Kolejna przegrana Knicks

Osłabieni brakiem swojego gwiazdora – Carmelo Anthonego, koszykarze New York Knicks przegrali wyjazdowe spotkanie z Houston Rockets 84-97. Dla podopiecznych Mike’a D’Antoni’ego była to już siódma porażka w ósmym starciu z ekipą z Konferencji Zachodniej. Rakiety natomiast odniosły swoje drugie zwycięstwo z rzędu po wczorajszej wygranej z Washington Wizards pomimo absencji najlepszego strzelca – Kevina Martina.

Spotkanie w Toyota Center pokazało dobitnie jaki jest największy problem zespołu nowojorskiego. Jest nim bardzo krótkie zaplecze rezerwowych, które w tak intensywnym sezonie jak obecny będzie Knicks bardzo doskwierać. W odwrotnej sytuacji jest zespół z Houston, który bez wspomnianego Martina, a także z będącym ostatnio w słabszej formie Kyle’u Lowry dysponują szeroką kadrą zmienników, którzy wnoszą o bardzo dużo do gry zespołu.

Starcie Knicks – Rockets wyrównane było jedynie w pierwszej kwarcie zakończonej wynikiem 21-20. Na tym jednak dobre wiadomości dla kibiców Knickerbockers się kończą, bo dalszą część meczu zdominowali już gospodarze stopniowo powiększając swoją przewagę. Bardzo dobre spotkanie rozegrał Chase Budinger, którego forma wyraźnie zwyszkuję w ostatnich dniach. Po znakomitym występie we wczorajszej konfrontacji z „Czarodziejami”  także dzisiejszej nocy był najlepszym zawodnikiem w barwach Rockets. Mecz zakończył z 19 punktami, a w kilu akcjach pokazał, że jest jednym z najbardziej skocznych białych graczy w lidze. Bardzo dobrze spisał się także były zawodnik NYK – Jordan Hill. Gracz ten zanotował czternaście punktów oraz 11 razy zbiórek. Kiepsko natomiast zaprezentował się rozgrywający Teksańczyków Kyle Lowry mając na swym koncie jedynie 3 pkt, 3 zbiórki oraz 4 asysty.

W zespole gości pierwszoplanową postacią był Amare Stoudemire. Skrzydłowy Knicks zdobył dla swej drużyny 23 pkt, a także 8 zbiórek. W walce pod koszem wspierał go Tyson Chandler – zdobywca 14 pkt oraz 11 zbiórek.

Kluczem do zwycięstwa jak już wspomniałem na początku byłą dyspozycja rezerwowych. Ze znacznie lepszej strony zaprezentowała się ławka Rakiet która zdobyła łącznie 61 punktów przy jedynie 35 punktach wchodzących graczach gości. Bardzo zadowolony z takiego stanu rzeczy był Kevin McHale, który powiedział ” We got good depth. If we can get stops and get out and run and put those guys in position to just play, [the backups] make tremendous plays. … I’m hoping that we can get that nice mix of guys where we don’t have heavy, heavy numbers of minutes [for our starters].”

POJEDYNEK MECZU: Bardzo ciekawie zapowiadała się rywalizacja dwóch podkoszowych zawodników obu drużyn, a mianowicie Tysona Chandlera z Nowego Jorku oraz Samuela Dalamberta z Houston. Środkowy gości zdobył 14 pkt trafiając pięć z siedmiu oddanych rzutów. Jego rywal natomiast rzucił siedem punktów mając 50% skuteczność z gry ( 3 celne na 6 rzutów). W zbiórkach lepszy był Haitańczyk, który miał ich 14, a więc o trzy więcej od Chandlera ( w tym, aż 10 pod bronionym koszem). Center gości zablokował też cztery rzuty przeciwników podczas, gdy zawodnikowi Knicks ta sztuka udała się raz.  Gracz z NYK spędził na parkiecie 32 minuty, natomiast „The Bear” grał w tym meczu nieco ponad 21 minut. należy także podkreślić wsparcie jakie Dalambert otrzymał od Jordana Hilla. Niestety środkowy gości nie mógł liczyć na pomoc ze strony swego zmiennika, którym był Jarred Jeffries.

GRACZ MECZU: Chase Budinger

Kolejnymi rywalami Knicks będą Detroit Pistons, natomiast Rakiety o trzecie kolejne zwycięstwo powalczą u siebie w poniedziałek z Minnesotą Timberwolves.

NEW YORK KNICKS – HOUSTON ROCKETS 84-97

(21-20, 25-33, 14-22, 24-22)

A. Stoudemire 23 pkt, T. Chandler 14, I. Schumpert 11 – Ch. Budinger 19 pkt, G. Dragic 16 pkt, J. Hill oraz C. Lee po 14 pkt.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Mac pisze:

    Jakim cudem D’Antoni jeszcze pracuje w Nowym Jorku ?

  2. Cosmo pisze:

    Takim samym jak Van Gundy w Orlando

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *