Clippers w końcu wygrali w Utah

Los Angeles Clippers odnieśli 13. zwycięstwo w sezonie, pokonując Utah Jazz na wyjeździe. Była to pierwsza od ośmiu lat wygrana Clipps nad zespołem z Salt Lake City.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Los Angeles Clippers 13-6 32 24 16 35 107
Utah Jazz 12-8 29 29 16 31 105

Jeśli przyjeżdża do ciebie drużyna gości i aplikuje ci na początek meczu pięć kolejnych dunków, to może zniechęcić do dalszej gry. W taki właśnie sposób, rozpoczęli ten mecz zawodnicy z Los Angeles. Cztery razy Blake Griffin i raz DeAndre Jordan. Ale nie to było historią tego spotkania. Na zdecydowanego lidera Clippers, zgodnie zresztą z wcześniejszym założeniami wyrasta Chris Paul. To jego 12 punktów w decydującej kwarcie, przyczyniło się do skromnego, ale bardzo ważnego zwycięstwa z Jazz.

Było to spotkanie, w którym żaden z zespołów nie potrafił osiągnąć przewagi wyższej niż kilka punktów na dłużej niż 2-3 minuty. Od pierwszy sekund spotkania, w zespole gości widoczny był brak Carona Butlera, którego miejsce w pierwszej piątce zajął Ryan Gomes. Dotychczasowy rezerwowy, zawiódł jednak kolejny raz. Nie potrafi dać zespołowi choćby połowy tego co dostarcza Butler, czyli przynajmniej 2-3 celnych „trójek” w meczu, nie mówiąc już o przyzwoitej defensywie.

Po pierwszej kwarcie, Clippers prowadzili 32-29, ale tradycyjnie już, na początku drugiej „ćwiartki”, kiedy na parkiecie przebywają Salomon Jones lub DeAndre Jordan i Reggie Evans, zaczynają się kłopoty ze zdobywanie punktów. Żaden z tej trójki nie jest w stanie wypracować sobie samodzielnie pozycji do oddania rzutu, i Jazz nagle odskoczyli na najwięcej, bo 10 punktów w tym meczu (44-34). Łatwe punkty zdobywali wtedy Enes Kanter i Derrick Favors.

Sytuację uspokoił nieco Mo Williams, który w ostatnich meczach jest najlepszym rezerwowym w lidze. Tym razem rzucił 19 punktów, wchodząc z ławki i nawet słaba skuteczność (6-18 FG) nie umniejsza jego roli w wygranej Clippers.

Z czasem, na parkiecie pojawili się ponownie Chris Paul i Griffin. Dzięki ich rzutom, na 56 sekund przed końcem pierwszej połowy mieliśmy wynik po 56. Dopiero punkty rewelacyjnego w pierwszej połowie (18 pkt, 9-11 FG) Al’a Jeffersona przesądziły o prowadzeniu Jazz po 24 minutach.

W trzeciej kwarcie, wynik oscylował cały czas koło remisu i niemal pewnym było, że spotkanie rozstrzygnie się w końcówce. W decydującej odsłonie, lekką przewagę osiągnęli goście, głównie dzięki fantastycznej postawie CP3, który trafiał zarówno po wejściach pod kosz, jak i rzuty z półdystansu. Właśnie po takiej, celnej próbie z piątego metra na przeciw kosza, Clippers wyszli na prowadzenie 96-92 na minutę i sześć sekund przed ostatnią syreną.

O ostatecznej wygranej Clipps zadecydowały skutecznie wykonywane rzuty wolne, których w sumie Griffin, Williams i Chauncey Billups wykonywali w ciągu minuty aż 9. Trójki C.J. Milesa i Paula Millsapa na chwilę zmniejszały prowadzenie rywali, ale Jazzmanom zabrakło czasu, aby odrobić wszystkie straty.

Clippers trafili tylko 5 z 22 rzutów za trzy, ale z każdym meczem z ich udziałem widać, jak bardzo rozwijają swoja koszykówkę. W dużej mierze następuje to dzięki mądrości Chrisa Paula, który wie, że jeżeli jego drużyna chce osiągnąć sukces już w tym sezonie, nie może polegać za każdym razem, na jakże zawodnych próbach zza łuku. Coraz więcej w grze Clipps widać rozwiązań dwójkowych, pick&rolli i to nie tylko tych kończonych wsadami, aczkolwiek te najbardziej zapadają w pamięć.

Generał Paul zanotował 34 punkty, 11 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty, a takich statsów u zawodnika Clippers nie widziano od sezonu 1985/86. Griffin dodał 31 punktów, 14 zbiórek i 3 bloki. Właśnie, 3 bloki to o 2.1 więcej od średniej Blake’a w tym sezonie. W ostatnich trzech meczach, skrzydłowy zespołu z Los Angeles blokuje po trzy rzuty rywali i to także jeden z tych elementów, w których widać znaczącą poprawę Clipps.

27 punktów, 12 zbiórek i 4 asysty dla Jazz zaliczył Al Jefferson, ale nie uchronił zespołu prowadzonego przez Ty Corbina od deklasacji na deskach. Jazz przegrali walkę o zbiórki aż 35-50 i pozwolili Clippers zebrać aż 12 piłek na własnej tablicy.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

2 komentarze

  1. Michał pisze:

    Bardzo dobra relacja.
    Ja bym dodał, że dzięki zbiórkom w ataku Clippersi zdobyli 20 pkt drugiej szansy. Clippers musi poprawić obronę pod koszem Jazz wybitnie nie siedziały 3 (poza końcówką) ale w pomalowanym zdobyli 54 pkt przy 52 Clips, widać że Griffin robi postępy: znów 3 bloki, wymuszony offense itp ale to jeszcze nie to czego można od niego oczekiwać.
    Cieszy to że cała drużyna razem z ławką rezerwowych żyje każdym meczem, co pokazuje ostatnia zbiórka w tym meczu. Gdy wszyscy rzucili się na biednego Evansa z piłką:)
    A Paul to przedłużenie myśli trenera na boisku gdy wynik na 7 sekund przed końcem wynosił 105-102 dla Clips to Paul sfaulował gracza zanim zdołał dojść do sytuacji rzutowej za 3 pkt. Po za tym jak trzeba to podaje, jak trzeba to trafia, jak nie wpada wymusi faul, albo zbierze piłkę w ataku w ważnym momencie:)

  2. gratek pisze:

    Serio w tej koncowce byl ofens na Griffinie? Jak dla mnie to on juz sie odchylal, zanim doszlo do kontaktu i po prostu troche zanurkowal.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *