Nie taki Thomas straszny jak go malują

Kiedy media podały informację, że nie jest już trenerem Nowego Jorku wielu kibiców odetchnęło z ulgą. Wielu winiło go za beznadziejną grę Knicksów oraz za słabe wyniki jednego z najbardziej rozpoznawalnych klubów NBA. I pewnie wielu miało rację, bowiem kiedy Isiah Thomas zostawał trenerem oraz jednocześnie managerem nowojorskiej drużyny wiązano z nim wielkie nadzieję. Byli kibice, którzy wierzyli, że zespół pod jego wodzą nawiąże do złotych lat 90-tych kiedy to Knickerbockers byli jedną z potęg na wschodzie. Jak to się skończyło wszyscy wiemy, ale czy faktycznie legendarny rozgrywający tyle napsuł prowadząc faktycznie nieudolną politykę transferową?

Kiedy przychodził do Nowego Jorku miał za sobą trzy lata pracy trenerskiej w Indiana Pacers. Z zespołem z Indianapolis awansował trzykrotnie do Play off nigdy nie mając ujemnego bilansu na koniec sezonu regularnego. W każdym kolejnym roku Pacers z Thomasem na ławce notowali lepszy bilans w porównaniu z poprzednim sezonem. Łącznie wygrał 131 spotkań notując jednocześnie 115 porażek. Opierając się na tych danych decyzja o zatrudnieniu go na stanowisku coacha Knicks była jak najbardziej logiczna. Thomas to także żywa legenda ligi, dwukrotny mistrz NBA, były członek ekipy Bad Boys, która na parkietach ligi była ucieleśnieniem największego zła jakie kiedykolwiek biegało po boisku. Sam Micheal Jordan początki swej kariery wspomina pod kątem fatum jakie nad nim wisiało właśnie w postaci ówczesnych Detroit Pistons. Thomas idealnie pasował pod względem charakterologicznym do drużyny Tłoków słynąc prócz świetnej gry z zadziorności, nieustępliwości, a często także bezczelności i chamstwa. Zatem aspekt osobowościowy także idealnie wpisywał się w profil trenera druzyny posiadającej najbardziej szowinstyczną publiczność w lidze. Dla samego zainteresowanego posada w Nowym Jorku była niewątpliwie awansem w karierze trenerskiej.

Trenerem został oczywiście dopiero w 2006 roku pełniąc przez trzy wcześniejsze lata rolę Managera, a więc po 3 latach pracy miał w klubie ogromna władzę i bezpośredni wpływ na to co się z drużyną dzieje.

Pamiętający czasy Pata Riley’a czy później jego następcy – Jeff’a Van Gundy’ego kibice zapewne nie tak wyobrażali sobie grę drużyny pod opieką Thomasa. Dostał on zespół zupełnie rozbity, nie mający pomysłu na grę, będący pośmiewiskiem ligi. Prowadzeni przez niego przez dwa lata Knicks co roku mieli coraz gorsze wyniki, a kibice w dawno zapomnieli jak smakuje rywalizacja w Play off. Tutaj jednak się zatrzymajmy …

Rozdzielmy rolę  trenera od człowieka, który ma talent wyszukiwania wielkich talentów koszykarskich. Innymi słowy skupmy się na sukcesach Thomasa w NYK.

Nie ulega wątpliwości, że jego przygoda na ławce trenerskiej ekipy z Madison Square Garden zakończyła się ogromną klapą. Jednak analizując jego poczynania managerskie można z perspektywy czasu zobaczyć, że jednak miał ogromny wpływ na kształtowanie lepszej przyszłości. Każdy medal ma oczywiście dwie strony i jego adwersarze od razu wymienią tak imponujące transfery jak Jerome James czy Eddie Curry. Zgoda … ci zawodnicy do dziś śnią się właścicielom Knicks w nocnych koszmarach, a szczególnie ich ogromne kontrakty, które zaśmieciły budżet zespołu. Trzeba jednak oddać Thomasowi, że miał niesamowitego nosa do wyborów w drafcie pozyskując zawodników, którzy nadrabiali jego błędy niskimi zarobkami oraz przede wszystkim dobrą grą.

W drafcie 2005 roku wybrał z numerem 30 niejakiego Davida Lee. Zawodnika, który szybko stał się podstawowym skrzydłowym zespołu imponując walecznością na tablicach, a jednocześnie okazał się skutecznym strzelcem. Z roku na rok robił postępy by w końcy stać się jedną z gwiazd Knicksów, ale wtedy Thomasa w Nowym Jorku już nie było. W 2010 wymieniono go za takich graczy jak Kelenna Azubuike, Anthony Randolph oraz Ronny Turiaf robiąc jednocześnie miejsce w budżecie dla jednego z graczy formatu All Star, na którego zespół polował.

W tym samym roku za sprawą Thomasa do składu dołącza Nate Robinson, który w drafcie został wybrany przez Phoenix Suns jednak w zamian za jego wybór zdecydowano się oddać do Arizony Kurta Thomasa. Filigranowy rozgrywający okazał się jednym z najlepszych dunkerów ligi, nawiązując do czasów Spudda Webb’a, a jednocześnie okazał się istotnym zawodnikiem w ekipie Knicks.

Cofnijmy się rok wcześniej do draftu z 2004 roku. W tym właśnie roku szeregi Nowego Yorku zasila Trevor Ariza wybrany z dalekim 43 numerem naboru. Przypomnijmy, że w pierwszych sezonach zawodnik ten regularnie pojawiał się w najlepszych akcjach tygodnia notując jednocześnie przyzwoite średnie punktowe. W 2009 roku był bardzo ważnym ogniwem LA Lakers, którzy zdobyli mistrzostwo ligi. Jest to zatem kolejny diamencik, który Thomas wypatrzył w ogonach draftu.

Przeskakujemy w czasie do roku 2007 roku. Jest to bowiem czas, w którym do zespołu przychodzi Wilson Chandler. Thomas wybiera go mając dopiero 23 numer draftu. Zawodnik z miejsca staję się rewelacją drużyny dając jej wiele punktów, a także spisując się dobrze w obronie.

Dla poparcia swojej tezy, jako, że Isiah Thomas posiada pewien dar wyłapywania młodych graczy o niesamowitym potencjale chciałbym nawiązać jeszcze do jego pobytu w Toronto Raptors, gdzie także pełnił rolę managera. Właśnie za jego kadencji do drużyny trafili tacy gracze jak Damon Stoudamire, Marcus Camby czy Tracy McGrady. Są to nazwiska bardzo dużo znaczące w lidzę , a T-Mac stał się z czasem jednym z symboli NBA.

Podsumowując nie twierdzę, że Thomas był zbawicielem Knicksów. Na pewno nie zdał egzaminu jako ich trener. Pamiętajmy jednak, że na tej samej posadzie zęby połamał sobie Larry Brown. Popełnił tez kilka błędów podpisując kilka niepotrzebnych kontraktów. Jednak ten się myli kto nic nie robi. Thomas natomias wciąż szukał drogi do wyjścia z kryzysu. Za jego kadencji dokonano około siedemdziesięciu transakcji mających na celu wymiany i pozyskiwanie nowych zawodników. Oczywiście z jednej strony nie dawało to stabilizacji, ale patrząc na to co się dziej na rynku NBA należy takie działania uznać za standard. Kto nie wierzy niech przeanalizuje sobie transakcje Chicago Bulls zanim stali się potęgą. Patrząc na dzisiejszych Knicks, których budowa skupiła się wokół Carmelo Anthonego i Amare Stoudemire’a zapominając o zadaniowach można zastanawiać się czy rzeczywiście poczynania Isiaha Thomasa były złe. Oddano pół drużyny, która z czasem byłaby coraz lepsza. W dzisiejszych Knicks zupełnie nie ma chemii, mimo, że w zespole są wybitni gracze, których za czasów Thomasa nie było. Daje to wiele do zastanowienia i po głębszej analizie można dojść do wniosku, że jednak czasy Thomasa wcale nie były takie straszne jak niektórzy to widzą. Gdyby pozostano przy modelu managera dla byłej gwiazdy Detroit Pistons nie dając mu jednocześnie władzy absolutnej dzisiejsi Knicks mogliby wyglądać zupełnie inaczej, co nie oznacza, że mniej atrakcyjniej.

Wszystko to oczywiście gdybania, ale jednak warto także dostrzec jasne strony pracy Thomasa, które nie wiele osób docenia.  jedno jest pewne – tam gdzie pojawia się Isiah Lord III Thomas zawsze jest dużo zamieszania i trudno jednoznacznie dostrzec plusy i minusy – nie wszystko jest czarne i białe – jest on tak barwną postacią, że zawsze jest ciekawie.

Na koniec filmik  pokazujący największe zło jakie kiedykolwiek stąpało po parkietach NBA – tak dla przypomnienia …

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=fGmu_9PBj90&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. saturn pisze:

    fajny teledysk i do tego ze świetnym podkładem muzycznym Georga Thorogood’a. Ten artysta idealnie pasował by do Pistons z tamtych czasów. To był zespół z prawdziwą chemią i walecznością, którą znakomicie wykorzystywał Daily.
    Chętnie obejrzałbym finał z Lakers, gdy Thomas z uszkodzoną kostką rzuca 16 pkt w 8 minut. Nieważne jak bardzo był nie lubiany, ale liderzy każdego zespołu mogą się od niego uczyć co to jest wziąć na siebie ciężar gry w trudnej chwili. Szkoda, że jego legenda z boiska została tak przyćmiona przez pracę w NY.
    Może jeszcze ktoś z Was ma do tego meczu z Lakers dostęp?

    Obecne Chicago jest na najlepszej drodze do stworzenia podobnej ekipy. Tibs to bardzo podobny trener do Chucka, w podobny sposób buduje zespół. Stawia na obronę, walkę na tablicach i wymuszanie strat w przeciwnych zespołach. Zupełnie inna koszykówka niż kiedyś Chicago oparte na Jordanie i potencjale ofensywnym. Lider obecnego zespołu to także combo guard i do tego z tego samego miasta co Thomas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *