Marcus Camby nie daje o sobie zapomnieć, a Blazers łatwo wygrywają z Grizzlies

Portland Trail Blazers pokonali 97-84 Memphis Grizzlies, którym nie udało się ponownie odrobić dużych strat w ostatniej kwarcie. Doskonałe spotkanie rozegrał 38-letni Marcu Camby, który nie dał pograć rywalom pod koszami.

 

 

 

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Memphis Grizzlies 10-7 25 18 13 28 84
Portland Trail Blazers 11-7 25 22 23 27 97

W ostatnim Power Rankingu odważyłem się nazwać Blazers „typowym zespołem środka tabeli” za co zebrałem sporo krytycznych głosów. W spotkaniu z Grizzlies, zespół z Oregonu udowodnił, że bliżej mu do czołówki niż do środkowych rejonów ligowej tabeli. Blazers zapomnieli już chyba o serii sześciu wyjazdowych gier, z których wygrali zaledwie dwie i znacząco pogorszyli swój bilans. Powrót do Rose Garden wyszedł zawodnikom Nate’a McMillana na dobre. Gospodarze wygrali ósmy raz w dziewięciu meczach na własnym parkiecie, a ich bardzo dobrej postawy nie może nawet zaciemnić fakt, że Grizz mieli w nogach ciężkie spotkanie z Warriors.

Kiedy masz 38-lat i za sobą 15 sezonów w lidze, powoli musisz przymierzać się do zejścia z zawodowej sceny. Jeśli oglądaliście ten mecz, to czy Marcus Camby wyglądał na takiego gościa? Tak, 23 punkty i 6 zbiórek zanotował LaMarcus Aldridge, ale to właśnie wiekowy środkowy Blazers był tym, który robił różnicę w tym spotkaniu. Oglądanie wszystkich tych rzeczy, które Camby robi w defensywie oraz na atakowanej desce, jest wielką przyjemnością. 32 minuty, 4 punkty, 22 zbiórki (4 w ataku), 5 bloków i 2 przechwyty. Do tego kilka hustle plays, po których lądował na parkiecie oraz przede wszystkim zaledwie 11 punktów i 10 zbiórek podstawowego frontcourtu Grizzlies, czyli Marca Gasola i Mareese’a Speightsa.

Grizzlies przystąpili do tego spotkania zaledwie 22 godziny po wyczerpującym, ale wygranym w końcówce meczu z Warriors. Pościg, po którym Grizz odrobili 18 punktów straty w ostatniej kwarcie nie mógł jednak odbić się bez echa. O ile  w pierwszej połowie, prowadzone przez O.J.Mayo (20 pkt, 8-15 FG) i Rudy’ego Gaya (11 pkt, 5 zb, 5-15 FG) „Niedźwiadki” podjęły walkę i na chwile wyszły nawet na prowadzenie, o tyle w drugiej „nogi nie podawały”.

Blazers prowadzili do przerwy 47-43, a aż 16 punktów zgromadził w tym okresie na swoim koncie Aldridge, który niemiłosiernie ogrywał Speightsa, a razem z Camby’m zdominowali walkę na deskach, i PTB zebrali aż 27 piłek przy tylko 17 Grizz. Co ciekawe, po 24 minutach Blazers stracili aż 13 piłek, z których goście rzucili 14 łatwych punktów, którzy zaliczyli zaledwie 2 straty. Grizzlies byli jednak potwornie nieskuteczni, ponieważ do rzucenia 43 oczek potrzebowali 50 rzutów. W tym samym czasie Blazers oddali 34 próby i zdobyli cztery punkty więcej, ale aż 14 z nich rzucili z linii.

Decydujący o wyniku meczu moment, a właściwie kilka dobrych minut nastąpiło na samym początku trzeciej kwarty. Zawodnicy Lionela Hollinsa spudłowali pierwsze 12 rzutów z gry, rzucili 2 punkty w ciągu 9 minut. Z kolei Blazers trafiali kolejne rzuty, Marcus Camby zbierał i blokował, i przewaga miejscowych urosła w pewnym momencie do 17 punktów (64-47). Patrząc na bezradność zawodników Grizz i to, że ich najlepszym strzelcem w tej odsłonie był Josh Selby (8 pkt, 3 ast, 2 zb), nie można było się spodziewać wielkich fajerwerków w ostatnich 12 minutach.

Po trafieniu za trzy Mayo na samym początku czwartej odsłony, w sercach kibiców Grizzlies pojawiła się pewnie myśl o powtórce z poprzedniego meczu i wielkim powrocie. Szybko na ziemię sprowadził ich Nicolas Batum (10 pkt,2 ast, 2 zb). Po pięciu punktach z rzędu Francuza zrobiło się 75-59 i wiadomym było, że goście się już nie podniosą.

Porażka była dla Grizzlies dopiero pierwszą po siedmiomeczowej serii wygranych. Nie mogli oni jednak pokonać Blazers grając na ak fatalnej skuteczności (37.8%, 34-90 FG) oraz zbierając aż 11 piłek mniej (39-50). Grizz tradycyjnie już rzucili więcej od rywali punktów z pomalowanego (46-32), ale kiedy Blazers zagęścili obronę i uniemożliwili obwodowym Grizz penetrację, od razu odskoczyli na kilkanaście punktów.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=AUQ7LcSFekw&w=585]

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

3 komentarze

  1. dave pisze:

    Marcus Camby jest nieoceniony pod tablicami! Widzieliście to jak potrafi gonić kilkanaście lat młodszych zawodników w kontrze i ich blokować?! Oby zdrowie dopisało, bo para Camby – LA świetnie się uzupełniają pod koszami. Ogólnie bardzo fajny mecz do oglądania! I Blazers powoli odzyskują skuteczność z gry, choć trójki w tym meczu nie chciały wpadać.

    Ale niezwykle równy skład, w którym każdy broni, każdy gra zespołowo i jest co najmniej 7 zawodników którzy są w stanie zdobywać ponad 10 punktów w każdym meczu. Plus świetny, niezwykle równy, solidny lider. To jest siła PTB i dlatego mogą wiele ugrać w tym sezonie.

    Polecam oglądać ich mecze :)

  2. Finley pisze:

    Dobrze wiedzieć, że są jeszcze eksperci potrafiący docenić katorżniczą pracę jaką wykonuje Marcus Camby :)

  3. dave pisze:

    no myślę, że na redaktora Piotra zawsze można liczyć, bardzo dobrze się czyta jego relacje :) i nie wiem czy ktoś z was oglądał na C+ sport ale jak dla mnie dużo lepiej słucha się jak Wojciech Michałowicz sam komentuje mecze niż jak z ekspertem… wtedy chyba chce zaimponować i wychodzi, no sami wiecie jak… ale w pojedynkę, moim zdaniem komentuje całkiem fajnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *