Hornets nie poszli w ślady Dawida

Chicago Bulls odnieśli dziś 22. zwycięstwo w sezonie . Była to ich czwarta wygrana z rzędu. Tak naprawdę po tym, jak przeczytałem, że Derrick Rose zmaga się z kłopotami zdrowotnymi, a Richard Hamilton ma kontuzję i nie wystąpi w dzisiejszym meczu, pomyślałem: – To może być dobry mecz . Wstałem o 5:30, włączyłem swój głośno chodzący komputer i z wielkimi nadziejami odpaliłem mecz Chicago vs. Hornets. Po cichu łudziłem się , że będzie to wyrównany mecz. A jak się zakończył?

Jako, że na dworze było jeszcze bardzo ciemno i zimno, a łóżko ciepłe i z każdą minutą dziwnie przybliżało się w moją stronę, po pierwszych minutach zwątpiłem w ogóle w sens oglądania tego spotkania. Przewijając wszelkie powtórki i rzuty osobiste, dotrwałem jednak do końca trzeciej kwarty …

„Szerszenie” po raz kolejny dały popis koszmarnej gry.Co więcej, ponownie zawiedli swoich fanów, którzy w dość licznym gronie zasiedli dziś na trybunach New Orleans Arena. Nie mogę mieć pretensji o to, że Hornets ten mecz przegrali, ale w jaki sposób to zrobili …

Starcie Goliata z Dawidem, tak określiłem sobie to spotkanie. Kto jednak w tym meczu odgrywał przysłowiową rolę Dawida, a właściwie czy był w ogóle w stanie odgrywać? Odpowiedź na to pytanie nie należy z pewnością do mnie …

Szczerze mówiąc, wierzyłem w to, że Hornets wreszcie się przełamią, a pretendenci do tytułu zgubią parę punktów. Myliłem się.
Z pewnością Chicago to nie Goliat. Zespół ten nie przegrał z potencjalnie słabszym rywalem, nie zaliczył również wpadki, Chicago pewnie ograli Hornets i wygrali 90:67.

Nudy, nudy, zimno … Mecz od pierwszych minut układał się pod dyktando przyjezdnych. Hornets wyglądali jak „pijani chirurdzy”, którzy najwyraźniej pomylili zmiany.

Czasami przecierałem oczy ze zdziwienia i zastanawiałem się czy nie pomyliłem okien. To spotkanie wyglądało dosłownie tak, jak starcie drugoligowca z drużyną z ekstraklasy np. Czarnymi Słupsk. Jednymi słowy – Nokaut!

Po takim pojedynku ciężko coś powiedzieć o poszczególnych zawodnikach. Liderzy grali po 25-30 minut. Trener z rozwagą korzystał z usług swych „asów”. Dbał szczególnie o to, by ich występ nie zakończył się kontuzją. Do składu drużyny z Luizjany wrócił Chris Kaman. To właśnie ten zawodnik stawiał dziś największy opór. Spędził na parkiecie 30 minut, w których uzbierał 17 punktów (najwięcej z „Szerszeni”) i zebrał 9 piłek. Trafił też marne 6 na 17 rzutów z gry.

Nie wspomnę już o tym, że Chicago zmiażdżyli Hornets praktycznie w każdym elemencie, od skuteczności, po zbiórki i asysty.

Jedynym zawodnikiem, o którym mogę powiedzieć coś dobrego jest jeszcze Marco Belinelli? Tfu, wróć! Włoch zagrał dobre spotkanie? Nie w tym rzecz. „Beli” po prostu nie zagrał gorzej od pozostałych, zdobył 13 punktów, spędzając na boisku podobnie jak Kaman 30 minut.

Jak pewnie się już domyślacie, zawiodła cała reszta. Począwszy od Trevora Arizy (3/10 z gry) i Jarretta Jacka (2/11 z gry).

Ciekawostką jest fakt, a właściwie „wstydliwą wizytówką”, że Hornets trafili zaledwie 28/75 (37.3%) z gry, a zza łuku posyłali piłki tylko trzy razy, z czego raz piłka wpadła do kosza.

Na temat „Byków” nie ma co się rozpisywać: każdy zagrał dość dobry mecz, gwiazdy przesiedziały pół meczu na ławce. Czego chcieć więcej?

Indywidualne statystyki najskuteczniejszych „Byków”:

Carlos Boozer – 18 punktów, 6 zbiórek;
Taj Gibson – 14 punktów, 6 zbiórek;
Joakim Noah – 13 punktów, 10 zbiórek;
Kyle Korver – 12 punktów.

Patryk Pankowiak

Wierny fan New Orleans Hornets i Chrisa Paula, odkąd ten przeniósł "swoje talenty" do LA, ogląda również mecze Clippers. Zwolennik powiedzenia: "Koszykówka to coś więcej niż gra, to styl życia".

2 komentarze

  1. Marios pisze:

    Jednym słowem RZEŹ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *