Nuggets triumfują w Toyota Center

Houston Rockets ponieśli drugą kolejną porażkę. Po wysokiej przegranej w minioną środę z Utah Jazz, dzisiejszej nocy nie sprostali drużynie Denver Nuggets przegrywając 105-117. Wysokie zwycięstwo podopiecznych George’a Kala sugerowałoby, że gracze z Kolorado odnieśli pewne zwycięstwo. Nic jednak bardziej mylnego, bowiem losy meczu ważyły się do samego końca spotkania.

Do Toyota Center przyjechała drużyna mająca łatkę najgorzej broniącej ekipy w meczach wyjazdowych. Biorąc po uwagę, że pierwsze spotkanie obu teamów w tym sezonie wygrali zawodnicy z Teksasu, kibice Rakiet mieli nadzieję na dwudziestą drugą wygraną w sezonie swoich pupili. Jednak Nuggets wcale nie zamierzali tanio oddac skóry co pokazali już na poczatku, kiedy to po bezpardonowym wejściu pod kosz Arrona Affalo boisko musiał opuścić na chwilę Louis Scola, który przypłacił swoją defensywną postawę rozkrwawionym nosem.

Pierwsza połowa należała jednak do gospodarzy, którzy prowadzeni przez świetnie dysponowanego Kevina Martina utrzymywali niewielką przewagę nad swoimi oponentami. Podobnie sprawy się miały w kolejnej trzeciej kwarcie, kiedy to Denver wyszło na niewielkie prowadzenie, mimo to obraz gry cały czas wyglądał podobnie i zebrani w Toyota center kibice oglądali bardzo ciekawe i wyrównane widowisko.

Momentem zwrotnym był początek czwartej kwarty, gdy pod koszem zyskali przewagę zawodnicy Nuggets. Łatwe punkty kolejno Brewer’a, Affalo, Harringtona oraz Farried’a pozwoliły sukcesywnie powiększać przewagę punktową. Na sześć minut przed końcem meczu doszło do bardzo nieprzyjemnego zdarzenia. Dysponujący bardzo wysokim wyskokiem silny skrzydłowy Rockets – Patrick Patterson chciał zablokować rzut jednego ze swoich rywali i niestety opadając stracił równowagę bardzo niefortunnie upadając na parkiet. Serca kibiców w Houston na chwilę zamarły bowiem absolwent uczelni Kentucky przez moment się nie podnosił z parkietu. Na szczęście nic poważnego się nie stało i po krótkiej przerwie Patrick powrócił jeszcze na parkiet.

Niestety jego pomoc już na niewiele się zdała bowiem końcówka bezsprzecznie należała do „Bryłek”.  Od stanu 100-96 na cztery minuty przed końcem szósty bieg wrzucił Ty Lawson, którego punkty i asysty zapewniły okazałe zwycięstwo jego drużynie. Ostatecznie Denver Nuggets pokonało Houston Rockets 117-105 wykorzystując w końcówce nieporadność i niezdecydowanie swoich rywali.

Wśród zwycięzców najskuteczniejszy był wspomniany Ty Lawson zdobywca 22 pkt oraz 7 zbiórek i aż 15 asyst!!!. Sam zawodnik z niezwykłą skromnością skomentował swój występ następującymi słowami „People were open, and I just gave them the shot with a good pass. I try to take care of the ball most of the time, but today I was on. … Our team is working pretty well when we spread the ball around and attack, and I’m trying to be more aggressive and be a catalyst like coach [Karl] wants.” Zresztą cała drużyna bardzo dobrze zaprezentowała się w potyczce z Rakietami. Siedmiu zawodników zdobyło dziesięć bądź więcej punktów. George’a Karla na pewno cieszy rosnąca forma debiutanta Kenneth’a Farried’a, który w dzisiejszym meczu zanotował 16 pkt oraz zebrał jedenaście piłek będąc najlepszym graczem swojej ekipy w walce na desce.

W zespole z Houston bardzo dobre zawody zaliczył Kevin Martin, który bardzo słabe mecze przeplata z wyśmienitymi występami, takimi jak choćby dziś. Lider Rockets rzucił dla swojego zespołu 35 punktów trafiając 10 rzutów z gry na piętnaście prób ( w tym, aż 6 na 9 za 3 pkt). Drugim strzelcem podopiecznych coacha’a McHale’a był Kyle Lowry – zdobywca 17 pkt, 5 asyst oraz 7 zbiórek. Najlepiej zbierającym Teksańczyków był Patrick Patterson, który zakończył spotkanie z 10 zbiórkami. Zawodnik też zablokował cztery rzuty przeciwników co jest jego indywidualnym rekordem dotychczasowej kariery na parkietach NBA.

NAJLEPSZY GRACZ MECZU: Ty Lawson

DENVER NUGGETS (20-17) – HOUSTON ROCKETS (21-16) 117-105

(26-25, 25-29, 31-24, 35-27)

T. Lawson 22 pkt, K. Farried 16 pkt, A. Miller 16 pkt – K. Martin 35 pkt, K. Lowry 17 pkt, L. Scola 13 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *