Ciekawie w Los Angeles!

 Los Angeles Clippers, jeden z pretendentów do walki o pierwsze miejsce na Zachodzie, podejmowało na własnym parkiecie Denver Nuggets. „Bryłki”, osłabione brakiem trzech podstawowych zawodników, a w sumie czterech,  na pewno nie otrzymają od rywala taryfy ulgowej. 


Kwarta po kwarcie, czyli zapraszam na minirelację…

Chris Paul zbił „żołwika” ze swoim synem, możemy zaczynać!

Od początku w mecz dobrze weszli gospodarze. DeAndre Jordan zbierał po niecelnych rzutach kolegów, Chris Paul przechwytywał to co się dało, Blake Griffin latał jak zawsze, a Randy Foye wpłynął na fale trafiając dwie trójki. Na pierwszej przerwie Clippers prowadzą 14:9.

Po wskazówkach od trenera Georgea Karla, Denver Nuggets zaczęli przykładać dużą wagę do kontrataków, po pierwszej połowie mieli bodajże z tego elementu 6 czy 8 punktów. Jak nie szło wyprowadzić szybkiej akcji, lub po prostu pod koszem stał Jordan lub Blake piłka szła na obwód, a tam czekał już Jordan Hamilton. Rookie trafił w pierwszej kwarcie dwa rzuty zza łuku. Ostatecznie, dzięki dobrej postawie DeAndre Jordana (6 punktów) i Randy’ego Foye’a (8 punktów),  do pierwszej dłuższej przerwy na tablicy widniał remis; po 27.

Drugą odsłonę tego pojedynku znakomicie rozpoczęli przyjezdni z Denver. Jordan Hamilton , grający jak w transie, dorzucił kolejną trójkę i popisał się fenomenalnym wsadem, po którym cała ławka „Bryłek” oszalała z podziwu i zaczęła swoje tańce radości.Vinny Del Negro wprowadził na parkiet rezerwy- Clippers przegrywają z rywalem 31:36. Pora na time-out.

Na boisku pojawił się Chris Paul i Blake Griffin, co zapowiadało automatycznie spory progres w grze miejscowych. Mecz nie owocuje w piękne i skuteczne rzuty, wręcz przeciwnie. Oba zespoły rzucają dziś,  jak „kulą w płot”, są oczywiście wyjątki. Tak czy inaczej widowisko zyskuje,  dzięki bardzo efektownym wsadom, o dziwo Nuggets wpakowali piłkę do kosza praktycznie tyle samo razy co słynne „Lob City”, a może nawet więcej. Ostatecznie do przerwy, głównie za sprawą „CP3”, który trafił 7/7 rzutów osobowych i dorzucił 6 punktów z gry, Clippers przegrywają z Denver, ale już tylko dwoma „oczkami” (52:54). Po przeciwnej stronie barykady bryluje Jordan Hamilton, autor jak na razie 13 punktów.

Po zmianie stron mecz zdecydowanie nabrał rozpędu. To,  co wyprawia Blake Griffin przechodzi ludzkie granice! W połączeniu ze świetnym komentarzem Ralpha Lawlera  i słowami OMG! Griffin monster jam! , otrzymujemy mieszankę wybuchową, obok której nie można przejść obojętnie. Widownia szaleje, Chris Paul trafia z faulem, a w Staples Center gospodarze wychodzą na prowadzenie 71:69! Paul again, again! „CP3” ma na swoim koncie właśnie 27 punktów! Jeśli chodzi o dorobki „Bryłek”, to w tym momencie pierwsza opcją w ataku jest Arron Afflalo, rzucający-obrońca. Zaaplikował rywalom do tej pory 19-punktów. Syrena w 3. kwarcie zawyła po raz ostatni. Czwarta  odsłona zapowiada się bardzo ciekawie. Gospodarze prowadzą, ale tylko 80:79.


OMG! Paul dorzucił właśnie 5 punktów do swojego dorobku! Clippers odjeżdżają. Czy Denver zdołają zatrzymać pędzący pociąg?! Nie wierzę własnym oczom. LAC mieli już siedem punktów zaliczki, tymczasem Denver zalicza szybki run (8-0), a Miasto Aniołów zamarło w niepewności. Do końca meczu pozostało 7 minut. Pupile miejscowych kibiców przegrywają różnicą jednego punktu. Znać o sobie dał Blake, trafiając spod kosza i wyrównując  mecz.Defensywa Nuggets uśpiona. Jordan trafia z faulem! Przewaga gospodarzy rośnie do 3 punktów. „Bryłki” mylą się, kolejne pudło zza łuku. Griffin wykorzystał właśnie 4/4 rzutów osobistych, a przewaga Clippers w tym spotkaniu jest już spora (jeśli się nie mylę,  to jest to najwyższe prowadzenie w całym meczu). Clippers zaliczają obecnie kluczowy run 10-1. Koniec! Szkoda, że końcówka była tak kiepska w wykonaniu przyjezdnych, a może po prostu tak dobra w wykonaniu LAC?

Los Angeles Clippers 103:95 Denver Nuggets
 

Tak czy inaczej mecz do ostatnich 5-minut był niezwykle ciekawy, zwycięzca zmienial się z minuty na minutę.  Trzeba przyznać jednak, że Los Angeles Clippers wygrali ten mecz zasłużenie.

 

„Hero of the game” 

Bohaterem tego spotkania okazał się Chris Paul! Dawny „Szerszeń” ustanowił dziś swoje nowe season-high,  jeśli chodzi o zdobycz punktową. Rozgrywający Clippers zapisał na swoim koncie aż 36 punktów, rozdał 9 asyst, a to wszystko na znakomitej skuteczności z gry (11/16) i z linii rzutów wolnych (11/12)! 

Kroku dotrzymywał mu Blake Griffin. Jeden z najlepszych dunkeróww NBA, uzbierał 27 punktów i 13 zbiórek, co ciekawe rozdał też 5 asyst. 

 

Zmieńmy kolor koszulki…

Jeśli chodzi o poszczególne dorobki zawodników przyjezdnych ze stanu Kolorado, to głównie podkreślić trzeba znakomitą dyspozycję Arrona Afflalo i Jordana Hamiltona. Ten pierwszy zdobył 20 punktów,  trafiając 7 na 10 rzutów z gry. Drugim strzelcem zespołu ( na pewno niespodziewanie) okazał się właśnie Hamilton. Dodam tylko, że jeśli dobrze sprawdziłem to dzisiejszy występ: 18 punktów i 7 zbiórek jest jego career-high. 

 

Zbierający z wilkami…

Najlepiej na „deskach” spisywał się DeAndre Jordan. Mierzący 211 centymetrów zawodnik Clippers, zebrał dziś piłkę 16-razy. W ekipie Nuggets w tym elemencie najlepiej sprawdził się Kenneth Faried,  autor 9 zbiórek. 

 

A i jeszcze jedno…

Coś na potwierdzenie moich wcześniejszych słów.

Skuteczność rzutów z gry:

Clippers –  38/86 (44.2%)

Nuggets – 33/82 (40.2%)

 

Wielcy nieobecni…

Denver Nuggets:

  • Danilo Gallinari
  • Rudy Fernandez
  • Nene

Los Angeles Clippers:

  • Chauncey Billups

 

Podsumowanie:

Los Angeles Clippers odnieśli 20. zwycięstwo w sezonie zasadniczym, umacniając się na 3. miejscu w „Western Conference„. Dla „Bryłek” była to natomiast 16. porażka, która spowodowała, że wylądowali właśnie na 9. miejscu, mając taki sam bilans jak 8. drużyna na Wschodzie: Portland Trail Blazers.

 

Patryk Pankowiak

Wierny fan New Orleans Hornets i Chrisa Paula, odkąd ten przeniósł "swoje talenty" do LA, ogląda również mecze Clippers. Zwolennik powiedzenia: "Koszykówka to coś więcej niż gra, to styl życia".

4 komentarze

  1. Cosmo pisze:

    Ani słowa o beznadziejności jaka tego wieczoru ogarnęła Mo Williamsa? szkoda….

  2. Patryk Pankowiak pisze:

    No niestety, nie wszystkim można dogodzić, ale tak jak trafnie zauważyłeś, Mo Williams trafił zaledwie 2/16 z gry i tej nocy kompletnie mu nie szło.

  3. El pisze:

    Williamsowi ogólnie ostatnio nie idzie. Niezły miał początek sezonu a teraz pełną pedałówę gra…;]

  4. Wojtek Żuławiński pisze:

    w NBA 2K12 dobry jest w nowym rosterze
    za dobry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *