Kobe zapewnia Lakers wygraną z Raptors.

Los Angeles Lakers wygrali kolejne, szesnaste zwycięstwo w tym sezonie, ale ponownie nie przyszło ono łatwo. Wręcz przeciwnie, wygraną swojej drużynie zapewnił dopiero rzutem na taśmę Kobe Bryant.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Los Angeles Lakers 16-12 34 20 19 21 94
Toronto Raptors 9-20 19 27 21 25 92

Lakers zakończyli serię spotkań wyjazdowych bilansem 3-3 i prawdę mówiąc, odzwierciedla on obecny stan rzeczy w zespole Mike’a Browna. „Jeziorowcy” nie potrafią pokonać wysoko nawet słabeuszy, a kilkunastpunktowe prowadzenie nie jest gwarantem sukcesu. W poprzednim meczu, przeciwko Knicks, Lakers pozwolili pobić rekord kariery słynnemu w ostatnich dniach Jeremy’emu Linowi. Tym razem, bliski wygrania niemal w pojedynkę był Jose Calderon, który także osiągnął najlepszy wynik w karierze, rzucając 30 oczek.

To właśnie celne rzuty Hiszpana z dystansu oraz punkty Eda Davisa po szybkim ataku pozwoliły objąć Raptors prowadzenie 86-84 na 2:50 przed końcem meczu. W tym właśnie momencie, wydawało się, że gospodarze nie pozwolą Lakers już podnieść się z desek. Zespół Browna rozpoczął świetnie ten mecz i prowadził już 29-11 w 10.minucie, po trafieniu Pau Gasola.

Druga kwarta zobrazowała kolejny raz problemy Lakers z rezerwowymi. Zabrakło wsparcia dla podstawowych koszykarzy ze strony Troy’a Murphy’ego czy Matta Barnesa. W tym czasie, James Johnson, Linas Kleiza i Calderon zaczęli trafiać coraz więcej rzutów i do przerwy zniwelowali straty do zaledwie 8 oczek (46-54).

Cała trzecia i pierwsze minuty czwartej kwarty to już zmasowany pościg Raptors, dowodzony przez Calderona, który rzucił w całym spotkaniu 30 punktów i rozdał 6 asyst. Pościg, który o mało nie zakończył się powodzeniem ku uciesze kibiców zgromadzonych w Air Canada Center. Najważniejsze momenty miały jednak miejsce w samej końcówce. Po wspomnianym prowadzeniu 86-84, Raptors parli dalej do przodu żeby już minutę później wygrywać 90-86 i mieć piłkę w posiadaniu po stracie Steve’a Blake’a. Skuteczny wcześniej Linas Kleiza spudłował swoją próbę z dystansu, a w kolejnej akcji tracił piłkę na rzecz Kobe Bryanta, który szybko odegrał ją do Metty World Peace’a, a ten rzucił jedyne (!) punkty Lakers z szybkiego ataku w tym meczu. Goście prowadzili 91-90.

Od czego ma się jednak Jose Calderona. Hiszpan ośmieszył Blake’a i rzucił mu sprzed nosa kolejne punkty. Punkty, które mogły zdecydować o wygranej Raptors, gdyby nie Kobe Bryant. Najlepszy strzelec Lakers w końcówce wykazał się niezwykłą aktywnością po obu stronach parkietu oraz przede wszystkim skutecznością w działaniu. Trafił rzut z prawego skrzydła na 4.2 sekundy do końca nie zostawiając żadnych wątpliwości, kto jest najlepszym koszykarzem na świecie podczas takich sytuacji.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=vrpzNK1oua0&w=585]

Bryant spudłował w sumie aż 14 z 23 prób z gry w tym spotkaniu, ale trafił właśnie to najważniejsze. Rzucił ostatecznie 27 oczek i miał 4 straty. Kolejne, bardzo dobre spotkanie po tym, jak został pominięty w wyborach do ASG, zaliczył Pau Gasol. Rodak Calderona zanotował 16 punktów, 17 zbiórek i 6 asyst. Tradycyjnie jednak już,liderzy Lakers nie mogli liczyć na wsparcie rezerwowych, którzy rzucili w sumie 22 punkty. Andrew Goudelock nie jest już tak skuteczny, jak jeszcze kilka spotkań wcześniej, a Matt Barnes zbyt chimeryczny, nierówny.

Raptors zabrakło w końcówce egzekutora, jakim był przez sporą część meczu był Linas Kleiza (15 pkt, 4 z, 3 ast). Dobrze wspierał go Leandro Barbosa (12 pkt), ale ciężko zwyciężyć, gdy twój najlepszy rozgrywający zajmuje się rzucaniem, bo pozostałym zawodnikom nie „siedzi” rzut.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. january pisze:

    Powiem tak – nie najlepiej dzieje się w Lakers. Na zabójczo trafiającego Lina M.Brown nie znalazł odpowiedzi. Co gorsza, gdy bezlitośnie jeziorowców punktował Jose Calderon to sam Bryant wyraźnie podjął decyzję w ostatniej akcji – JA GO KRYJĘ. O mały włos nie za późno… . Właściwie to tylko uwypukla znany wszystkim fakt – Fisher nie nadaje się już na startera do NBA, Blake to co najwyżej backup, a LAL potrzebują jak ognia playmakera. Mitch – była opcja wyciągnięcia Sessionsa (świetny defence, gra inside) za taką samą paczkę frytek, za którą oddałeś Odoma. Jeśli ta opcja wygasła, to panie Kupchak uważam iż tym razem troszkę zawaliłeś sprawę.

  2. papa pisze:

    nie wiem, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale czy kobe nie robi błędu kroków przy tym rzucie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *