Lakers wychodzą z dużych tarapatów i przerywają serię zwycięstw Mavs.

Koniec festiwalu strzeleckiego Bryanta. Fisher pieczętuje wygraną nr.10 dla Lakers.

To była bardzo ciężka przeprawa dla obu ekip, a zarazem rewanż za ostatnie play off i półfinały Konferencji Zachodniej. Odmienieni i prowadzeni przez Mike’a Browna Lakers podejmowali całkiem innych i mocno przemeblowanych Mavericks. Spotkanie miało specjalny charakter dla niedawnego zawodnika miejscowych Lamara Odoma. Wiadomo też, już przed jego rozpoczęciem, było, iż goście by wygrać muszą zastopować Kobego Bryanta, notującego w ostatnich czterech spotkaniach średnią aż 43 oczek.

Od kiedy nastały rządy Mike’a Browna i jego świty w L.A., Jeziorowcy są bardziej nastawieni na defensywę i ich taktyka uległa modzie min. wschodnich teamów jak Bulls czy Sixers oraz zbliżyła się poziomem właśnie do Mavs, którzy kombinowaną strefą roznieśli Lakers w pył podczas play offs 2011 roku. Mecz dwóch wielkich rywali nawet przez moment nie przypomniał ofensywnych i zespołowych zapędów z żadnej strony. Była to wojna taktyczna, duża batalia z nastawieniem przede wszystkim na ograniczenie pola ataku przeciwnikowi.

Oba teamy notowały fatalną skuteczność na poziomie odpowiednio: 38% gospodarzy i 35% gości. Ponadto Lakers tylko raz celnie przymierzyli zza łuku i jak się parę sekund później po rzucie okazało, było to najważniejsze trafienie meczu. Ponadto goście za wszelką cenę próbowali wstrzelić się do kosza Lakers przy rzutach za trzy punkty, ale wychodziło im to bardzo nieskutecznie (4/26).

Przyjezdni bardzo dobrze weszli w to spotkanie, przede wszystkim ograniczając ofensywne poczynania Bryanta i spółki (pierwsza kwarta 18-15 dla Mavs). Dwie trójki na koniec pierwszej odsłony – Vince’a Cartera i Lamara Odoma – dały im 3 punktowe prowadzenie. Miejscowi jednak nie pozostawali dłużni rywalom. Andrew Bynum, Metta World Peace i Jason Kapono odrobili straty z nawiązką, dając teamowi z L.A. prowadzenie (23-21). Kolejne minut drugiej kwarty to jednak zryw Mavs i po serii trzech celnych rzutów Nowitzkiego to Dallas objęło prowadzenie (34-33). Aż dziwne, że jedyne swoje dobre 2 minuty miał Kobe tylko w samej końcówce drugiej odsłony. Cztery oczka Bryanta dały gospodarzom 4-punktowe prowadzenie przed przerwą (39-35).

Następna, czyli trzecia cześć gry była koszmarem Kalifornijczyków. Między 10 a 6 minutą gry w tej odsłonie, nie byli oni w stanie trafić do kosza rywala! Kiedy już trafił Bynum – przy stanie 45:47 – to kibice zgromadzeni w Staples Center musieli czekać kolejne 4 minuty gry by ujrzeć piłkę w koszu!! Na ich nieszczęście trafił dobrze znany Lamar Odom fundując przyjezdnym 5-punktową zaliczkę przed finałową kwartą (51-46).

Bryant w trzeciej odsłonie spudłował 5 rzutów i zgubił 2 piłki.

Kolejne trzy minuty spotkania były spod znaku rezerwowych Lakers. Akcje Josha McRobertsa i Dariusa Morrisa dały nadzieję na poprawę ataku L.A. Kiedy trafił spod kosza Bynum i w końcu przełamał się Bryant, na tablicy widniał wynik 55-54 dla gości. Kolejne trafienia McRobertsa (7pkt i 5zb), Bryanta oraz rzuty wolne Barnesa i Fishera dały upragnione prowadzenie gospodarzom (64-59).

Rick Carlisle i jego gracze postawili w końcówce na niemiecką solidność. Dirk Nowitzki (21pkt i 7zb) wymuszał kolejno faule Gasola i McRobertsa a goście zbliżali się do prowadzących (65-68). Kiedy Andrew Bynum (17pkt i 15zb) dorzucił swoje kolejne punkty i dał miejscowym pięć punktów zaliczki nikt z gospodarzy nie wątpił, iż to Lakers wygrają ten mecz.

L.A.L. podczas czwartej odsłony zdobyli więcej punktów niż na przestrzeni pierwszej i trzeciej kwarty łącznie (27 do 23).

Najgorsze występy w sezonie zanotowali tym spotkaniem: Pau Gasol (3-11 z gry) i Jason Kidd (0-8 zza łuku). Nie popisywał się w kolejnym nieskutecznym występie Metta World Peace (1-7 z gry). Najsłabszym punktem Mavs – wg mojej prywatnej oceny – jest ciągle Brandan Haywood (0-3 z gry podczas 21 minut w grze, przy 7zb).

Gracze Ricka Carlisle zdobyli tylko 30 punktów w polu trzech sekund – Lakers mieli ich 36 – ponadto goście zaliczyli większą liczbę strat (15-11).

Wydawało się, iż bolączką Lakers będzie postawa rozgrywających, przy absencji kontuzjowanego Steve’a Blake’a (będzie pauzował do 4 tygodni). Nic z tego. Ani Jason Kidd (1/9 z gry), ani Delonte West (3/6) a tym bardziej Jason Terry (3-10 z gry) nie byli w stanie zatrzymać tego:


Ostatecznie Lakers , przy słabej postawie pary Gasol – Bryant (7-22 z gry i 14pkt) odnieśli 10. zwycięstwo w sezonie, pokonując aktualnych Mistrzów NBA i przerywając ich serię 5. zwycięstw z rzędu. Jeziorowcy uniknęli najniższej zdobyczy punktowej w historii i od momentu wprowadzenia limitu 24 sek na wykończenie akcji w ataku (70 pkt przeciwko Cavs w 2002 roku) i zdołali wygrać mecz po bardzo słabej trzeciej kwarcie (najgorszej odsłonie w sezonie 2011-12 i drugiej najgorszej w historii ich występów; gorzej było tylko w 1970 – 6pkt – przeciwko Chicago). Wynik 73-70.

Punktowali: Bynum 17, Bryant 14 i Fisher 13 oraz Nowitzki 21 i Odom 10.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

3 komentarze

  1. Adrian89 pisze:

    relacja jakoś w najważniejszym momencie się urwała. Przecież na 9 sekund przed końcem po trafieniu Terrego był remis. Więc po tym 70-65 było jeszcze bardziej gorąco

  2. woy9 pisze:

    nie urwała się i taka jest/miała być. Akcent miał być na postawę rozgrywających i wyczyn Big Fisha.

  3. Mac pisze:

    Wielki mecz Fishera. I like it!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *