłu, choć w większości czasu Spree grał na skrzydle, Childs/Ward-Johnson-Camby))”

    Sam napisałeś, że Spree grał jako SF…………..

    „Nowi Pistons po 2003 roku to również przede wszystkim Chauncey Billups i Rip Hamilton w życiowej formie. (Prince, Wallace x 2)”

    Z nimi mam problem, ciężko mi stwierdzić, czy Rip był większą gwiazdą niż Big Ben, czy Sheed. Dla mnie ten zespół to typowi zadaniowcy bardzo wysokiej klasy. Ale przyjmując Twój punkt widzenia, to powtarza się casus Bad Boys. Twardy Difens.

    „Portland Trailblazers z jordanowskiej ery to przede wszystkim Clyde Drexler i Terry Porter czyli pozycje jedynki i dwójki. (Kersey, Williams, Duckworth)”

    to ten sam okres co Bad Boys. Po 92 roku Liderem zespołu obok Drexlera, był Clifford Robinson.

  5. Woy9 pisze:

    Parker był MVP tego zespołu i finałów z Cavs. Twoje stwierdzenie pominęło sporo historii;-)

    Billups też został MVP 2004 NBA Finals i był w życiowej formie.

    Bez Marka Jacksona nie byłoby Pacers w finale NBA , a po jego powrocie z Nuggets, Pacers znacznie zagrozili potędze Bulls (kto oglądał ten pamięta ,że kluczową była defensywa Pippena na Jacksonie)

    Mając na myśli mistrzowskich Bad Boys wg mnie miałeś na myśli 1990 rok. Ja z kolei finały Blazers i ich dominację na Zachodzie od sezonu 1991-92.

    Pójdę nawet dalej w rozważaniach mówiąc ,że bez dobrej dwójki zespoly dawno nie wygrywały tytułu/nie gościły w finałach NBA (Terry, Bryant, Allen, Wade, Hamilton, Ginobili, wcześniej Iverson, Miller, Hornacek , znów Drexler)
    Także dla mnie ta pozycja jest kluczowa (!)
    no more comments..

  6. Lanfaust pisze:

    co do Parkera i Billupsa nie ma sporu z mojej strony.
    Parker miał jednak przyszłego Hof-a pod koszem. Nie wydaje mi się, aby Manu był lepszy niż TIM.

    co do Pacers. A bez Rosea by byli w finale???? Jackson był dobrym rozgrywającym i oczywistym jest że w systemie opartym na rozegraniu przez PG obrona przeciwko niemu jest kluczowa

    Co do dobrej dwójki to pełna zgoda.
    Ja mówię o sytuacji, że największymi gwiazdami w zespole są gracze z pozycji 1 i 2. W ówczesnej koszykówce jest to bez sensu, bo teraz produkuje się graczy combo i różnice pomiędzy PG i SG się zatracają. Poza tym bez klasowego wsparcia bliżej kosza niczego się nie wygra.
    W GSW Curry i Ellis sobie przeszkadzali tak samo będzie z Jenningsem. Obydwaj gracze są koszykarzami, którzy graja z piłka w ręce.

  7. Woy9 pisze:

    jest jedna rzecz, o której nieco zapomniał Piotr i Kamil. Jennings chce odejść po sezonie czyli Bucks załatwili sobie nową gwiazdę i lidera (być może na lata). Ogólnie uważam ,że Warriors są mega optymistami biorąc Boguta i oddając Ellisa oraz Udoha. Zwłaszcza ,że Curry straci na leczeniu kolejne mecze. Może być drugie dno tej wymiany, psucie klimatu w szatni lub jakieś drobne niesnaski na linii Ellis-Curry lub Jackson-Ellis (ale to tylko moje gdybania).

    • Kamil Doliński pisze:

      Wiesz Jennings chciał odejść, ale teraz może się to zmienić. Zobaczymy, jaka będzie chemia w zespole. Jak dla mnie żeby został Brandon to musi odejść Skiles.

  8. Adrian89 pisze:

    ja na świeżo bardzo krytykowałem tą wymianę, ale po przemyśleniu to może wyjść na dobre. W całej tej wymianie najbardziej żałowałem w sumie Udoha który ostatnio grał przyzwoicie no i mieli jakąś rotacje pod koszem teraz niestety Biedrins pogra sobie dłużej (może się nawróci i zacznie mu się chcieć?)

    Transfer Ellisa w moim przekonaniu to dobry pomysł Ellis odszedł a mamy Klaya który jest przyszłością w ogóle ta ekipa oparta na młodych w przyszłości powinna mieszać tylko centra brakowało jest Bogut ale w drafcie albo w wymianie szukać drugiego na wszelki wypadek.

    A wczoraj pokazali że ni można ich skreślać może kings potęga nie są ale u siebie mają solidne 10-8 tak więc łatwy mecz to nie był

  9. Finley pisze:

    Czułem, że Woy wymyśli własną teorię – „SG kluczową pozycją, bez SG nie ma mistrzostwa” By przekonać do własnych absurdów nie zawaha się przekłamywać faktów i wspomni o Tonym Parkerze i Manu Ginobli, chociaż każdy fan NBA wie, że największą gwiazdą był Tim Duncan, a potem David Robinson. Manu wartościowy rezerwowy, Tony wartościowa 3 opcja i wybór MVP Finałów tego nie zmieni.

    Rip Hamilton największą gwiazdą Detroit ? litości… ciekawe co fani Tłoków mają na ten temat do powiedzenia.

    Jeszcze wymieniasz takich średniaków jak Jeff Hornacek, leżę. Na Iversona pracował cały zespół, by on osiągał swoje liczby, a oni i tak jedyne co osiągną to jeden finał.

    Nawet Wade czy Kobe niewiele znaczyli bez dobrego wsparcia, Miami odpadało w pierwszych rundach, chociaż Wade ciskał po 40 punktów na mecz, Kobe również, chociażby jego 60 punktów z Mavs. Ciekawe, że jak Kobe osiągał dwie najwyższe osiągi w swojej historii to Lakers w PO albo nie grali (!) albo odpadali w pierwszej rundzie.

    SG ma najmniejszy wpływ na zespół !. Kobe i Wade potrzebowali lepszego wsparcia, a co dopiero taki Monta Ellis…

  10. Woy9 pisze:

    oj Finley my tu o Duncanie i Parkerze/Ginobilim z 2007 roku a Ty mi prawisz o Robinsonie z 1999 czy 2003..

    Parker imponował formą już w swoich pierwszych finałach 2003 roku ogrywając Jasona Kidda (mam na VHS , wiem co mówię i nie jako trzecia opcja, a druga po T.D. – 15.5 pkt plus 5.5 as , Robinson w 2003. kończył karierę i grał mniej kosztem Malika Rose’a ze średnimi 8.5pkt i 7.9zb ).

    Finały z Cavs to były finały Parkera i on był centralną postacią Spurs, zupełnie jak dziś. Duncan był b. ważny ale to jednak Tony był najlepszy w czterech meczach i zasłużył na MVP (finały też obejrzane przeze mnie nie raz więc bez złudzeń o tym piszę ; 21pkt i 7as Tony’ego P.).

    Hornacek był kluczowym obrońcą Suns i Sixers przez lata i przed Iversonem. Za niego Suns pozyskali Charlesa Barkley’a więc to też coś powinno sugerować zamiast tekstu ŚREDNIAKU;-) Bez niego Jazz też nie awansowaliby do finału NBA , bo dopiero od jego przyjścia zaczęli walczyć z Sonics, Spurs czy Rockets o coś więcej niż II runda P.O. Przed pierwszymi finałami z Bulls min. dzięki Hornackowi awansowali do finału konferencji Zachodu w 1996r.

    A Twoje gadanie to chyba znów jakiś atak bez historycznego pokrycia – SG – najmniejszy wpływ na zespół?? rzucanie słow na wiatr czy czysta przekora z Twojej strony (mocno bez pokrycia)..
    Nie teorie a fakty Mistrzu i nie własna teoria a oparta na wieloletnich obserwacjach , które Ty regularnie negujesz niestety (!?)

    Możemy przeanalizować finały NBA od 1989 roku i praktycznie w żadnej ekipie Mistrzów nie było słabego punktu na pozycji rzucającego obrońcy. Najsłabszymi w gronie pretendentów jak dla mnie były nazwiska: Hersey’a Hawkinsa (z Sonics, notabene też All Star) i Courtney’a Lee (najsłabszy finalista na dwójce z Orlando Magic).

    Wycinek włożony w moje usta: „Rip Hamilton największą gwiazdą Pistons?” lekcje czytania ze zrozumieniem polecam. Odpowiedź powyżej – „Billups i Hamilton w życiowej formie” (znacznie niższe loty mieli po roku , przeciwko Spurs min. przeciwko super grającemu Parkerowi z 2005. Hamilton w P.O. 2004r 21.5 pkt na mecz a za rok 20.0)

    Miami 2006 i ich tytuł to przede wszystkim zasługa Wade’a. Niekwestionowany lider i zasłużony MVP finałów. W dalszej kolejności można wyróżnić takich graczy jak Mourning, Posey, Walker, Williams, Payton i Shaq (O’Neal grał słabiej od Mourninga, zwłaszcza w obronie).

    Także proszę o realizm , opieranie się o fakty i nie przekręcanie słów – zwłaszcza moich – bo dla mnie to żaden argument do dyskusji.

  11. Finley pisze:

    Zostawmy Tony’ego Parkera, bo gra na pozycji PG, która po pozycji centra jest moim zdaniem najważniejsza. Rozmawiamy o SG, tam grał Manu Ginobli czyli nawet w późniejszych latach na co nie zwróciłem uwagi, 3 opcja Spurs. Bardzo dobry zawodnik, Ellis też takim jest, ale rozmawiamy o tym jak ważną postacią dla drużyny może być SG.

    Kluczowym pytaniem jest, czy SG może pokierować zespół do sukcesu, czy SG ma wpływ na zespół, dzięki CZemu partnerzy będą grali lepiej czy może wprost przeciwnie nieraz jest uzależniony od dobrych zasłon kolegów z drużyny.

    Hornacek to przeciętniak, wyróżniał się głównie trafieniami z dystansu, można powiedzieć, że był killerem i moim zdaniem jest jednym z lepszych dystanców w historii. Ale czy wokół Hornacka można by zbudować klasowy zespół ? Wyobrażasz sobie zespół, gdzie Hornacek jest pierwszą opcja o gwiazdą drużyny ? W dodatku Jeff był słabym obrońcą. Owszem zrobił sporo, ale gwiazdami byli Malone i Stokcton. Z roli SG wywiązał się bardzo dobrze, ale gwiazdą nie był, jeden wybór do ASG też ma swoją wymowę.

    Ja również mówię o historii i latach mojej obserwacji. Nawet mój ulubieniec Finley, który był na prawdę wielkim zawodnikiem do niczego Mavs nie poprowadził, ba mimo wielkiej trójki z Nashem i Novitzki nie liczyliśmy się… Michael Redd również mógł rzucać ze średnią 25 punktów na mecz i nie dawało to sukcesów.

    Chcesz historię ? proszę bardzo, świetni zawodnicy, którzy do Niczego zespołu nie poprowadzą jak Eddie Jones, wspomniani już Finley, Redd, Mitch Richmond, Alan Houston.

    Wspominałem również o świetnych osiągnięciach Kobego, które notabene pokrywają się z zastojem Lakers. Niestety pominąłeś ten fragment jako niewygodny. Wade miał podobnie i chociaż podczas rywalizacji z Bostonem grał jak wielki mistrz to odpadli w pierwszej rundzie.

    Owszem, możemy przeanalizować i dojdziemy do oczywistego wniosku, że SG to tylko uzupełnienia wielkich teamów, a nawet wybitne jednostki jak Wade czy Kobe nie są w stanie prowadzić drużyn do pierścieni. SG to samotny strzelec.

    Teraz wizja możliwa w przyszłości.

    Jeśli Howard trafi do Nets, to łatwo wyobrazić sobie, że łatwiej będzie o punkty Morrowi. Z Deronem i Howardem, Nets mogą zdobyć spokojnie mistrzostwo NBA. Wtedy na pewno Morrow będzie rzucał około 20 punktów i wybiorą go do ASG ( Morrow w ASG w tym momencie brzmi absurdalnie, ale jak w Nets przyjdą sukcesy to nawet Kris Humpires będzie uchodził za gracza wielkiego formatu, wkońcu ludzie kochają cyferki, a Kris ma średnie na poziomie DD ). Nie dlatego, że jest taki wybitny, ale będzie miał wielkie towarzystwo.

    Ciekaw jestem jak ty byś wartościował pozycję, bo ja osobiście widzę to tak: Center, PG, PF, SF, SG

    I co roku widzimy to na draftach, gdzie GM polują na centrów. Dlatego nie dziwi mnie, że Warriors ryzykują, wiedząc, że zyskują jednego z lepszych centrów w lidze, a wymiana Ellisa na Klaya może okazać się lepsza niż większość myśli. Bo Klay może notować tak jak z Sacramento 30% z gry, a mimo to być najlepszym zawodnikiem spotkania.

    • Lanfaust pisze:

      z tymi pozycjami to nie do końca tak. Wszystko zależy od systemu gry. Spójrz na Phila Jacksona, w jego koncepcji rozgrywający jest zbędny. Zdobył 11 tytułów nie mając klasycznego PG a opierając zespół o SG (fakt, że trafiło mu się chyba 2 najwybitniejszych zawodników na tej pozycji w historii).
      Tak samo Miami, tam rozgrywa SF. zresztą podobna sytuacja jest w Bostonie. Pozycyjny atak zwykle rozgrywa Pierce, a Rondo ma piłkę podczas transition. Gdy nie gra Rondo całość rozegrania spoczywa na Pierce.
      Poza tym w grę wchodzi szereg innych rzeczy.
      Wystarczy spojrzeć na NYK. gdyby spojrzeć indywidualnie mają tam całkiem niezłych graczy na C (Chandler), PG (Lin), Pf (Stat) i SF (Anthony) a system nie chce zaskoczyć.

    • Woy9 pisze:

      drugi akapit: tak może przykład Michael Jordan (motywujący innych) i nie trenujący przed rokiem Kobe Bryant , który wg Bynuma psuł morale drużyny.

      Hornacek: był gwiazdą Phoenix Suns obok Kevina Johnsona. Obok nich grali Cedric Ceballos i Tom Chambers. Suns przegrywali jednak z późniejszymi finalistami – Blazers. Jeff rzucał wtedy 19 oczek na mecz i był punktowym liderem Słońc.

      Michael Redd to osobny przypadek, którego wyeliminowała kontuzja. Był świetny, ale to już był okres po tłustych latach Bucks, kiedy z klubu odeszli Baker czy Allen. Redd to jednak wg mnie poziom niżej niż Ray Ray.

      Allan Houston zagrał w finałach NBA, Mitch Richmond zdobył swój tytuł z Lakers, Finley też w Spurs.
      Houstonowi – świetnemu strzelcowi – do szczęścia chyba zabrakło w nierównej walce ze Spurs, zdrowego Pata Ewinga. Houston miał obok siebie Sprewella a potem jeszcze do składu doszedł nawet Glen Rice. Richmond nie zagrzał długo miejsca w Oakland , gdzie znany był jako Run TMC z Mullinem i Hardaway’em. Wybrał Kings ,gdzie też był liderem i następnie Wizards. Najlepszym momentem jego kariery był okres gry w Kings. Do Lakers trafił na emeryturę i po pierścień (nieco podobnie do Filney’a ze Spurs).

      Eddie Jones – jeden z moich ulubionych obrońców ze względu na wszechstronność, uniwersalność gry i wysokie umiejętności gry w obronie był skazany min. przez osobę Kobego na transfer do Hornets (za Rice’a). Potem próbował sił w Miami ,ale kontuzje nieco go zniszczyły. Na pewno jak Redd nie był aż takim liderem by pociągnąć team do walki o tytuł.Osobowość nie była jego mocną stroną w składzie Lakers (cichy, schowany, ułożony)

      Moje wartościowanie pozycji dla NBA: 1/SG i PG na równi, potem C (dominant jak Shaq, Howard) 3/PF i SF na równi.

      O Nets się nie wypowiadam bo jak wiesz to na razie jest patykiem na wodzie pisane;-)

  12. Finley pisze:

    Heh, rozpisałem się, przestawiłem swój punkt widzenia, a ty uciekasz. Czuję się rozczarowany.

  13. Mac pisze:

    Nie rozumiem tworzenia jakieś hierarchii pozycji. Aby jakikolwiek zespół osiągnął sukces zawodnicy muszą tworzyć kolektyw. Muszą być jak wspaniała układanka puzzli, gdzie każdy element do siebie pasuje. Żaden nawet największy gwiazdor, obojętnie na jakiej gra pozycji, nie wygra tytułu bez odpowiedniego wsparcia. W większości drużyn można znaleźć wyraźnego lidera, ale nie zapominajmy, że na jego osiągi pracuje szereg ludzi, których też trzeba doceniać.

    Pozdrawiam

    • Lanfaust pisze:

      Jasne, tylko ciężko jest ułożyć taką układankę jak dwaj główni zawodnicy graja daleko od kosza (PG i SG)

  14. Currose301 pisze:

    Panowie żeby wygrać NBA trzeba mieć na wszystkich pozycjach solidnych graczy a nie tylko na 1 i 2

  15. HowOldAreYouGirl pisze:

    Ładny spamming, dołączę się puki gorące.

    W pewnym sensie zgadzam się z wami oboma, ale również nie zgadzam się z żadnym.

    To, że SG jest bardzo ważną pozycją to wiadomo – sama nazwa – rzucający obrońca, więc jest nastawiony na zdobywanie punktów, ale również jest obrońcą (o czym Ellis chyba nie wie do końca, ale spoko).

    Wymyślanie, że ekipy bez dobrych PG i SG nie zdobyły pierścieni to troszkę dziwne stwierdzenie, ale jakiś sens to ma… tyle, że ci dobrzy PG i SG zazwyczaj mieli u boku wybitnych PF/C…

    A wracając do Ellisa – jeżeli chłopak zacznie działać w obronie to może i faktycznie jest w stanie zostać drugim Kobe’im… kto wie, ale jakoś nie widzę, go w duecie z Jenningsem… już bardziej z Rondo.

    • woy9 pisze:

      Zwroc uwagę,że Jennings to co napisałem może opuścić bucks po sezonie.w tym roku może to jednak wystarczyć on i Ellis na play off.ponadto jak popatrzysz na wywód kolegi to sg to nie tak istotna pozycja.akurat nigdy się z tym nie zgodzę,twardo obstajac że bez wartosciowej dwójki mistrza nie dostaniesz.Magic,Sonics,Nets a nawet Cavs czyli stajacy na przeciwko Jordana i Bryanta to wiedzą.nie wystarczy tylko bronić lub tylko rzucać.dlatego świetny wybieg z parą Stevenson Terry zastosowali Mavs i obaj się uzupełniali.gracz jak Terry,Allen,Hamilton lub Miller też musi zmuszać swojego vis a vie do wysiłku.tu chodzi o tzw.spacing i bilansowanie ataku.

  16. Finley pisze:

    Być może jako kibic Mavs jestem przewrażliwiony, bo wiem jak wygląda zespół, który z świetnymi nazwiskami(backcourt Nash-Finley brzmi rewelacyjnie), ale bez wartościowego centra potrafi się prezentować. Wystarczyło, że pojawił się w klubie Tyson i chociaż, można się zastanawiać jakiego formatu jest to zawodnik to dla mnie bezsprzecznie był drugą kluczową postacią w mistrzostwie, przed Terry czy Kiddem, świetnymi zawodnikami.

    Do czego zmierzam ? Najbardziej wartościowy backcourt nie będzie nigdy tak mocny jak frontcourt. Pozycja SG jest najłatwiejsza do wykreowania i gdybym ja był GM to pozycje SG wybierałbym na końcu, szukając zależnie od reszty teamu gorącego shootera, niech będzie dla przykładu Morrow lub ewentualnie dobrego obrońcy jak Thabo, Tony Allen czy Stevenson, który precież w Mavs grał w pierwszej piątce, a w Nets siedzi na ławce.

    Ponownie zwracam uwagę na osiągi Kobe’go, które najlepsze statystyki indywidualnie nie pokrywały się z dobrą grą Lakers. A poruszamy tu kwestie jednostek wybitnych do których Ellis się nie zalicza. To świetny SG, ale Kozły skazują się by przez 3 lata on był gwiazdą, a on sam z jednej strony może robić +20pkt i 5asyst, a z drugiej ceglić rzuty „jennings and ellis? brick shot galore baby!” :), zaliczać masę strat i przed wszystkim słabo broni, a przecież Kozły przez lata słynęły z team difens, który ja osobiście uwielbiałem.

    Temat gorący, ja osobiście szanuje Państwa zdanie i nie przeczę, że każda pozycja jest ważna. Aczkolwiek zauważam, że SG to pozycja łatwa do wykreowania, dlatego pozwoliłem sobie puścić wodzę fantazji, dając przykład z Morrowem, który mając Howarda robiącego kolosalną robotę, dzięki czemu Orlando ma nieraz takie dobre pozycje rzutowe na dystansie i Derona na rozegraniu mógłby robić świetne statystyki. Historia zna przypadki średniaków, którzy dużo rzucali dzięki wybitnym kolegom. Można spytać nawet Ray Allena jak słabo potrafi rzucać gdy partnerzy nie stawiają mu zasłon, a przecież uchodzi za jednego z najlepszych strzelców w historii NBA.

    • Mac pisze:

      Można po prostu stwierdzić, że łatwiej jest znaleźć w pełni wartościowego gracza obwodowego niż podkoszowego i na tym zakończyć dyskusję ;).

      Co do Milwaukee to ciężko mi uwierzyć, aby dobrze to funkcjonowało.

    • Woy9 pisze:

      Tylko ,że nie wszyscy wielcy centrzy czy silni skrzydłowi gwarantowali tytuł swoim drużynom (O’Neal/Anderson, Miller/Smits, Mutombo/Iverson, Kemp/Hawkins, Malone/Hornacek, Ewing/Starks, Howard/Lee, Barkley/Majerle). Nowitzki o pierwszy tytuł walczył bez Kidda i Chandlera. Oczywiście zaraz może znaleźć się chętny który odwróci moje słowa na to ,że dobry SG nie gwartantował tytułu. Trzeba jedna spojrzeć z kim mierzyli się niektórzy z nich? Miller-Bryant, Kittles-Bryant, Iverson-Bryant, Hamilton-Bryant, Jordan-Hawkins, Jordan-Hornacek,, Wade-Terry x2, najsłabszy match up to chyba Larry Hughes vs. Manu Ginobili a para PF/C/SG finałów to Kittles/Martin lub Mutombo

  17. majsial pisze:

    golden state bez ellisa nic nie traca ogladam czesto ich mecze ellis wygrywal dla nich mecze ale i czesto przez niego przegrywali w golden sa wedlug mnie lepsi od rzucajacy wright zdrowy curry bo statnio co mecz jakas mikrokontuzja thompson rush robinson to est machina do rzutow za 3 a jeszcze jak bedzie zdrowy bogut zbiorka lepsza i defense poprawia

  18. dobry85 pisze:

    „Trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko” ;)

    Moim zdaniem: Bucks: Ellis z Jenningsem nic wielkiego nie ugrają. Jeden będzie wyraźnie ograniczał atuty drugiego. Pomyślcie co by się działo, gdyby kiedyś w Chicago nie było Pipena, a Ron Harper mimo obecności MJ’a usiłował grać jak dawniej czynił to w Cavs? Oczywiście pomijam fakt, że Jordan w końcu zapewne by go przytłoczył, ale czy tak grający duet mógłby wiele osiągnąć? Wspominancie, że Jennings chce odejść. Nie orientuje się w jego kontrakcie, ale właśnie to była jedna z pierwszych myśli jakie przyszły mi do głowy po przeczytaniu newsa o wymianie”: Bucks zyskali świetny materiał do wymiany. Mam nieodparte wrażenie, że handel Ellisem czy w zaistniałej sytuacji Jenningsem będzie o wiele prostsze aniżeli Bogutem. Warriors: no cóż… Nadzieja, że kangur będzie zdrowy i zdołają coś wokół niego stworzyć + chimeryczny Jackson dio rotacji..

    Reasumując: nie zdziwiłbym się gdyby Kozły szukały kolejnej wymiany..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *