Wolves już na ósmym miejscu. Blazers pogrążeni w kryzysie.

W poprzednim spotkaniu Wolves z Blazers, Kevin Love rzucił 42 punkty LaMarcusowi Aldridge’owi. Świetna okazja do rewanżu nadarzyła się już w środę, kiedy to PTB przybyli do mroźnej Minny. Skrzydłowy z Portland może jednak nabawić się niebawem kompleksu Love’a, zresztą podobnie, jak Blake Griffin, który jest notorycznie ogrywany w ostatnich tygodniach przez największą „Miłość” Minnesoty. Wolves wygrali kolejny mecz, poprawili bilans na 21-19 i są już na ósmym miejscu na zachodzie. Jesteście pod wrażeniem, bo ja tak?

Blazers polegli 94-106, a Love zanotował 29 punktów i 16 zbiórek, przy których 22/7 Aldridge’a wygląda dość słabo. Najlepszy zawodnik „Wilków” tylko potwierdził, że jest obecnie zdecydowanie najlepszym silnym skrzydłowym w lidze. W marcu notuje średnio 33.3 pkt, 13.3 zb i trafia 50% rzutów z dystansu. Gospodarze odskoczyli rywalom w połowie trzeciej kwarty, kiedy osiągnęli 12-14 punktową przewagę, głównie dzięki trafieniom aktywnych Luke’a Ridnoura (22 pkt, 5 ast, 4 zb) oraz Wesley’a Johnsona (19 pkt, 3-4 3P). Taka różnica utrzymywała się już właściwie do końca, a Blazers posiadali zbyt mało argumentów w ofensywie żeby móc choćby powalczyć. Kryzys w zespole Nate’a McMillana zbiera coraz większe żniwa, a Blazers wygrali zaledwie 2 z ostatnich 7 spotkań. fatalnie pudłuje Jamal Crawford (3-13 FG, 0-6 3P), Aldridge gra zbyt mało agresywnie, przez co nie dostaje się na linię rzutów wolnych (3 próby w ostatnich 4 meczach), a Raymond Felton takie „wyskoki” (23 pkt, 9 ast, 11-18 FG), jak przeciwko Wolves, miewa raz na kilkanaście spotkań.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=gCkeethubkk&w=585]

Wolves ostatni raz gościli w Playoffs w roku 2004, a teraz mają niepowtarzalną okazję do awansu, który byłby jedną z większych niespodzianek obecnego sezonu. Niespodzianek w pełni zasłużonych należy od razu dodać, bo postęp, jaki zrobił zespół Ricka Adelmana widać gołym okiem.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. Cosmo pisze:

    Gadojta se co chceta, ale jak łoni wejdom do Plajofs, to bydom groźni do szystkich, z tą swojom nieobliczalną nieco koszykówką:-) – po staropolsku.

    A tak serio to jeśli się uda, a ostatnio wygląda to naprawdę lepiej niż dobrze to Love będzie moim głównym kandydatem do MVP. Punkty, zbiórki, uniwersalność, skuteczność, clutch, do tego to co robi z innymi (przykład Aldridge i Griffin, zniszczył ich), ma niemal wszystko. Tylko bloków mi brakuje….

    Póki co najwyżej cenię Rose’a bo ma już chyba z tuzin gamewinnerów, Love z LBJem i Durantulą są za nim, ale oni jednak mają godnych pomocników.

  2. saturn pisze:

    Prawda to! No może tylko ciut przesada z tym MVP.
    Love regularnie podnosi poziom swojej gry. Może nie jest to najbardziej efektowne widowisko jak Griffina, czy innych Dunkerów, ale bardzo efektywne.
    Love do pełni szczęścia musi poprawić jednak zdecydowanie defensywę. I nie chodzi tu tylko o bloki, ale o całokształt obrony. Jak to zrobi, to z czystym sumieniem napiszę, że to najlepszy PF ligi. Narzekali na jego motorykę, to zrzucił parę kilo i lepiej biega. Narzekali na słaby rzut z wyskoku i z dystansu… poprawił. To wciąż mocno rozwijający się zawodnik. U Adelmana wszystko jest możliwe, może nawet Kevina nauczy bronić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *