„Czarodzieje” zaczarowani przez Warriors

Golden State Warriors wygrali dzisiejszej nocy już 15-te spotkanie w sezonie i z przeciętnym bilansem (15-20) zajmują dalekie 13. miejsce na Zachodzie, ale wbrew pozorom jest to wciąż drużyna licząca się w walce o Play-Offs. Ofiarami „Wojowników” okazali się „Czarodzieje” z Waszyngtonu, którzy zostali pewnie pokonani na własnym terenie 120 – 100. Dla drużyny ze stolicy była to już kolejna dotkliwa porażka w tym roku (bilans 8-29) i jedyne co tej ekipie zostało to walka o wysokie picki w nadchodzącym drafcie.

Spotkanie rozstrzygnęło się już praktycznie po pierwszej kwarcie, bowiem drużyna ze stanu Kalifornii wygrała tą partię aż 41-24. Bez wątpienia najlepszym zawodnikiem w tej części spotkania był combo-guard – Monta Ellis. Zawodnik, który w przeciągu 9 dni zostanie prawdopodobnie wymieniony do innej drużyny zanotował w pierwszej kwarcie aż 14 punktów – na znakomitej skuteczności 5-7 i 2-3 zza łuku.

120 zdobytych punktów przez Golden State Warriors to zdecydowanie ich rekord sezonu, a głównym powodem tak wysokiego wyniku była wybitnie dobra skuteczność tej drużyny. Popularni „Wojownicy” trafili 45 na 83 oddanych rzutów (54%), nie gorzej spisywali się „za trzy” – 65% (15-23). Do tego wszystkiego aż 15-krotnie rzuty wolne zamienili na punkty (16 prób, co daje 93% skuteczności).

Spotkanie w Waszyngtonie stało –  mimo wszystko – na wysokim poziomie. Do drużyny Golden State Warriors wrócił Stephen Curry, który zagrał dzisiaj ledwo 9 minut (z ławki), ale zdołał w tym czasie zapisać na swoim koncie kilka bardzo efektownym akcji (reverse layup czy trójka z dalekiej odległości at the buzzer) i przede wszystkim zdobył aż 11 „oczek”. Syn dawnego gracza NBA – Dell’a Curry’ego w tak krótkim czasie oddał w sumie 7 prób na kosz, z czego trafił aż 5 (2-3 za trzy).

Wspomniany przeze mnie świetny Monta Ellis spędził dzisiaj na parkiecie skromne (jak na niego) 29 minut na parkiecie, co zamienił ostatecznie na 25 punktów, 8 asyst i 5 zbiórek. Combo-guard, tak jak Steph Curry, może pochwalić się wieloma atrakcyjnymi zagraniami jak chociażby trafienie równo z syreną na koniec pierwszej kwarty. Bardzo solidny występ zaliczył również Ekpe Udoh, którego wsad z tego spotkania powinniśmy zobaczyć w dzisiejszym TOP10. 24-latek zdobył 17 punktów i 6 zbiórek, ale trafiał na dobrej 50% skuteczności (5-10 FG).

Debiutant z Washington State – Klay Thompson może zaliczyć dzisiejszą noc do tych najbardziej udanych w swojej krótkiej karierze w NBA. 21-latek zdobył bowiem dzisiaj 18 punktów i zabrakło mu tylko jednego „oczka” do wyrównania swojego career-high, które zdobył 9 lutego w meczu z Denver Nuggets. Klay Thompson zdołał do 18 „oczek” (7-14 FG i aż 4-5 „za trzy”) dodać również 2 asysty i 2 zbiórki) – to wszystko w 20 minut jako rezerwowy!

Dodam również, że aż sześciu „Wojowników” trafiło dzisiaj dwie lub więcej trójek.

Z zimowego snu budzi się powoli John Wall, który po dobrym pierwszym roku w NBA nie wykorzystał swojego potencjału i został na poziomie z pierwszego sezonu. Wybrany rok temu w drafcie z numerem pierwszym zawodnik zdobył dzisiaj bardzo pokaźną sumę 20 punktów (7-10 FG), a aż 14 jego podań okazało się kluczowymi w zakończeniu akcji punktami. Do double-double dorzucił również 6 zbiórek. Warto jednak obejrzeć chociaż urywki dzisiejszego spotkania, bowiem John Wall po raz kolejny potwierdził swoją diabelską szybkość i niesamowitą umiejętność kończenia akcji z góry.

Game-high należy do dwóch panów – Monty Ellisa i Nicka Younga, oboje po 25 punktów. Nick Young zagrał jednak o 4 minuty mniej niż Ellis i rozegrał je wchodząc z ławki jako sixth-man. 26-letni już rzucający obrońca zdołał trafić aż 9 na 14 oddanych rzutów, z czego aż 4 rzuty zostały punktowane za trzy punkty. Oprócz zdobywania punktów Nick Young nie pokazał jednak nic specjalnego.

Warto dodać, że ekipa Golden State Warriors od początku wyszła na prowadzenie i nie dała szansy „Czarodziejom” nacieszyć się chociażby remisem.

 

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *