Zamaskowany Bryant znów zwycięski.

Pierwsza wygrana Kobego nad LeBronem i Flashem.

To był diametralnie różny weekend dla obu drużyn i liderów Heat i Lakers. Kobe Bryant wygrał dwa spotkania, natomiast LeBron James i Dwayne Wade przegrali dwukrotnie. O ile Bryant i Lakers zbliżyli się do Clippers (lidera Pacific Divison), o tyle Heat stracili prowadzenie w Eastern Conference, na rzecz Chicago Bulls.

Spotkanie w Staples Center było rozgrywane bez udziału Chrisa Bosha, który udał się na pogrzeb swojej babci. Mimo tego faktu to Heat byli faworytem potyczki, gdyż w ostatnich 3 spotkaniach z Lakers, wygrywali dość zdecydowanie (2 porażki w poprzednim sezonie za Phila Jacksona i jedna przegrana z tego sezonu za Mike’a Browna).

Już w pierwszej odsłonie z najlepszej strony pokazał się lider gospodarzy Kobe Bryant, który 18 z 33 swoich punktów zdobył podczas tych 12. minut. Bryant dał wyraźny sygnał do ataku swojej drużynie i chciał się odgryźć Heat za ostatnie 3 porażki. Wielu z nas śledząc te spotkanie miało z kolei w pamięci rozbity nos Kobego przez Wade’a z Meczu Gwiazd.
Zamaskowany Kobe znów zaatakował. Numer 24 grał na wysokiej skuteczność z pola i w ciągu czterech kwart trafił 14 z 23 rzutów z gry. Ponadto dostał świetne wsparcie od większej części swojej drużyny.

Już w drugiej odsłonie z najlepszej strony pokazał się tegoroczny debiutant, numer 48 draftu (z drugiej rundy) Andrew Goudelock. Zastępujący przez kilka minut Bryanta obrońca, trafił dwa rzuty za trzy punkty i dołożył rzut wolny. Heat praktycznie nie byli przygotowani na jego strzeleckie popisy i zostawiali mu zbyt dużo miejsca do manewru. Kolejne minuty gry to popisy strzeleckie Metta World Peace’a , który pod koniec tej odsłony miał na koncie 9 oczek. Dawny Ron Artest zdobywał punkty rzutami za trzy punkty, osobistymi czy dzięki mocnym wejściom pod kosz.
Lakers wygrali pierwszą kwartę 28-20 i powiększyli swoją przewagę o kolejne 4 oczka (22-18) na przestrzeni drugiej odsłony.

Po przerwie jednak, Lakers nieco stracili. Nie byli już tak zmobilizowani jak w pierwszej fazie spotkania. Ich atak też nie był tak dobrze zaplanowany i ułożony jak podczas pierwszych 24 minut. Dwayne Wade, Mike Miller i Mario Chalmers kolejno rozbijali obronę gospodarzy, niwelując straty punkt po punkcie. Kiedy przewaga Lakers stopniała do 2 oczek (58-60) trójką odpowiedział M-W-Peace. Akcję później dorzucił rzut wolny. Następnie za trzy trafił świetnie spisujący się (lepiej od Dereka Fishera) Steve Blake (6as) a kiedy dograł wysoką piłkę do Ron Rona i ten wykończył ją alley oop’em Staples Center wybuchło owacją na stojąco. 71-62 po IIIkw.

Finałowa odsłona rozpoczęła się bliźniaczo podobnie do zakończenia 3kw. Dogranie Blake’a wsadem z powietrza zakończył Andrew Bynum. W tym momencie trzeba podkreślić bardzo dobrą grę dwóch wież Lakers. Bynum zdobył sześć kolejnych punktów i zanotował w spotkaniu 16pkt/13zb/4blk. Równie udanie prezentował się zepchnięty na drugi plan Pau Gasol, autor 11pkt i 10zb. Niestety na 5 minut do końca spotkania swój szósty faul złapał Wade i wiadomo było, iż bez jego pomocy gościom o wygraną będzie już bardzo ciężko (zwłaszcza, że absencja Bosha była aż nadto widoczna).

Kobe Bryant w finałowych 4 minutach trafił cztery rzuty z gry i przypieczętował 23. wygraną Lakers w obecnych rozgrywkach.

W tym spotkaniu LeBron James nie dostał należytego wsparcia od swoich skrzydłowych. Udonis Haslem , antybohater spotkania z Utah Jazz, nie trafił wszystkich pięciu rzutów z gry. Z kolei Shane Battier, w nietypowej dla siebie roli silnego skrzydłowego, spudłował 8 z 11 rzutów. Weteran Juwan Howard nie trafił wszystkich – podobnie jak Haslem – 5 prób rzutu do kosza.
X-factorem Lakers okazał się Metta World Peace, autor 17pkt/7zb/4przech. Ron Ron przypomniał siebie z najlepszych czasów.

Kluczową statystyką okazała się skuteczność z gry. Heat mieli tylko 37% a Lakers 49%.Jeziorowcy zdominowali też walkę pod koszami, wygrywając statystykę zbiórek 44-35.

Wynik: Los Angeles Lakers – Miami Heat 93:83

Punktowali: K. Bryant 33, M. World Peace 17, A. Bynum 16 (13 zb) oraz L. James 25 (13 zb), D. Wade 16, M. Chalmers 15

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

6 komentarzy

  1. Fenomen pisze:

    Nie zebym sie czepial ale „2 wygrane w poprzednim sezonie za Phila Jacksona i jedna przegrana z tego sezonu za Mike’a Browna” albo wygrali albo przegrali ;P trzeba sie zdecydowac ;) poza tym ten mecz mnie przekonal, ze wymiana Bynuma jest nie konca potrzebna. Moze nie gra efektownie, ale robi swoje i to jak ;) i w koncu cos z lawki drgnelo ;P ps. A KB nie rzucil w 1q 18 punktow?

  2. woy9 pisze:

    może wchodziłeś jak nanosiłem poprawk tuż po publikacji. to możliwe , bo sam się złapałem na literówkach. spoko, dzięki za czujność.

  3. 23mjbulls pisze:

    KObas zjadł na śniadanie Wade który co raz bardziej staje się
    primadonną zamiast grac. wyczyn derona i rondo wypas :D

  4. Mac pisze:

    Lakers pokazali wielki charakter. Takich „Jeziorowców” chcę oglądać. Kobe w pierwszej kwarcie to urządził sobie prywatny plac zabaw ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *