Rakiety psują jubileusz Hollinsa

Koszykarze Houston Rockets zrewanżowali się drużynie Memphis Grizzlies za porażkę z przed sześciu dni i dzisiejszej nocy pokonali podopiecznych Lionell’a Hollinsa  97-93. Kluczem do zwycięstwa gospodarzy była bardzo dobra dyspozycja Kyle’a Lowry’ego, który trafiał za trzy z niebywałych pozycji i zaliczył kolejny występ, w którym otarł się statystykami o triple-double. Dziś zabrakło mu do tego osiągnięcia ledwie jednej asysty i trzech zbiórek.

Kibice w Toyota Center obejrzeli bardzo wyrównane spotkanie. Prowadzenie w meczu zmieniało się dziewięć razy, natomiast aż jedenastokrotnie na tablicy wyników widniał rezultat remisowy. Na początku meczy lekką przewagę zyskali gracze Kevina McHale’a. Szczególna w tym zasługa duetu Lowry – Martin, którzy po pierwszych dwunastu minutach mieli wspólnie zdobyte 18 pkt.  Druga kwarta to wzajemna wymiana ciosów z obydwu stron. W zespole Memphis bardzo dobrze wyglądał Rudy Gay, który do przerwy zaliczył 12 pkt, a jego dynamiczne wejścia pod kosz były ozdobą tej części gry. Do przerwy jednak prowadzili Rockets 58-54 mając przy tym 66,7 procent celnych rzutów z gry. Robi wrażenie, prawda?

W trzeciej części obraz gry nie uległ zmianie. Obok Gay’a bardzo dobrze w ekipie gości radził sobie Mike Conley, z którego szybkością nie mogli sobie poradzić defensorzy Rakiet. Gracz Grizzlies zdobył w trzeciej kwarcie 10 pkt i to właśnie dzięki niemu koszykarze z Tennessee  nadrobili straty do swoich rywali. Czwarta kwarta wystartowała z remisowym wynikiem po 76. Bohaterem ostatnich dwunastu minut okazał się Courtney Lee, który wszystkie swoje 9 pkt zaliczył właśnie w czwartej kwarcie. Wspólnie Kyle’m Lowry zapewnił on zwycięstwo Rakietom dzięki skutecznemu wykonywaniu rzutów osobistych w końcówce. Na 27 sekund przed końcem po layup’ie O.J Mayo goście przegrywali jedynie 89-91. Przy posiadaniu piłki przez Houston koszykarze Grizzlies musieli faulować, ale niestety celne rzuty wolne wspomnianej dwójki zapewniło gospodarzom pierwszą wygraną w tym sezonie w starciu z graczami z FedEx Forum. Była to już trzecia potyczka tych drużyn w obecnych rozgrywkach, ale dwie poprzednie pewnie wygrywali zawodnicy Memphis. Nie udał się zatem jubileusz trenerowi Hollinsowi, który miał okazje poprowadzić Niedźwiadki po raz trzy setny.

W ekipie zwycięzców Kevin Martin zdobył 22 pkt, a Kyle Lowry dodał 24 oczka o właśnie ta dwójka była najjaśniejszymi punktami w swojej drużynie. Szczególnie udany występ zanotował ten  drugo dodając do swego dorobku 9 asyst oraz 7 zbiórek. Swego rywala komplementował także Rudy Gay mówiąc: „”Kyle was the difference. He controlled the game. It’s tough when he plays like that, when he drives and shoots like that. He played really well.”

W zespole gości największą zdobycz punktową zaliczył wspomniany Rudy Gay, którego łupem padły 23 punkty. Jego kolega z drużyny Mike Conley rzucił 16 pkt trafiając siedem razy na trzynaście prób. Ciekawostką jest fakt, że zawodnicy z miasta Elvisa Preslay’a zdobili, aż o dwadzieścia punktów więcej z pomalowanego kosza podkoszowego. Różnica ta jednak nie wynika ze świetnej gry podkoszowych, a właśnie z wejść pod kosz, które głównie były dziełem Gay’a, Conlaya, czy też O.J Mayo.

Memphis nie wygrało w Houston od ponad 6 lat. Ostatnie zwycięstwo odnieśli  15 kwietnia 2006 roku. Rakiety natomiast notują bilans 5-1 w meczach, których wyniki oscylują w końcówce w granicach czterech lub mniejszej ilości punktów.

Już dziś koszykarze Memphis zmierzą się we własnej hali z Philadephią 76-ers. Po tym spotkaniu drużyna z Pensylwanii  przyjedzie do … Teksasu na mecz z Houston Rockets, który odbędzie się w środę.

GRACZ MECZU: Kyle Lowry

 

MEMPHIS GRIZZLIES (18-15) – HOUSTON ROCKETS (19-14)  93-97

(28-31, 26-27, 22-18, 17-21)

R. Gay 23 pkt, M. Conley 16 pkt, M. Speights 12 pkt – K. Lowry 24 pkt, K. Martin 22 pkt, L. Scola 10 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *