Neal, Parker i dużo szczęścia ogrywa Clippers

Gdy po pierwszej kwarcie rozpędzeni Clippers siadali na ławce nie spodziewali się, że czeka ich prawdziwy horror. Kto jak kto, ale Spurs nie odpuszczają. Mecz był pełen zwrotów akcji, a prowadzenie wahało się od -16 do +15. Ostatecznie świetna gra Tony’ego Parkera i decydujące rzuty z dystansu Gary’ego Neala pozwoliły przedłużyć serię zwycięstw San Antonio.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta OT Wynik
San Antonio Spurs 21-9 15 30 25 25 8 103
Los Angeles Clippers 19-9 26 17 24 28 5 100

W skrócie

Spurs zaczęli nerwowo. Popełniali masę błędów w pierwszych minutach i już po chwili przegrywali 8-0. Popovich postanowił zdjąć z placu DeJuana Blaira i zastąpić go bardziej mobilnym Splitterem. Po chwili Brazylijczyk nabawił się jednak urazu i musiał powrócić Blair, który szybko odpłacił się 2 punktami, zbiórką i… stratą.

Po dystansowym trafieniu Foye’a było 11-4, a Spurs musieli szybko udać się po swoją tajną broń – Manu Ginobili’ego. Obrońca nie zdążył się jednak spocić gdy po kolejnym błędzie obrony Pop wziął czas.

Aktywnie, ale nieskutecznie grał Tim Duncan. Tymczasem gościom wychodziło praktycznie wszystko i w połowie pierwszej kwarty mieli 7/11 z gry.

Kolejne minuty to poprawa obrony gości i zbliżenie się na dystans pięciu punktów (12-17). Nie minęła jednak minuta, a Blake Griffin wykonał dwa wsady do Top 10 i przewaga wróciła na bezpieczny dystans. O tym jak źle pracowała ofensywa Spurs najlepiej świadczy fakt, że pod kosz najczęściej próbował wchodzić Matt Bonner. Pierwsze dwanaście minut zakończyło się ostatecznie zwycięstwem Clippers 26-15. Statystyka rzutowa SAS z tego okresu: 7/25 z gry.

Druga odsłona lepiej zaczęła się dla gości. W końcu trafił Duncan, a po chwili dobitkę zaliczył Leonard i znów przewaga spadła poniżej 10 punktów. Aktywny Bonner dorzucił kolejne 5 oczek i na tablicy było już tylko 24-29, a Vinny Del Negro poprosił o czas.

W końcu w mecz zaczął wchodzić Tony Parker. Francuz dostał wyraźnie polecenie by być bardziej agresywnym w ataku, ale bardzo dobrze pilnował go Chris Paul. Z drugiej strony trafili Williams i Gomes, a przewaga znów rosła.

San Antonio mozolnie krok po kroku odrabiali straty. Kolejne trafienia i dobra obrona sprawiły, że na mniej niż minutę różnica wynosiła już tylko dwa oczka. Dobitka Duncana po rzucie Parkera doprowadziła do pierwszego remisu od początku meczu. Clippers oddali swój ostatni rzut już po czasie, a przy 4.4 sekundy do końca połowy piłka trafiła w ręce Tony’ego Parkera. Rozgrywający rozpędził się, minął całą obronę i dał prowadzenie 43-41 przed zejściem do szatni.

Po przerwie Spurs wcale nie zwalniali. Po 4 minutach drugiej odsłony mieli już 11 punktów przewagi. Rozkręcił się  Daniel Green. Szybko swoje konto powiększał także Tony Parker. Nie wiem co w szatni powiedział Popovich, ale w  połowie trzeciej kwarty wynik wskazywał 65-50 dla gości. Podwajani pod koszem Clippers cały czas rzucali z  półdystansu i dystansu. W przeciwieństwie do początku spotkania, tym razem notowali pudło za pudłem. Podopiecznym Del Negro brakowało punktów Chrisa Paula. Rozgrywający do tego czasu trafił tylko 1/7 z gry i z 2 punktami siedział na ławce. Jego miejsce zajął Erick Bledsoe, a niespodziewanym bohaterem stawał się Randy Foye. To jego trafienia utrzymywały LAC w grze.

Bledsoe może sobie przypisać zasługi za ograniczenie penetracji obwodowych Spurs. Każda kolejna udana akcja obronna zwiększała intensywność gry Clippers. Po akcji 2+1 Randy Foye’a, która dała mu już 18 punktów w tym momencie przewaga wynosiła tylko 5 punktów. Spurs zaczęli pudłować nawet najprostsze rzuty, kolejne punkty dołożyli Foye i Griffin i dopiero trafienie Neala zatrzymało niesamowitą serię gospodarzy. Ostatecznie dzięki zrywowi 15-0 gra się wyrównała i przez ostatnią kwartą wynik wynosił 70-67 dla San Antonio.

Clippers zaczęli kwartę od sprawdzenia formy Foye’a. Obrońca w końcu spudłował, a szybko z dystansu odpowiedział Neal i przewaga wzrosła do 6 punktów. Cztery punkty spod samej obręczy dorzucił DeJuan Blair, a Tony Parker znów zaczął mieszać w pomalowanym.

Bez Duncana na placu i pozbawieni Splittera, Spurs zaczęli przegrywać walkę na desce i pozwalać Clippers na ponowienia akcji. Widząc to Popovich wezwał swojego weterana już na 7 minut przed końcem kwarty. Timmy w pierwszej akcji rzucił się po piłkę w trybuny, ale po trafieniu Paula tablica pokazywała 80-78.

Doświadczony trener Spurs pozwalał na grę swojemu zespołow gdy Ci popełniali błędy. Pop wie, że drużyna musi się uczyć sama myśleć, a nie spoglądać w stronę ławki za każdym razem gdy jej nie idzie.

Kolejne trzypunktowe rzuty Chrisa Paula i Carona Butlera (z faulem) pozwoliły Clippers odzyskać przewagę. Parker i Duncan jednak nigdzie się nie wybierali i po chwili znów było +4 dla SAS.

Daniel Green zacieśnił obronę na CP3 przez co ten próbował uciekać się do pick-and-rolli, ale Spurs podwajali Blake’a Griffina. W końcu faulowany Paul przerwał złą passę miejscowych, ale po chwili Parker wykorzystał swoje doświadczenie i złapał na faul Kenyona Martina. Na półtorej minuty do końca goście prowadzili 90-87.

Kolejne punkty Paula przy stracie Parkera dały prowadzenie teksańczykom, ale Francuz znów to zmienił po dwóch rzutach wolnych. Del Negro wziął czas, a po tym jak wypuścił na parkiet swój skład – Popovich poprosił o czas by dokonać korekt swojego ustawienia.

Kawhi Leonard niepotrzebnie sfaulował CP3, a ten wyprowadził Clippers na prowadzenie. Kolejna akcja gości była bardzo szarpana. Najpierw Parker omal nie stracił piłki, a w momencie gdy Duncan miał przy sobie Paula nadział się na Martina i zamiast łatwych punktów spudłował. Rozgrywający Los Angeles trafił dwukrotnie z linii i na 12.6 sekundy do końca jego drużyna prowadziła 3 punktami.

Ostatnie akcje czwartej kwarty były niesamowite. Gary Neal stracił piłkę, by w kolejnej akcji przechwycić podanie Chrisa Paula i trafić z dystansu dając jednocześnie dogrywkę!

Dodatkowe 5 miut rozpoczęło się od niecelnych rzutów z obu stron. Pierwszy nerwy opanował Chris Paul, który wymusił przewinienie Matta Bonnera i zameldował się na linii rzutów wolnych. Po chwili spudłował Neal, ale San Antonio niespodziewanie zaczęło dominować na desce. Faulowany Duncan nie był jednak w stanie trafić choćby raz za 1pkt. W kolejnej akcji nie trafił Paul, zebrał Bonner i po chwili Red Rocket odpowiedział skutecznie z dystansu.

Spurs podkręcili grę w obronie i gospodarze przekroczyli czas akcji. Zaraz mieli jednak okazję do rehabilitacji. Griffin zanotował ofensywną zbiórkę i był faulowany, ale trafił tylko 1/2 z linii i mieliśmy remis na 42 sekundy do końca.

Jak już wcześniej się mogliśmy przekonać Gary Neal nie boi się trudnych rzutów. Na 25 sekund do końca rzutem za trzy punkty dał przewagę gościom. Clippers po czasie postanowili szybko zaatakować, ale rzut CP3 okazał się niecelny i na 15 sekund do końca zebrał Jefferson. Gospodarze sfaulowali Tony’ego Parkera, a Francuz nie pomylił się z linii rzutów wolnych.

Griffin zdobył punkty wsadem, lecz po chwili musiał faulować i było to jego przewienienie nr 6. Neal spudłował jednak dwukrotnie z linii i LAC wciąż mieli szansę. Na szczęście dla przyjezdnych rzut Chrisa Paula odbił się od obręczy i to niesamowite spotkanie dobiegło końca.

Kontuzje i gracze nieaktywni

Spurs: Ford (kontuzja)

Clippers: Billups (kontuzja)

Ciekawostki

  • W tej chwili nie wiadomo jak poważne są urazy Splittera (łydka) i Ginobili’ego (żebra).
  • Spurs wygrali 10te spotkanie z rzędu i 6te wyjazdowe w serii Rodeo Road Trip.
  • Znani z szybkiej gry Clippers zdobyli zaledwie 13 punktów w kontrataku.
  • Oba zespoły nie wstrzymywały ręki przy rzutach z dystansu. SAS oddali 28, a LAC 26 rzuty za trzy punkty.
  • 21 punkty to rekord tego sezonu Randy’ego Foye’a.

Boxscore

Spurs: Duncan 11 (17ZB), Jeffeson 5, Blair 10, Parker 30 (10ast), Green 11, a także Bonner 13 (6zb), Ginobili 2, Neal 17, Splitter 0, Leonard 4, Joseph 0

Clippers: Butler 13, Griffin 22 (20zb), Jordan 8 (8zb), Foye 21, Paul 21 (6ast), a także Martin 3 (7zb), Gomes 4, Evans 0, Williams 8, Bledsoe 0

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

2 komentarze

  1. Adrian89 pisze:

    Szczerze powiedziawszy do tej pory nie potrafię się otrząsnąć po tym co zrobił Paul. Najpierw przez 3 kwarty grał dno potem w 4 wydawało się że będzie bohaterem, a on przy 3 punktach przewagi i posiadaniu podał do Neal. Przecież podanie do tylu to też jest backcourt violation to już mógł przebiec tą linie chociaż by mogli się bronić a tak zaliczył asystę.
    Dla mnie murowany kandydat do antybohatera tygodnia.

    Chociaż w tym meczu 3 by można jeszcze wyróżnić w kategorii zarówno bohater jak i anty bohater. Całe Spurs pomimo że wygrali to mogli przegrać przez właściwie brak pomysłu na grę i taktyki lub jej wykonania. Końcówką i dogrywka cała w wykonaniu Spurs upływała pod hasłem Duncan wymyśl coś Tim rozegrał dobre zawody ale w końcu nawet defensywa Clippers musiała się zorientować że on robi różnice i podwajali go a co na to Spurs? Tim jest starym wyjadaczem wymyśli coś. Na ich szczęście zbierał genialnie w końcówce i to on był xfactorem meczu.

    Parker z kolei przeciwieństwo Paula 3 kwarty bardzo dobrze a potem już nie istniał w właściwie pomagał rywalom jakieś nie zrozumiałe straty np podanie które każdy z nas by przeciął przy akcji w końcówce na objęcie prowadzenie no i jego penetracje w końcówce nic nie dawały właściwie.

    Nie wiem czy była sytuacja że ktoś był antybohaterem jednocześnie jednak jeśli miałby to być precedens dałbym ten tytuł Nealowi. Bardziej ostatnio zasłużył na coś takiego Jamison ale Cleveland przegrali więc bohaterem nie mógł zostać. Neal w końcowych sekundach po wznowieniu z autu nie utrzymał piłki w rękach ( Parker o ile się nie mylę stał metr od niego) i nie było to mocne podanie bądź złe po prostu neal dał fory rywalom , i niech mi nikt nie mówi że wpadki się zdarzają bo w takim momencie to nikomu się nie powinno zdarzyć. Potem trafił trójkę po asyście Paula która dała dogrywkę. W dogrywce trafił trójkę o tyle ważną że przez ostatnie 5 minut 3 rzuty wpadły do kosza z gry. Ale znów dał rywalom nadzieje ponieważ nie trafił dwóch osobistych.

  2. Bob pisze:

    Mac musi się wypowiedzieć przy okazji Bohatera / Antybohatera, ale fakt że w ciągu meczu to kto będzie hero, a kto zero zmieniało się z 15 razy.

    Spurs mają fajnie rozwiązane to, że jak innym idzie to Parker jest pass-first, a jak oni pudłują to wykorzystuje zasłony i robi sobie slalom między obrońcami.

    Paul mógłby robić to samo, ale wydaje mi się, że w LAC brakuje trenera, który mu to każe robić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *