Bohater i antybohater tygodnia 2011/2012 (6)

Witam! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam sytuacje, gdy jakiś zawodnik wychodzi z głębokiego cienia i swoją grą wywiera głębokie wrażenie na wszystkich obserwatorach. Takie historie to dobry scenariusz pod produkcje filmowe rodem z Hollywood ;). Od wielkich gwiazd wiemy czego możemy się spodziewać. Ich osiągnięcia budzą nasz podziw, ale te pozytywne doznania są o wiele większe, gdy błyśnie ktoś nieznany. To właśnie lubię, a czego nie lubię? Na pewno zachowania, którego nie powinno być w sporcie. Rywalizacja rywalizacją, emocje emocjami, ale i tak trzeba zachowywać godnie w stosunku do rywala.

BOHATER TYGODNIA:

Jeremy Lin – Harvard to uczelnia znana na całym świecie. Koszykówka nie jest ich priorytetem, ale okazuje się, że potrafią wypuścić na świat ciekawego zawodnika. Jeremy Lin nie został wybrany w drafcie 2010, ale nie poddawał się i ostatecznie zakotwiczył w NBA. Trafił do Golden State Warriors, ale wielkiej kariery tam nie zrobił. W grudniu roku ubiegłego został zwolniony, a na jego usługi zdecydowali się New York Knicks. Jak słabo radzi sobie ekipa z „Wielkiego Jabłka” wszyscy wiemy. Lin miał być tam dalekim zapleczem, bo od ciągnięcia gry zespołu są inne osoby, ale ostatnio stało się inaczej. Podczas meczu z New Jersey Nets to właśnie ten absolwent Harvardu błysnął jasnym światłem i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Lin zanotował 25 punktów, 7 asyst oraz 5 zbiórek. Grał naprawdę bardzo pewnie. Ukradł show zawodnikom uważanym za o wiele większe gwiazdy. Po takim występie ręce same składają się do oklasków. Pojawia się jednak pytanie – to był jednorazowy wyskok Lina czy raczej wyraźnie zaakcentował tym występem, że warto na niego stawiać?

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=-7HzhtJaCo0&w=585]

 

ANTYBOHATER TYGODNIA:

Kevin Love – silny skrzydłowy Timberwolves rozgrywa naprawdę świetny sezon. Ostatnio jednak nie wytrzymał chyba nerwowo. „Leśne Wilki” podejmowały Houston Rockets. Po jednej z akcji nastąpiło zamieszanie pod koszem w wyniku którego Luis Scola został wręcz zdeptany przez Love’a. Kevin został za to zagranie zawieszony na dwa mecze.

 

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=jAr4gl7hRKs&w=585]

3 komentarze

  1. czbek23 pisze:

    Jak tak dalej pójdzie Jeremy Lin może zostać bohaterem miesiąca albo sezonu he, he – 28 punktów i 8 asyst minionej nocy w meczu z Utah Jazz.
    Bohaterem jest na 100% w NY – drugi świetny mecz i drugie zwycięstwo.
    Melo i Stat mogą jechać na wakacje.

    Bez przesady z tym kopaniem po głowie. Kev wygląda teraz jak drwal z północnej Kanady to i nie może grać jak pierdoła, musi być twardy.
    Poza tym basket to nie tenis. A jak jeszcze chce się być najlepszym w lidze w zbiórkach na lata, a Kevin chce, to trzeba sobie także zacząć wyrabiać reputację prawdziwego twardziela i wojownika bo „nazwisko” mu na pewno nie pomaga. Jedno czy drugie szturchnięcie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Tym bardziej że tym razem na słabego nie trafiło – Banderas to też twardy gość.

  2. woy9 pisze:

    Love dostał dwa mecze zawiechy więc przesady wg mnie nie ma..

  3. czubek23 pisze:

    Szkoda tego zawieszenia. Stare dobre czasy kiedy w Detroit każdy w obronie faulował a sędzia i tak mógł odgwizdać jedno przewinienie. To był niezły pomysł Chucka Dailyego.
    Oficjalnie możemy zaprzeczać ale tak naprawdę każdy z nas lubi ostrą grę i obronę na pograniczu faulu. A przy takim nastawieniu, w ferwoże walki po tablicami, łatwo o takie sytuacje.

    Kevin zaczął chyba oglądać hokeja w tej Minesocie i spodobał mu się imidż hokeistów. W tej brodzie i z dłuższymi włosami wygląda lepiej niż z wystylizowaną bródką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *