Jeremy Lin wciąż niepokonany. Knicks po zaciętej końcówce wygrywają z Wolves!

„ShaoLin” znów to zrobił i poprowadził New York Knicks już do piątej wygranej z rzędu. Tym razem drużyna osłabiona brakiem swoich dwóch liderów, wygrała po bardzo emocjonującym i dobrym meczu z Minnesotą Timberwolves w Target Center 100 – 98. O losach meczu decydowały dosłownie ostatnie sekundy meczu, a rzutu na wagę zwycięstwa nie wykorzystał wyśmienity dzisiejszej nocy – Kevin Love.http://cdn.newsday.com/polopoly_fs/1.3522912.1329007785!/httpImage/image.JPG_gen/derivatives/display_600/image.JPG
Jeremy Lin już nie był tak efektownym graczem jak wczoraj, ale to zapewne świadczy o przemęczeniu tego zawodnika – przecież dzień wcześniej praktycznie w pojedynkę pokonał Los Angeles Lakers. Tym razem 23-latek nie zdołał zdobyć tak samo imponujących jak wczoraj 38 punktów, ale zagrał kolejny raz na wysokim poziomie. Amerykanin tajwańskiego pochodzenia tym razem zdołał zdobyć pokaźną sumę 20 „oczek”, 8 asyst i 6 zbiórek niestety na słabej skuteczności (8-24) i stracił również 6 piłek. Przede wszystkim ilość spudłowanych rzutów nie jest podobne do „Yellow Mamby”. Jeremy spudłował w drugiej połowie aż 11 z 12 oddanych rzutów, ale wymuszony faul i zdobyty punkt z linii rzutów wolnych na 4.9 sekund przed końcową syreną dał zwycięstwo New York Knicks.

 

Końcówka była niesamowicie emocjonująca, bowiem po trafionym rzucie wolnym szansę na wygranie spotkania miał Ricky Rubio (który kilka sekund wcześniej wyprowadził „Wilki” na prowadzenie). Piłka, którą dostał debiutant z Hiszpanii odbiła mu się jednak od buta i to znów New York Knicks mieli piłkę. Na linię rzutów wolnych powędrował więc Bill Walker, który trafił, tak jak wcześniej Jeremy Lin, tylko jednokrotnie.

– Popełniłem dwa wielkie błędy. Muszę wziąć z tego naukę.powiedział po meczu Ricky Rubio, zdobywca 12 punktów i 8 asyst.

Szansę na wygranie spotkania miał jak już wspominałem Kevin Love. Szczerze powiedziawszy myślałem, że zrobi to po raz kolejny – tak jak zrobił to w meczu z Los Angeles Clippers, kiedy to dał zwycięstwo swojej Minnesocie Timberwolves równo z syreną. Niestety(?), nie udało się i Kevin Love, który był dzisiaj niesamowity zakończył oddany rzut za trzy tzw. airballem.

 

Wygraną New York Knicks można kolejny raz nazwać sporą niespodzianką, bowiem osłabieni brakiem Carmelo Anthony’ego i Amar’e Stoudemire’a oraz w tzw. back-to-back’u udało im się wrócić do gry, bowiem w pewnym momencie duet Love-Pekovic wyprowadził drużynę na 11-punktowe prowadzenie.

 

W drugiej połowie było kilka momentów, w których wydawało się, że Minnesota odjadą Knicks w wypełnionej po brzegi hali Targer Center. „Lino-mania” ogarnęła NBA – była to czwarta co do wielkości publiczność, która oglądała mecz gospodarzy w historii tej hali! Nie zdziwiłbym się gdyby wypłynęła informacja, że na spotkaniu było ponad 50% osób pochodzenia chińskiego z trzymającymi kartkami „LINsanity”.

 

W drużynie z Nowego Jorku oprócz Jeremy’ego Lina (20 punktów, 8 asyst, 6 zbiórek, 3 przechwyty, ale również i 6 strat) ze świetnej strony pokazał się Iman Shumpert, który był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tej drużyny w drugiej połowie spotkania i zakończył mecz z dorobkiem 20 punktów. Trzecim liderem tej ekipy był Landry Fields, który trafiał na genialnej 80% skuteczności (8-10) co dało mu 19 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty – stracił on również 5 piłek.

 

Jeremy Lin dokonał czegoś więcej niż tylko wygrania pięciu spotkań z rzędu, dzięki temu graczowi cały koszykarski świat dowiedział się o Steve’m Novaku, który trafił bardzo ważną trójkę(być może nawet najważniejszą w całym spotkaniu) w końcowych sekundach i zdobył 15 punktów i zebrał 6 piłek z tablic (5-10 FG i 4-6 za trzy). Dzięki „ShaoLin’owi” z dobrej strony pokazuje się też Jared Jeffries, który do tej pory był w cieniu Amar’e Stoudemire’a. Skrzydłowy Knicks zdobył dzisiaj 8 „oczek”, 8 zbiórek oraz 3 przechwyty.

To przede wszystkim zasługa zespołu. Ta drużyna jest po prostu zespołem i dlatego tak dobrze nam się gra. – stwierdził po meczu Jeremy Lin, który zupełnie nie przypisuje sobie zasług i wygranych pięciu spotkań z rzędu.

W drużynie gospodarzy jedyny i niepowtarzalny był po raz kolejny Kevin Love, który oprócz fenomenalnych 32 punktów zebrał aż 21 piłek! Dwukrotny już All-Star zdołał dzisiaj trafić aż 10 z 21 oddanych rzutów (2-6 za trzy), ale większość punktów została zdobywa w, niesamowitej dla Kevina, pierwszej połowie. Popełniłbym grzech, gdybym w jednych z najlepszych graczy dzisiejszego starcia nie wymieniłbym Nikoli Pekovic, który trafiał na 90% skuteczności (9-10), co dało mu 21 punktów. Do świetnej zdobyczy punktowej Nikola dołożył 13 zbuórek (6 w ataku), bowiem środkowy Minnesoty całkowicie zdominował pole trzech sekund (razem z Kevinem Love). Całkiem przyzwoitym rywalem dla Jeremy’ego Lina był dzisiaj Ricky Rubio, który okazał się być bardzo dobrym defensorem dla zawodnika z tajwańskimi korzeniami. Były gracz Barcelony zdobył 12 punktów, 8 asyst oraz 3 przechwyty – ale gdyby nie stracona piłka na kilka sekund przed końcem, spotkanie mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

9 komentarzy

  1. Finley napisał(a):

    Rubio stracił piłkę dwa razy w ostatnich 30 sekundach, kiedy Wilki miały piłkę i +3, wydawało się, że już tego nie przegrają, ale Hiszpan sprezentował akcje dla rywali co wykorzystał Novak.

    Ogólnie w czwartej kwarcie mieli już +10, też wydawało się, że już będą to kontrolować, ale cudaczyć zaczął Barea, co przypomniało mi wiele takich jego meczów w Mavs.

    Świetny Shumpert, wcześniej Fields, ważna trójka Novaka. Lin ? Moim zdaniem bez rewelacji, gdyby Melo grał momentami tak samolubnie jak momentami wczoraj on to hejterzy go bo zjedli, ale co tam. 30% z gry ? Nieważne, 6 strat ? Nieważne.

    Oczywiście wciąż jestem pełen uznania do tego gracza i tego jak się pokazał, ale też nie popadam w Linomanię, bo już widziałem komentarze gdzie pokazują, że ma lepsze debiuty od Jordana. Jako 4 opcja i solidny rozgrywający jednak powinien być świetny, bo do Barona Davisa i jego piłek już bym nie miał zaufania.

  2. Woy9 napisał(a):

    Lin miał 15 oczek do przerwy i rozgrywajacy Wolves byli cieniem dla niego.potem wg mnie po prostu opadł z sił.D’antoni nie ma dla niego wartościowego zmiennika,bo Douglasa odstawil po 10 spotkaniach a Bibby miał tylko jeden dobry mecz i dwa przeciętne.stąd bezgraniczna wiara trenera w siłę Lina.Dodam,że każdy fan Knicks i Melo bierze pięć wygranych w serii w cienno zwłaszcza gdy wracają do gry o play off.

  3. Michał napisał(a):

    Chłopak zagrał 5 mecz w ciągu tygodnia w pierwszej piątce, średnio grając koło 38 minut w meczu, gdzie wcześniej był rezerwowym na 5 minut.
    Miał prawo być zmęczony a i tak udało się wygrać mecz. Mimo strat i słabej skuteczności wskaźnik +/- i tak miał na +5 pkt. Wygląda na to że oglądamy przyszłego all stara, bo z jego zapałem do pracy będzie grał pewnie jeszcze lepiej. Ciekawe czy Baron Davis będzie zadowolony z funkcji zmiennika;) bo pewnie przy podpisywaniu kontraktu liczył na co innego.

  4. czubek23 napisał(a):

    Statystycznie mecz dla Linoskoczka mógłby się skończyć po pierwszej połowie. Znakomity występ w I i II kwarcie – taki do jakich nas przyzwyczaił w poprzednich 4 meczach. Myślę że w drugiej części zwyczajnie zabrakło mu pary i na siłę forsował rzuty – momentami było to nie do oglądania. Gdyby nie trafił tego drugiego wolnego wszyscy mówili by dzisiaj o tym jak Lin przegrał mecz (to świadczy o tym jak niewielka jest granica pomiędzy bohaterem a luzerem). Ale jednak trafił i telenowela trwa dalej. I dobrze. Chociaż czasem mam wrażenie że w lidze nie dzieje się nic więcej jak tylko mecze Niksów. Lin przytłoczył wszystkich.

  5. Finley napisał(a):

    Właśnie dzieje się wbrew pozoru sporo, a jednak mówi się tylko o Linie. A ja jak już wspominałem nie lubię przesadyzmu o czym wspominałem podczas hype na Rubio. On robi wielkie rzeczy, ale gdyby robił to w barwach np. Bobcats to by były tylko o tym wspominki, a tak już porównania do Jordana, Magic Johnsona, wiadomo, że to magia Kincks i tego wielkiego miasta, ale niektórzy już sugerują by objąć amnestią Melo, by były pieniądze na kontrakt dla Lina i nic, że jeden jest gwiazdą NBA od 5 lat i potrafił takie mecze notować nawet podczas PO, ciągnąc Denver do finału konferencji, a drugi od 5 dni. I tak o Sessionie nie wiele, o Pekovicu nie wiele, o Trevorze Bookerze nie wiele, a Lin jest wszędzie.

    Faktycznie brakło mu powera wczoraj i ja to rozumiem, ale jednak chłodźmy głowy, bo z jednej strony jest się czym podniecać, a z drugiej niepotrzebnie niektórzy już pobrudzili prześcieradła.

  6. woy9 napisał(a):

    Osobiście w przeszłości to pamiętam Morrowa, Collisona i Sessionsa, którzy udanie radzili sobie jako obrońcy z podwójnymi, potrójnymi wyskokami. Morrow utkwił gdzieś w New Jersey i dał o sobie znać raz w tym sezonie z 42 oczkami.

    Collison miał wszystko co trzeba wykorzystując absencję i drużynę ułożoną pod Chrisa Paula (teraz już ma pod górę i każdy patrzy mu na ręce). Sessions wybił się w słabym Cleveland ale już przy Irvingu znów spada. Stąd może transfer jego byłby lekarstwem dla gracza.

    Fenomem Lina? 5 świetnych (może 4.5) spotkań w tydzień. Czego chcieć więcej i czy to jest przypadek to okaże się po powrocie Melo i STAT’a.

    Ja w niego wierzę – podoba mi się ta Cinderella Story jak pisałem parę dni wstecz – ale All Star jeszcze nie widzę ;-)

    BTW. Nikola Peković to dla mnie jeden z najbardziej niedocenianych centrów. Spotkałem się z nieprzychylnymi komentarzami, kiedy zapowiadałem go jako centra talentem zbliżonego do Gortata. Dziś gra świetnie bo dostaje piłki (Rubio brakowało Minnie rok temu, dla mnie są sezon w plecy..).

    Czaronogórzec prezentuje się zupełnie jak w Panathinaikosie, gdzie śledziłem jego karierę podczas rozgrywek Euroligi.

    • Michał napisał(a):

      Ja tylko krótko przypomnę Yao Minga – kontuzjowany jak pamiętam miał i tak 1 miejsce w głosowaniu, jeśli Lin nawet zejdzie do statystyk 15pkt/5as i tak będzie w all stars
      Ale to ze względu na system głosowania.
      Ale mam nadzieję że będzie zasługiwał na to swoją grą.
      Ja w nim widzę zawodnika kompletnego na rozegraniu z dobrym rzutem i
      podaniem, a inteligencją przewyższa pewnie sumę 1 piątki Wizards:)
      Myślę że jak wróci Amare to pick & rolle z Linem będą jeszcze bardziej zabójcze niż z Chandlerem

  7. Taha20 napisał(a):

    Nikola Pekovic jest jedynym podkoszowym obok kontuzjowanego Milcica w tym klubie. Love i Beasley są jak na poziom NBA żalosnymi obrońcami a rywale wpadają w nich jak w masło. Z taką „zawziętością” nigdy nie awansują do play off. Rubio poprawił jeszcze statsiarstwo Lova, poprawili bilans, ale dalej z takim graniem w obronie mogą zapomnieć na najbliższe lata o PO.

  8. Taha20 napisał(a):

    Nikola Pekovic jest jedynym walczącym podkoszowym obok kontuzjowanego Milcica w tym klubie. Love i Beasley są jak na poziom NBA żalosnymi obrońcami a rywale wpadają w nich jak w masło. Z taką „zawziętością” nigdy nie awansują do play off. Rubio poprawił jeszcze statsiarstwo Lova, poprawili bilans, ale dalej z takim graniem w obronie mogą zapomnieć na najbliższe lata o PO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *