Ciężka przeprawa Clippers w Houston

W tym sezonie jednego możecie być pewni. Jeżeli swój mecz grają Los Angeles Clippers to zawsze jest ciekawie, a większość ich meczów rozstrzyga się w końcówkach spotkań. Tak też było dziś w nocy w Toyota Center, gdzie miejscowi Rockets zmierzyli się właśnie z zespołem z Kaliforni. Atrakcyjność meczu potwierdza fakt, że prowadzenie zmieniało się, aż 24 razy, a dwudziestokrotnie wynik był remisowy. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka, w której lepsi okazali się goście pokonując rywali 105-103.

 

Do meczu w Houston zespół z Los Angeles przystąpił bez nadal kontuzjowanego Chancey Billupsa, mimo to zespół Vinny’ego Del Negro mógł mieć dobre nastroje przed rywalizacją z Rakietami mając w pamięci pierwsze starcie tych drużyn w tym sezonie w Staples Center. Wówczas Clippers zdemolowali Teksańczyków 117-89. Niedzielne spotkanie jednak miało zupełnie inny przebieg. Pierwsza połowa to bardzo wyrównana walka, w której nawet lekką przewagę uzyskali dwukrotni mistrzowie z lat 1994-95. Początkowa taktyka trenera Kevina McHale’a opierała się na dograniach do wysokich graczy jednak Samuel Dalambert nie był zbytnio skuteczny i po kilku minutach za ofensywę wzięli się zawodnicy obwodowi.  Przyniosło to oczekiwany skutek bowiem po pierwszej kwarcie Rakiety prowadziły 30-25, a Kevin Martin miał na swoim koncie już 9 pkt.

Na początku drugiej kwarty kiedy jak to jest w zwyczaju NBA pojawili się zawodnicy rezerwowi spotkanie troszkę „siadło”. W tym okresie gry punktowali jedynie Maurice Williams z Clippers oraz Courtney Lee, który odpowiedział rzutem trzypunktowym. Dopiero kiedy na boisko powrócili podstawowi gracze gra zaczęła nabierać rumieńców. Na dynamiczny „Power Slam” Blake Griffina odpowiedział Samuel Dalambert, który po niecelnym rzucie Martina zaliczył „putback jam” wyskakując zza pleców DeAndre Jordana. Zresztą końcówka drugiej kwarty należała właśnie do środkowego Rakiet, który do przerwy rzucił już 14 pkt, a jego zespół prowadził 47-45.

Podrażnieni takim stanem rzeczy goście wzięli się do roboty od początku trzeciej odsłony i za sprawą Chrisa Paula wyszli na prowadzenie. Rozgrywający LAC zdobył w tej części meczy 11 pkt rzucając zarówno z dystansu jak i penetrując strefę podkoszową co często dawało korzyść w postaci akcji and-one. Kolejną kwartę świetnie rozpoczął Kenyon Martin szalejąc pod koszem rywali w ofensywie. Z drugiej strony kilka niecelnych rzutów zaliczył Terrence Williams, który raczej swym występem nie przekonał do siebie trenera Rakiet. Gracze z Houston odrobili sześciu punktową stratę do rywali, głównie za sprawą punktów Courtney’a Lee, co gwarantowało, że w końcówce meczu na pewno będą emocję.

Na 25 sekund przed końcem dwa punkty Chrisa Paula dały przyjezdnej ekipie prowadzenie 97-96. Losy spotkania mógł rozstrzygnąć doświadczony Samuel Dalambert, który bedąc faulowanym pod koszem miał okazję jeszcze na zdobycie punktów z akcji, co dałoby szanse na akcję trzypunktową. Niestety jego sytuacyjny rzut był niecelny i Haitańczyk stanął na linii rzutów osobistych. Trafił tylko raz i był remis po 97. Co zatem zrobią teraz Clippers. Ostatnie sekundy piłka trafia do Chrisa Paula, ten drybluje między nogami kieruje się w prawą stronę boiska, niedaleko ławki Rockets. Wyskakuje, rzuca … i trafia.

Na szczęście dla gospodarzy i kibiców zebranych w Toyota Center CP3 wypuścił piłkę z rąk już po kończącej czwartą kwartę syrenie, a więc nie było mowie o „buzzerbeaterze”, a oba zespoły szykowały się na dogrywkę. W niej skuteczniejsi okazali się gracze Clippers, mając jednak także trochę szczęścia bowiem w decydujących momentach nieskuteczny był Kevin Martin, który mógł przelać szalę zwycięstwa na konto zespołu z Houston. Po zaciętym i bardzo emocjonującym meczu zwycięstwo odnieśli Los Angeles Clippers wygrywając 105-103.

Po meczu trener McHale narzekał na zbyt dużo strat i błędów jakie popełnili jego podopieczni. „When you’re playing a team like that and you’ve got them on the ropes, you can’t make any mistakes, and we just made a couple [too many] down the stretch.” –  takimi słowami podsumował wydarzenia na boisku i trzeba przyznać, że miał rację, bowiem właśnie nieskuteczna gra w końcówce pozbawiła jego drużynę zwycięstwa we wczorajszym spotkaniu. Wśród Rakiet najskuteczniejszy był Kevin Martin zdobywca 25 pkt. Dobre zmiany dawał rezerwowy Courtney Lee, który spotkanie zakończył z 13 pkt trafiając wszystkie trzy oddane w meczu rzuty zza linii 7,24 m. Na wyróżnienie zasługuje także Samuel Dalambert – zdobywca 17 pkt i 12 zbiórek. Center Rockets zaliczył tym samym jeden z lepszych występów w ostatnim okresie czasu, co jednak nie zapewniło sukcesu jego drużynie.

Po drugiej stronie rewelacyjnie zaprezentował się Chris Paul, który zdobył 28 pkt i miał 10 asyst. To właśnie jego akcję oraz skuteczne egzekwowanie rzutów wolnych w końcówce zapewniły wygraną zespołowi z L.A.. Dobre zawody rozegrał Randy Foye, który dzięki 15 pkt ( w tym 3 celne na cztery próby za 3 pkt) był drugim strzelcem w szeregach Clippers. Blake Griffin w spotkaniu z Rockets zebrał 11 piłek i rzucił 14 pkt co dało mu 22 double-double w tym sezonie.

Gracz Meczu: Chris Paul

LOS ANGELES CLIPPERS – HOUSTON ROCKETS 105-103 OT

( 25-30, 20-17, 32-27, 20-23, 8-6)

C. Paul 28 pkt, R. Foye 15, C. Butler oraz B. Griffin po 14 pkt – K. Martin 25 pkt, S. Dalambert 17 pkt, L. Scola 16 pkt.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *