Na trzy tygodnie przed zamknięciem okienka transferowego (2/2). Zachód.

W piątek mieliście okazję wraz z nami przeanalizować sytuację drużyn na Wschodnim Wybrzeżu NBA. Dziś zobaczymy, na których pozycjach widnieją dziury w składzie zachodnich drużyn oraz popatrzymy, kim ewentualnie mogą się wzmocnić dane ekipy. Popatrzymy też, w jakim stopniu dotychczasowe urazy graczy wpłynęły na formę poszczególnych zespołów.

Dallas Mavericks – wydało się, że transfery Vince’a Cartera i Lamara Odoma dodadzą więcej siły osłabionym brakiem Barei, Chandlera, Stevensona oraz Butlera Mistrzom. Tymczasem najlepiej prezentują się dotychczasowi zmiennicy jak Mahinmi oraz Beabouis i niezawodny Terry. Mark Cuban gdzieś wirtualnie toczy walkę o Derona Williamsa i Dwighta Howarda, a Rick Carlisle lepi drużynę, nie zważając na kłody pod nogami (przerwa Dirka, kontuzja Jasona i uraz Delonte Westa). Mistrzów ciągle stać na drugie miejsce na Zachodzie, a ostatnie 2 tygodnie były bardzo udane dla nich. Wymian w Dallas nie oczekuję..chyba, że..Punetując, na play offs będą gotowi a zwyżkowa forma Nowitzkiego to dobry sygnał dla fanów Mavs.

Denver Nuggets – Bryłki to najgorsza obecnie ekipa Zachodu, legitymująca się bilansem 2-8 podczas 10 ostatnich spotkań (nawet Hornets są lepsi z 3-7). Nuggets to numer jeden ofensywa NBA (103,8), ale druga od końca defensywa (100.8) Wcześniejsze urazy Nene, Afflalo czy Gallinariego zakłóciły dobry rytm ekipy George’a Karla. Zbawieniem ma być osoba Wilsona Chandlera, wypełniająca lukę po nieobecnym Włochu. Spekuluje się, iż Denver może opuścić Birdman, Andersen.

Golden State Warriors – Monta Ellis ma bardzo udane – na przestrzeni 2 tygodni – występy z 30 oczkami na koncie. Niestety jego team jest o jakieś 6 wygranych od puli play offs. Pogoń za 7-8 miejscem pewnie będzie trwała jeszcze przez 20-kilka spotkań, jednak tercet Stephon Curry-Monta Ellis – David Lee muszą dostać należyte wsparcie na pozycjach numer 3 i 5. Na miejsce Kwame’a Browna nie ma na razie nowego centra (The Cake może wrócić na początku kwietnia). W San Francisco i okolicach na razie transferowa cisza. A szkoda..Mark Jackson jeszcze zachowuje stoicki spokój i wierzy w rozwój swoich zawodników.

Houston RocketsKevin McHale robi całkiem dobrą robotę w okolicach NASA. Kyle Lowry nie zwalnia tempa (choć miewa też gorsze mecze pod względem skuteczności), Louis Scola odzyskuje powoli wysoką formę, a coraz bardziej wpływ na grę mają Courtney Lee i Chandler Parsons. Zbawieniem dla tego teamu mógłby być transfer wymienny z Kevinem Martinem w roli głównej. Szczerze mówiąc jednak chętnych na tego gracza i jego wysoki kontrakt wyraźnie brakuje. W Houston nie przewidujemy jakiś większych ruchów i spokojnie i do ostatniego dnia sezonu zasadniczego powinny Rakiety zostać w walce o dogrywki.

L.A. Clippers – Chauncey Billups i jego Achilles pokrzyżowały wysokie loty drużynie z Miasta Aniołów.. Wsparcie w osobie J.R. Smitha nie nadeszło. Efekt, Clipp’s przegrali walkę o drugie miejsce na Zachodzie (nieco na własne życzenie i może na moment tylko) z S.A. Spurs. Może też się wydawać, iż Chris Paul, Blake Griffin i Caron Butler potrzebowaliby w niektórych sytuacjach bardziej doświadczonego head coacha. Na ten sezon takiej mocnej zmiany jednak nie przewidujemy i jak na razie wróżymy Clippersom czegoś więcej niż półfinał Zachodu. O wzmocnieniach typu last minute nie słychać, choć z klubu na pewno chętnie by oddano Mo Williamsa za przyzwoitego shootera.

L.A. Lakers – niedoszły transfer CP-3 do dziś odbija się czkawką Mitchowi Kupchakowi i Mike’owi Brownowi. Znów poruszono w mediach czuły punkt i pozycję numer 1. Notabene, już na treningach Lakers ma pojawić się Gilbert Arenas (czy będzie ratunkiem dla Kobego i spółki?). Z klubu chętnie pozbyliby się Metta World Peace’a bo jego forma i waga ciała zostawiają wiele do życzenia. Mamy też najnowszą plotkę o zainteresowaniu Bulls i Derrick’a Rose’a osobą Paua Gasola ( pytanie czy za Boozera?). Szum nie opada, szum się podnosi wokół Jeziorowców a zbliżający się Weekend Gwiazd pewnie na nowo go podniesie (Howard? Rondo??).

Memphis Grizzlies – Niby bez Zachary’ego Randolpha, niby ze słabszą dyspozycją Rudy’ego Gay’a ale jednak ciągle w czołówce Zachodu. Team spirit ekipy Lionella Hollinsa jest ogromny i to cenią rywale. Ostatnie dwa spotkania (plus 4 wygrane w serii) wygrane rzutem na taśmę to nie cuda ;-) Marc Gasol gra swoje, Mike Conley i Tony Allen również. Błyszczą solidnością i walczą w najlepsze o play offs i każdy centymetr boiska. O.J. Mayo może wrócić, ale w temacie plotek oraz po All Starowych wymian. Nic większego nie przewidujemy.

Minnesota Timberwolves – gdyby J.R. Smith przybył do zimnej krainy jezior Wolves mogliby mieć niemal kompletną ekipę, z potrzebnym od zaraz shooterem. Rick Adelman budziłby się jednak codziennie z problemem bólu głowy i z pytaniem czy dzisiaj Smith z Beasley’em dziś zdemolują mu szatnię czy zostawią sobie tą przyjemność na koniec kwietnia? Szczerze mówiąc postępy notuje Nikola Peković, coraz solidniej – stabilizuje formę – wygląda Kevin Love, a Ricky Rubio na dobre zdystansował Luke’a Ridnoura i J.J. Bareę. Trzy wygrane z rzędu to dobry znak dla kibiców Wilków, którzy ciągle mają nadzieję na pierwsze od lat play offs. Mała plotka to nazwisko Paua Gasola związane z Minnesotą. Na dziś mało aktualna.

New Orleans Hornets – Gdyby Eric Gordon był zdrowy to dziś na koncie Szerszenii mogłby mieć ok. 7 zwycięstw więcej. Brani byliby wówczas pod uwagę przy dolnych miejscach do play offs. Tymczasem powrót do wyższej dyspozycji Trevora Arizy i w końcu solidne występy (nieco niechcianego w mediach) Chrisa Kamana zahamowały na moment zjawisko Lin-o-manii. To było wydarzenie, o którym nikt realnie nie myślał, także koszykarzom Mony’ego Williamsa należy wystawić duży plus. 3 wygrane z rzędu Hornets to niemal zdarzenie na miarę osiągnięcia tygodnia w NBA, również dużego zdarzenia w kategorii słabego sezonu Hornets. Patrząc w stronę Nowego Orleanu zastanawiamy się czy Kaman odejdzie z klubu czy dokończy swój sezon oraz czy Gordon wyleczy swój uraz na dobre – za mniej więcej 4 tygodnie – czy znów coś mu się stanie niedobrego?!

Oklahoma City Thunder – nie oszukujmy się. Ostatnim występem przeciwko Nuggets team Scotta Brooksa pokazał, że w tym sezonie nie będzie nikomu lekko z Grzmotem. Walczą oni o udział w wielkim finale NBA, a wysoka forma i młodość to atuty Duranta, Westbrooka i Ibaki. Zmiennicy wykonują swoje zadania bardzo dobrze, zadaniowców nie brakuje, OKC czeka na to, czego od 1996 roku nie mogło doczekać się Seattle. Zmian raczej nie będzie, bo nikt nie będzie psuł świetnej zespołowej chemii.

Phoenix Suns – solidny i regularnie dostarczający punkty – na wysokiej skuteczności shooter (patrz wyżej niż 40%) – byłby zbawieniem dla Nasha i spółki. Kanadyjczyk notuje bardzo dobre występy na poziomie double-double, dzielnie wtóruje mu Marcin Gortat, jednak czasami do wygranych brakuje kilku detali (skuteczności Browna, równej formy Redda oraz większego zaangażowania do gry w defensywie Frye’a lub Lopeza). Nadzieję na przyszłość daje debiutant Markieff Morris. Słońca niestety nie mają atutów dla gwiazd (nie są magnesem)i coraz dalej są od play offs by mogli otrzymać jakieś wartościowe nazwisko w tym sezonie. Plotki plotkami, ale Steve Nash zostanie w Arizonie do końca sezonu.

Portland Trailblazers – Słabiutki w tym sezonie i z małą nadwagą Ray Felton (pewnie z podziwem patrzy na nowego króla MSG, którym sam mógł być). Grający bardzo nierówno Jamal Crawford (gdzie te czasy kiedy regularnie zostawał brany pod uwagę jako czołowy zmiennik ligi) i zostający czasami bez dobrego wsparcia LaMarcus Aldridge (w końcu zagra w All Star). Na przyzwoitym i równym poziomie zostają Marcus Camby oraz Nicolas Batum, jednak sytuacja samych Blazers jak i Nate’a McMillana wygląda, co dzień gorzej. Gerald Wallace powoli zapomina, że niegdyś dane mu było wystąpić w All Star Game. Nie zostaje mi nic innego jak spuentować grę i wydarzenia w Porltand jako poniżej oczekiwań a czasami wręcz dziwne. Chemia w zespole też może być zaburzona jeśli Blazers nie poprawią bilansu 17-15. Macie jakiś pomysł na zmiany w tym klubie? Potrzebna stabilzacja formy (od zaraz) paru ważnych ogniw.

Sacramento Kings – 0:5 tak wygląda pięć ostatnich spotkań Królów, którym zmiana trenera na niewiele pomogła. Keith Smart ciągle nie wie jak pogodzić swoich strzelców i utalentowanego centra. Talentu tej drużynie nie można odmówić, ale lidera na obwodzie i doświadczenia na ławce trenerskiej owszem. Wyjazdowe mecze to nie ich mocna strona, a 16 porażek to tyle samo na obcych parkietach ile mają Bobcats. Gdyby te dwie drużyny (wybaczcie nutkę sarkazmu) nieco pohandlowały między sobą to może coś lepszego udałoby się z graczy obu teamów wycisnąć?

San Antonio Spurs – 10:0 i czego chcieć więcej o teamu Popovicha? Z Ginobilim lub bez, to nie problem dla Ostróg, kto staje naprzeciwko. Własny parkiet lub parkiet przeciwnika też nie stanowi przeszkody. Tony Parker jeśli utrzyma wysoką i imponującą formę ma szansę na walkę o MVP sezonu (i to nie jest żart, sorry Derrick). Pierwsza piątka NBA to również realna, a występ w Meczu Gwiazd to zasłużona nagroda dla Francuza. Nie należy jednak zapominać, iż sukces Spurs to również sukces solidnych graczy jak Neal, Green, Blair czy Leonard. Nie ma co myśleć o zmianach w składzie, kiedy wszystko idzie jak po maśle;-)

Utah Jazz – w zespole Tyrone’a Corbina forma się waha jak na huśtawce. Raz na dole – start sezonu – drugi raz na górze tj. styczeń. Teraz to w ogóle przypomina karuzelę i ciężko powiedzieć na pierwszy rzut oka z czego biorą się te wahania (3-7 to ostatnie 2 tygodnie). Potencjalnie mamy czołowy front court ligi z Jeffersonem, Millsapem i Favorsem. Na rozegraniu też nie ma byle kogo, gdyż grą dowodzi Devin Harris. Brakuje na pewno lidera pozycji numer 2 lub 3, a transfery Jamala Tinsley’a i Josha Howarda niewiele wniosły do poczynań Jazz-menów. Czy będą zmiany w składzie tej ekipy (tego chyba nikt bardziej nie wie) ? Czy ten sezon okaże się takim przetarciem przed następnym, pełnym sezonem?? Tutaj jak i w przyadku Blazers, stabilizacja w większej formie, pilnie poszukiwana.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. Finley napisał(a):

    Vince Carter gra akurat bardzo dobrze, moim zdaniem był to świetny transfer, a mocno wątpiłem w jego przydatność, a akurat Devin Harris tragicznie dowodzi i nie od dziś wiadomo, że Jazz chętnie by pozbyli się jego kontraktu i wzięli na tą pozycję kogoś, kto potrafił by lepiej wykorzystać potencjał pod koszem.

  2. woy9 napisał(a):

    Wiesz ciężko się mierzyć z legendą D-Willa zwłaszcza,że Harris przez kontuzje stracił swoją przewagę czyli zwrotność i szybkość tzw. luz w pachwinach. Zobacz też ,że Jazz stracili świetnego plastra na rywali w osobie Kirilenki.Kluczem wg mnie jest osoba trenera ale i brak zdecydowanej gwiazdy-lidera.

    Carter czy gra dobrze, umówmy się, że przeciętnie, zdarzają mu się lepsze mecze i gorsze.. Najlepiej od lat trafia za 3 (45%), ale inne statystki są na b. podobnym poziomie jak w przeciągu 2 ostatnich sezonów. Z Cavs (4pkt), z Blazers (7pkt) z Thunder (8pkt) i wczoraj 9 (3-9 z gry) przeciwko Knicks.To ostatnie 2 tygodnie. Miał świetny mecz z Denver na poziomie 17pkt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *