NBA Today! – 21 lutego

Detroit Pistons 100:101 Cleveland Cavaliers

New Orleans Hornets 108:117 Indiana Pacers

Sacramento Kings 108:120 Miami Heat

Philadelphia 76ers 76:89 Memphis Grizzlies

San Antonio Spurs 97:137 Portland Trail Blazers

Kącik video

Top 10
Daily Zap

Nagrody dnia

MVP: Dwyane Wade (MIA) – 30 pkt, 11-16 FG, 10 ast

W jego przypadku w tym sezonie bywało różnie. Kontuzja wyłączyła go na dwa tygodnie, po których zaczynano wątpić we Flasha. Zastanawiano się, czy Big Three nie powinno być szczuplejsze o jedną gwiazdę i nie chodziło o Chrisa Bosha, który sprawdzał się w roli drugiej opcji, raz nawet pierwszej. Wade wrócił i spekulantów uciszył. Mnie też. Bo w końcu – kto spodziewał się, że w 15 meczach, jakie rozegrał po powrocie do zdrowia, tylko dwukrotnie zejdzie poniżej 20 punktów? Świetny scoring idzie też w parze z bardzo dobrą skutecznością. Po przeciętnym styczniu (20,3 PPG, 43% FG) przyszedł bardzo dobry luty (24,8 PPG, 56,8% FG!!). Poza tym – od 11 spotkań trafia min. połowę rzutów. Wade się jeszcze nie skończył. 30 lat nie oznacza końca kariery superstara dla Flasha. Ale atletyzm odejdzie. Prędzej czy później Dwyane będzie musiał przerzucić się na zdobywanie punktów dalej od kosza.

Ale na razie cieszmy się ze świetnej formy Wade’a, Heat i ich serii 7 wygranych.

Drugie miejsce: Roy Hibbert (IND) – 30 pkt, 13 zb, 11-17 FG

Wiadomo, że Hibbert zagra w niedzielę w Meczu Gwiazd głównie z powodu braku innych centrów na Wschodzie, którzy nie są tylko dobrymi „defensywnymi środkowymi”, ale też potrafią złapać piłkę w ataku. 7’2″ Hibberta to bardzo dobre warunki, by stać się wyróżniającym graczem (nie tylko wzrostem) w ofensywie, ale Roy tylko od czasu do czasu zagra na poziomie All-Star. Taki występ miał miejsce dziś, po takim meczu, jak ten z Hornets, nie mam tyle wątpliwości co do słuszności wyboru Hibberta, ale w następnym meczu znów się pojawią. 30 punktów to jego rekord kariery i są bardzo małe szanse, by w najbliższym czasie powtórzył taki wyczyn. Choć jestem pod wrażeniem tego, co dziś robił.

Może i jestem zbyt surowy dla Hibberta, choć go lubię, to jednak oczekuję od niego więcej, ale tu chyba przyznacie mi rację – za często zdarzają mu się bezbarwne występy, center formatu All-Star powinien mieć większe średnie niż 14/10 na mecz i przede wszystkim – gdyby Al Horford i Andrew Bogut byli zdrowi, Hibbert mógłby co najwyżej szukać miejsca w obsadzie tegorocznego Halftime Show. Nikki Minaj? Kto to jest?

Taki stat na koniec – z Hibbertem mającym min. 17 punktów Pacers są 8-2.

Trzecie miejsce: Antawn Jamison (CLE) – 32 pkt, 10 zb

Kyrie Irving i Alonzo Gee zdobyli razem 30 punktów w czwartej kwarcie, w dużej mierze to dzięki nim Cavs w ‚meczu na szczycie’ pokonali Pistons jednym punktem, choć przegrywali aż siedemnastoma, ale Jamison w bardzo dobrym stylu zanotował 300. double-double w karierze.

Jamison miał w pierwszej połowie lutego bardzo dobrą formę, w czterech meczach miał min. 20 punktów, raz nawet 34 (poza tym – 27 i 25), ale potem zagrał dwa dość bezbarwne mecze (po 13 punktów). Przeciwko Kings zdobył 21 punktów, ale z aż 21 rzutów. Efektywność wróciła dziś. Zdobyć 32 punkty na 50% skuteczności – no, no..

Najlepszy przegrany: Kawhi Leonard (SAS) – 24 pkt, 10 zb, 5 stl, 9-14 FG

Jedenastomeczowej serii zwycięstw już nie ma. 7-0 na początek Rodeo Trip to też już przeszłość. Spurs zostali wgnieceni w parkiet Rose Garden przez Blazers. Przegrywali 48 punktami, ostatecznie ulegli czterdziestoma, ale i tak była to po prostu masakra. Tak słaba gra Spurs po tak dobrej serii? Wstyd.

Aha, Parker i Duncan nie grali? Dobra, dzięki. Odwołuję.

Gregg Popovich ma gdzieś winningstreaki, rekordy, rosnący ostatnio hype wokół Parkera. Liczy się dobro drużyny i jak najlepsza sytuacja na play-offy. Więc najlepsi, jeśli nie muszą, nie grają. Po co przemęczać stare mięśnie Duncana? Parker, choć młodszy, też miewał już kłopoty ze zdrowiem i lepiej nie ryzykować. Manu Ginobili jest poza grą, ale znów jest kontuzjowany, na miejscu coacha Spurs dałbym mu więcej odpoczynku, by doszedł do całkowitego zdrowia. I, jak znam Popa, pewnie tak będzie.

Mam nadzieję, że decyzje jednego z najlepszych coachów obecnej ligi zaprocentują w kwietniu. Spurs mają realną szansę (rok temu też tak było, ale..) na niespodziewany sukces w PO. To jest już chyba ‚last dance’, choć tak mówi się co roku. Ale szczerze kibicuję Spurs, by po kilku latach przerwy znów sięgneli po tytuł bądź chociaż przypomnieli się szerszej publiczności, bo ostatnio zostali trochę zepchnięci w cień przez Miami, Oklahomę, Lakers, Clippers itd.

Skoro Parker, Duncan i Ginobili nie grali, nie dziwne jest, że szeroka, ale niedoświadczona i pozbawiona lidera kadra Spurs na ten mecz była bez szans w starciu z głodnymi zwycięstw Blazers i to w hali Rose Garden. Rolę tymczasowego lidera wziął na siebię właśnie Leonard, ale poza nim jeszcze piątka graczy San Antonio miała double-digits. Jednak nie o atak się tu rozchodzi, a obronę – Blazers dzięki osłabieniu rywali nabili sobie kilka rekordów sezonu i raczej nich nie pobiją. Chyba, że znów natkną się na jakąś „short-handed” (lubię to określenie, powracają wspomnienia z NHL 09:)) drużynę.

24/10 i pięć przechwytów. Z niego będą kiedyś ludzie. Dobrze, że trafił do Spurs, gdzie ma dużo minut na trójce, bo w Pacers, dokąd trafił od razu po Drafcie, grzałby pewnie ławkę patrząc na Grangera i George’a.

Drugie miejsce: Greg Monroe (DET) – 19 pkt, 11 zb, 7 ast & Brandon Knight – 24 pkt, 5 zb, 8-12 FG, 4-5 3pt

Przyszłość Pistons w natarciu. Niestety, uległa jednoosobowej przyszłości Cavaliers w postaci Kyrie Irvinga wspieraną przez jednoosobową przeszłość Asseco Prokomu czyli Alonzo „Dżi”. Obaj panowie zdominowali czwartą kwartę, przyćmiewając bardzo dobry, wszechstronny występ Monroe’a i gorącą rękę Knighta.

Fani Pistons 2011/12 (nie mylić z Bad Boys, teraz są to co najwyżej Good Guys) mają mało powodów do radości, więc tak dobry mecz dwójki graczy, którzy dają im największą nadzieję na lepsze jutro, poprawi im na pewno humor. O porażce, dość pechowej, można zapomnieć, nie pierwsza i nie ostatnia. Trzeba jednak dawać minuty gry Monroe’owi i Knightowi i liczyć się z porażkami (choć nierzadko ta dwójka już ratuje im skórę), by za kilka lat cieszyć się ze zwycięstw. Do tego potrzeba będzie jednak kilku mądrych decyzji menedżerskich w kwestii obudowania tego duetu, a po Joe ‚Ben Gordon i Charlie Villanueva mają co do garnka włożyć’ Dumarsie nie spodziewałbym się ich nadmiaru.

Możecie mieć już dość paplaniny o Knight’cie i Monroe, ale raz, że w Detroit nie ma za bardzo o kim pisać, a dwa, że każdy temat jest dobry – byleby zapomnieć na chwilę o pewnym panu z Azji, którego imię i nazwisko pojawia się wszędzie, rzadko ciągnąc za sobą liczbę strat.

Trzecie miejsce: Marcus Thornton (SAC) – 23 pkt & Tyreke Evans – 21 pkt, 10 ast, 7 zb & Isaiah Thomas – 24 pkt, 5 ast, 5-8 3pt

Big Three Sacramento, czyli jaki klub, taka wielka trójka.

Żarty żartami, a podstawowy back-court Kings zagrał dziś naprawdę dobry mecz (razem 68 pkt), dzięki czemu nie dał łatwej wygranej Heat. Żary w ostatecznym rozrachunku zwyciężyły, ale bez superWade’a nie byłoby to tak pewne. Zabrakło trochę DeMarcusa Cousinsa (9/7, 3-13 FG), ale dobrze spisał się za to Jason Thompson (16/10). Jednak by jako ‚outsider’ pokonać Miami, trzeba świetnej dyspozycji wszystkich nie tylko w ataku, ale i w obronie. By wygrać pozwalając przeciwnikom na 120 punktów, trzeba mieć w nazwie ‚Nuggets’ albo ‚Warriors’.

Isaiahothomasanity trwa nadal, ostatni wybór w Drafcie 2011 (uwielbiam to podkreślać) znów zaskakuje, dzisiaj pięć trójek oraz – według basketball-reference – lepszy występ od samego LeBrona Jamesa. Trzeci 20-punktowy występ w karierze, drugi z rzędu. W ostatnich czterech meczach nie schodzi poniżej 13 punktów

Jimmer who?

Sixth-man: Alonzo Gee (CLE) – 16 pkt, 11 zb

Pisałem to dwa razy, napiszę i trzeci – 13 punktów w czwartej kwarcie, dwuosobowa (wraz z Irvingiem) demolka w ostatnich dwunastu minutach. Gani Lawal wraca do Zastalu, Gee nie ma zamiaru wracać do Prokomu.

Drugie miejsce: Jarrett Jack (NOH) – 19 pkt, 10 ast, 5 zb

Greivis Vasquez pozbawił go miana pierwszego zastępcy Chrisa Paula, ale Jack jeszcze potrafi.. czasami.

Trzecie miejsce: Elliot Williams (POR) – 17 pkt, 18 min, 7-10 FG

Tego pana kojarzę tylko z NBA 2K12, gdzie wraz z Luke’m Babbittem da się go wymienić za, z tego co pamiętam, Jrue Holiday’a. Oto realizm w The Association.

Rookie: Kawhi Leonard (SAS) – 24 pkt, 10 zb, 5 stl

Drugie miejsce: Kyrie Irving (CLE) – 25 pkt, 8 ast, 5 zb

Trzecie miejsce: Brandon Knight (DET) – 24 pkt, 8-12 FG

International Player: Marc Gasol (MEM) – 15 pkt, 14 zb, 7 ast, 5 blk

Kolejny wszechstronny podkoszowy, ale w jego przypadku aż 7 asyst nie jest zaskoczeniem. Każdy Gasol z mlekiem matki wyssał dobry passing.

Podczas All-Star Game spodziewam się choćby jednego, fajnego, bigmańskiego podania. Nie ma Pau, niech Marc przejmie schedę ‚wysokiego Hiszpana, który potrafi podać’.

No i aż 5 bloków. Nie trzeba być Serge’m Ibaką i skakać do każdego lay-upu/dunku, by uzbierać taką ilość.

Drugie miejsce: Nicolas Batum (POR) – 19 pkt, 6 zb

Ktoś musiał skorzystać na osłabieniu Spurs.

Trzecie miejsce: Marco Belinelli (NOH) – 15 pkt, 6 zb

All-NBA 1st team:

  • Kyrie Irving
  • Dwyane Wade
  • Kawhi Leonard
  • Antawn Jamison
  • Roy Hibbert

Najlepsi

punkty: Jamison (32)

zbiórki: M.Gasol (14)

asysty: Evans, Jack, Wade (10)

przechwyty: Leonard (5)

bloki: M.Gasol (5)

straty: Irving (6)

3pt: Chalmers (6)

FT: Hibbert, Wade (8)

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *