5 wygrana z rzędu Celtów po thrillerze w TD Garden

Nie wiedzie się ostatnio zespołowi Houston Rockets. Po trzech kolejnych porażkach z Utah, Denver oraz Los Angeles Clippers Rakiety przyjechały do TD Garden na spotkanie z Boston Celtics, a więc zespołem, który nie przegrał od czterech spotkań.  Po bardzo ciekawym meczu górą okazali się gospodarze pokonując swoich rywali po dogrywce 97-92. Dzięki tej wygranej umocnili się na siódmej pozycji w Konferencji Wschodniej. Rakiety natomiast pomimo bardzo dobrej gry notują ostatnio spadek notowań na Zachodzie NBA.

Trzy tytuły mistrzowskie, trzynaście lat spędzonych w barwach Celtics, siedmiokrotny uczestnik meczu gwiazd, członek Hall od Fame ligi NBA, a jego koszulka z numerem 32 została zastrzeżona w 1994 roku pod kopułą Boston Garden. Tak wygląda mniej więcej szybkie przypomnienie Kevina McHale’a, żywej legendy zespołu z Bostonu, a obecnie trener Houston Rockets. Kibice Bostonu na pewno z sentymentem wspominali powrót na „stare śmieci” swego byłego pupila, chociaż dziś oczywiście stanął po drugiej stronie barykady. Wracajmy jednak do samego meczu …

Pierwsza część spotkania należała do gości, w szeregach których bardzo dobrze prezentowali się Kevin Martin oraz Chandler Parsons. Pod koszem radził sobie Louis Scola i dzięki temu to koszykarze z Houston zakończyli pierwsze dwanaście minut z siedmiopunktową przewagą. Ciekawostką jest fakt, że w pierwszej odsłonie podopieczni Doc’a Riversa nie trafili, ani razu za trzy punkty. Razili także nieskutecznością rzutów z półdystansu, a większość zdobyczy punktowej padała po rzutach z bliskiej odległości kosza.

W drugiej kwarcie kibice z TD Garden mogli być już bardziej zadowoleni z gry swego zespołu, bowiem Ci grali znacznie lepiej. Najpierw nadrobili straty do Rockets dzięki dobrej grze Grega Stiemsmy , a następnie od wyniku 35-35 zanotowali run 7-0. Absolutna dominacja Bostonu wynikała z bardzo skutecznej gry dwójki Ray Allen – Paul Pierce. Znacznie poprawili oni swoją grę w porównaniu z pierwszą częścią, co zaowocowało objęciem prowadzenia przez Celtów. Do przerwy Boston 46 – Houston 40.

Początek trzeciej kwarty zapowiadał bardzo podobny obraz gry jaki widzieliśmy w drugich dwunastu minutach. Po kolejnych akcjach Paula Pierce’a, który rzucał za trzy czy też wchodził pod kosz, Boston zyskał 10 punktową przewagę. Na 5 minut i 21 sekund przed końcem trzeciej odsłony Ray Allen trafia za trzy i … w zespole Celtów nagle coś zaczyna nie grać … Przez kolejne kilka minut to goście zaczynają ponownie dochodzić do słowa. Zawodnicy McHale’a notują run 17-2 do końca kwarty. Rakiety odzyskały rytm gry z pierwszej kwarty, a największa w tym zasługa Courtney’a Lee oraz Kyle Lowry’ego, którzy wnieśli nową energię do gry Teksańczyków.

Czwarta część meczu zaczyna się od bardzo chaotycznej gry, po której Rakiety podwyższają prowadzenie. Na siedem minut przed końcem prowadzą różnicą 10 punktów, kiedy to … następuje kolejny przełom w meczu i rolę ponownie odwracają się na korzyść gospodarzy. Wielka trójka z Bostonu, a więc Garnett-Allen-Pierce systematycznie niwelują przewagę rywali, by w końcu na 35 sekund przed końcem spotkania po trójce Suger Ray’a objąć prowadzenie 84-82. W następnej akcji po niecelnym rzucie Scoli piłkę zbiera Paul Pierce i błyskawicznie dalekim podaniem przerzuca piłkę do Rajona Rondo, który jest sam na sam z koszem rywali. Mamy 15 sekund do końca, jeżeli Rondo trafi będzie po meczu. Kibice w TD Garden wstają z miejsc, bo czteropunktowej przewagi już raczej Rakiety nie odrobią … Rondo wyskakuje, rzuca …

Nie trafia!!! Piłka w rękach zawodników Rockets, którzy sami nie wiedzą co się stało, jak można było spudłować taki rzut, Rondo był sam na sam z koszem … mógł rozstrzygnąć losy rywalizacji.

W odpowiedzi gracze Rockets … Lowry zbiera. Nie bierze czasu, biegnie z piłką na połowę Celtów, podaje do Courtneya Lee … osiem sekund do końca … Lee szybko oddaje piłkę do Scoli. Pięć sekund do końca, Argentyńczyk straszy rzutem, ale w oddaje jeszcze piłkę do ustawionego w rogu boiska Gorana Dragicia – Słoweniec rzuca za dwa … i jest!!! Mamy remis 84-84. Radość na ławce Houston, niedowierzanie na ławce Bostonu.

Gospodarze starają się jeszcze rozstrzygnąć mecz w regulaminowym czasie, ale oddany równo z końcową syreną rzut Ray’a Allena nie wpada do kosza. Mamy zatem dogrywkę. Będzie to drugie z rzędu spotkanie do rozstrzygnięcia jest potrzebny dodatkowy czas gry. Poprzednie przegrali z Los Angeles Clippers.

Dogrywką także dostarczyła widzom wielu emocji. W szeregach gości znakomicie grał Kyle Lowry, który po wejściach pod kosz był nie do zatrzymania dla swoich przeciwników. Z drugiej strony ofensywną grę Bostonu prowadził Paul Pierce, który na 1 minutę i 16 sekund przed końcem zdobywa dwa punkty lay-up’em i wyprowadza swój zespół na prowadzenie 95-92. Sytuacja bardzo podobna do tej z końcówki czwartej kwarty. Niestety dla kibiców Houston Rockets w końcówce zawodzi Kyle Lowry, pierw nie trafia floetera spod kosza, a potem traci głupio piłkę, którą przechwytuje Paul Pierce. Ostatnie dwa punkty w meczu zdobywa Ray Allen z linii rzutów osobistych i w ostatecznym rozrachunku Boston pokonuje Houston 97-92.

Liderem wśród strzelców w drużynie zwycięzców był Paul Pierce, który rzucił 30 pkt. Bardzo dobre zawody rozegrał Ray Allen. Jego łupem padło 21 pkt. Kevin Garnett zdobył 13 pkt oraz zanotował tyle samo zbiórek. Było to już czwarte z rzędu double-double KG’a. Należy też wspomnieć 12 asyst Rajona Rondo, które może trochę zrekompensować fatalne pudło spod samego kosza w końcówce meczu.

Dla drużyny z Teksasu Louis Scola i Kyle Lowry zdobyli po 18 punktów. Argentyńczyk dołożył jeszcze 14 zbiórek. Najlepiej zbierającym jednak zawodnikiem meczu był Samuel Dalambert, który zaliczył 17 zbiórek. Tym samym wyrównał swój rekord kariery w tym względzie. Gdyby nie opuścił boiska za nadmiar fauli w końcówce czwartej kwarty miałby okazję poprawić to osiągnięcie.

W meczu przeciwko Rakietom Kevin Garnett, przekraczając liczbę 13 000 zebranych piłek, przegonił Shaq’a O’Neala w ilości wszystkich zbiórek w karierze. Wczoraj Shaq obchodził swoje urodziny, a wyczyn Garnett’a musiał trochę mu popsuć świętowanie.

W następnym meczu Boston zmierzy się z Philadephią 76-ers, natomiast już dziś Houston Rockets jadą do Kanady na spotkanie z Toronto Raptors.

HOUSTON ROCKETS (21-18) – BOSTON CELTICS (20-17)  92-97 OT

( 28-21, 12-25, 28-17, 16-21, 8-13 )

L. Scola oraz K. Lowry po 18 pkt, C. Parsons 12 pkt – P. Pierce 30 pkt, R. Allen 21 pkt, K. Garnett 13 pkt.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Mac pisze:

    Nie wiem co ten Rondo zrobił w końcówce IV kwarty… Jestem w szoku…

    • klin pisze:

      kazdy popelnia bledy, ale.. tez sie cholernie zdziwilem ze mu reka zadrżała :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *