Jeremy Lin znów to zrobił czyli nowojorska Cinderella story.

Najlepszy mecz sezonu Steve’a Novaka.

Oglądaliście film Cinderella Man z Russelem Crowe, w którym człowiek znikąd osiąga wielki, życiowy sukces? Podejrzewam, że większość fanów sportu i boksu wrzuciło go do swojej obejrzanej filmoteki. Jeremy Lin jest niczym James Braddock. Niechciany przez Golden State Warriors, załapał się w trybie last minute jako ‘uzupełnienie’ składu Knicksów. Teraz od przysłowiowego zera przechodzi do bohatera Nowego Jorku! Oglądalność Knicks w Azji wrosła od wczoraj o jakieś 1000%.

Knicksi do meczu z Utah Jazz przystępowali osłabieni brakiem swoich gwiazd. Wielka tragedia dosięgła Amar’e Stoudemire’a, gdyż jego brat zginął w wypadku samochodowym i stąd też absencja meczowa silnego skrzydłowego Big Apple. Carmelo Anthony z kolei nabawił się kontuzji pachwiny w 6 minucie spotkania i nie dokończył potyczki z Jazz-menami. Wówczas to oczy wszystkich fanów Knicks zwróciły się w stronę bohatera potyczki z Nets.

Gracze Mike’a D’Antoniego udanie rozpoczęli spotkanie, zatrzymując rywala na 16 punktach, samemu rzucając 19 oczek, to wszystko gdzieś w cieniu wydarzenia związanego z N.Y. Giants i zdobycia tytułu Mistrza NFL przez miejscowych (wielu fanów zgromadzonych w MSG ubranych było w koszulki Gigantów, a na telebimach prezentowano najlepsze zagrania z Superbowl).

Podczas drugiej kwarty gracze Giants wyszli na środek parkietu i dostali owację na stojąco, w podzięce na 4 tytuł Mistrza NFL dla miasta N.Y.

Gracze Mike’a D’Antoniego przede wszystkim lepiej bronili niż na przestrzeni i w większości swoich spotkań tego sezonu. Wymusili na gościach 22 straty (samemu popełniając 18). Bez Amar’e potrafili wygrać walkę na tablicach (38:36). Również z większą motywacją zabrali się krycie przeciwnika na obwodzie, zatrzymując gości na ledwie dwóch celnych rzutach zza łuku (2/11) i ogólnej skuteczności rzutów pola na poziomie 43%. Knicks wyeliminowali z ataku Paula Millsapa (3/10 z gry i 9pkt) oraz nie dali się rozpędzić Devinowi Harrisowi (9pkt,4as i 3straty).

Praktycznie Harrisowi nie dał rozpędzić się Lin, który ponownie wyczuł swoją szansę i dominował po obu stronach parkietu. Mający tajwańskie korzenie rozgrywający po świetnym sobotnim występie na poziomie 25pkt/7as/5zb pobił sam siebie, prowadząc gospodarzy do 2 z rzędu wygranej w Madison Square Garden.

Rozgrywający zdobył 28 oczek przy skuteczności 10/17 z pola gry, rozdał też 8 asyst ale i popełnił 8 strat. Filigranowy playmaker , niechciany przed sezonem w ekipie z Oakland, miał bardzo mocne wsparcie w osobie drugiego dalekiego rezerwowego Knicks, Steve’a Novaka.

Ex gracz Clippers również wykorzystał swoją szansę trafiając 5 z 8 rzutów za trzy punkty, notując rekord sezonu w postaci 19 oczek. Novak i Lin tym samym poprowadzili Knicks (47 punktów na 99 drużyny) do 10. tryumfu w bieżących rozgrywkach.

Knicks prowadzili w tym meczu już 15 punktami pod koniec 2kw. Trzecia kwarta ułożyła się po ich myśli i przez moment gracze Ty’a Corbina objęli prowadzenie 80-78. Wówczas do gry wkroczyli Lin i spółka prowadząc atak miejscowych przez kolejne 3 minuty i zrywu 12-2. To był moment zwrotny w tym meczu, po którym goście już się nie podnieśli.

Pamiętacie jak przy ostatnich występach piętnowaliśmy ławkę Knicks i ich marne zdobycze punktowe? 6 oczek przeciwko Chicago Bulls, 9 przeciwko Boston Celtics. Dziś i nie za sprawą awansującego do starting lineup Lina to się zmieniło. Obok w/w Novaka 13punktów i 8zbiórek dołożył Jared Jeffries. 11 dodał Bill Walker. Efekt: 40 punktów.

Nasuwa mi się myśl, bo wierzcie lub nie byłem pewien, iż ten chłopak pójdzie za ciosem i pokaże swój charakter w kolejnym meczu. Czy jego występy zostaną na poziomie Anthony’ego Morrowa i za chwilę pójdzie gdzieś w cień większej gwiazdy swojego teamu, przypominając o sobie rzadziej? Czy jak Sam Cassell (gracz również o azjatyckich korzeniach) pokaże swój nieprzeciętny talent i charakter fightera, goszcząc na dłużej w pierwszym składzie Knicks i wyciągając team z przeciętności (zwłaszcza na rozegraniu!). Osobiście wybrałnym tę drugą opcję.

Następny przystanek ligowy dla Knicks to konfrontacja z Wizards. Czy Jeremy Lin ogra Johna Walla? Już ostrzę sobie zęby na tę konfrontację. Pewnie pół Azji usiądzie przed monitorami oglądając to spotkanie. Zakończę powszechnie znanym hasłem NBA is amazing!

P.S.’ Barona Davisa po tym spotkaniu ponoć zaczęły mocniej boleć plecy;-)

P.S.” Kto z Was ma Lina w swoim teamie Fantasy NBA?

Wynik: N.Y. Knicks (10-15) – Utah Jazz (13-10) 99:88

Punktowali: Lin 28, Novak 19, Jeffries 13, Walker 10 i Chandler 10 oraz Jefferson 22, Bell 15, Hayward 14.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

5 komentarzy

  1. dawid napisał(a):

    ja mam w 1 lidze a w drugiej mi ktos go sprzatnoł

  2. majecha napisał(a):

    Mam wrażenie jakby sprawiał, że jego koledzy grają lepiej. wielkie 2 mecze kopciuszka, jednakże Melo w „formie” zje mu wszystkie piłki, ochłapy pójda do Stata i tyle bedzie z grania.Mama nadzieję, że się mylę – przydłaby sie wielki basket w NY

  3. dobry85 napisał(a):

    Lin grający na poziomie może być natchnieniem dla młodzieży. Ktoś dobrze określił go mianem kopciuszka. Jest to taki trochę zjawiskowy zawodnik, coś na wzór Taya Prince’a.

  4. Piotr napisał(a):

    Spójrzcie na reakcje zawodników na ławce rezerwowych, którzy pięknie się cieszą ilekroć Lin coś wyczaruje na parkiecie. Ja dawno nie widziałem takiej szczerej radości w NBA. Ten chłopak jest nieprawdopodobny! Jako fan Celtów bardzo poważnie zazdroszczę NYK Jeremego LINA!

  5. Mirosław napisał(a):

    W jego sukcesie fajne jest to, że Lin to człowiek o szerokich horyzontach, dla którego koszykówka nie jest jedynym celem w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *