NBA Today! – 28 lutego

Cztery dni to jednak wystarczająco dużo, by odzwyczaić się od nawyku codziennego pisania podsumowań. Ale wraca prawdziwa NBA i wraca też NBA Today. Zapraszam, bo działo się naprawdę wiele, nawet tak mało popularne zespoły jak Bucks i Wizards potrafiły stworzyć naprawdę dobre show.

Boston Celtics 86:83 Cleveland Cavaliers

Golden State Warriors 78:102 Indiana Pacers

Philadelphia 76ers 97:68 Detroit Pistons

New Orleans Hornets 95:99 Chicago Bulls

Washington Wizards 118:119 Milwaukee Bucks

Toronto Raptors 85:88 Houston Rockets

New Jersey Nets 93:92 Dallas Mavericks

Utah Jazz 96:103 Sacramento Kings

Minnesota Timberwolves 109:97 Los Angeles Clippers

MVP: Derrick Rose (CHI) – 32 pkt, 9 ast

Przypomniała mi się dość zabawna scenka podczas prezentacji starterów Wschodu podczas niedzielnego Meczu Gwiazd z Orlando. Wychodzący z otwierającej się „klapy” LeBron James tańczył, skakał, robił głupie miny do publiczności, generalnie – fun, to przecież All-Star Game, czas zabawy. Obok niego, jak zawsze, skoncentrowany Derrick Rose, powaga na twarzy. To zestawienie było naprawdę komiczne. Ale może prowadzić do jednego, dość istotnego wniosku.

Możecie się ze mną nie zgodzić, ale gwiazdy ligi grające w niej już trochę czasu, od siedmiu-ośmiu lat (Dwight, Wade, Melo czy właśnie LeBron) to goście zabawowi, lubiący kamery, splendor, show, przede wszystkim – szum wokół własnej osoby. LBJ i Flash połączyli siły w Miami, gdzie jest co robić, Melo gra w Nowym Jorku, a Dwight może trafić niedługo albo tam albo do LA. Oczywiście jest też wyjątek w postaci Chrisa Paula, ale on tylko potwierdza moją regułę.

Z kolei młodzi superstars, mam tu na myśli Rose’a i Duranta, są cisi, skupieni na grze, prowadząc swoje drużyny w tym sezonie nawet po tytuł. Nie wiem, czy do tego grona mogę zaliczyć też Blake’a Griffina, ale ten też jest bardzo zaangażowany w koszykówkę. Na razie nie chcę pamiętać o istnieniu Jeremy’ego Lina, bo jestem nim po prostu zmęczony, ale jego dotychczasowa postawa również jest bardzo grzeczna i ułożona.

To tylko moja subiektywna opinia, następne lata pokażą, czy ta ‚passa’ nadal będzie trwała. Póki co, w pierwszym meczu drugiej fazy RS Derrick Rose udowodnił, że to on decyduje o wynikach tej drużyny. Że bez niego Bulls o Finale Wschodu nawet nie pomarzą. To on był najlepszym zawodnikiem meczu, a w końcówce, gdy okazało się, że Hornets swojej szerszeniej skóry tanio nie sprzedadzą, samodzielnie wygrał to spotkanie. Najpierw na 19.4 do końca trafił rzut z półdystansu dający Bulls dwupunktowe prowadzenie, potem po drugiej stronie powstrzymał Jarretta Jacka, a na koniec trafił dwa rzuty wolne ustalające wynik. W decydującej czwartej kwarcie zdobył 13 punktów i wyciągnął Bulls z tarapatów, bo Hornets postawili naprawdę trudne warunki.

A ja tylko jestem ciekaw czy Bulls powalczą z Heat w tegorocznych Finałach Wschodu jak równy z równym. Wybiegam za daleko w przeszłość? To kto inny ma szansę na ECF?

Drugie miejsce: Brook Lopez (NJN) – 38 pkt, 6 zb, 17-28 FG

Napisałem już to na Twitterze: Lopez może i nie zbiera, z obroną też nie jest świetnie, ale w ataku to jeden z lepszych środkowych w lidze. W natłoku defensywnych centrów wreszcie trafił się jakiś ofensywny.

Tylko, że taki gracz potrzebuje na czwórce przede wszystkim lepszego zbierającego i obrońcy. Gdyby plotka „Lopez do GSW” stała się prawdą, Brook grałby u boku Davida Lee. Ciekawe, jak działałby taki duet i ile włosów z głowy wyrwałby Mark Jackson, który przecież w Oakland chciał stworzyć jakąś obronę. Lee zbiera tylko 15% możliwych piłek.

Póki co jednak Lopez gra w Nets i w dzisiejszym meczu przeciwko mistrzom z Dallas znacznie zwiększył swoją wartość na rynku transferowym. Otis Smith już pewnie układa w głowie jakąś wymianę. 38 punktów w dopiero trzecim meczu po wyleczeniu kontuzji – wow. To on utrzymał na przyzwoitym poziomie mecz, w którym nikt – i Nets i Mavs – nie potrafili trafić do kosza, to także do niego należały dające NJN prowadzenie i ustalające wynik 42 sekundy przed końcem rzuty wolne.

Nie dziwne, że Lopez ‚zeżarł’ aż 39% posiadań swojej drużyny. Deronowi Williamsowi wyraźnie nie szło (3-15 FG, 12/12), Anthony Morrow też nie mógł się wstrzelić, Marshon Brooks został w ogóle zatrzymany. Całe szczęście, że Brook zagrał dziś świetny mecz i pociągnął za sobą całą drużynę.

Ciekawi mnie tylko jedno – na ile ten i być może kolejne podobne występy Lopeza przybliżą Nets do zwycięstwa w wyścigu po Dwighta? Sądzę, że gdyby tylko poprawił grę na tablicach, krawiec Nets już szyłby Howardowi strój z dwunastką na plecach.

Trzecie miejsce: Derrick Williams (MIN) – 27 pkt, 9-10 FG, 4-4 3pt, 27 min

Rising Stars? Bez szału. Slam Dunk Contest? Tylko jeden fajny wsad. Prawdziwy mecz koszykówki przeciwko kandydatom do tytułu (może się zagalopowałem, ale to lepiej brzmi) – fantastycznie.

Kevin Love swoim 10/7 nie sprawił mi jako jego ‚właściciela’ w lidze fantasy przyjemności, drugi z graczy Wolves w Metta World B Free (tak nazywa się mój team) – Michael Beasley z 27 punktami (11-15 FG, 3-3 3pt, jestem w szoku) poprawił trochę dorobek teamu. Szkoda tylko, że nie mam ‚tego trzeciego’, dziś najlepszego gracza Minnesoty. Ricky Rubio? Nie.

Derrick Williams!

Debiutant i absolwent uniwersytetu w Arizonie jest trochę pomijany przez obecność w Minneapolis innego, bardziej popularnego rookie – Rubio właśnie. Dostaje tylko 18.7 minuty na mecz, co dla mnie jest stanowczo zbyt mają ilością, ostatnio mówiło się o jego wymianie. Myślę, że po tym meczu David Kahn, jak złym GM’em by nie był, na pewno zastanowi się trzy razy zanim w ogóle zacznie rozmowy związane z Williamsem, a Rick Adelman skoryguje odpowiednio liczbę jego minut. Przynajmniej chciałbym, żeby tak było.

Derrick (ten dzień był zaskakująco dobry dla posiadaczy tego imienia, Favors się nie załapał) w pewnym sensie wrócił do LA, w jego okolicach urodził się, wychowywał i chodził do HS. Wrócił w świetnym stylu – poprawił rekord kariery o 12 punktów, był bezbłędny za trzy, z linii i tylko raz na 10 prób pomylił się wewnątrz łuku. Razem z Beasley’em przejął mecz i dał zwycięstwo Clippers, w czwartej kwarcie zdobyli po 13 punktów (razem 8-8 z gry).

Genialny mecz całej ławki rezerwowych Minnesoty, która razem zdobyła aż 72 punktów. Dla porównania – starterzy Wolves zdobyli 37, a rezerwowi Clippers tylko 11 punktów.

Najlepszy przegrany: Chris Paul (LAC) – 27 pkt, 6 ast, 4 zb, 11-17 FG

Gdyby nie Williams i Beasley, CP3 wcisnąłby się pewnie na ich miejsce, trzecie w kategorii MVP.

Co mogę więcej napisać – świetny mecz Paula i Griffina, mimo wszystko dobry występ Jordana, przyzwoicie Foye. Zabrakło ognia z ławki rezerwowych, Mo Williams chyba chciał zostać ogłoszony najgorszym all-starem w naszej sondzie. Nie muszę chyba mówić, że same gwiazdy w play-offach nie wystarczą?

Drugie miejsce: Blake Griffin (LAC) – 30 pkt, 7 zb, 10-19 FG

7 zbiórek? Mało, ale i tak był drugim zbierającym meczu.

Trzecie miejsce: Brendan Haywood (DAL) – 18 pkt, 10 zb, 7-10 FG

Skutek uboczny świetnego Brooka Lopeza w ataku. Nie można mieć wszystkiego. Po to właśnie przydałby się ten lepszy obrońca obok (Kevin Garnett byłby idealny), by mógł kryć masywniejsze i silniejsze piątki, a Lopezowi dać słabszych PF’ów. Dlatego właśnie Bargnani został przesunięty o pozycję niżej.

Oczywiście – najlepszy mecz sezonu Haywooda.

Sixth-man: Derrick Williams (MIN) – 27 pkt, 9-10 FG, 4-4 3pt

Drugie miejsce: Michael Beasley (MIN) – 27 pkt, 11-15 FG, 3-3 3pt

Trzecie miejsce: Mike Dunleavy (MIL) – 28 pkt

W meczu Wizards-Bucks padło aż 237 punktów, ale gdyby zabrakło choć jednego trafienia Dunleavy’ego, Kozły mogłyby przegrać. O wszystkim zadecydowała oczywiście dobitka Ilyasovy, ale kto wie, gdyby nie Mike, to Wizards już wcześniej zapewniliby sobie niespodziewaną wygraną na terenie wroga. To by mnie wcale nie zdziwiło, Milwaukee przegrało ostatnie 6 meczów u siebie. Ale przegrana z Wizards byłaby ostateczną kompromitacją, gwoździem do (zgadywanka:P) trumny.

Oczywiście – najlepszy mecz sezonu Dunleavy’ego.

Rookie: Derrick Williams (MIN) – 27 pkt, 9-10 FG, 4-4 3pt

Drugie miejsce: Kyrie Irving (CLE) – 24 pkt, 8-14 FG, 3-3 3pt

Było dobrze, ‚usiadł’ rzut, wpadały trójki, ale w końcówce, mimo 19 punktów w drugiej połowie Irvinga, zabrakło ‚tego czegoś’, tego, co stawiało go nad LeBronem jeśli chodzi o grę w crunch. W ostatniej minucie Kyrie miał pudło i stratę (choć mało brakowało, a byłyby dwie) i nic nie zmieniły cztery trafienia  z linii skoro Garnett i Allen także byli stamtąd bezbłędni.

Trzecie miejsce: Isaiah Thomas (SAC) – 18 pkt, 8 ast

Jeden z moich ulubionych rookies nadal zaskakuje. Niech tylko nie bierze przykładu z Jeremy’ego Lina (5 TO), nie trzeba tracić, by być wielką niespodzianką. Choć patrząc na Lina można stwierdzić coś innego:)

60. pick Draftu, ale o tym wszyscy już wiecie, za dużo razy o tym wspominałem. W zasadzie za każdym razem.

International Player: Joakim Noah (CHI) – 15 pkt, 16 zb, 5 ast

Świetne wsparcie dla Rose’a. Mam nadzieję, że nie tylko dzisiaj.

Drugie miejsce: Dirk Nowitzki (DAL) – 24 pkt, 10 zb, 7-19 FG

Problemy ze skutecznością to jedno, ale każdy (wyłączając Lopeza) je miał. Ogólnie było dobrze. Szkoda, że to Kidd rzucał dwie trójki w końcówce (nic nie trafił), a nie Dirk.

Trzecie miejsce: Luol Deng (CHI) – 14 pkt, 11 zb

Kolejny double-doublowiec z Chicago. Jak najbardziej zasłużona nominacja do Meczu Gwiazd, Deng po raz kolejny to potwierdził. Mimo świetnego występu Noaha – nadal człowiek nr 2 w Windy City.

All-NBA 1st team:

  • Derrick Rose
  • Mike Dunleavy
  • Michael Beasley
  • Derrick Williams
  • Brook Lopez

All-NBA 2nd team:

  • Chris Paul
  • Kyle Lowry
  • Danny Granger
  • Blake Griffin
  • DeMarcus Cousins

Najlepsi

punkty: Lopez (38)

zbiórki: Cousins (18)

asysty: Wall (15)

przechwyty: Iguodala, George, Terry (4)

bloki: T.Gibson (5)

straty: Wall (7)

3pt: Dunleavy (5)

FT: Griffin (10)

 

 

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

6 komentarzy

  1. Finley pisze:

    „W natłoku defensywnych centrów wreszcie trafił się jakiś ofensywny.”

    Natłok defensywnych centrów ? można jakieś nazwiska ? Mam wrażenie, że teraz wszyscy nastawiają się na ofensywę, a dobrego centra z dobrą obroną to ze świecą szukać.

    • Wojtek Żuławiński pisze:

      z tych lepszych: Howard, Chandler, zdrowy Bogut, Anthony, Perkins, Bynum, zdrowy Horford. wiem, Howard, Horford, Bynum mieszają też w ataku, ale taki Perk czy Joel to chyba nie.

      też może źle to ująłem, bo każdego drewniaka w ataku mianuje się dobrym albo chociaż przyzwoitym centrem w obronie, bo inaczej nie znajduje sie usprawiedliwienia dla trzymania go w składzie.

  2. woy9 pisze:

    Po Howardzie, McGee, Hibbert, Chandler, Perkins, Gortat;-)

  3. Finley pisze:

    McGee ? Gortat ? Rozumiem, że to żart. Ten pierwszy to tylko lepsza opcja DeAndre Jordana, bardziej efektowna. Gortata można chwalić za wiele, ale na pewno nie za difens.

    Ok, jest kilka nazwisk, chociaż trzeba przyznać, że nowa fala nie daje centrów z dobrą defensywą, mnie to trochę martwi, napisałem do Was pytanie na bloga co sądzicie, lecz bez odpowiedzi. Najlepsi to po Howardzie są wiadomo, gracze już mocno doświadczeni jak Bogut, Chandler, Perkins, Camby. Tylko Hibbert gdzieś tam notuje nadzieje, na wielkie defensywy w przyszłości, zdarzają mu się świetne występy.

    • Wojtek Żuławiński pisze:

      „nowa fala nie daje centrów z dobrą defensywą”
      true, ale nie skreślałbym takiego Bismacka Biyombo, on jest bardziej PF/C, ale za kilka lat będzie top-shotblockerem.

  4. sitjs pisze:

    Dobrym centrem w ataku może być Nikola”Czarnogórski buldożer”Peković jak by patrzeć tylko na luty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *