Pogrom w Air Canada Center

Toronto Raptors bez większych problemów pokonali na własnym boisku Houston Rockets 116-98. Do zwycięstwa koszykarzy z Kanady poprowadził Demar DeRozan, który zdobył 23 puntky. Kibice zespołu z Houston mają natomiast spore powody do niepokoju bowiem po udanym początku roku zespół wpadł w wyraźny dołek formy. Dzisiejsza przegrana w Air Canada Center była piątą porażką z rzędu. Kryzys ekipy z Teksasu odbija się oczywiście na ich pozycji w tabeli Konferencji Zachodniej, powodując spadek na coraz niższe pozycje. Toronto pokonując Rakiety odniosło swoje trzynaste zwycięstwo w obecnych rozgrywkach.

Już od samego początku meczu widać było, że w lepszej dyspozycji są gracze Raptors. Jedynie dzięki skutecznej grze Chandlera Parsonsa drużynie z Houston udało się zremisować pierwszą część gry 28-28. W kolejnej kwarcie zmiennicy zespołu z Toronto wypracowali różnicę kilku punktów, która pozwoliła uspokoić trochę grę gospodarzy. Bardzo dobrze prezentował się w tej części gry Leoandro Barbosa, który ponoć myśli o opuszczeniu Raptors. W końcówce drugich dwunastu minut swoje nieprzeciętne umiejętności potwierdzili Jose Calderon oraz Demar Derozen i do przerwy ich zespół prowadził 58-46.

Początek drugiej połowy to zryw Kyle Lowry’ego oraz Chandlera Parsonsa. Ich trójki oraz rzuty z dystansu mogły dawać nadzieję na odrobienie strat do rywali. Teksańczycy nawet zanotowali run 20-8 co mogło zapowiadać interesującą końcówkę, tak jak to miało miejsce w starciach Rockets z Bostonem czy Clippersami w tym tygodniu. Gracze z Ontario jednak szybko się otrząsnęli z letargu i skutecznie odpierali ataki rywali utrzymując 10-12 punktową przewagę. W tym fragmencie gry trzeba pochwalić Jose Calderona. Hiszpan swoją rozważną grą wprowadzał spokój w szeregach Raptors, a Ci spokojnie punktowali nie dając rywalom szans na dogonienie wyniku. W ostatniej kwarcie Kanadyjczycy rozstrzelali swoich rywali rzutami z dystansu. Niemal bezbłędny w rzutach zza linii 7,24 był Linas Kleiza, który w całym meczu oddał cztery rzuty za 3 punkty chybiając tylko raz. Gracze Houston pozwolili także zdominować rywalom strefę podkoszową. Efektowne wsady Kleizy, Derozana czy Amira Johnsona zwiększały dystans dzielący obie ekipy. Także layupy Calderona czy Barbossy  zupełnie załamały gości, którzy z każdym kolejnym głupio straconym punktem coraz bardziej tracili wiarę w zwycięstwo. Ostatecznie mecz wygrał zespół znacznie lepiej się prezentujący, a więc Toronto Raptors. Mecz zakończył się wynikiem 116-98 dla gospodarzy, a ilość zdobytych punktów przez zespół z Kanady jest ich rekordowym osiągnięciem w tym sezonie.

Podopieczni Dwayne Casey zanotowali rekordową 59 procentową skuteczność rzutów z gry oraz 50 procentową skuteczność w rzutach za 3 punkty. Najwięcej punktów dla zespołu rzucił Demar DeRozen – 23 pkt. Po swoim bardzo udanym występie w bardzo dobrym humorze był Jose Calderon zdobywca 17 oczek, który tak podsumował spotkanie „We owed this team, we were so close there Houston so we really wanted to get a win tonight and everybody played great. It was a good game for us.”

W zespole z Houston najlepiej zagrał debiutant Chandler Parsons. Z 19 oczkami na koncie był on najlepszym strzelcem swojej drużyny. Na wyróżnienie zasługuje także Kyle Lowry, który zawody zakończył z 16 pkt oraz 4 asystami. Bardzo blado wypadł natomiast Kevin Martin, który miał jedynie 7 pkt przy katastrofalnej skuteczności z gry ( FG 1-7!!!).

GRACZ MECZU: Demar DeRozen

HOUSTON ROCKETS (21-19) – TORONTO RAPTORS (13-26) 98-113

( 28-28, 18-30, 30-24, 22-34)

C. Parsons 19 pkt, K. Lowry 16 pkt, S. Dalambert oraz G. Dragic po 14 pkt – D. DeRozan 23 pkt, L. Kleiza 19 pkt, J. Calderon 17 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Cosmo pisze:

    Skuteczność Martina jest dużo słabsza w tym sezonie, ale ja nie wiem, tam jest jakiś konflikt na linii Martin-McHale? Kiedys już coś o tym czytałem, wczoraj tez coś dziwnie to wyglądało. Owszem Martin miał słabą skuteczność, ale pozycji to mu partnerzy specjalnie łatwych nie wypracowywali, a Lee co go zastąpił grał jeszcze gorzej, odpuszczał w obronie (o dziwo) a grał sporo dłużej od Kevina (why??)

    • Paweł Kołakowski pisze:

      O tym głośno się nie mówi, ale podobno Martin ciągle walczy z jakimiś urazami ( to jest bardzo kontuzjogenny gracz – przypominam czasy z Sacramento) i ma jakiś limit czasu gry. Z Bostonem kiedy ważyły się losy gry w ogóle nie grał w 4 kwarcie. W niektórych meczach w tym sezonie grał po 10-15 minut. Troszkę przypomina to sytuację z Yao, z tym, że nie był on dobrze przygotowany do sezonu. Przed sezonem był jedną nogą był już w Nowym Orleanie, a niemal w każdej plotce transferowej z udziałem Rockets wymienia się jego nazwisko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *