Bohater i antybohater tygodnia 2011/2012 (8)

Witam! Niektóre świetne występy zawodników mogą zapisać się w naszej pamięci na naprawdę bardzo długi okres czasu, a nawet na całe życie. Podejrzewam, że światkami takiego spotkania byliśmy właśnie minionej nocy. Czasami dzisiejsze gwiazdy potrafią błysnąć taką formą, że zastanawiamy się nad porównaniem ich z największymi herosami historii.

Jaka jest natomiast receptura na rolę antybohatera? Upadki bolą najbardziej, gdy spadamy z wysoka. Tak samo najbardziej rażą w oczy błędy popełniane przez zawodników posiadających status gwiazdy. Czasami nawet graczowi uważanemu za lidera zespołu zdarza się bardzo pomóc rywalom, a tym samym bardzo zaszkodzić kolegom noszącym takie same koszulki.

BOHATER TYGODNIA:

Kevin Durant – minionej nocy odbył się wielki mecz. Ekipa Thunder pokonała Denver Nuggets po dogrywce 118:124. Mało brakowało, a nie doszłoby do żadnej dogrywki. „Samorodki” prowadziły już pięcioma punktami na 43 sekundy przed końcem. Kevin Durant jednak najpierw trafił trójkę, a dosłownie w ostatnich sekundach udanie wjechał pod kosz doprowadzając do dogrywki i remisu. Wszystko to zrobił z wielką lekkością, spokojem i niezwykłą pewnością siebie. „Durantula” nie błysnął jednak tylko tymi akcjami. Cały jego występ był po prostu magiczny. Rzucił aż 51 punktów!!!!!!! Jest pierwszym zawodnikiem w obecnym sezonie, który przekroczył pięćdziesiątkę. Jest to również jego rekord kariery. To był występ na miarę największych zawodników. Grę Thunder udanie ciągnęło praktycznie trzech graczy. Oprócz niesamowitego Duranta byli to jeszcze Russell Westbrook (40 pkt) oraz Serge Ibaka (14 pkt, 15 zb i 11 bl). Wszyscy oni zasługują na wielkie uznanie, ale prawdziwym bohaterem był KD.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=S-Dx2DEIBO8&w=585]

 

WYRÓŻNIENIE: Jeremy Lin – fenomen tego człowieka to jest coś wręcz niemożliwego. Notuje sporo strat, ale jego magiczne rzuty, podania czy zachowanie w kluczowych momentach rekompensuje wszystko. Szaleństwo na punkcie Lina trwa i słusznie. Niedawno w meczu z Toronto Raptors udowodnił swoją wysoką formę i oddał nawet rzut na zwycięstwo. Gdyby nie niesamowita noc Duranta to Lin zostałby pierwszym zawodnikiem, który drugi raz zgarnął nagrodę Bohatera w tym sezonie.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=zkkgsvfDgfM&w=585]

 

ANTYBOHATER TYGODNIA:

Chris Paul – Los Angeles Clippers  przegrali z San Antonio Spurs po dogrywce. Dlaczego doszło do dogrywki? Zawinił Chris Paul. Na 9 sekund przed końcem popełnił stratę podając praktycznie do Gary’ego Neala. Wszystko byłoby w porządku, gdy obaj panowie… nie grali w przeciwnych zespołach. Przed tym zagraniem LAC prowadzili trzema punktami, ale dostał świetną piłkę i trafił za trzy doprowadzając. Został tym samym bohaterem swojego zespołu, a „CP3” mógł jedynie skierować swój wzrok na własne buty.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=V4wuQ_gp4yY&w=585]

6 komentarzy

  1. One Blink pisze:

    jezeli to byla wina Cp3 wg. ciebie to brawo. nawet komentator na tym filmiku powiedzial, ze to wina Gomesa, który podal za wczesnie, a Cp3 bronil sie przed bledem polowy..

    • Mac pisze:

      Gomes beznadziejnie podawał, ale strata poszła na konto Paula. Próbował ratować piłkę, ale zrobił to w najgorszy możliwy sposób kreując dla Neala IDEALNĄ pozycję za trzy. Oczywiście nie zrobił tego specjalnie, bo nikt nie popełnia strat specjalnie, ale fakt jest faktem.

      Pozdrawiam

  2. woy9 pisze:

    Paul to też zawalił w 50% a wina zawsze w koszu jest podającego więc Gomes też nie powinien podawać w tył..ponadto trzeba dodać końcowe wejście pod kosz , przy którym sam Paul nie wiedział co zagrać (podać czy wymuszać faul?)

  3. Bednar pisze:

    wina tu jest Gomesa ale CP3 zle zrobil ze podal i dal rzucic latwa trojke, juz mogl popelnic blad i probowac wybronic ale to byl impuls wiec wyszlo jak wyszlo

  4. Kowiak pisze:

    coś jest nie tak z tą intuicją u Paula. Nie chciał popełnić błędu połowy a podał w stronę własnego kosza :] wyglądało to na zasadzie „piłka parzy”

  5. YoDawg pisze:

    Paul mógł po prostu wyrzucić piłkę za siebie, zostało by około 5 sekund, i mniejsze prawdopodobieństwo wyrównania – zawinił Paul.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *