Draft 2010 z perspektywy (krótkiego) czasu cz.1

Powoli zbliża się All-Star Weekend, a co za tym idzie rywalizacja rookies z drugoroczniakami. Choć w innej formie niż dotychczas jest to nadal dobra okazja by przyjrzeć się wschodzącym gwiazdom i porozprawiać o tym jaki poziom ci młodzi gracze mogą osiągnąć w przyszłości. Dzisiaj cofam się do 24 czerwca 2010 i myślę, że po 600 dniach taki powrót wreszcie nabiera sensu.

Przez wielu krytykowany, oceniany czasami jako nabór jednej gwiazdy Draft 2010 jak się okazało wyprodukował dla NBA kilkunastu solidnych zawodników, którzy już dzisiaj pełnią rolę starterów bądź też istotnych rezerwowych w swoich zespołach. Sami nie wiemy jeszcze jak daleko sięgają możliwości Walla, Monroe, Cousinsa, a to nie jedyni gracze, których postępom warto się uważnie przyglądać.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=XfwucYH8bpE&w=580]

#1 John Wall (Washington Wizards)
16.3 ppg (FG 41%, 3FG 27%), 4.7 rpg, 8.1 apg, 1.6 stl, 0.6 blk

Wall był pierwszym z graczy, którzy wkroczyli na scenę i nikt nie miał wtedy wątpliwości, że dla Wizards to jedyny rozsądny wybór. Twarz przeładowanych talentem Kentucky Wildcats z sezonu 2009-2010, świetny rozgrywający z takim przeglądem pola jakiego wymaga się od gwiazdy na tej pozycji. To jednak nadal obraz tego 19-letniego Johna, który dopiero co zaczynał swoją koszykarską drogę.

Dzisiaj chyba nikt nie ma wątpliwości, że ten gość ma w sobie wielki potencjał, a ciężko nawet wyobrazić sobie by nigdy nie znalazło się dla niego miejsce w All-Star Game. W debiutanckim sezonie jego świetna gra została przyćmiona rewelacyjną postawą Blake’a Griffina. Wielu burzyło się nawet, że gracz Clippers nie powinien być w głosowaniu brany pod uwagę, bo z NBA zdążył się oswoić. Sam takich poglądów zupełnie nie popieram, a wracając do faktów – rozgrywający ekipy z Waszyngtonu zajął drugie miejsce w głosowaniu na debiutanta roku.

Ostatecznie – 7 najlepsza średnia asyst (w obecnym sezonie jest na 10 miejscu w tej klasyfikacji) i statystyki zbliżone do tych, z którymi Chris Paul zostawał Rookie of the Year.

Przed tym sezonem Wall nie próżnował. Szalał na boiskach lig amatorskich, szukał miejsca do gry gdziekolwiek było to możliwe. Dlatego wszyscy spodziewali się świetnego sezonu w jego wykonaniu, a on sam zapowiadał, że to będzie dla niego rok przełomowy i szturmem wbije się do grona gwiazd ligi. Zderzenie z rzeczywistością okazało się jednak bolesne, bo początek sezonu zarówno dla gracza jak i jego zespołu był tragiczny. Nie on sam w tym roku przechodził przez spore problemy ze skutecznością, ale start sezonu od bilansu 0-8 pokazał rozgrywającemu, że wcale nie jest tak łatwo być liderem młodego zespołu. Flip Saunders, który niestety z posadą coacha w D.C. już się pożegnał twierdził, że to właśnie gra w amtorskich ligach letnich zepsuła formę Walla i sprawiła, że trafił on na okres przygotowawczy przestawiony na zupełnie inny styl i tempo gry. 21-latek dochodzi jednak do siebie, a jego Wizards powoli wstają z kolan. Rekord kariery 38 punktów z Houston i imponujące 15 asyst w ostatnim meczu (wygranym) z Detroit to statystyki jakie powinniśmy oglądać w jego wykonaniu coraz częściej.

Jak zwykle na koniec trzeba sobie postawić pytanie gdzie może zajść? 600 dni od draftu można śmiało stwierdzić, że scouci nie pomylili się, a wokół Walla w Waszyngtonie mogą zbudować naprawdę przyjemny do oglądania i perspektywiczny zespół.

#2 Evan Turner (Philadelphia 76ers)
7.7 ppg (FG 44%, 3FG 29%), 4.3 rpg, 2.2 apg, 0.6 stl, 0.2 blk

Chłopak zdolny do gry na pozycjach od 1, 2 i 3 miał być nowym Brandonem Roy’em. Imponująca kariera w Ohio State z mega imponującym ostatnim sezonem (20.4 ppg, 9.2 rpg, 6.0 apg). Turner wkraczał do draftu jako gotowy materiał na zawodnika od wszystkiego. NBA szybko sprowadziła go na ziemię i odsunęła w zapomnienie. Nie oznacza to jednak, że gracza 76ers możemy już teraz nazwać bustem i rozpaczać nad tym jak mocna byłaby Philadelphia z Gregiem Monroe.

Debiutem tylko narobił fanom apetytu. Z Miami zagrał z ławki aż 30 minut i oprócz 16 punktów, zebrał 7 piłek oraz rozdał 4 asysty. W listopadzie przez trzy tygodnie dostawał szansę gry w pierwszej piątce – szansę pierwszą, niestety niewykorzystaną. Numer 2 skończył sezon bez nominacji do Rookies – Sophomores i nawet do drugiej drużyny All-Rookie. Światu przypomniał się dopiero w serii z… Miami gdzie pokazał się z niezłej strony w dwóch spotkaniach.

Teraz jest wartościową bronią z ławki jednej z najlepszych drużyn w lidze. Poprawił swoje średnie, stał się pewniejszą opcją i jedyne co mnie zastanawia to co by było gdyby Collins dał mu co najmniej 30 minut gry i miejsce w S5 za Jodie Meeksa. Myślę, że coach 76ers wie co robi i tylko kwestią czasu jest moment, w którym Turnerowi przypadnie w zespole rola taka, którą w zespole powinien pełnić numer 2 draftu – nie od razu, ale stopniowo. Może w przyszłym sezonie?

Jeśli sobie poradzi będzie jednym z najwszechstronniejszych graczy ligi. Jeśli nie w Philadelphii będą opłakiwać Monroe i Cousinsa.

#3 Derrick Favors (Utah Jazz)
7.2 ppg (FG 51%), 5.3 rpg, 0.5 apg, 0.4 stl, 0.9 blk

Wybrany przez Nets gracz kończył karierę na uniwersytecie nie mając jeszcze 19 lat. M.in. dlatego solidnie zbudowany big man przyciągał uwagę scoutów, którzy szukali w nim Antonio McDyessa z najlepszych jego czasów. O ile debiutancki sezon w jego wykonaniu był raczej średni (co prawda załapał się do All Rookie (2nd)) początek skróconego przez lockout sezonu był dla niego na tyle dobry, że pojawił się na liście w głosowaniu do All-Star. O tym czy słusznie nie ma sensu dyskutować, bo to sprawa błaha, ale 20/11 przeciwko Sixers pokazało co jest w stanie robić ten chłopak kiedy dostanie od trenera 39 minut gry.

I tak szczerze mówiąc pomimo upływu tych sześciuset dni sam nie wiem jak do końca ocenić tego gracza. Podstawowa kwestia jest taka, że gra za plecami jednego z najlepszych frontcourtów na zachodzie, a do tego w walce o minuty musi mierzyć się z kolejnym młodym talentem – Enesem Kanterem. Druga sprawa to fakt, że ma zaledwie 20 lat mimo rocznego już doświadczenia w NBA. Nadal należy do ścisłego grona najmłodszych graczy ligi. To właśnie rzekomy potencjał postawił go w drafcie wyżej niż po raz kolejny wspominanych Monroe i Cousinsa.

Dzisiaj nie można jednoznacznie stwierdzić czy ten potencjał został w nim zauważony słusznie. Favors to póki co gracz solidny i wygląda na to, że w trakcie swojej kariery poniżej tego poziomu solidności zejść nie powinien. Jedyne co przyszłość rozstrzygnie to fakt czy grono scoutów nie strzeliło gafy czy też słusznie dostrzegli ogromny potencjał drzemiący w tym zawodniku. Jeśli prawdą okaże się to drugie i tak Nets, którzy go wybrali interesu na tym nie zrobią, ale Jazz będą mieli pod koszem prawdziwy przepych bogactwa.

#4 Wesley Johnson (Minnesota Timberwolves)
8.1 ppg (FG 39%, 3FG 33%), 3.0 rpg, 1.6 apg, 0.7 stl, 0.6 blk

Tak się akurat składa, że jestem świeżo po obejrzeniu spotkania Magic-Wolves i oglądając grę Wesa dzisiaj ciężko jest dostrzec w nim ten potencjał jaki dostrzegł swego czasu David Kahn wraz ze swoim współpracownikami. Zanim jednak pomyślicie, że znowu zrzucam winę na biednego Dave’a z góry dodam – takie były jego notowania. Nie od początku, bo pierwsze dwa lata spędzone w Iowa State Johnson miał zwyczajnie przeciętne. Potem przeniósł się do Syracuse co spowodowało, że junior season w NCAA musiał odłożyć o rok (zgodnie z zasadami ligi). Ta decyzja była jednak strzałem w dziesiątkę, bo to właśnie w barwach Orange wyrósł na nowego Shawna Mariona.

Obstawiany jako pewniak do dziesiątki draftu dopiero w czerwcu zaczął pojawiać się w okolicach ostatecznego numeru 4 (na nieszczęście Kahna). Dzisiaj zastanawiam się czy Wolves faktycznie wierzyli w jego umiejętności czy zasugerowali się mock draftami zbyt mocno?

O ile rok temu spisywał się „jako tako” będąc starterem i dostając średnio aż 26 minut, o tyle w tym roku rozwiewa raczej wątpliwości co do tego, że jeszcze kiedykolwiek osiągnie poziom jaki mu wróżono. Gra znów „aż” 22 minuty i tylko czterokrotnie (na 28 spotkań) spożytkował to na +10 punktów. O ile rok temu trafił w sezonie 100 trójek, teraz na pewno mu się to nie uda. Bynajmniej nie ze względu na konkurencję w składzie. 23% zza łuku przy 69 próbach wygląda koszmarnie.

I jest to pierwszy moment, w którym otwarcie przypinam komuś z tego draftu łatkę „bust”, bo zwyczajnie nie wierzę, że 24-latek, który dzisiaj w mocniejszym niż Minnesota zespole pewnie miałby problemy ze znalezieniem dla siebie miejsca na ławce przerodził się jeszcze w solidnego, regularnego startera.

1 Odpowiedź

  1. sitjs pisze:

    Najwiekszy problem Wesa jest brak pewnosci siebie ale Adeleman(trener T’Wolves) widzi w nim dobrego obrońce.
    A by zrozumieć o czym mówie prosze obejrzec ostatni mecz z Houston

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *