Bez niespodzianki w Houston

Zespół Houston Rockets bez większych problemów pokonał Washington Wizards 103-76. Najskuteczniejszym graczem gospodarzy był Chase Budinger, który rozegrał najlepsze zawody w obecnym sezonie i tym samym pokazał, że nie odpuszcza walki o pierwszą piątkę Rakiet z pierwszoroczniakiem Chandlerem Parsonsem. Dla Waszyngtonu była to szesnasta przegrana w rozgrywkach.

Rakiety wystąpiły bez swojego lidera Kevina Martina, który narzeka na bóle w stopie. W drużynie ze stolicy ciągle niezdolny do gry jest francuski środkowy Ronny Turiaf.

Początek meczu nalezał do gości, którzy swoimi dynamicznymi wejściami zdobywali sporo efektownych punktów. Szczególnie wyróżnić należy Johna Walla oraz Javala McGee, którzy prezentowali się wyjątkowo dobrze na tle obrońców z Houston. Pierwsza kwarta sugerowała, że defensywa Teksańczyków nie wyciągnęła wniosków z pierwszego meczy z przed ponad tygodnia, w którym mimo porażki Wall zdobył, aż 38 punktów ustanawiając tym samym swój indywidualny rekord kariery w zdobyczy punktowej. Niestety mimo bardzo dobrej postawy w pierwszej połowie stołeczni gracze zupełnie zatracili swoje walory i Rockets w trzeciej kwarcie zdobyli sporą przewagę, która utrzymała się do końca spotkania. Przełomowy moment miał miejsce w połowie trzeciej kwarty przy stanie 57-55 dla przyjezdnych. Od tej chwili Rockets zaliczyli run 21-7, co zupełnie podłamało graczy Randy Wittmana.

Jak wspominałem we wstępie najlepsze wrażenie wśród podopiecznych Kevina McHala zrobił Budinger, który zdobył 21 oczek trafiając cztery razy za trzy na sześć prób, a także zebrał osiem piłek. Dla porównania jego konkurent do wyjścia w podstawowym składzie Chandler Parsons rzucił 4 pkt. Bardzo dobrze wyglądał w tym meczu Jordan Hill, który miał 10 zbiórek i tyle samo punktów. Z podstawowego składu warto wspomnieć o Louise Scoli. Argentyńczyk zakończył mecz z 19 pkt oraz ośmioma zbiórkami.

Budingera chwalił zresztą po meczy jego trener podkreślając profesjonalizm tego gracza „Chase had nothing to do with anybody besides himself and making himself ready. That’s really impressive.”

Wśród pokonanych liderem w zdobytych punktach był John Wall, który zdobył ich 17, a także sześciokrotnie asystował swoim kolegom i zebrał osiem piłek. Dzielnie wtórował mu Nick Young, który miał o dwa oczka mniej od rozgrywającego „Czarodziei”

Waszyngton nie wygrał jeszcze w tym sezonie spotkania na parkiecie swoich rywali, a porażka z Houston była ich ósmą kolejną wyjazdową przegraną. Nie ma co się dziwić, skoro w dzisiejszym meczu zanotowali, aż 24 straty. Tak niedokładna gra nie nastraja optymizmem przed kolejnymi wyprawami do obcych hal.

W Houston wystąpili niemal wszyscy zawodnicy, którzy byli na ławce rezerwowych. Jest to o tyle ciekawy fakt, że trener Rakiet rzadko korzysta z pełni składu. W końcówce dzisiejszego meczu jego podopieczni mieli już jednak bezpieczną przewagę i McHale mógł sobie pozwolić na tego typu komfort sprawdzenia formy wszystkich zawodników.

W sobotę do Toyota center przyjeżdża Melo Anthony i jego Knicks, natomiast Washington najbliższy mecz rozegra w Charlotte.

Washington Wizards – Houston Rockets 76-103

(21-17, 20-27, 21-34, 14-25)

J. Wall 17 pkt, N. Young 15 pkt, J. McGee oraz J. Crawford po 9 pkt – Ch. Budinger 21 pkt, L. Scola 19 pkt, S. Dalambert 11 pkt.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *