Wspomnienie jutrzejszego jubilata …

6 marca, a więc dokładnie jutro swoje 39 urodziny będzie obchodził Michael Finley. Zawodnik, który zakończył już swoją grę na parkietach NBA niewątpliwie był jedną z jaśniejszych postaci na przełomie wieków, dlatego chciałbym przypomnieć Wam jego bogatą karierę, a właśnie jutrzejszy jubileusz jest ku temu znakomitą okazją. Zatem zapraszam do lektury.

Michael Finley przyszedł na świat w miejscowości Melerose Park znajdującej się w stanie Illinois. Jego przygosa z koszykówką rozpoczęła się w Proviso East High School w mieście Maywood. Liceum ukończył w 1991 roku. W tym samym roku jego szkoła wygrała turniej IHSA class AA Boys Tournament, a sam zawodnik został wybrany do pierwszej piątki turnieju. Swoją dalszą przygodę z koszykówką kontynuował na uniwersytecie Wisconsin. Ciekawostką jest, że uczelniana kariera Finleya trwała pełne cztery lata, co oznacza, że skończył studia przed przystąpieniem do Draftu NBA. We wczesnych latach 90-tych fakt ten był zazwyczaj normalnym stanem rzeczy, a przypadki Shawna Kempa, czy później Kevina Garnetta  były ewenementami w skali ligi. Dziś roczne kariery w NCAA czy w ogóle pomijanie gry w zespołach uniwersyteckich są raczej na porządku dziennym. Mimo wszystko Michael spędził w Wisconsin pełne cztery lata notując średnio 18,7 pkt oraz 5,6 pkt.

Dobra gra na uczelni zaowocowała 21 numerem w drafcie z 1995 roku, a co za tym idzie pierwszym profesjonalnym kontraktem w NBA. Na wybór Finleya zdecydowali się Phoenix Suns, a więc potęga ligi z początku lat 90-tych dowodzona przez samego Charlesa Barkleya. Ciekawostką jest fakt, że 21 pick w tym naborze Suns otrzymali od Los Angeles Lakers, którzy rok wcześniej pozykali z Phoenix Cedrica Ceballosa, a więc gracza o bardzo zblizonych predyspozycjach do bohatera mojego artykułu.

Finley mimo dość niskiego numeru w drafcie miał do NBA prawdziwe wejście smoka. Co tydzień można było go zobaczyć w dzisięciu najlepszych akcjach tygodnia. W swoim debiutanckim sezonie był trzecim strzelcem Słońc tuż za Sir Charlesem oraz Kevinem Johnsonem. W 82 meczach notował średnio 15 pkt oraz 4,6 zbiórki w meczu. Niestety jego przyjście do Arizony nastąpiło w czasie, kiedy drużynę z America West Arena dotknął poważny kryzys. Zespół nie zakwalifikował się do Play-off odnosząc 42 zwycięstwa w całych rozgrywkach. Mimo to indywidualne statystyki napawały fanów ekipy z Phoenix optymizmem i pozwalały z nadzieją patrzeć w przyszłość.

W następnym sezonie Barkley odszedł do Houston Rockets szukając szansy na mistrzowski pierścień. Dla Finley’a była to okazja, żeby stać się liderem drużyny. Niestety fatalny początek i dziesięć porażek z rzędu na początku rozgrywek szybko zweryfikowały te plany i włodarze klubu szukali wzmocnień. W efekcie tego Finley powędrował do Dallas Mavericks w zamian między innymi za Jasona Kidda.

W Teksasie jego kariera nabrała rumieńców. Właśnie w zespole Mavs stał się prawdziwym liderem. Wzmacniana z roku na rok drużyna dzięki uporowi szalonego właściciela Marka Cubana rosła w siłę i Finley w sezonie 2000-01 mógł pierwszy raz posmakować rywalizacji w fazie Play off. Od tego czasu jego zespół regularnie wygrywał ponad pięćdziesiąt spotkań w sezonie jednak w PO najdalej doszedł do finału Konferencji Zachodniej ulegając w 2003 roku San Antonio Spurs 2-4. Jednak współpraca Michaela z preferującym ofensywną koszykówkę trenerem Donnem Nelsonem układała się bardzo dobrze. Zawodnik odgrywał bardzo ważną rolę w zespole. W każdym kolejnym seoznie notował średnie punktowe oscylujące w granicach 17-18 pkt. Niestety brakowało jednej rzeczy – sukcesu jaki pragnął odnieść Mark Cuban, a więc mistrzostwa NBA. W kolejnych latach Nelsona zastąpił Avery Johnson i znaczenie Finleya dla Mavs systematycznie spadało. Przygoda z Dallas zakończyła się po sezonie 2004-05 wraz z wygaśnięciem jego kontraktu. W następnym sezonie zakontraktowali go rywale z zza miedzy, a więc drużyna San Antonio Spurs. Wracając do czasu spędzonego przez Michaela w Dallas trzeba podkreślić, że pod względem indywidualnych osiągnięć był to jego najlepszy czas podczas jego koszykarskiej kariery. Dwukrotnie wystąpił w meczu gwiazd, a także dojrzał jako zawodnik. Naprawdę bardzo dużo zawdzięcza trenerowi Nelsonowi, który bardzo wysoko cenił sobie umiejętności tego gracza.

Największy sukces w karierze Finley odniósł jednak pod wodzą Grega Popovicha grając w koszulce Spurs. W 2007 roku zdobył jedyny w swojej karierze tytuł mistrzowski. W zespole Ostróg nie odgrywał już tak istotnej roli jak w ekipie Mavs. Będąc graczem po trzydziestce nie dysponował już taką dynamiką jak kiedyś co też przekładało się na jego średnie punktowe. Pełnił jednak rolę doświadczonego zmiennika, co dla Popovicha było bezcenne. Zresztą właśnie w tym sezonie pobił rekord ilości celnych rzutów za trzy punkty w jednym meczy gracza Spurs. Jego siedem trafień pozwoliło mu zatem zapisac się także w historii zespołu z San Antonio.

Szukając ostatniej szanasy na mistrzostwo trafił do Bostonu, gdzie u boku Ray’a Allena, Kevina Garnett’a czy Paula Pierce’a chciał powtórzyć swój sukces z 2007 z czasu gry w Teksasie. Niestety Celtowie przegrali w 2010 roku po siedmiomeczowej rywalizacji z Los Angeles Lakers, a trzydziestosześcioletni Finley po sezonie zawiesił buty na kołku kończąc bogatą karierę zawodniczą.

Przyznam się, że pamiętam go jako młodego zawodnika dunkującego niemal w każdym meczu i nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko płynie. Zresztą niedawno miałem okazję odgrzebać mecz z jego udziałem w barwach Suns czy tez Mavs. Był to naprawdę jeden z ciekawszych graczy jacy trafili do NBA. Nie miał może statutu ówczesnej supergwiazdy jak Shaq, Kobe Bryant, Tim Duncan czy Vince Carter, ale swoją grą budził szacunek wśród swoich rywali, a także wzbudzał sympatię wielu kibiców najlepszej koszykarskiej ligi świata. Jak wspominałem jutro będzie świętował swoje 39 urodziny, zatem: „Wszystkiego najlepszego Mike

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=eXixmaZDSPA&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

5 komentarzy

  1. Adik pisze:

    Pamietam jego potworny wyskok :)

  2. darkcore pisze:

    lubiłem gościa

  3. cynick pisze:

    Najpierw piszesz, że zdobył swój mistrzowski pierścień w SAS, a chwilę póżniej, że „szukając ostatniej szanasy na mistrzostwo trafił do Bostonu”.
    To w końcu jak jest ?

  4. woy9 pisze:

    Michael Finley zdobył tytuł ze Spurs. Ostatnia szansa na Mistrzostwo nie jest złym stwierdzeniem (?) wg mnie. nie ma słowa niezdobyte czy nieosiągnięte..

    cytuję „Szukając ostatniej szanasy na mistrzostwo trafił do Bostonu, gdzie u boku Ray’a Allena, Kevina Garnett’a czy Paula Pierce’a chciał powtórzyć swój sukces z 2007 z czasu gry w Teksasie”

    tekst jest oryginalny, bez żadnych poprawek z wczoraj.

    Od siebie dodam, że coraz więcej znajduję komentarzy, w których ktoś czegoś nie doczytał lub słabo rozumie to co jest napisanie. Fajnie wrzucić szpilę w stylu lieterówka lub błąd (ale chyba nam nie oto chodzi)..zapraszam do konstruktywnych komentarzy budujących dyskusję.

  5. Paweł Kołakowski pisze:

    36 letni zawodnik myślący o końcu kariery dołącza do mocnego zespołu, żeby mieć szansę walki o mistrzostwo – ostatnią w swojej karierze. Pewnie jakby podpisał kontrakt z Toronto czy ówczesną Minnesotą to takiej szansy by nie miał. Dostał minimum dla weterana, żeby mieć szanse ponownie cieszyć się z mistrzostwa NBA. Jeżeli opis w tekście był niezbyt zrozumiały to przepraszam, następnym razem postaram się inaczej dobierać słowa.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *