Słońca przegrywają z Rockets

Pomimo dobrej postawy Steva Nasha oraz Marcina Gortata zespół Phoenix Suns nie sprostał we własnej hali drużynie Houston Rockets przegrywając 89-96. W zespole gości ponownie główną siłą byli rezerwowi, którzy zapewnili Rakietom już trzecią wygraną z rzędu. Słońca po tej porażce legitymują się bilansem 11-15.

Wybrany ostatniej nocy do meczy gwiazd rozgrywający Słońc Steve Nash bardzo dobrze rozpoczął spotkanie. Jego podania w pierwszej części zamieniali na efektowne punkty Chaning Frye oraz Marcin Gortat, którego alley-oop był ozdobą pierwszej kwarty.

Na nieszczęście Słońc w drugiej kwarcie większość czasu na parkiecie spędzili rezerwowi Rockets, którzy absolutnie zdominowali grę. Trzeba przyznać, że to co wyprawia w ostatnich meczach ławka Rakiet to absolutna masakra rywali. Drugą kwartę goście wygrali 28-15, co najlepiej obrazuje jak dużo wnoszą do gry Rakiet zmiennicy.

W trzeciej kwarcie kiedy na parkiecie pojawili sie startowi gracze Houston Słońca nadrobiły straty, a nawet zyskały prowadzenie, które utrzymywali do momentu … kiedy Kevin McHale wprowadził znowu swoich rezerwowych. Kolejne akcje Budingera,Dragica, Lee czy Pattersona mogły doprowadzić kibiców z Arizony do szału, bowiem ich pupile byli zupełnie bezradni.

W ostatnich dwunastu minutach wynik oscylował w granicach jedno lub dwu-punktowej przewagi (głównie Rakiet). Ostatnie minuty jednak znowu należały do zmienników rakiet, a przede wszystkim do Gorana Dragica, który świetnie podawał, kończąc mecz z 11 asystami. Decydującym momentem meczu był run 7-0 od wyniku 85-84 dla Houston. Rakiety wyszły na prowadzenie, które dało im już drugą wygraną w tym sezonie na ekipą Phoenix Suns.

Trzeba przyznać, że taktyka Kevina McHale nie dokonywania zmian w pierwszej piątce pomimo słabej formy Kevina Martina, Samuela Dalamberta czy Chandlera Parsonsa sprawdza się fantastycznie. W zespole z Teksasu zagrało dziesięciu zawodników, z  czego każdy z pięciu zmienników zdobył 10 lub więcej punktów. To właśnie oni są obecnie największą siłą tej drużyny. Tym bardziej, że bardzo słabo prezentuje się ostatnio Kevin Martin, który w dzisiejszym spotkaniu miał ledwie dwa punkty.

Najlepszym strzelcem gości był Louis Scola, który zdobył 16 pkt i 6 zbiórek. Po czternaście punktów zaliczyli Kyle Lowry, którego uraz łokcia nie okazał się zbyt groźny oraz Patrick Patterson.

Wśród gospodarzy dobrą formą imponował Steve Nash, którego powołanie do meczu gwiazd wyraźnie zmobilizowało. Kanadyjczyk zakończył mecz z 14 punktami i 13 asystami. Marcin Gortat grając przez ponad czterdzieści minut zdobył 16 pkt oraz zebrał 9 piłek. Najlepszym strzelcem Słońc był jednak Chaning Frye, którego łupem padło 21 oczek.

GRACZ MECZU: Rezerwowi Rockets, którzy zdobyli 57 punktów z 96 całej drużyny.

Oba zespołu najbliższe mecze rozegrają w Kaliforni. Marcin Gortat i jego Suns pojadą do Arco Arena by zagrać z Sacramento Kings, natomiast Rakiety zagrają w Oakland z Warriors.

HOUSTON ROCKETS – PHOENIX SUNS 96-89
( 26-29, 28-15, 20-32, 22-13)
L. Scola 16 pkt, K. Lowry oraz P. Patterson po 14 pkt – C. Frye 21 pkt, M. Gortat 16 pkt, J. Dudley oraz S. Nash po 14 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. gratek napisał(a):

    Koncowke strasznie Gortat polozyl :-/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *