Pięciu kandydatów na objawienie drugiej części sezonu wg Enbiej Akszyn.

Za tydzień w NBA nic już nie będzie takie samo. To pewne tak jak fakt, że Słowacki wielkim poetą był. Piętnastego marca bowiem zamyka się okno transferowe w lidze i pewne roszady w składach są nieuniknione. Będziemy zapewne świadkami spektakularnych rozstań, wielkich oczekiwań i nowych nadziei związanych z grą Waszych ulubionych drużyn. To, co dla jednego koszykarza może być tragedią, dla innego może okazać się wielką szansą na zaistnienie.

 
  Zmotywowany przebiegiem naszego wczorajszego livebloga, w którym padło pytanie „ kto może zostać objawieniem ligi podobnym historii Jeremy’ego Lina” chciałbym poruszyć kwestię, który z koszykarzy może w drugiej części sezonu zabłysnąć formą i na stałe zostać wpisany do organizacji jako znacząca postać. Wybrałem więc pięciu zawodników, którzy mogą stanąć przed olbrzymim wyzwaniem i dzięki temu, że ich zespoły będą handlowały, a także rotowały składem, będą mogli wzbić się ponad przeciętność.

Zazwyczaj czas po trade deadline dzieli ekipy na trzy frakcje. Pierwsza z nich obejmuje zespoły, które wzmacniały się po to by móc walczyć o jak najwyższe cele i swoją grą namieszać w układzie sił, druga to drużyny, które dokonują zmian w składzie po to by pogłębić swój roster i stać się jeszcze mocniejszymi niż są teraz, co z kolei prowadzi do walki o prymat najlepszej w NBA. No i jest jeszcze trzecia grupa, z której najłatwiej jest się wybić, a więc to ekipy, które teoretycznie o nic już nie walczą i grają po to by wygodnie ulokować się przed loterią draftową i czekać, co przyniesie przyszłość. Z takiego miejsca jest najbliżej do tego by móc nagle wystrzelić i pokazać, że jest się graczem aspirującym do miana kogoś w NBA.

 

#1. Nicolas Batum (Portland Trail Blazers) – rocznik 1988, 203cm. 91kg. Francja.

 

Batum jest w dość specyficznej sytuacji. Portland jest w tej chwili jednym z największych zaskoczeń in minus całego tego sezonu. W drużynie z Oregonu od jakichś 3-4 tygodni szaleje olbrzymi kryzys, z którym trenerzy, koszykarze i działacze nijak nie umieją sobie poradzić. Wygląda to trochę tak, jakby w klubie nastąpiło zmęczenie materiału. Przed sezonem doszło wprawdzie do kilku zmian, które miały wprowadzić drużynę na wyższy poziom, jak się jednak okazało – teoria nie do końca przekuła się na praktykę. Coach Blazers Nate Mc Millan, chciał zmodyfikować grę swojego zespołu i wtłoczyć w niego odrobinę świeżości, czego autorami mieli być Raymond Felton i Jamal Crawford. Obaj jednak nie do końca spełniają powierzone im role, co z kolei prowadzi do tego, że obawiający się o utratę pracy McMillan musi na nowo szyć swą drużynę z tego materiału, który ma do dyspozycji. Jest to olbrzymia szansa dla Batuma, którego bardzo dobra gra w tym sezonie nieco cichnie przy ogólnej ocenie bardzo przeciętnie grających Smug. A trzeba przyznać, że Francuz rzeczywiście bardzo uczciwie przepracował okres letni, na czas lokautu przeniósł się do swojego rodzinnego kraju by reprezentować barwy grających w Eurolidze – SLUC Nancy. To pozwoliło mu uniknąć tak niedobrego przecież dla zawodowego sportowca okresu roztrenowania i sprawiło, że po powrocie do ligi z miejsca był przygotowany na intensywną grę w barwach Blazers. Dopiero zaczyna być widoczne to, ile dały mu pojedynki toczone na najwyższym, europejskim poziomie. Kiedy Gerald Wallace wychodził z psem na spacer, Batum w czwartkowe wieczory borykał się z tak wyśmienitymi rywalami jak Mirza Teletović, Roko Ukić, czy Vassilis Spanoulis. To wszystko, co teraz dostrzegamy w grze Francuza jest efektem bardzo dobrej pracy wykonanej na przestrzeni sezonów, gdy szlifował swoje słabsze strony by móc być przygotowanym do rywalizacji na 100 %. Drużyna z Oregonu zapewne będzie szukała sposobu na odwrót z niekorzystnej dla nich ścieżki. Może to doprowadzić do transferów, wśród których wymienia się np. możliwość wymiany Wallace’a, czy Feltona. Jeśli rzeczywiście by do tego doszło to otwiera się przed nim szansa kolejnego pogłębienia ilości swoich minut spędzanych na parkiecie, a znając tegoroczną efektywność Batuma, skorzysta na tym zarówno klub jak i on sam. Kluczowym pytaniem w tym wszystkim wydaje się to, o co będą grać Blazers w następnych tygodniach. Jeśli teraz, w czasie naprawdę ciężkiej trasy wyjazdowej nie przywiozą do domu kilku zwycięstw to o Play-Offach będzie można praktycznie zapomnieć, a wtedy rola chudego jak tyczka obrońcy ma prawo być jeszcze rozbudowana. Przy obecnej formie i warunkach obiektywnych Batum jest moim numerem jeden wśród kandydatów na objawienie tej drugiej, krótszej części sezonu.

 

Szybkie statsy – 37 meczów (12) – 28,7 min. 14,2 pkt. 4,4 zb. 1,2 as. 46,2 % z gry, 41,2 % za 3, 83,2 % z wolnych, 1,0 prz. 1,1 bl. 1,5 str.

 

#2. Kemba Walker (Charlotte Bobcats) – rocznik 1990, 185cm. 78kg. Connecticut.

 

Jedyny rookie w moim zestawieniu. Zawodnik o naprawdę dużych możliwościach, choć póki co stanowiący zagrożenie dla samego siebie. Często zdarzają mu się wahania formy i różnego rodzaju wpadki, ale to jest niejako wpisane w żywiot debiutanta. Każdy z graczy wchodzących do ligi musiał kiedyś zapłacić frycowe i parokrotnie przejechać się kolanami po asfalcie, grunt to jednak wyjść z tego pojedynku z tarczą. A trzeba przyznać, że ostatnimi czasy Kemba daje nam wiele powodów do tego by stwierdzić, że nieco okrzepł, że ta trzymiesięczna kariera w najlepszej lidze świata zmieniła trochę jego podejście do koszykówki i samego siebie. Wciąż jest to zawodnik trochę nieokiełznany, który jednego dnia może zanotować triple-double, a drugiego przejść kompletnie obok meczu, ale nawet pomimo tych niedoskonałości stanowi jeden z nielicznych jasnych punktów na przyszłość dla organizacji Bobcats. To, czy będziemy świadkami przełomu w jego grze bardzo wiele zależy nie od samego Walkera, ale od włodarzy klubu z Północnej Karoliny. Rysie mają w swoim składzie dwóch niezłych, dobrze się zapowiadających playmakerów – Walkera i DJ-a Augustina. To aż dziwne, że tak słaby zespół ma dwóch bardzo utalentowanych rozgrywających, za to całą rzeszę przeciętniaków na każdej, innej pozycji. Naturalne wydaje się więc to, że z któregoś z nich trzeba będzie zrezygnować kosztem wzmocnienia jakiejś innej pozycji na parkiecie (szczególnie strefy podkoszowej). Na dzień dzisiejszy to Augustin wychodzi w pierwszej piątce, ale pomimo to uważam, że większym potencjałem dysponuje były as uczelni Connecticut i to jego trzeba zatrzymać i próbować obudować grupą solidnych zawodników by pomóc wrócić Bobcats na właściwy tor. Jordan i spółka dość często jednak podejmowali dość kontrowersyjne i mało zrozumiałe dla przeciętnego fana decyzje, więc nic już mnie nie zdziwi. Możliwa jest opcja z pozostawieniem obydwu graczy, możliwa jest wymiana Augustina, możliwa jest także wymiana Walkera, opcji jest mnóstwo. Ja jednak uważam, że najkorzystniejsze byłoby zatrzymanie Kemby, oddanie mu we władanie tego zespołu (przynajmniej do końca obecnych rozgrywek) i poczekanie na to, co przyniesie Draft a.d. 2012. Jak będzie w istocie? Pożyjemy, zobaczymy.

 

Szybkie statsy – 37 meczów (17) – 28,5 min. 13,0 pkt. 3,6 zb. 4,0 as. 37,4 % z gry, 32,8 % za 3, 80,9 % z wolnych, 1,1 prz. 0,3 bl. 1,8 str.

 

#3. Derrick Favors (Utah Jazz) – rocznik 1991, 208cm. 113kg. Georgia Tech.

 

Ubiegłoroczny debiutant szybko musiał zmierzyć się z bezwzględnymi czasem regułami, które rządzą tą ligą. Przychodząc do Nets jako wielka nadzieja organizacji z New Jersey na pewno nie spodziewał się, że tak łatwo zostanie oddany do innego klubu. Jednak tuż przed ubiegłorocznym trade deadline stał się częścią bardzo głośnej wymiany obejmującej supergwiazdę ligi Derona Williamsa i kilku innych mniej lub bardziej znaczących nazwisk. W ten sposób trafił do stanu Mormonów, a więc Utah. W Utah jego życie też nie jest raczej usłane różami. Pomimo tego, że jest koszykarzem bardzo utalentowanym to jednak nie ma miejsca w pierwszej piątce ekipy Ty’a Corbina, musi bowiem ustępować miejsca gwiazdom Jazz Alowi Jeffersonowi i Paulowi Millsapowi. Szansą na zmianę tego niepokojącego dla pochodzącego z Atlanty gracza mogłaby być wymiana z udziałem, któregoś z tych dwóch graczy. Obaj będą łakomym kąskiem dla szukających wzmocnień zespołów, walczących o coś więcej niż sam udział w rozgrywkach posezonowych. W tej chwili Jazz są na dziesiątym miejscu w Konferencji Zachodniej i eksperci raczej nie dają wielu szans na to, że podopieczni Corbina w ogóle znajdą się wśród 16 najlepszych ekip fazy zasadniczej. Jeśli zrozumieją to ludzie związani z organizacją Jazz to wtedy natychmiastowo otworzy się niebywała szansa przed Favorsem. Uważam, że ten gracz spokojnie poradziłby sobie w pierwszej piątce takiej drużyny jak Jazz i jest świetnym prospektem na przyszłość. Potrzebuje jednak zaufania i dużej ilości minut, a te w obecnej konfiguracji składu są dlań raczej wykluczone. Podejrzewam, że jeśli zgłosi się ktoś z dobrą ofertą za Big Ala to z całą pewnością Jazzmani chętnie na tym skorzystają, bowiem w tej chwili mają czterech świetnych zawodników pod koszem i sporą dziurę na obwodzie, gdzie operują zagubiony od dwóch lat Devin Harris i nieco już wyeksploatowany Raja Bell. To, czy Favors wystrzeli zależy więc w głównej mierze od tego, czy chairmani Jazz będą zainteresowani rozmowami na temat przebudowy składu w oparciu właśnie o młodzież, czyli Kantera, Favorsa, a nawet Millsapa, czy Milesa. Głównym wyznacznikiem tego będzie zapewne fakt jak ta drużyna zaprezentuje się w trzech najbliższych spotkaniach. Każda porażka oddali ich od Play-Offs, a tym samym przybliży Derricka do pierwszego składu.

 

Szybkie statsy – 37 meczów (6) – 19,5 min. 8,1 pkt. 5,3 zb. 0,5 as. 49,2 % za 2, 0,0 % za 3, 61,2 % z wolnych, 0,6 prz. 0,9 bl. 1,6 str.

 

#4. Jerryd Bayless (Toronto Raptors) – rocznik 1988, 191cm. 94kg. Arizona.

 

Gracz, który zaczynał swoją przygodę z ligą już pewnie dawno byłby wyżej w ligowej hierarchii, gdyby nie to, że akurat w słabych Raptors ma przy sobie godnego siebie przeciwnika. W wielu innych zespołach życzyliby sobie mieć takiego wychodzącego w pierwszej piątce playmakera, jakim jest Bayless. Na razie jednak zawodnik ten ma tego pecha, że w klubach, w których występuje zawsze są od niego lepsi (Portland – grający najlepszą koszykówkę w karierze Blake, Hornets – Paul, Toronto – Calderon). Szansą na odmianę tej sytuacji byłby transfer Calderona – Hiszpana, z którym Bayless rywalizuje o miejsce w składzie. O to wcale nie musi być tak trudno, koszykarze z Toronto raczej nie mają już aspiracji walczyć o nic więcej jak tylko o dokończenie sezonu w spokojnej atmosferze i rozpoczęcie budowy solidnego składu wokół dwójki europejskich podkoszowych – Bargnani&Valanciunas. Podstawą do przeobrażenia zespołu mogłaby być właśnie roszada z udziałem Hiszpana, o którego zabiega co najmniej kilka klubów. Jeśli w zamian Toronto dostałoby rozsądną ofertę to na pewno ta kwestia jest do przedyskutowania. Tym bardziej, że nie trzeba szukać zastępcy dla ich podstawowego rozgrywającego, bo taki materiał już jest. Bayless kilkukrotnie w tym sezonie wychodził już w pierwszej piątce Kanadyjczyków i sprawiał bardzo korzystne wrażenie. Może nie jest to zawodnik o takim ‚passing skillu’, jakiego posiadaczem jest playmaker z Europy, ale na pewno ma sporo innych zalet, które już niejednokrotnie mieliśmy szansę zobaczyć. Na pewno już teraz jest graczem bardzo efektywnym, grając z ławki przez 23 minuty notuje 10 punktów w każdym spotkaniu, co jak na rezerwowego jest świetnym wynikiem. Gdy spojrzymy w zaawansowane statystyki zobaczymy, że podczas swoich pobytów na parkiecie wcale nie jest mniej ważnym graczem niż wspominany już przeze mnie parokrotnie Calderon. Jerryd tak naprawdę nigdy jeszcze nie miał okazji do tego by być centralną postacią swojego teamu, a przez swoje poczynania w tym sezonie pokazuje, że naprawdę warto na niego mocniej postawić. Uważam, że można dać mu szansę na realizację i zaryzykować dając mu stery pierwszego rozgrywającego. Calderon na pewno też byłby zadowolony, gdyby mógł przez wymianę trafić do zespołu walczącego o coś, a nie tylko o to by wygrać więcej niż 20 spotkań w sezonie.

 

Szybkie statsy – 22 mecze (6) – 21,2 min. 10,0 pkt. 1,9 zb. 3,1 as. 38,0 % z gry, 39,4 % za 3, 86,0 % z wolnych, 0,6 prz. 0,1 bl. 1,7 str.

 

#5. Ramon Sessions (Cleveland Cavaliers) – rocznik 1986, 191cm. 86kg. Nevada-Reno.

 

Nie ukrywam, że jestem dużym zwolennikiem talentu rozgrywającego Cavs. W końcu nie każdy anonimowy zawodnik potrafi rzucić 44 pkt. lub zanotować 24 as. Ale nie cyferki są tutaj najważniejsze. Sessions jest bowiem jednym z tych playmakerów, którzy przedkładają grę zespołu nad swoimi własnymi oczekiwaniami i intencjami. Ma jednak olbrzymiego pecha, który nazywa się Kyrie Irving i jest jednym z największych talentów obecnej ligi. Ten fakt przekreśla niejako przyszłość byłego rozgrywającego Bucks i T-Wolves w tej organizacji. Jedyną szansą na zmianę tej patowej sytuacji byłaby wymiana. Wymiana, która mogłaby uratować karierę świetnie zapowiadającego się gracza i przy okazji poważnie wzmocnić drużynę, która chce grać o stawkę a na pozycji PG ma dętkę od roweru (Lakers, Hawks). Co otrzymałaby drużyna, która pozyskałaby Sessionsa? Na pewno rozgrywającego pełną gębą, dla którego nie stanowi problemu podporządkowanie się pod działający sprawnie system, rozgrywającego, który każdej nocy może notować przynajmniej 7-8 as. podpierając to 10 punktami. Dziś przy bardzo ograniczonej czasowo aktywności na parkiecie notuje mniej więcej takie osiągnięcia statystyczne, gdy dodamy do tego te 10 minut więcej spędzane każdego wieczoru na boisku to otrzymamy pewnie coś podobnego, tylko w dużo lepszej ekipie niż tegoroczni Cavs. Tak więc przypadek jest troszeczkę inny niż cztery pozostałe, bo tu najwięcej zależy od tego, czy zmieni barwy klubowe. W pozostałych sytuacjach więcej zależy od tego, czy miejsce gry zmienią jego bezpośredni rywale w potyczce o miejsce w wyjściowym składzie. Żeby nie było, że jest tylko pozytywnie to jednak rodzą się pewnego rodzaju wątpliwości. Wątpliwości związane z tym, czy Sessions jest przygotowany do tego, aby udźwignąć brzemię zawodnika, od którego dużo zależy. Do tej pory był on bowiem raczej na peryferiach wielkiego basketu, w drużynach, które nie grały raczej o wygórowane cele. Jeśli trafiłby np. do Lakersów to nie wiadomo, czy udałoby mu się wygrać z tą nakładaną w każdym kolejnym meczu presją. Dlatego też najlepszym wyjściem byłoby chyba przejście do Hawks, gdzie mógłby posmakować gier posezonowych, ale jednocześnie nie byłby obarczany aż tak dużym ciśnieniem na swoją osobę. Jak jednak potoczy się ta historia i czy w ogóle będziemy świadkami wymiany z jego udziałem? Odpowiedź na to pytanie poznamy już za niecały tydzień.

 

Szybkie statsy – 37 meczów (4) – 24,7 min. 10,5 pkt. 3,1 zb. 5,1 as. 39,7 % z gry, 41,4 % za 3, 83,8 % z wolnych, 0,6 prz. 0,0 bl. 2,1 str.

 

A czy Wy macie jakieś typy na to kto może zostać taką jasną postacią po trade deadline? Jeśli tak, to zachęcam do dyskusji na ten temat w komentarzach, redakcja Enbiej Akszyn też na pewno chętnie włączy się do ciekawych dysput dotyczących tej kwestii.

 

2 komentarze

  1. Kuba pisze:

    moze w koncu Fredette dostanie wiecej minut i pokaze na co go stac

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *