Lin podbija Kanadę, seria Knicks trwa!

Nic nie zapowiadało tego co stało się w końcowych minutach spotkania w Air Canada Centre. Raptors prowadzili pewnie przez 3 kwarty i wydawało się, że kontrolują mecz. Dobra defensywa nie była w stanie całkowicie zatrzymać Jeremy’ego Lina jednak liczba wymuszonych na nim strat znacznie rekompensowała szkody jakie rewelacyjny rozgrywający wyrządził drużynie z Toronto. I wtedy zaczęła się 4 kwarta…

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
New York Knicks 14-15 21 15 30 24 90
Toronto Raptors 9-21 28 19 28 12 87


Na 12 minut do końca Knicks mieli 9 punktów straty, a po akcji Barbosy (13pkt, 5zb) przewaga Raptors wzrosła do 12. To był jednak ostatni dobry moment gospodarzy w tym starciu, bo do akcji wkroczył Jeremy Lin. Grający przez pierwszą część meczu przyzwoicie, ale nie tak rewelacyjnie (przede wszystkim duża liczba strat – ostatecznie 8) jak w poprzednich spotkaniach nie stwarzał rywalom wielu powodów do zmartwień. Jednak im bliżej bylo końca tym stawał się coraz groźniejszy. Po tym jak właściwie wcale nie pojawiał się na linii rzutów wolnych w 4 kwarcie miał taką okazję dziewięciokrotnie.

Do tego layupy, cała rzesza asyst i wreszcie akcja 2+1 doprowadzająca do remisu oraz na sekundę do końca rzut godny największych w historii tej dyscypliny. Game-winner zza łuku prosto w twarz doświadczonego Jose Calderona. Magia trwa.

Po fatalnym początku (1-8 z gry) Amar’e Stoudemire z upływem czasu odbudowywał się i coraz lepiej komunikował z „nowym” playmakerem. Mecz skończył z 21 punktami na koncie (FG 8-22) i 9 zbiórkami. Jako ciekawostkę warto dodać, że został w tym meczu aż siedmiokrotnie zablokowany! Głównie było to dziełem Amira Johnsona (10pkt, 4zb), który zaliczył w tym spotkaniu 5 bloków.

Dziwić może fakt, że Knicks wygrali spotkanie ze skutecznością 41% podczas gdy ich rywale trafiali 51% ze swoich rzutów. Kluczem okazały się właśnie trafienia z LINii, których brakowało w pierwszej części meczu, a które przyczyniły się do odrobienia strat przez gości.

Kolejny dobry mecz zagrał Tyson Chandler. Choć od początku męczył się z nadmiarem przewinień mecz skończył z 13 punktami i 9 zbiórkami. W ostatnich 10 spotkaniach trzymał poziom 14.6 ppg, 9.2 rpg – lepszy niż z czasów gry dla Hornets.

Wracając jeszcze do Lina, a temat ten wraca jak bumerang gdziekolwiek i o czymkolwiek się pisze w Air Canada Centre mieliśmy dosyć ciekawe zjawisko – gracz gości dostawał większe owacje niż cała drużyna gospodarzy. Już jego pierwsze kroki na parkiecie wprowadziły wielu fanów w stan euforii. Później za sprawą realizatora mieliśmy okazję obserwować wielką grupę Azjatów, która przybyła na to spotkanie. Na ten aspekt zwracał uwagę swoim koszykarzom Dwane Casey – nie dać wyprowadzić się przez to z równowagi. Co z tego wyszło?

W cieniu porażki Jose Calderon notuje życiowy tydzień. Po rekordzie w starciu z Lakers tym razem 25 punktów, 9 asyst i 7 zbiórek. Hiszpanowi albo tak bardzo zależy na pozostaniu w Toronto albo chce się pokazać z jak najlepszej strony potencjalnym pracodawcom. Nadal jednak jego postawa nie przynosi zwycięstw. Z ławki bardzo dobrze zagrał Linas Kleiza. Litwin w niecałe 38 minut gry wyróżnił się 15 punktową zdobyczą, 11 zbiórkami i 3 asystami.

Dzisiaj Raptors będą kontynuować serię meczów na własnym parkiecie, a ich rywalem będą San Antonio Spurs. Knicks wrócą do MSG gdzie podejmą Sacramento Kings.

4 komentarze

  1. elton pisze:

    przypomniał mi się film Nic śmiesznego w kontekście Melo. Anthony zostań na ławce bo jeszcze coś spieprzysz!

  2. Globus pisze:

    Niesamowity… nic innego nie można napisać, powiedzieć. Nie ma określenia dla tego chłopaka!

  3. Mac pisze:

    Mam wrażenie, że w chwili obecnej Lin jest największą gwiazdą całej ligi NBA ;)

  4. GeoClippers pisze:

    Mam pytanie, jak to jest z przyznawaniem pierścieni dla wytransferowanych z mistrzowskiej drużyny? Niedawno dostał Butler no ale akurat LAC przyjechało do Dallas to to jestem w stanie zrozumieć ale dlaczego Dwayne Casey dostał wczoraj w Toronto i to jeszcze od Tysona Chandlera – tego nie rozumiem :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *