Enbiej: na półmetku rozgrywek

Zapraszamy do naszego redakcyjnego podsumowania pierwszej części sezonu NBA. Zadaliśmy i odpowiedzieliśmy sobie aż na 10 pytań w kategoriach: MVP, Trener roku, Rezerwowy roku, objawienie czy wpadka..etc.

1. Mecz pierwszej części sezonu

BOB: Dwa świetne mecze zakończone dogrywkami. Thunder@Denver i Spurs@Clippers. Jestem przekonany, że na ten pierwszy (z 51 punktami Duranta, 40 Westbrooka i triple-double Ibaka’i) zagłosuje dużo osób, ja więc postawię na drugi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz oglądałem tak emocjonujący mecz z tyloma zwrotami akcji – chyba pierwszym, który przyszedłby mi do głowy był pojedynek Suns z Hornets sprzed 2-3 lat gdy były dwie dogrywki i pojedynek CP3 z Nashem.

ENBIEJOWY: Nuggets-Thunder. Nie dość, że Durant, Westbrook i Ibaka dokonali wielu historycznych wyczynów, to jeszcze sam mecz był naprawdę zacięty, zakończony dogrywką.

BARGNANI: Knicks podejmują Nuggets pierwszy raz od czasu trade’u. I nie z okazji na sam fakt – to po prostu był świetny mecz. Męki Carmelo zwieńczone jego rzutem doprowadzającym do dogrywki, pudła Gallo z linii, które mogły dać zwycięstwo i na sam koniec jego show dzielone z rewelacyjnym Harringtonem. Wielka szkoda, że Nuggets zdziesiątkowały kontuzje.

WOY: Knicks-Mavericks czyli mecz w którym uwierzyłem w siłę Jeremy’ego Lina. Podobały mi się konfrontacje Thunder z Nuggets czy Bulls z Heat. Ale ten pierwszy mecz mocno i na długo utkwi mi w pamięci.

DOLI_NSKI: Oklahoma- Denver z zeszłego tygodnia. Fantastyczne spotkanie, w którym tak naprawdę było wszystko, za co kochamy koszykówkę. Wszystkim, którzy nie oglądali tego spotkania ‚na żywo’ polecam ściągnięcie sobie tego meczu i oglądnięcie chociażby świetnej końcówki, która w swym dramatyzmie przypominała wielkie mecze lat 90. Poza tym – umówmy się, nieczęsto zdarza się by dwóch zawodników zagrało w jednym meczu idealnie, a tu to się zdarzyło, jeśli dodamy do tego fakt, że obaj Ci zawodnicy są z jednego klubu to już w ogóle mamy do czynienia z historią bez precedensu.

 

2. Wydarzenie 1.części sezonu

BOB: Linsanity czyli niesamowita historia kopciuszka z Nowego Jorku. Czegoś takiego nie mieliśmy w lidze od bardzo dawna. Z drugiej strony wyczyny Lina mogą zupełnie niepotrzebnie uratować posadę Mike’a D’Antoni’ego, a to on jest moim zdaniem głównym problemem Knicks.

ENBIEJOWY: Mimo ostatnich wpadek – Linsanity. To, że Lin się w ogóle objawił, jest niesamowitą historią. Więcej nie będę pisał, wystarczająco dużo już o nim przeczytaliście. Ale mimo fatalnego meczu w Miami i podczas Rising Stars – nie skreślajcie go.

BARGNANI: Objawienie Lina – przyznam, że jestem tym zmęczony i czasami odnoszę wrażenie, że wszystko inne w tej lidze już przestało się liczyć, ale choćby pod względem medialnym było to wydarzenie numer 1 i jakkolwiek nie da się temu zaprzeczyć. To na jak długo zapamiętamy Linsanity zależy tylko od tego jak potoczy się przyszłość tego gracza – czy przerodzi się w zawodnika, który faktycznie będzie kręcił takie numerki jak w najlepszych chwilach na przestrzeni całego sezonu, czy stanie się kimś w stylu Darrena Collisona.

WOY: Linsanity czyli nowojorska historia o kopciuszku. Człowiek znikąd ma średnie bliskie 24pkt i 9as na mecz w ostatnich 3 tygodniach. Został kluczowym wzmocnieniem pozycji na której Knicks mieli wyraźną lukę, za małe pieniądze!

DOLI_NSKI: Kurde, chciałoby być się w tym pytaniu oryginalnym i odpowiedzieć, że np. postawa Philadelphii, czy Minnesoty, ale nie będę się na taką oryginalność silił, więc napiszę po prostu – JEREMY LIN i wszystko jasne. Daleki jestem od stawiania tego gościa na piedestał, ale naprawdę należy docenić to co robi. Nie pamiętam by na przestrzeni kilku ostatnich sezonów ktoś zaliczył tak spektakularne wejście w ligę (pomińmy wcześniejsze dokonania tego zawodnika i uznajmy, że tak naprawdę to On dopiero wystartował). Jeśli będzie potrafił utrzymać tę swoją doskonałą dyspozycję to będzie to jedna z najpiękniejszych historii NBA XXIw. 

3. Wpadka 1. części sezonu

BOB: Forma Charlotte Bobcats. Oczywiście nikt się nie mógł spodziewać, że drużyna Jordana będzie choćby walczyć o Playoff, ale mimo wszystko bilans 4-28 (2x mniej zwycięstw niż drudzy od końca Hornets) jest katastrofą. Kontuzje ważnych graczy są pewnym wytłumaczeniem, ale nie mogą być usprawiedliwieniem dla 16 porażek z rzędu…

ENBIEJOWY: Charlotte Bobcats – ten zespół jest jedną wielką wpadką. Bilans 4-28 – brak słów.. A perspektyw na przyszłość też większych nie ma. Poor Jordan..

BARGNANI: Defensywa New York Knicks – gdyby nie Lin mieliby już pewnie 20 porażek, a my nadal krytykowalibyśmy D’Antoniego (chociaż i tak jest za co). Poprawili się w ostatnich meczach, ale na początku sezonu była to katastrofa równoznaczna z 16 porażkami z rzędu Bobcats.

WOY: Postawa i wpływ na zespół Carmelo Anthony’ego. Na dzień dzisiejszy wielu fanów Knicks uważa go za tzw. szkodnika czyli postać, która psuje chemię w zespole i daje stanowczo za mało swojej drużynie, grając egoistycznie. Praktycznie jednego nie można mu odmówić, dużej ilości rzutów. Bilans spotkań Knicks z Melo od jego przybycia wynosi 50-50. Bez Melo i o dziwo jest na plus dla N.Y.

DOLI_NSKI: Tutaj mam dwa typy, pierwszy z nich to wszechobecne kontuzje. Gracze co chwile wracają do gry, później z niej wypadają i tak trochę niepokojąco to wygląda w kontekście Play-offów. Na pewno duża w tym ‚zasługa’ ogromnego nagromadzenia meczów przez ten nieszczęsny lokaut, no ale konie stoją, a karawana musi iść dalej, nic się nie da z tym niestety zrobić. Drugim typem jest natomiast postawa Bostonu. Wszyscy mogliśmy podejrzewać, że ten sezon będzie bardzo trudny dla mistrzów ligi sprzed trzech sezonów, ale chyba nikt z nas nie typował, że będzie aż tak źle, że Celtics będą musieli drżeć przed walką o PO! Mam wrażenie, że tam muszą nadejść jakieś zmiany, bo ten pomysł na drużynę, który tam był niestety już się wyczerpał. Zespół nie funkcjonuje dobrze i na dzień dzisiejszy szczytem możliwości dla C’s będzie pierwsza runda PO.

4. Najlepszy zespół wg Ciebie

BOB: Heat. Mają co prawda taki sam bilans jak Thunder (27-7) i tylko jedną wygraną przewagi nad Bulls, ale w ich przypadku widać, że jak tylko są zmotywowani to mogą wrzucić jeszcze wyższy bieg.

ENBIEJOWY: Miami Heat. Bilansem równają się z nimi także OKC Thunder, ale w ich grze widzę jeszcze sporo, jak na contendera, niedociągnięć. Heat zaś sprawiają wrażenie zespołu kompletnego, z atakiem, z obroną, z gwiazdami, z role-playerami. I idą za tym wyniki. Miami idzie w tym sezonie po mistrzostwo, powstrzymać ich mogą tylko oni sami. Czynnik psychologiczny będzie miał duże znaczenie w Finałach, teraz mamy jednak RS, więc niedziwne, że LeBron, Wade i Bosh miażdżą.

BARGNANI: Chicago Bulls – nawet bez Rose’a mają bilans 7-3, a z Boozerem jako trzecią opcją 27-8. I gdzieś kątem można wcisnąć fakt, że Rip Hamilton zagrał tylko 11 spotkań. Jeśli ktoś szuka w NBA zespołu, który odpowiada definicji słowa drużyna to najlepszym wyborem byliby Bulls. Nie wiem czy zostaną mistrzami już w tym roku, ale to tylko kwestia czasu.

WOY: Chicago Bulls – świetna praca nad sobą i dla drużyny Ronniego Brewera, C.J. Watsona oraz Johna Lucasa jest widoczna pod nieobecność pary Derrick Rose – richard Hamilton. Tom Thibodeau nie martwi się kontuzjami i wraz ze swoją drużyną toczy równy bój z Miami Heat, mając jedną tylko porażkę więcej.

DOLI_NSKI: Oklahoma City Thunder. To już jest ten czas? Wszystko wskazuje, że tak. Thunder dojrzeli jako drużyna, wreszcie widać tę pozytywną chemię między Durantem a Westbrookiem, którzy chyba w końcu przeprowadzili ze sobą jakąś szczerą rozmowę i wyjaśnili, co im leży na wątrobie. Zobaczymy, czy myśl, że mogą zdobyć tytuł nie wpłynie na Nich paraliżująco i czy będą umieli poradzić sobie z rolą absolutnego faworyta Western Conference. Do tej pory przecież zawsze startowali do rozgrywek gdzieś tam z głębi, nawet w zeszłym, bardzo dobrym sezonie, mało kto na Nich przecież stawiał. Jeśli Brooks będzie umiał odciąć swoich koszykarzy od nadmiernego myślenia, a skupi się na aspekcie boiskowym, do tego liderów ominą groźniejsze urazy to nie widzę przeciwwskazań ku temu by to Oni odbierali w tym roku statuetkę Larry’ego O’Briena 

5. Piątka największych gwiazd tego sezonu

BOB: Jeremy Lin – Kobe Bryant – Kevin Durant – LeBron James – Dwight Howard.

ENBIEJOWY: Chris Paul – Kobe Bryant – LeBron James – Kevin Durant – Dwight Howard.

BARGNANI: Derrick Rose – Kobe Bryant – LeBron James – Kevin Durant – Dwight Howard.

WOY: Tony Parker – Kobe Bryant – LeBron James – Kevin Durant – Dwight Howard.

DOLI_NSKI: Derrick Rose-Dwyane Wade-LeBron James-Kevin Durant-Dwight Howard

6. MVP

BOB: LeBron James – to z jaką łatwością wykręca niesamowite statystyki jest porażające. Jego słowa o poprawie gry w post up w końcu się potwierdzają. LBJ rzuca mniej niż 2 rzuty z dystansu na mecz i koncentruje się na wykorzystywaniu przewagi siły i szybkości nad obrońcami.

ENBIEJOWY: LeBron James. Najlepszy gracz najlepszego zespołu. Rewelacyjne statystyki. Dominacja na parkiecie. Coś jeszcze potrzeba, by sięgnąć po tę nagrodę? Nie sądzę. RS to czas LeBrona.

BARGNANI: LeBron James – Miami grają tak jak tego oczekiwano. Oczywiście nie sam James za tym stoi, ale w sezonie kiedy D-Wade grywa tylko 32 minuty na mecz (najmniej w karierze) i zmaga się z częstymi urazami odpowiedzialność LBJ’a za wyniki jest jeszcze większa. Jeśli nie ulega presji i wywiązuje się z tego to przy statystykach 27/8/7 przynajmniej ja nie mam na ten moment wątpliwości.

WOY: LeBron James. Jego klasę i wszechstronność było widać gołym okiem przy absencji Dwayne’a Wade’a. Poprawa post up, mniejsza liczba minut na parkiecie, większa skuteczność, lepsza na dystansie. Jeśli nie James to kto inny?

DOLI_NSKI: Kevin Durant. Jak to mówią do trzech razy sztuka. Durant wymieniany jest w kontekście tej nagrody już trzeci sezon z rzędu, dwa lata temu jeszcze mało kto brał tę kandydaturę poważnie pod rozwagę, w zeszłym roku był faworytem, a mimo to przegrał, a teraz? Teraz jest jeszcze bardziej zdecydowanym faworytem i jeśli utrzyma obecny poziom gry (właściwie co musiałoby się stać, żeby go nie utrzymał?) to nie jestem w stanie wyobrazić sobie innego człowieka na tym miejscu. Wiemy, że LeBron notuje wspaniały sezon, bodaj najlepszy w swojej karierze, ale w Kevinie jest coś tak fantastycznie naturalnego, że to raczej Jego się wspiera i to On robi na w miarę zaawansowanym kibicu najkorzystniejsze wrażenie. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego z jakąłatwością przychodzi Mu bycie gwiazdą tej ligi i Jej najlepszym graczem bez cienia jakichkolwiek oznak zmanierowania i snobizmu (no dobra, może te tatuaże są jakąś tam ekstrawagancją. ;)). Well done Kevin!

7. MIP (największy postęp)

BOB: Jeremy Lin i myślę że już ma ten tytuł w kieszeni. Trochę szkoda mi, że za sprawą rozgrywającego Knicks trochę przeoczony zostanie postęp Nikoli Pekovicia…

ENBIEJOWY: Ryan Anderson. That’s my man – wydawało się, że będzie kolejną szarą, niewyróżniającą się niczym ‚strechfour’, a tymczasem Ryan wyrósł w Orlando na drugą opcję w ataku. Przy tym jest naprawdę bardzo dobrym zbierającym i poprawił się w obronie.

BARGNANI: Paul George – może są w lidze gracze, którzy statystycznie poszli mocniej w górę, ale nie mogę nie docenić go za to co robi po obu stronach parkietu. Jest już nie tylko niezłym obrońcą, ale zamienił się w świetnego strzelca, stał się bardziej wszechstronnym graczem i myślę, że to będzie argument kluczowy – gra w mocnym, równym zespole z bilansem 21-12 gdzie jest powiedzmy 4 najważniejszym graczem i nie przeszkadza mu to w znacznym poprawianiu swoich statystyk.

WOY: Jeremy Lin ponad Kylem Lowrym i Ryanem Andersonem. Uzasadnienie klika linijek wyżej.

DOLI_NSKI: Greg Monroe. Kiedy tylko zobaczyłem tego zawodnika po raz pierwszy w akcji od razu wiedziałem, że będą z Niego ludzie. Liga, w której podkoszowi tracą na wartości i każdy kolejny 7footer uważany jest za zbawienie, nagle trafia się taki gość. Monroe to połączenie podstawowych umiejętności koszykarskiego rzemiosła z naturalną siłą, wyskakaniem i świetną motoryką. Już teraz potrafi zdominować pomalowane w naprawdę imponujący sposób, a uważam, że to nie jest górny pułap Jego możliwości i jeszcze będzie się rozwijał. Myślę, że za dwa-trzy lata, wespół z Brandonem Knightem mogą pokierować Pistons na właściwe tory i wrócić do Palace of Auburn Hills Play-Offy. Sam jest w stanie notować wieczory na poziomie 20-10 z intensywnością równą trzęsieniom ziemi w poludniowej Kalifornii. Uważam, że mamy do czynienia z przyszlym, wielokrotnym All-Starem.

8. 6th Man (rezerwowy roku)

BOB: James Harden i ponownie sprawa jest już raczej załatwiona. Harden przy słabszej niż zwykle grze Jasona Terry’ego i Jamala Crawforda nie ma w zasadzie konkurencji. Kto jeszcze będzie wysoko? Lou Williams z Sixers i może Mo Williams z Clippers.

ENBIEJOWY: Broda Jamesa Hardena. Bo kto inny?

BARGNANI: James Harden – gdyby wysłać go do Nowego Orleanu czy Charlotte byłby w stanie rzucać grubo ponad 20 punktów na mecz. W Oklahomie rzuca 17 – z ławki i to w zespole bez rozgrywającego. W zaledwie 32 minuty. Jeśli gracz z ławki jest bliski poziomu all-star to nie ma wątpliwości, że jest Sixth Man of the Year.

WOY: Raczej i w końcu musi trafić w ręce Jamesa Hardena.

DOLI_NSKI: James Harden. Dawno nie było już chyba tak wyraźnego faworyta do którejkolwiek z nagród jak Harden. Wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę, że ten brodaty gość z Thunder jest zawodnikiem na miarę pierwszej piątki drużyny bijącej się o mistrza, On jednak z pokorą podchodzi do sytuacji i wie, że dzięki Jego grze z ławki najwięcej zyskuje drużyna. Dlatego też respektuje rolę nakreśloną Mu w swoim teamie przez Brooksa i wywiązuje się z niej w perfekcyjny sposób. Naprawdę nie ma co tu wiele pisać, bo jest to chyba bezsprzecznie najlepszy sixth-man, jakiego ma ta liga. Cholernie zdolny facet.

9. COTY (Trener Roku)

BOB: Gregg Popovich – to jak prowadzi prześladowanych kontuzjami Spurs musi budzić podziw.

ENBIEJOWY: Doug Collins za to, co zrobił w Filadelfii. Chemia, która panuje w szatni Sixers, jest po prostu wzorcowa. Collins z wady – braku lidera – uczynił zaletę, czyli zgrany kolektyw, którego najlepszym strzelcem jest rezerwowy Lou Williams. Nie wiem, czy zrobią hałas w play-offach, ale już są chyba największym zaskoczeniem tego sezonu.

BARGNANI: Rick Adelman – gdyby ktoś powiedział mi w grudniu, że przed ASW Wilki będą miały bilans 17-17 śmiałbym się pewnie przez dobre 10 minut. A jednak Adelman wiedział jak w pełni wykorzystać potencjał tej ekipy i ułożył ją tak, że stała się naprawdę niebezpieczną nawet dla najmocniejszych. Raczej nie mają szans na play offs, ale sam bilans po ubiegłorocznej katastrofie i tak będzie baardzo pozytywny.

WOY: Tom Thibodeau po raz drugi. 7-3 bez MVP Rose’a jego drużyny mówi samo za siebie. Stworzył znakomicie spisujący się kolektyw. Nie ma już mowy, że jest to zespół tylko i wyłącznie Derricka Rose’a. Defensywa jego zespołu znów spisuje się znakomicie.

DOLI_NSKI: Doug Collins. Przepraszam na wstępie kibiców Philadelphii za to, co tu zaraz napiszę, ale kurczę, popatrzmy na to co ten facet zrobił z Szóstkami. Popularne w niektórych kręgach hasło mówi, że z ch*** bicza nie ukręcisz, jak widać niewiele to ma jednak wspólnego z rzeczywistością. Bowiem to, co robi Collins jest właśnie całkowitym zaprzeczeniem tego wulgarnego, acz dość sympatycznego powiedzonka. Mając do dyspozycji takich graczy, jakich ma, zrobił z Nich postrach dla całej ligi. Każdy, kto gra z Philadelphią wie, że to nie będzie na pewno łatwa przeprawa i że na parkiecie muszą zostawić całe swoje zdrowie, bo w innym razie z chłopakami Collinsa nie wygra. Były trener Bulls i Pistons opracował zadziwiająco skuteczne schematy po obu stronach parkietu, potrafił dobrać je do tego, co ma, a uznajmy, że stan Jego posiadania jest dość skromny i to wszystko działa. Także tutaj pełen szacunek dla Pana Douga i jak dla mnie również bezapelacyjnie zasłużona nagroda. 

10. ROTY (Debiutant Roku)

BOB: Kyrie Irving. Co prawda na początku sezonu był trochę w cieniu Ricky’ego Rubio, ale teraz jego przewaga się uwidacznia.

ENBIEJOWY: Kyrie Irving. Ricky Rubio ostatnio obniżył loty, a Irving cały czas trzyma poziom. Cały czas mam w głowie jego dwa gamewinnery. No i te osiem trójek w Rising Stars..

BARGNANI: Kyrie Irving – świetny sezon, świetna i dojrzała gra, a w Duke spędził przecież zaledwie rok. Nie chodzi o to, że nie ma konkurencji, bo Rubio czy Brooks dbają o to by nie miał łatwo, ale to po prostu materiał na pierwszoplanową gwiazdę i przyjdzie moment, że będzie w tej lidze jednym z 5 najlepszych rozgrywających.

WOY: Na dzisiaj Kyrie Irving minimalnie przed Rickym Rubio. Ta kolejność może jednak się zmienić gdyby Wilki weszły do play offs.

DOLI_NSKI: Kyrie Irving. Rozumiem hype wokół Ricky’ego, sam jestem pełen podziwu dla tego, co wyprawia czupurzasty Hiszpan, ale to Kyrie jest go-to-guyem. To wokół Niego można tworzyć naprawdę silną drużynę. Mimo młodego wieku gra bardzo odpowiedzialnie, nie podpala się, zachowuje chłodną głowę w nerwowych końcówkach. Poza tym prawie w ogóle nie podejmuje złych decyzji, co jak na pierwszoroczniaka jest naprawdę dużą sprawą. Potrafi też ustabilizować formę na niezłym, równym poziomie, poniżej którego nie zwykł schodzić. To wszystko jest niejako zaprzeczeniem wizerunku młodego, czarnoskórego rozgrywającego, wchodzącego do tej ligi i dlatego właśnie oglądanie tego gracza w akcji jest tak cholernie ciekawe. Naprawdę bogata przyszłość stoi przed rozgrywającym Cleveland i jeśli nic złego się nie wydarzy to powinniśmy mieć kolejnego All-Stara na najbliższe lata.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

1 Odpowiedź

  1. czubek23 pisze:

    Świetne podsumowanie pierwszej części sezonu NBA, które zagubiło się wśród pierdołowatych newsów z allstars weekend. Aż się prosi o komentarze.

    1. Mecz pierwszej części sezonu
    Nie ma co ukrywać dałem się porwać Dżej.Li Manii. Zgadzam się z Woy, dla mnie meczem na który czekałem z największymi emocjami było Knicks-Mavs, które miało być ostatecznym potwierdzeniem że Linsanity to nie tylko jednotygodniowa, przypadkowa eksplozja.

    2. Wydarzenie 1.części sezonu
    Ten kto napisałby inaczej niż LINSANITY byłby nieszczery.
    Coś niesamowitego o czym powstanie wiele prac naukowych na socjologii.

    3. Wpadka 1. części sezonu
    Dla mnie zdecydowanie postawa NY. Gdyby nie eksplozja talentu Linoskoczka,
    podczas przerwy allstars, w zaciszu gabinetów, na 100% nastąpiła by dymisja trenera D’Makarone.

    4. Najlepszy zespół wg Ciebie
    Miami Heat jest daleko z przodu. Nie chodzi tutaj nawet o bilans ale o samą grę. Musiała by stać się tragedia gdyby Miami nie wygrało w finale w tym roku. Duży plus także dla Ostróg.

    5. Piątka największych gwiazd tego sezonu
    Znowu zgodzę się z Woy’em: Tony Parker–Kobe Bryant–LeBron James–Kevin Durant–Dwight Howard.

    6. MVP
    Dla mnie zdecydowanie Bronek (jak co roku dla mnie) ale NBA cały czas szuka nowych twarzy do promowania więc MVP na koniec zosytanie pewnie Durant.

    7. MIP (największy postęp)
    Linsanity dostanie tą nagrodę na 100% jeżeli utrzyma formę chociaż w połowie. Przecież miliony skośnookich braci zamawiających oryginalne koszulki nie może się mylić.
    Bardzo cieszy mnie też stały postęp MG – NIE MOŻNA O TYM ZAPOMINAĆ!

    8. 6th Man (rezerwowy roku)
    Tutaj tak samo ja w przypadku MVP dla Jamesa dawałbym tą nagrodę co roku Jetowi. Ale zdrowy rozsądek i staty wskazują na Pana Brodę.

    9. COTY (Trener Roku)
    Gregg Popovich i Rick Adelman są najbardziej klasowymi trenerami w NBA. Zaraz za nimi jest George Karl. Tym co pokazują szóstki Doug Collins puka już do drzwi ekstraklasy trenerskiej. Myślę że powinien dostać tę nagrodę w tym roku jeśli Filadelfia nie straci impetu.

    10. ROTY (Debiutant Roku)
    Najbardziej efektywny Irving, najbardziej efektowny Rubio.
    Moim zdaniem nagrodę otrzyma 1 pick draftu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *