Raptors walczyli z Magic, ale przegrali z Howardem i Redickiem

Toronto Raptors mimo braku swojego lidera – Andrei Bargnaniego – w ostatnich meczach stawiają trudne warunki swoim, nierzadko mocniejszym rywalom. Nie zawsze wychodzą z tego zwycięsko, ale już sam fakt tak dobrej gry, szczególnie w obronie, jest naprawdę pozytywnie zaskakujący. Podobnie było w dzisiejszym meczu, gdzie Orlando Magic, choć Dwight Howard szalał pod koszami, wygrali ten mecz jedynie czterema punktami i powinni jeszcze dziękować JJ Redickowi, że trafił w końcówce trójkę oraz dwa rzuty wolne i utrzymał Magic w crunch-time.

Magic 92:88 Raptors

Dwight Howard (36 pkt, 13 zb, 16-20 FG) wysłał odpowiedź na wiadomość Derona Williamsa z niedzieli, gdy rzucił 57 punktów i zaprosił Dwighta do Newark. Do 15 marca zostało już niewiele, każdy dzień bez wymiany na linii Magic-ktokolwiek stawia Otisa Smitha w jeszcze trudniejszej sytuacji, bo będzie mógł wyciągnąć coraz mniej za Dwighta i tym samym może zgodzić się w akcie desperacji na jakiś bardzo niekorzystny trade. Takie ryzyko jest spore, tym bardziej, że Otis na pewno nie jest najlepszym GM’em tej ligi. Póki co – Dwight łapie formę, która podnosi jego wartość (o ile da się podnieść ją wyżej, najlepszy środkowy ligi jest tylko jeden). Dlatego mam jeszcze malutką nadzieję na to, że uda się „wyjąć” za niego duet Bynum-Gasol, ale prawdopodobieństwo, że tak się stanie, jest co najwyżej kilkuprocentowe. Prędzej Magic wymienią go do Nets albo w ogóle.

Ryan Anderson (19 pkt, 13 zb) nadal trzyma poziom MIP’a, Jeremy Lin i Linsanity już powoli opada, a Anderson trzyma się nadal. Po raz kolejny po prostu zdominował atakowaną tablicę, miał aż 7 zbiórek w ataku, dla porównania – Raptors mieli ich 10. Uchodzi za gorszego zbierającego od Howarda, ale dziś miał tyle samo desek, co on. Jeśli tak dalej pójdzie, na początku kwietnia uruchomię akcję „Ryan 4 MIP”.

Hedo Turkoglu (0 pkt, 9 ast) spudłował wszystkie 6 rzutów z gry, Jason Richardson – 8 z 10, Jameer Nelson (11 pkt, 6 ast) – 4 z 10. JJ Redick także zagrał dość przeciętnie (3-10 FG), ale miał za to aż 13 punktów i 6 asyst z ławki, a także zdobył 5 ostatnich, najważniejszych punktów dla Orlando. Gdyby nie on, Magic nie przełamaliby slumpu, który towarzyszył im w czasie, gdy Raptors zdobyli 7 punktów z rzędu od 78:87 do 85:87.

Poza Redickiem bohaterem końcówki, ale w barwach Toronto, został Jerryd Bayless, który w czwartej kwarcie zdobył 12 punktów, zebrał 6 piłek i miał 3 asysty i pomógł w gonitwie za Orlando, dochodząc ich na dwa punkty. W końcówce trójkę utrzymującą Raps w grze trafił Jose Calderon (8 pkt, 7 ast), ale Redick nie ugiął się pod presją na linii osobistych. Najlepszym strzelcem Toronto był dziś DeMar DeRozan (23 pkt, 9-22 FG). Double-double w 23 minuty gry zanotował Aaron Gray (11/11).

Ekipie Toronto Raptors poświęca się dość mało miejsca, jeśli już się o niej wspomina, to z powodu kontuzji bądź powrotu Andrei Bargnaniego. Tymczasem, choć mają dopiero 11. bilans na Wschodzie, mniej więcej od początku lutego zaczęli grać całkiem dobrze i napsuli swoim rywalom sporo krwi. Oto wszystkie ich mecze od 5 lutego:

  • 89:96 vs. MIA
  • 108:111 (OT) vs. WAS
  • 99:105 vs. MIL
  • 86:74 vs. BOS
  • 92:94 vs. LAL
  • 87:90 vs. NYK
  • 106:113 vs. SAS
  • 91:98 vs. CHA
  • 103:93 vs. DET
  • 85:88 vs. HOU
  • 95:84 vs. NOH
  • 99:102 vs. MEM
  • 83:75 vs. GSW
  • 88:92 vs. ORL

 

Niestety, Raptors wygrali tylko 4 z 14 tych meczów (zwycięstwa pogrubione).

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

2 komentarze

  1. bargnani napisał(a):

    Nie wiem czy to wynika z racji tego, że jestem fanem Raptors, ale tak szczerze wydaje mi się, że Toronto ma najgorszy skład w lidze (obok Bobcats i może Hornets) i przyznam, że nie spodziewałem się takiego bilansu i takiej walki z mocniejszymi zespołami przed sezonem (i to bez Bargnaniego, który nigdy nie miał takiego wpływu na ten zespół jak teraz).

    Była przecież cała seria spotkań minimalnie przegranych w końcówkach, a i tak nie ma takiej tragedii i 11 miejsce na wschodzie.

    Wg mnie to bierze się głównie z pracy Casey’a (93,5 pkt tracone w tym roku – 105,4 rok temu) i mam nadzieję, że za rok jak Il Mago będzie zdrowy, drewna na centrze zastąpi młody Valanciunas, a skrzydło zasili chociażby Barnes walka o postseason będzie realna.

  2. Wojtek Żuławiński napisał(a):

    Valanciunas-Bargnani-Barnes-DeRozan-Calderon (jeśli będzie)

    biorę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *