Rookie Rankings #3, miejsca 1-10.

Mamy środę, koniec najkrótszego miesiąca w roku. Nadszedł czas, aby zakończyć podsumowanie dokonań rookies na półmetku tego sezonu. Dzisiaj mamy dla Was trzecią, a zarazem ostatnią, część krótkiego serialu o żółtodziobach z klasy oznaczonej rocznikiem 2011.

 

#10. Jimmer Fredette (Sacramento Kings) – rocznik 1989, 188cm. 89kg. Brigham Young

 

Powiem szczerze, że Fredette jest dla mnie jak na razie jednym z największych rozczarowań wśród wszystkich tegorocznych debiutantów. Najlepszy zawodnik NCAA ubiegłego sezonu m.in. według Basketball Timesa jest idealnym przykładem tego, że w obecnej NBA ciężko znaleźć niszę dla białych, niskich strzelców. I nie jest to oczywiście żaden rasistowski zarzut, po prostu potwierdzenie pewnej tezy o tym, że mając do wyboru czarnoskórego, szybkiego jak błyskawica combo guarda i zawodnika, którego jedynym atutem jest świetnie ułożona ręka, lepiej wybrać ten pierwszy typ zawodnika. Mam wrażenie, że Fredette nigdy nie zrobi takiej kariery w lidze, jaka była Mu przepowiadana. Z prostego powodu – do prowadzenia gry brakuje Mu umiejętności, a do spełniania roli rzucającego pierwszej piątki – centymetrów i odpowiedniej dla tej pozycji siły fizycznej. Jak na tak dobrego strzelca rzuca z zaskakująco niską skutecznością i nie potrafi się odnaleźć nawet w mało uporządkowanej grze tegorocznych Kings. Moim zdaniem bliżej Mu do grającego ostatnio na przedmieściach wielkiej koszykówki Adama Morrisona niż choćby Gorana Dragicia, czy Kyle’a Korvera. Podejrzewam, że może mieć niewiele okazji do wyjścia naprzeciw swoim krytykom, gdyż w obecnych czasach, gdzie liga zdominowana jest przez obronę ciężko będzie Mu walczyć z wyższymi od siebie dwójkami przeciwników.

 

Statsy – 20,3 min. 7,9 pkt. 1,1 zb. 1,9 as. 37,6 % z gry, 37,7 % za 3, 88,9 % z wolnych, 0,6 prz. 0,0 bl. 1,3 str.

 

Najlepszy mecz – vs Memphis 33 min. 20 pkt. 3 zb. 5 as. 1 prz. 5/13 z gry, 3/6 za 3, 7/8 z wolnych, 1 str.

 

#9. Kemba Walker (Charlotte Bobcats) – rocznik 1990, 185cm. 78kg. Connecticut

 

Zdania na temat tego gracza są podzielone. Ja mimo wszystkich Jego ułomności należę raczej do entuzjastów talentu eksplozywnego guarda Rysi. Na pewno Jego olbrzymim problemem jest odpowiednia selekcja rzutów, czasem oddaje je z naprawdę nieprzygotowanych, karkołomnych wręcz pozycji, co od razu utrudnia odbiór Jego gry. Jeśli jednak ktoś nad tym popracuje to w przyszłości możemy mieć do czynienia z zawodnikiem formatu all-star, gdyż Jego potencjał ofensywny jest na naprawdę znakomitym poziomie. Kiedy tylko awansował do pierwszej piątki, od razu wzniósł swoją grę na dużo wyższy level niż ten prezentowany przez Niego jako gracza rezerwy. Widać, że potrzebuje dużo zaufania od swojego trenera i jeśli je otrzymuje to zaczyna od razu grać dużo bardziej efektywnie. Jak na swój wzrost bardzo dobrze zbiera, co jest związane z Jego nieustępliwością i dużą ruchliwością, nieraz potrafi pojawić się wydawałoby nie wiadomo skąd by zebrać piłkę obok dużo wyższego rywala. Jestem bardzo ciekaw Jego dalszych postępów w grze, bo chcę otrzymać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, czy rzeczywiście mamy tutaj materiał na gwiazdę. Mam nadzieję, że Jordan nie będzie próbował stopować swojego debiutanta i pozwoli Mu grać dalej tak jak gra, a więc odważnie i bez kompleksów. Zresztą gdybym był na miejscu MJ-a chyba zdecydowałbym się na wymianę Augustina na jakiegoś solidnego podkoszowego, a Walkerowi powierzyłbym rolę pierwszego rozgrywającego i tak o nic już nie grających Bobcats.

 

Statsy – 29,2 min. 13,3 pkt. 3,8 zb. 3,8 as. 37,0 % z gry, 34,5 % za 3, 80,0 % z wolnych, 1,1 prz. 0,3 bl. 1,8 str.

 

Najlepszy mecz – vs Washington 43 min. 20 pkt. 10 zb. 11 as. 1 prz. 2 bl. 8/18 z gry, 2/4 za 3, 2/4 z wolnych, 4 str.

 

#8. Brandon Knight (Detroit Pistons) – rocznik 1991, 191cm. 86kg. Kentucky

 

Kolejny gracz, który niesamowicie zyskał na tym, że dostał olbrzymie wsparcie od swojego coacha. Frank powierzył Mu rolę pierwszego playmakera swojego zespołu i jak pokazują ostatnie wyniki Pistons – nie ma czego żałować. Knight jest kolejnym bardzo ciekawym produktem uczelni Kentucky i powiem najzupełniej w świecie szczerze, że w swoim pierwszym sezonie przekonuje mnie dużo bardziej niż ubiegłoroczna ‚jedynka’ John Wall, który również jest ‚wychowankiem’ tej bardzo dobrej uczelni. Widać, że rozgrywający Tłoków bardzo dużo korzysta na obecności w składzie bardzo dobrego podkoszowego w osobie Grega Monroe, na którym coraz częściej muszą skupiać się zawodnicy przeciwnika. To w pewnym sensie rodzi więcej miejsca na obwodzie dla przebojowego Knighta, który dobrze realizuje się w podobnej koncepcji gry. Jak na żółtodzioba gra całkiem mądrze, choć na pewno w oczy razi Jego bardzo duża liczba straconych piłek. To na pewno pokłosie tego, że nie jest to gracz do końca ukształtowany i widać, że potrzebuje dużo rytmu meczowego, aby pojąć pewne rzeczy. Niemniej jednak ten dwudziestolatek ma coś w sobie, co sprawia, że na Jego grę patrzy się z niekłamaną przyjemnością. Jak w przypadku Walkera wróżę Mu całkiem udaną przyszłość w tej lidze. Zresztą trzeba przyznać, że na brak klasowych rozgrywających w tym drafcie nie możemy narzekać.

 

Statsy – 31,7 min. 12,7 pkt. 3,4 zb. 3,4 as. 41,0 % z gry, 37,8 % za 3, 81,3 % z wolnych, 0,7 prz. 0,1 bl. 2,6 str.

 

Najlepszy mecz – vs Sacramento 39 min. 23 pkt. 6 zb. 10 as. 9/21 z gry, 4/6 za 3, 1/1 z wolnych

 

#7. Bismack Biyombo (Charlotte Bobcats) – rocznik 1992, 206cm. 104kg. Kongo

 

Zawodnik, który swoje koszykarskie szlify zbierał podobnie jak Jego bardzo znany rodak – Serge Ibaka, w Hiszpanii. Wraz z innym wyróżniającym się zawodnikiem tego naboru – Gustavo Ayonem grał w drużynie mocnego średniaka ACB – BC Fuenlabrada. Wydawało się, że może tam zostać do końca obecnych rozgrywek, ale już w czasie trwania sezonu NBA podjął decyzję o przenosinach za ocean i tym sposobem trafił do mających do Niego prawa Charlotte Bobcats. Biyombo nie jest koszykarskim artystą, zawodnikiem o bogatym arsenale manewrów w ofensywie. Pomimo tego jest dosyć ciekawym graczem, którego atutami są Jego naturalna, wrodzona motoryka i bardzo dobra gra w defensywie. Dzięki swojemu atletyzmowi może z powodzeniem kryć rywali od pozycji 3 do 5. Póki co trener Silas korzysta z tego w dość ograniczonym stopniu, ale w mojej opinii w przypadku tego gracza może być już tylko lepiej. Swoimi ostatnimi występami pokazał bowiem, jaki drzemie w Nim potencjał i szkoda by było by taki diamencik (choć jeszcze bardzo surowy) przegrywał rywalizację z tuzami pokroju Eduardo Najery. Na pewno dużą szansą dla Biyombo byłoby wytransferowanie z Bobcats Tyrusa Thomasa, o którym ostatnio dość głośno.

 

Statsy – 16,8 min. 3,8 pkt. 4,6 zb. 0,3 as. 49,0 % z gry, 0,0 % za 3, 41,8 % z wolnych, 0,3 prz. 1,7 bl. 1,0 str.

 

Najlepszy mecz – vs Toronto 8 pkt. 13 zb. 7 bl. 3/4 z gry, 2/4 z wolnych, 2 str.

 

#6. Jan Vesely (Washington Wizards) – rocznik 1990, 211cm. 109kg. Czechy

 

Póki co największe zaskoczenie in minus pierwszej dziesiątki draftu. Wydaje się, że ani Flip Saunders, ani Jego następca Randy Wittman nie są zwolennikami talentu Czecha zbierającego swe pierwsze koszykarskie szlify w Partizanie Belgrad. Trzeba jednak przyznać, że kiedy pojawia się na parkiecie nie daje zbyt wielu powodów do tego by sądzić, że zasługuje na większą liczbę minut od trenerów Wizards. Jego dość krótkie pobyty na parkiecie bardziej przeszkadzają Czarodziejom niż pomagają i to jest powód, dla którego gra stosunkowo mało. Przeskok z koszykówki europejskiej do NBA okazuje się dla Niego chyba jednak zbyt poważnym wyzwaniem. To dziwne, bo ja bardzo dobrze znam tego koszykarza z parkietów Euroligowych i trzeba przyznać, że grając tam wyglądał na gracza, któremu przeniesienie się z Europy do USA może tylko pomóc. Na razie jednak rzeczywistość trochę sprowadza na ziemię fanów ‚czeskiego Garnetta’, bo ten nie może się odnaleźć w halach NBA. Uważam jednak, że nie wolno Go przekreślać, bo grając w Europie naprawdę prezentował taki styl gry, który w Ameryce jest hołubiony. Latał wysoko, pakował piłkę z góry, grał solidnie w defensywie, a przy Jego warunkach fizycznych prezentował niespotykaną wręcz gibkość i szybkość. Być może druga część sezonu będzie pewnym przełomem w Jego karierze. Oby tak się stało, bo nie ukrywam, że wiele sobie po Nim obiecywałem. Póki co wygląda to jednak bardzo słabo.

 

Statsy – 15,2 min. 2,8 pkt. 3,0 zb. 0,6 as. 49,3 % z gry, 0,0 % za 3, 36,8 % z wolnych, 0,6 prz. 0,4 bl. 1,0 str.

 

Najlepszy mecz – vs Detroit 28 min. 10 pkt. 8 zb. 2 as. 2 prz. 3 bl. 4/5 z gry, 2/2 z wolnych, 4 str.

 

#5. Jonas Valanciunas (Toronto Raptors) – rocznik 1992, 211cm. 109kg. Litwa

 

Jedyny zawodnik z pierwszej dziesiątki tegorocznego naboru do ligi, który nie miał jeszcze okazji w niej zadebiutować. Jest to spowodowane tym, że Valanciunas do końca sezonu jest zobowiązany do przywdziewania barw Lietuvosu Rytas Wilno, z którym jest związany kontraktem. Litwin, który otrzymał niedawno tytuł Najlepszego Młodego Gracza Roku wg FIBA to koszykarz przyszłości. Świetne warunki fizyczne łączy z bardzo dobrym przygotowaniem czysto zawodniczym. Jak większość koszykarzy wychodzących z litewskiej szkoły koszykówki posiadł szereg umiejętności pozwalających Mu grać efektywnie zarówno pod koszem, jak i na dystansie. Może nie powinniśmy oczekiwać od Niego tego, że nagle zacznie rzucać za trzy punkty, ale już rzut z kilku metrów nie sprawia Mu problemów. Nie da się jednak ukryć, że najbardziej produktywny jest wtedy, kiedy może wykorzystać swoją naturalną sprawność i siłę by grać bliżej obręczy. Już teraz, w wieku zaledwie 20 lat przewyższa większość rywali umiejętnościami i jeśli Casey (bądź inny trener Toronto) będzie umiał wskazać Mu odpowiednią drogę rozwoju to uważam, że świetlana przyszłość w NBA stoi przed Nim otworem. Warto wspomnieć również o tym, że Valanciunas jest świetnym obrońcą, który swoją nieustanną ruchliwością i sprytem sieje popłoch w szeregach rywala.

 

Statsy w Eurocup – 23,1 min. 10,8 pkt. 7,8 zb. 1,0 as. 64,5 % za 2, 0,0 % za 3, 80,0 % z wolnych, 0,1 prz. 1,6 bl. 2,3 str.

 

Najlepszy mecz – vs Lokomotiv 28 min. 17 pkt. 10 zb. 3 as. 3 bl. 5/6 za 2, 7/8 z wolnych, 2 str.

 

#4. Tristan Thompson (Cleveland Cavaliers) – rocznik 1991, 206cm. 103kg. Texas

 

Jedna z dwóch, obok Kyrie’go Irvinga, nadziei na przyszłość armii zaciężnej spod szyldu Kawalerii. Jego gra zaczyna wyglądać coraz lepiej, widać, że procentuje doświadczenie zdobywane w pojedynkach z najlepszymi koszykarzami na świecie. Mocnymi stronami Thompsona są na pewno połączenie odpowiedniej szybkości, z niezłą pracą stóp, co pozwala Mu na krycie często wyższych i silniejszych od siebie rywali. Gra w obronie to na tę chwilę największy atut młodego skrzydłowego Cavaliers. Warto jednak zauważyć też spory progres w grze ofensywnej, wprawdzie dalej nie operuje zbyt wieloma manewrami, ale poprzez swoje naturalne wyskakanie i umiejętne korzystanie z posiadania przy sobie dobrych playmakerów sprawiają, że Jego gra w ataku wygląda co najmniej poprawnie. Jako, że widać chęć inwestowania Dana Gilberta w nowo budowane podwaliny pod silną organizację to możemy się spodziewać, że minuty Thompsona powinny systematycznie rosnąć, a co za tym Jego gra dalej powinna ewoluować.

 

Statsy – 18,9 min. 7,2 pkt. 5,9 zb. 0,2 as. 43,7 % z gry, 0,0 % za 3, 45,5 % z wolnych, 0,4 prz. 1,2 bl. 1,2 str.

 

Najlepszy mecz – vs Sacramento 30 min. 15 pkt. 12 zb. 1 as. 1 prz. 3 bl. 6/10 z gry, 3/6 z wolnych, 2 str.

 

#3. Enes Kanter (Utah Jazz) – rocznik 1992, 211cm. 121kg. Turcja

 

Kanter ma pecha, że trafił do Utah. Jeśli możemy powiedzieć, że w którymś sektorze boiska zespół Jazzmanów ma szczególnie dobrą obsadę to jest to właśnie teren najbliżej obręczy. Ciężko wygrać rywalizację z tak znakomitymi koszykarzami jakimi są bez wątpienia Al Jefferson, Paul Millsap, czy choćby zeszłoroczny rookie Derrick Favors. Trzeba jednak przyznać, że kiedy tylko Turek otrzymuje odpowiednią ilość minut od coacha Corbina to naprawdę imponuje efektywnością. Szczególnie korzystne wrażenie wywiera Jego gra na deskach, zwłaszcza na atakowanej tablicy, gdzie zalicza ponad dwie zbiórki w niecałe 15 minut gry, to naprawdę świetny wynik. Jego dalszy rozwój zależy w dużej mierze od tego, co będzie dzialo się w zespole ze stanu Mormonów. W przypadku zmarnotrawienia szansy na awans do gier posezonowych może być tak, że będzie próba wymiany któregoś z graczy podkoszowych na jakiegoś rzucającego obrońcę. Taki bieg wydarzeń mógłby otworzyć furtkę Kanterowi na bardziej regularne i dłuższe występy, może nawet w podstawowym ustawieniu, jeśli dobrze ułoży się dla Niego sytuacja. To wszystko to jednak tylko gdybanie, które tak naprawdę niewiele znaczy i dla wielu może być tylko pobożnym życzeniem. Póki co Enes musi dużo pracować nad swoją produktywnością w ataku, bo często w tym elemencie miewa zbyt duże przestoje. Ponadto wydaje się, że mógłby zrzucić 2-3 kg, bo sprawia wrażenie nieco ociężałego. Przebłyski jednak notuje, więc nie wydaje się tak przestrzelonym wyborem jak chociażby ten Vesely’ego.

 

Statsy – 14,6 min. 5,0 pkt. 5,2 zb. 0,1 as. 46,4 % z gry, 0,0 % za 3, 66,1 % z wolnych, 0,3 prz. 0,5 bl. 0,9 str.

 

Najlepszy mecz – vs Dallas 13 min. 12 pkt. 7 zb. 1 prz. 1 bl. 5/8 z gry, 2/2 z wolnych, 0 str.

 

#2. Derrick Williams (Minnesota Timberwolves) – rocznik 1991, 203cm. 109kg. Arizona

 

Na wstępie powinienem napisać – uwaga wielki talent! Może Jego statystyki nie do końca to oddają, ale przecież każdy, kto interesuje się choć trochę ligą i ogląda mecze Leśnych Wilków wie o czym mówię. Gry Williamsa nie wolno oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat statystyk, bo to byłoby wielce krzywdzące i niesprawiedliwe dla tego zawodnika. Problemem Williamsa jest na obecną chwilę Michael Beasley i dopóki ten gracz będzie występował w Minneapolis to może być ciężko z ‚wystrzeleniem’ drugiego numeru tego draftu. Adelman i Kahn powinni zastanowić się poważnie nad tym, co chcą robić i jaką widzą przyszłość dla swojej drużyny. Jeśli nie chcą popełnić jakiegoś kosztownego błędu to w żadnej mierze nie powinni poświęcać Derricka kosztem Beasleya i jeśli poważnie myślą nad jakąś wymianą to raczej nie powinna ona obejmować uczestnika tegorocznego SDC. Williams wraz z Love’m i Rubio powinni stanowić o wizerunku nowych Wilków i tworzyć szkielet drużyny przez najbliższe lata. Ten tercet może być naprawdę bardzo perspektywiczny i jeśli zostanie obudowany odpowiednimi tkankami to za jakieś 2-3 lata Minny powinno realnie włączyć się do walki o prymat na Zachodzie. Co do samego Williamsa to potrzebuje On czasu by przestawić się do gry w NBA. Na razie wygląda to całkiem obiecująco, a hamulcem w rozwoju tego koszykarza jest bardzo ograniczony czas gry, w którym musi się zamykać. Na pewno jest to zawodnik o bardzo dużym potencjale ofensywnym, który już teraz potrafi się w odpowiednim momencie uaktywnić. Póki co przeplata jeszcze mecze znakomite z takimi, w których nie może znaleźć swojego miejsca na boisku, ale to jak już wspomniałem kwestia przestawienia się na odpowiednie dla NBA warunki. Czymś, co dodatkowo wyróżnia gracza z Arizony spośród całej masy utalentowanych zawodników jest fakt, że potrafi świetnie współgrać z Rubio i powoli tworzy to małą konkurencję dla Lob City. By jednak wznieść swoją grę na wyższy poziom musi opanować jeszcze swój rzut z daleka, który jest bardzo nierówny. Miewa On mecze niemal doskonałe w tym elemencie (patrz wczorajszy mecz z Clippers) jak i takie, w którym Jego karabin zawodzi. Często też wygląda na to jakby bał się podjąć odpowiedzialność za losy drużyny, kiedy nawet piłka trafia w Jego ręce w kluczowych momentach. Pomimo tych zarzutów mam jednak receptę na Jego kłopoty – przede wszystkim więcej minut i wychodzenie w pierwszej piątce T-Wolves. Jak jednak doskonale wiemy, te akurat kwestie nie zależą tylko i wyłącznie od samego gracza.

 

Statsy – 18,7 min. 7,8 pkt. 4,2 zb. 0,5 as. 45,9 % z gry, 30,8 % za 3, 66,7 % z wolnych, 0,5 prz. 0,4 bl. 1,0 str.

 

Najlepszy mecz – vs Clippers 27 min. 27 pkt. 5 zb. 1 bl. 9/10 z gry, 4/4 za 3, 5/5 z wolnych

 

#1. Kyrie Irving (Cleveland Cavaliers) – rocznik 1992, 191cm. 87kg. Duke

 

Co tu dużo mówić – zdecydowanie najbardziej wartościowy gracz tego draftu. Na tym właściwie można by już zakończyć omawianie Jego osoby w kontekście Jego postawy na boisku. Żeby jednak nie być gołosłownym, należy przytoczyć parę faktów. Przede wszystkim Irving jest jednym z najbardziej dojrzałych dwudziestolatków, jakich kiedykolwiek miała ta liga. Podejmowane przez Niego decyzje, zarówno te rzutowe, jak i w regulowaniu tempa gry drużyny zazwyczaj są trafne. Świetnie współpracuje z partnerami, a także trenerem Scottem bez cienia zażenowania wypełniając Jego polecenia. Owszem i Jemu zdarzają się słabsze mecze, albo ich fragmenty, jak np. we wczorajszym pojedynku z Bostonem, kiedy w crunch-time popełnił serię prostych błędów, ale to są rzeczy, które można poprawić. Z Jego poczynań na boisku emanuje spokój i pewność, co do tego, że podjęta przez Niego decyzja nosi znamiona słuszności. To naprawdę rzadko spotykane wśród takich młodych graczy, więc naprawdę tym bardziej powinniśmy to doceniać. Rozgrywający z uniwersytetu Duke jest świetnym prognostykiem na przyszłość dla wszystkich fanów Cavs, wydaje się bowiem zawodnikiem, wokół którego można tworzyć mocną drużynę na lata. Po kilku chudych sezonach Irving wlał więc w Ich serca nadzieję. Z drugiej strony nie jest też tak, że rozgrywający Kawalerii pozbawiony jest wad, ma je z całą pewnością, choćby Jego gra w defensywie pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Pomimo to patrzymy jednak na nie trochę z przymrużeniem oka, bo chyba każdy kibic ma tendencję do gloryfikowania młodych bohaterów, stawiania Ich na piedestał, niejako zapominając o Ich słabszych stronach. A Irving to naprawdę talent czystej wody, przyszły wielokrotny all-star i przeciwwaga ze wschodniego wybrzeża dla samego Chrisa Paula.

 

Statsy – 30,9 min. 18,3 pkt. 3,5 zb. 5,1 as. 47,9 % z gry, 43,5 % za 3, 86,3 % z wolnych, 0,8 prz. 0,6 bl. 3,1 str.

 

Najlepszy mecz – vs Detroit 39 min. 25 pkt. 5 zb. 8 as. 2 prz. 2 bl. 8/15 z gry, 3/4 za 3, 6/6 z wolnych, 6 str.

 

#0. Ricky Rubio (Minnesota Timberwolves) – rocznik 1990, 193cm. 82kg. Hiszpania

 

Przyznaję się bez bicia, byłem sceptycznie nastawiony do pojawienia się na boiskach NBA czupurnego Hiszpana. Biję się jednak w piersi i odszczekuję wszystko złe, co o Nim napisałem. To nawet nie chodzi o to, że ja nie lubiłem Rubio, bo jakoś zawsze miałem do Niego sympatię. Zrodziła się ona jeszcze w czasach, kiedy nie biegał po parkietach ACB w charakterystycznej koszulce blaugrana, tylko prowadził grę fenomenalnego na owe czasy Joventutu. Imponował mi swoimi skillowymi podaniami, świetną grą w defensywie i akcjami jakby żywo wyjętymi z jakichś kosmicznych highlightów NBA lat 70. Po prostu Jego ostatnie dwa lata w Barcelonie były w mojej opinii zmarnowane. Nie wiem, czy myślami był już w Stanach, czy to był syndrom wypalenia. W każdym razie Jego gra z roku na rok, z miesiąca na miesiąc była coraz gorsza. Pod koniec przygody z eurobasketem kompletnie zatracił ten swój błysk, coś co do tej pory wyrózniało Go spośród setek innych rozgrywających prowadzących grę swoich teamów w Europie. Miejsce fantastycznych, czasami kompletnie odjechanych podań zaczęły zajmować nieprzemyślane rzuty i kupa strat. Myślałem więc sobie, że skoro tak obniżył swoje notowania w Barcelonie to tym trudniej będzie Mu oczarować parkiety NBA. Nic bardziej mylnego, Ricky odnalazł się na parkietach ligi jak ryba w wodzie. Wróciła magia, wróciło to, co było w Nim najpiękniejsze, czyli cudowne podania, świetne crossy i ta skromność połączona jednak z olbrzymią pewnością tego, co robi na boisku. Ameryka oszalała na Jego punkcie, a ja wraz z Nią. Znowu odkryłem Jego osobę na nowo i przestałem zajmować się tym, co mało ważne, a zacząłem doceniać te zalety, którymi został obdarzony. Rubio z parkietów NBA poprawił nawet swoją skuteczność, oczywiście porównując ją do tego, co było w ostatnim sezonie w Eurolidze. Dalej oczywiście zdarza Mu się notować mecze na bardzo kiepskiej skuteczności, ale są to raczej przypadki incydentalne, bo wie, że kiedy Mu nie idzie to może oddać piłkę w ręce bardziej skutecznych kolegów. Zaskakująco dobrze wygląda też Jego pierwsza styczność z siłowymi rozgrywającymi rywali, kiedy w grę wchodzi fizyczny pojedynek zazwyczaj jest bez szans, ale poprzez swój spryt i niesamowity timing już nie jeden raz udało Mu się ośmieszyć takich osiłków wymuszając faul ofensywny, bądź zaliczając efektowny przechwyt. Żeby nie było, że wygłaszam tu same peany na Jego cześć to trzeba znaleźć też łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. Rubio ma szansę rokrocznie poprawiać swoje statystyki asyst, czy też przechwytów, ale raczej wielki skok w ilości zdobywanych punktów, a także skuteczności Mu nie grozi. Obawiam się wręcz, że w tej materii może być tylko gorzej, bo początek sezonu w tych elementach był u Niego naprawdę na plus. Zobaczymy też jak będzie z Jego zdrowiem, bo jako młody chłopak był dość kontuzjogenny i oby nie przytrafił Mu się kolejny przykry uraz, bo to może oznaczać zatrzymanie Jego świetnie rozwijającej się kariery.

 

Statsy – 34,7 min. 11,1 pkt. 4,3 zb. 8,4 as. 36,9 % z gry, 34,5 % za 3, 80,6 % z wolnych, 2,3 prz. 0,2 bl. 3,3 str.

 

Najlepszy mecz – vs Spurs 42 min. 18 pkt. 4 zb. 10 as. 7/12 z gry, 1/2 za 3, 3/4 z wolnych

8 komentarzy

  1. Woy9 napisał(a):

    Za Freddette chyba bym wrzucił Isiaha Thomasa. Chłopak imponuje w ostatnich spotkaniach.Ma 9pkt, 3as i 2zb na mecz. Na dziś dla mnie top 10 rookies. Może do końca sezonu top5.

    • Kamil Doliński napisał(a):

      Wiesz Wojtek, Thomas był opisywany przeze mnie w pierwszej części cyklu. Ja jechałem po kolei numerami, więc można powiedzieć, że to nie jest ranking, a po prostu podsumowanie draft class. ;)

  2. kelati23 napisał(a):

    baardzo ciekawy tekst, cały cykl o tegorocznym drafcie stanowi jeden z bardziej interesujących jakie czytałem na enbiej także gratki. swoją drogą to niesamowite jak fajnych grajków można wyciągnąć z dalekimi numerami i jakie padaki w pierwszej 10 się trafiają. dla mnie brooks z netsów jest w tym roku najlepszym wyborem biorąc pod uwagę jego odległy numer, aż mnie krew zalewa, że portland wykminiło taki gruz w postaci smitha mając wyższy pick…

  3. zorza napisał(a):

    Drogi autorze, proszę, przestań pisać zaimki osobowe z wielkiej litery. Źle to wygląda, a poza tym jest błędem.
    Zamiast „Jego”, „Nim”, „Mu”, „Go” pisze się „jego”, „nim” itd.
    Skąd w ogóle ten pomysł, żeby pisać z wielkiej litery? Jedyny gracz w historii NBA, który ocierał się o boskość, dla której zarezerwowana jest wielka litera na początku zaimka w trzeciej osobie, skończył karierę ładnych parę lat temu, a i przy nim poważnie bym się zastanowił.

    • doli_nski napisał(a):

      Dzięki za uwagę. Rzeczywiście jak się temu przyjrzeć całościowo to wygląda to trochę nieestetycznie. Jednak jakoś tak utarło się w moich przekonaniach, żeby o wszystkich pisać z szacunkiem. Jeśli oczywiście macie jakieś uwagi to możecie śmiało je wyrażać, po to tu jesteśmy by wchodzić z Wami w dyskusje i wszystkie ewentualne błędy będą poddawane analizie. ;)

  4. saturn napisał(a):

    Doli
    Prawie we wszystkim się z Tobą zgodzę, ale nie stawianiem Rubio przed wszystkimi. Ja jestem absolutnym entuzjastą Jego gry, bo jest skuteczna i niezwykle efektowna. Niesamowitą przyjemność sprawia mi patrzeć na Jego podania, ewidentnie przypomina mi się Magic Johnson. To co pisałeś o Min. to oczywiście bardzo prawdopodobne. Kibicuję Im bardzo.
    Ale Kyrie Irving to całkiem inny gracz, który dość szybko dojdzie do poziomu ALL Stars. Już teraz Jego statystyki są bardzo przyzwoite. Jak tylko trochę ogorzeje, bo jest bardzo młodziutki to zaraz będzie czołowym PG ligi.
    Zorza zrozumiałeś? To daj spokój.

    • doli_nski napisał(a):

      To nie jest tak, że ja stawiam Ricky’ego ponad wszystkimi. To, że został wymieniony na końcu tej listy jest związane tylko i wyłącznie z tym, że nie był brany w tym drafcie. Dla mnie też najlepszym graczem spośród wszystkich rookies jest bezapelacyjnie Kyrie, zresztą napisałem o tym opisując Jego osobę. Trochę źle sformułowałem tytuł tego cyklu, bo to nie jest typowy ranking, a raczej podsumowanie dotychczasowych dokonań młodziaków. Ranking stworzę dopiero po sezonie. Nie chciałem iść za Sebastianem Hetmanem z zet-pe-jeden by nie wyszło to na jakąś kalkę, a bardziej na autorski pomysł, stąd brak miejsc na liście adekwatnych do prezentowanych umiejętności. ;)

  5. Manta napisał(a):

    A mnie Ricky Rubio zupełnie nie przekonuje, owszem jego podania są fantastyczne i mają w sobie coś z Magic’a, do tego świetnie zbiera i bardzo dobrze przechwytuje, jednak jego skuteczność z gry jest wręcz fatalna do tego zdarza mu się robić seriami głupie straty, wstrzymałbym się także z nazywaniem go świetnym obrońcą, pamiętam dość dobrze mecz z Bulls, w którym Rose miał w I połowie problem podajże z kostką, po zejściu Rose’a Rubio miał fantastyczny fragment meczu jednak wraz z powrotem Rose’a miałem takie wrażenie, że MVP tej ligi może zrobić z Ricky’im co mu się żywnie podoba, nie widziałem w tym meczu żadnej przewagi Rubio nad Rose’em, Rose był szybszy, zwinniejszy, sprytniejszy, mądrzejszy i po prostu o niebo lepszy od Rubio (no w sumie to trochę przegiąłem porównując ich do siebie, Rose to jeden z najlepszych PG w historii a Rubio może być co najwyżej jednym z najlepszych w danym sezonie), myślę że Rubio na dłuższy czas zagości w czołówce asystujących w NBA ale to tyle co mogę na dzień dzisiejszy o nim powiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *