Head2Head: Rose czy James?

W sondzie stacji ESPN odpowiadającej na pytanie „Którego z graczy LeBrona Jamesa lub Derricka Rose’a wziąłbyś do swojej drużyny na resztę sezonu i playoff?” padł remis. Poniżej infografika z wynikami podzielonymi na stanu USA. Tymczasem na kogo i dlaczego padłby Wasz wybór?

Wyniki ankiety ESPN SportsNation

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

27 komentarzy

  1. the truth pisze:

    Derrick Rose jest świetnym, wspaniałym graczem. Zapewne w przyszłości będzie jeszcze lepszym zawodnikiem, niż jest aktualnie, ale w kontekście tego, jak wiele LeBron daje dla swojego zespołu, wartościowość tych graczy nie jest nawet bliska

  2. CKJE pisze:

    Zdecydowanie Rose, moim zdaniem lepszy team player, poza tym ma jaja i honor nie to co james… Który po przegranej mówi, że przecież on dobrze zagrał ;] A Rose jako lider każdą przegraną bierze na siebie, chociaż ja na jego miejscu w końcu bym się wkurwił na booooooooooozera.

  3. czubek23 pisze:

    Dziwne są wyniki tej sondy. Dla mnie gracze nieporównywalni. Lebron jest najlepszym graczem na świecie. Najwszechstronniejszym, najbardziej atletycznym i rewelacyjnym, niedocenianym obrońcą. A że nie jest clutch. Spokonie. Jeszcze będzie. Będzie jeszcze lepszy.

  4. ronin23 pisze:

    D-Rose oczywiście :)który jest niesamowitym graczem,może i LBJ daje więcej swojemu zespołowi ogólnie,ale to u Rose’a widze wiekszą chęć i determinacje do wygrywania.No i Derrick gra dla moich byków co nie pozwala mi na bycie obiektywnym :)

  5. eastz pisze:

    Można się zgodzić z czubkiem . Lebrona można nie lubić, ale umiejętności koszykarskich odmówić mu nie można. Wystarczy zobaczyć jakie staty wykręca w tym sezonie . Rose jest świetnym graczej, ale ma też parę wad.

  6. Finley pisze:

    Na pytanie kogo bym wziął, odpowiadam – Dwighta Howarda.

  7. ditroit1221 pisze:

    Rose oczywiście. W końcówce nie dość że zawsze bierze odpowiedzialność na siebie to zazwyczaj przechyla szalę zwycięstwa na stronę Bulls.
    I jeszcze ten LBJ ze swoim pseudo „King James” pff samozwaniec

  8. Adrian89 pisze:

    Rose bez porównania;) to jest ktoś to w 4 kwarcie dopiero się rozkręca a James wtedy się wylącza. Wczoraj Rose sam praktycznie prawie ograł Miami a niektórzy tutaj nadal ze james najelepszy:) gdyby nie Bosh a nawet i Chalmers w koncowce to bylaby wpadka u siebie z oslabionym Bulls. I jeśli Wade nie zacznie grać dużo lepiej to moim zdaniem finał konferencji może się okazać zbyt dużym wyzwaniem.

  9. Damian pisze:

    Rose bo ma charakter zwyciezcy.

  10. Bob pisze:

    Bez cienia wątpliwości wybrałbym Jamesa, ale nawet po naszych komentarzach wygląda to na wyrównaną walkę :)

  11. Woy9 pisze:

    Rose wczorajszym występem zyskał SZACUN;-) I like it!!

  12. eastz pisze:

    Tak , tylko wczoraj też Rose próbował sam na siłę wchodzić pod kosz, i poniekąd przegrana jest jego winą, nie tylko Boozera.

  13. Woy9 pisze:

    Popatrzmy pod innym kątem , wolny był Hamilton ale miał 4 z 16 celnych. podałbyś w takim momencie? poza tym ma charakter i chciał odkupić wolne. trzeba być fighterem by to rozumieć;-) Jordan też rzadko oddawał kiedy ważyły się losy meczu..

  14. gratek pisze:

    Wydaje mi sie, ze co poniektorzy poprostu hejtuja Jamesa. A ze nie jest clutch? Rose wczoraj tez nie byl, pudlujac oba wolne na 17s do konca oraz ostatnia akcje. Jest niesamowitym zawodnikiem, ale czasem jego gra wyglada jak z playstation – drybling, na chama pod kosz i rzut. Dla mnie, na ten moment, bez zastanowienia Lebron.

  15. WhiteD pisze:

    James – Rose to malowany PG, grający momentami jak Steve Francis, czyli jestem sam na boisku i mam was w dupie, bo to ja jestem hero. Trochę lepiej wypada w tym sezonie, ale nadal ma takie momenty że imho Thibs powinien go za to sadzać na ławę – w ten sposób przegrywa się mecze, robi tak Kobe i wtedy Lakers leżą i kwiczą, chyba że grają z jakimiś kompletnymi cieniasami.
    James to zdecydowanie gracz który nie lubi być sam na boisku – on gra w kosza z kolegami. Ok może i nie ma on stalowych cojones i cholera wie jak wielkiego ego, ale za to myśli o drużynie. Rose czasem o tej drużynie zapomina. James ma skłonność do oddawania odpowiedzialności innym – co chyba świadczy jednak o tej no dojrzałości, bo nie każdy superstar w tej lidze tak potrafi. W zasadzie to większość tego nie potrafi :P Problem Jamesa jest w tym że on to robi nie zawsze w odpowiednim momencie gry.

  16. eastz pisze:

    A właśnie może Hamilton trafiłby :P, na boisku był też Korver, który był specjalnie wpuszczony na takie okazje i rzucał ze skutecznością 50% w meczu. Tylko, że Jordan to zupełnie inna bajka i tu się nie ma co rozpisywać. Ja osobiście nawet wolę Rose’a od LBJ , jednak jak już pisałem przed Derrickiem dużo pracy, to przyszłość NBA, jeśli pogra tyle seznowów co Bronek, to kto wie może będzie rzucał w końcówkach jak MJ czy Reggie Miller.

  17. Lanfaust pisze:

    wystarczy spojrzeć na statystyki:

    FG % Rose – 0,455 James- 0.547
    3p % Rose – 0.293 James – 0.400
    Reb. Rose – 3.6 James – 8,2
    Ast. Rose – 7,8 James – 7.0
    Pts. Rose – 22.6

  18. Lanfaust pisze:

    wystarczy spojrzeć na statystyki:

    FG % Rose – 0,455 James- 0.547
    3p % Rose – 0.293 James – 0.400
    Reb. Rose – 3.6 James – 8,2
    Ast. Rose – 7,8 James – 7.0
    Pts. Rose – 22.6 James – 29,5
    FGA Rose – 17,6 James – 19.5
    Blk Rose- 0,6 James – 0,8
    stl Rose – 0,9 James – 1,8
    tov Rose – 3,1 James – 4,0
    ft% Rose – 0,856 James – 0,749

    liczby nie kłamią. James zdobywa prawie 7 punktów więcej od Rosea oddając niecałe dwa rzuty więcej w meczu.
    znacząco przeważa w punktach, przechwytach, zbiórkach, nieznacznie w blokach
    Rose nieznacznie w asystach, stratach i ft%, ale nie jest to przewaga druzgocząca.

    Tak naprawdę największa przewaga Rosea nad Jamesem jest ….. trener.
    Mr. Eric jest tylko namiastką trenera i to on w znacznej mierze ponosi winę za to co się dzieje z Jamesem w czwartych kwartach. Widać to było najbardziej w zeszłorocznych PO, gdzie drużyna kompletnie nie miała przygotowanych zagrywek na końcówki meczów. Piłka szła od Jamesa albo Wadea przy linii środkowej i oni mieli coś wymyślić. Miami to zespół gdzie są trzy gwiazdy a trener jest tylko dodatkiem.

    Mr. Tom zupełne przeciwieństwo. Sukcesy Bulls wynikają z taktyki i pracy trenera, (oczywiście to gracze realizują taktykę). Najważniejsza jest dyscyplina taktyczna i obrona. Zawodnicy wiedzą co mają w danym momencie grać. Chicago to zespół, gdzie główną osobą jest trener a Rose jest tylko dodatkiem (choć niewątpliwie bardzo istotnym).

  19. Shaq 34 pisze:

    Lanfaust, proponuję sobie poczyteć wypowiedzi rożnych ludzi, a potem wyciągaj takie wnioski.Każdy, podkreślam KAŻDY kto był z LBJ w team’ie mówi, że pierwszy był LeBron, a potem trener i każdy musiał się do tego przystosować.Co do gry zespołowej, Byki są drużyną ze świetną obroną i naprawdę nie mają wielu strzelb, Rose poprawił asysty, do tego dobrze punktuje, bierze na siebie odpowiedzialność, jest najważniejszym elementem układanki trenera, Lebron jest ponad drużyną i trenerem, nie jest clutch co niby przy jego kolegach nie jest potrzebne, ale jeśli chce być „King” to bez tego nigdy nie będzie.Obronę zostawiłem na koniec, bo to co robi Rose to jest czysta poezja oglądać go broniącego.LBJ może jest najbardziej wszechstronny, może nawet najbardziej w historii, ale jego charakter i psychika nigdy nie pozwolą mu być tym kim sam siebie nazwał.Ja wybieram zdecydowanie Rosa.Przede wszystkim za charakter i atmosferę jaka przez to panuje w zespole, bo jak bym był zawodnikiem, to właśnie LBJ bym postawił na pierwszym miejscu zawodników z którymi bym nie chciał być w team’ie.

    • Lanfaust pisze:

      a z czego to wynika???
      Miał słabych trenerów. Pisząc słabych niekoniecznie mam na myśli warsztat, ale autorytet. Spójrz na Browna i Kobe. Brown może być trenerem Lakers, ale to Kobe decyduje o swojej grze. Ostatnio było widać to jeżeli chodzi o ilość oddawanych przez niego rzutów. Brown przed Lebronem nie miał wielkiego doświadczenia i renomy. To samo Spoelstra.
      Do pracy z takimi gwiazdami trzeba mieć cochones i mieć coś do zaoferowania a te rzeczy ma Tibs. Mieli je Pat Riley, Jackson, Daly, a z obecnych Adelman, Karl, Rivers (oczywiście nie jest to katalog zamknięty).
      Bez dwóch zdań nie powinno się dawać supergwieździe nieznanego i słabego charakterologicznie trenera bo go zdominuje.

      A co do Jamesa i Rosea. Uważam, ze koszykarsko James jest dużo lepszy od Rosea, ale to Dericka bardziej lubię. Za jego nieustępliwość, skromność i podporządkowanie się drużynie, ale koszykarsko nie jest on nawet najlepszy obecnie na swojej pozycji.

  20. pitrekk pisze:

    cieżki temat, ni dziwie sie, że zarówno w USA jak i tutaj jest remis :)
    Ja powiem tak: przez 3 kwarty chcialbym mieć Jamesa ale w czwartej wolałbym chyba Rose’a. W sumie już wszystko zostało napisane, gość ma jaja, wielką wolę walki i zwyciężania. A że przedwczoraj mu sie nie odało, cóż nawet MJ nie wygrywał wszystkich meczów. Ja widziałem wiele końcówek w wykonaniu Rose’a i zdecydowaną większość z nich rozgrywał po mistrzowsku, co oczywiście jest też w dużej mierze zasługą Thibbsa.

    Ktos niedawno napisał, że taką wolę wygrywania jak Rose ma w tej lidze tyko Bryant i CP3 i chyba coś w tym jest. LeBron i Dwight to troche inna kategoria, bardzo dobrzy gracze o nieziemskich warunkach fizycznych i atletyczności, ale mentalnie w najważniejszych momentach czegoś brakuje… Być moze koncentracji co poniekąd znajduje potwierdzenie w skuteczności FT. Lebron jak na SF niestety nie jest tak pewny na linii jak powienien być – *80% to powinno byc dla niego absolutne minumim. Natomiast Dwight nie jest takimś monstrum bez rzutu jak Shaq czy Muresan, on ma całkiem przywoity z wyglądu rzut i naprawdę, przy tej ilości oddawanych FT 45% to jest ujma. Założe się, żed gdyby taki ktoś jak Rose miał aż taką wielką „piętę Achillesa”, która przeszkadzałaby mu w grze i „raniła” drużynę to nie wychodziłby przez miesiąc z hali dopóki by tego elementu nie poprawił. Z resztą tak było z jego trójką, która w jego debiutanckim sezonie była żałosna a teraz jest już powyżej ligowej średniej.

    • Lanfaust pisze:

      „Z resztą tak było z jego trójką, która w jego debiutanckim sezonie była żałosna a teraz jest już powyżej ligowej średniej.”

      3p % 0,298 to jest według Ciebie powyżej ligowej średniej???? 25 celnych na 84 oddanych. Najniższy współczynnik w zespole licząc tych co trafili choć raz.

  21. Shaq 34 pisze:

    Nie, to nie świadczy od tego czy miał słabych trenerów, czy nie.To świadczy o tym jakim jest graczem.Sam siebie wykreował „king’iem”, co dla mnie jest prze zabawne i mega nie trafione.W NBA było takich wielu, powiedz mi, czy któryś z samozwańców był najlepszy w swoich czasach? Nie, i to samo będzie z Lebronem.

    • Lanfaust pisze:

      Kobe Bryant.
      Mam już kilka lat więc pamiętam jak przychodził do ligi. Wtedy królował MJ więc nie było takiego szaleństwa jak z Lebronem. Kobe od początku twierdził, że jest lepszy od MJ. W 1998 został wybrany przez kibiców do ASG. Od samego początku się kreował na najlepszego koszykarza. Trafił na Jacksona i dzięki temu jest pięciokrotnym mistrzem i bez wątpienia (choć za nim nie przepadam) najlepszym koszykarzem w erze pojordanowskiej (przynajmniej na pozycji SG),

  22. GRD666 pisze:

    CO by nie było, stawiam na ROse’a. MA honor, i nie nazywa się Kingiem…. A dla mnie samozwańcy i egoiści stoją na przegranej pozycji.

  23. Shaq 34 pisze:

    Taa Kobe, tylko że on był lubiany przynajmniej do czasu kłótni z Shaq’iem i przede wszystkim był i nadal jest liderem.

    • Lanfaust pisze:

      a jakie ma znaczenie, czy był lubiany czy nie?? Ja np. go nie lubiłem.
      Kobe gra na największym rynku w Stanach. Jest to najbogatszy klub posiadający najwięcej i najbogatszych kibiców. Dlatego był „lubiany” tzn. wybierany w pierwszych piątkach ASG nawet jak jeszcze nie reprezentował tego poziomu. Tak samo jak YAO.

      A co do Jamesa, skoro jest nielubiany, to dlaczego koszulka z jego nazwiskiem sprzedaje się najlepiej???

      pytanie brzmiało czy któryś z samozwańców był najlepszy w swoich czasach.
      Odpowiedź, tak Kobe.
      Co do bycia liderem, żeby ocenić ile James znaczył dla zespołu wystarczy spojrzeć na CLE. Z nim byli contenderem i doszli do finałów NBA, bez niego najsłabszym zespołem w lidze. Wnosił do zespołu więcej niż MJ, bo bez niego Bulls prawie doszli do finałów, Cavs bez Lebrona spadli na samo dno. (Chicago po ostatnim finale też zaliczyło ogromny spadek, ale tam odeszło 4 z pierwszej piątki) To też świadczy o tym z kim grał MJ a z kim grał James.
      Nie pamiętam, aby jakikolwiek zespół w ostatnich 20 latach przez odejście jednego gracza zaliczył taki regres.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *