Zapowiedzi spotkań – 14 stycznia

Autorzy: Mateusz Król & Enbiejowy

Philadelphia 76ers (8-3) @ Washington Wizards (1-10)

Sixers wskoczyli na drugie miejsce w Konferencji Wschodniej i są w tabeli już tylko za Chicago Bulls, a dzisiaj spotkają się z najgorszą drużyną w całej lidze – Washington Wizards. Po tym jak „Czarodzieje” nieumyślnie przerwali swoją serię 8 porażek dzięki zwycięstwu przeciwko Raptors, są na dobrej drodze do odnowienia chlubnej serii, gdyż przed nimi jeszcze spotkania z Sixers, Nuggets, Thunder i Celtics, gdzie będzie im lekko mówiąc ciężko o zwycięstwo.

Evan Turner gra ostatnio w miarę swoich możliwości notując w ostatnich 3 spotkaniach średnio prawie 15 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst. Przeciwko Sacramento Kings był bardzo bliski triple-double : 16 oczek, 10 zbiórek i 8 asyst. Między innymi dzięki niemu wczoraj Sixers rozgromili Washington aż 120-89 i w tym meczu będzie podobnie.

Golden State Warriors (3-7) @ Charlotte Bobcats (2-10)

Warriors, którzy w stylu playoffs ’06 odprawili z kwitkiem Miami Heat a Nate Robinson wczuł się w rolę nowego Barona Davisa, wrócili do gry z której ich znamy czyli krótko mówiąc do przegrywania. Trzeba jednak przyznać, że terminarz na starcie sezonu nie pieścił. Spotkali się z Heat, Magic, Bulls, Sixers, Clippers, Lakers i Spurs i nawet Mark Jackson nie pomoże tej drużynie wygrać z takimi drużynami w tak skondensowanym terminarzu.

Bobcats tymczasem grają radosną koszykówkę, przegrywają 6 meczów z rzędu i pozwalają by Kemba trafiał w 4 z tych 6 ostatnich porażek tylko 27% z gry. Tylko przeciwko Atlancie i Detroit Kemba grał swoją, dynamiczną, wybuchową koszykówkę, której Bobcats bardzo potrzebują.

Minnesota Timberwolves (4-7) @ Atlanta Hawks (8-4)

Hawks stracili Ala Horforda na 3 miesiący i od razu J-Smooth go świetnie zastąpił. W zwycięstwie z Bobcats zdobył 30 punktów i 13 zbiórek ale dzisiaj spotka się z cięższym przeciwnikiem. D.J. White i DeSagna Diop zamienią się na Derricka Williamsa i Kevina Love. Obie drużyny mają zaskakująco dobry start sezonu ale zdecydowanie więcej uwagi przynosi Minnesota Rickywolves, która już nie zawala kolejnego sezonu tylko wydaje się znalazła trzon zespołu, który może walczyć o playoffy.

Hawks są jedną z czołowych defensyw w NBA i w points allowed znajdują się nieco za najlepszą 5. „Jastrzębie” kontynuują serię spotkań u siebie, którą zakończą meczem z Portland.

Boston Celtics (4-6) @ Indiana Pacers (8-3)

Celtics przegrali 3 mecze z rzędu tak jak Miami Heat ale można się było tego spodziewać. Ray’owi Allenowi (37), Paulowi Pierce’owi (35) i Kevinowi Garnettowi (36) ciężko jest przyzwyczaić się do grania day-to-day w tym sezonie. Trzeba jednak przyznać że 3 ostatnie porażki C’s odnieśli z drużynami znaczącymi – Pacers, Mavericks i Bulls. Dziś o 1 w nocy ich przeciwnikiem ponownie będą Pacers.

Pacers, których najlepszy strzelec trafia tylko 32% z gry już w zeszłym sezonie pokazali, że mogą walczyć na wschodzie nie tylko o play-offs ale też nawet o drugą rundę. Tego lata ściągnęli Davida Westa do pomocy Roy’owi Hibbertowi a całą drużyną kieruję Darren Collinson. Czy dzisiaj w końcu Celtics wrócą na właściwą drogę?

Toronto Raptors (4-8) @ Chicago Bulls (11-2)

Bulls nie dość, że mają najlepszy bilans w NBA (OKC ma jeden mecz zaległy – 10-2), to jeszcze nie doznali jeszcze porażki w United Center (4-0, wygrane śr. 20 punktami). Byki, jeśli dziś pokonają Raps, zanotują pierwszy start 5-0 u siebie od ponad 15 lat (1996, wtedy 7-0). Siła Bulls na własnym parkiecie znana jest nie od dziś – Chicago wygrało we własnej hali 30 z 32 ostatnich rozegranych tam meczów.

Defensywa Byków nie powinna mieć dzisiaj dużo roboty, jeśli nie zagra Andrea Bargnani – DeMar DeRozan we wczorajszym meczu zdobył 23 punkty, ale tylko 9 w ostatnich trzech kwartach, a był drużynie bardzo potrzebny, bo ten team pod nieobecność Włocha nie istnieje w ‚crunch-time’, o ile w ogóle do niego dojdzie. Obrona Bulls nie powinna dać DeRozanowi i żadnemu innemu Raptorowi okazji do szaleństwa. Faworyt jest tylko jeden, sorry fani Raps, Vince Carter nie gra już w Kanadzie, ma prawie 34 lata i dał się wygryźć ze składu Mavericks nawet dwójce przypadkowych fanów.

Raptors przeżywają trudny okres, spowodowany głównie kontuzjami i napiętym terminarzem. Dziś zagrają siódmy mecz w ostatnich dziewięciu dniach. Grając w prawie każdą noc trudno pokonać jakąkolwiek drużynę NBA, więc niedziwne, że Kanadyjczycy polegli ostatnio z Kings, Nets i WIZARDS. Jeśli podopieczni Dwane Casey’a przegrywała mając tak łatwy terminarz (pod względem siły przeciwników), to co będzie teraz, gdy cztery kolejne mecze Toronto to starcia z Bulls, Hawks, Celtics i Blazers i tylko mecz z Portland odbędzie się w Kanadzie.

New Orleans Hornets (3-8) @ Memphis Grizzlies (4-6)

Bilans Szerszeni daje im ostatnią lokatę w Konferencji Zachodniej. Co prawda Konferencja Wschodnia ma słabsze drużyny w dole swojej tabeli (tam bilans NOH dawałby im 11. miejsce), ale idealnie widać, jak ważny dla Luizjańczyków był Chris Paul. Tym bardziej, że nowy ‚centerpiece’ tej organizacji – Eric Gordon – nie gra.

Marc Gasol może zostać ograniczony przez Kamana i Okafora (ale nie musi, jednak zapowiada się dobry pojedynek), więc większy ciężar zdobywania punktów powinien przejąć Rudy Gay, który w ostatnim meczu przeciwko Knicks zdobył 26 punktów, trafiając 11 z 16 rzutów z gry, co jest jego najlepszym strzeleckim występem w tym sezonie. Dziś może pokusić się o poprawienie tych liczb, bowiem Trevor Ariza, jeden z najlepszych defensorów w Nowym Orleanie, jest kontuzjowany.

No właśnie, defensora nie ma to i defensywy nie ma. Hornets muszą poprawić obronę, bo w ataku są jedną z najgorszych drużyn w lidze (86,5 ppg), ale w ostatnim spotkaniu oba elementy gry wypadły słabo. Przeciwko Wolves trafili niecałe 38% rzutów (4-16 za trzy), w obronie zaś zbyt często pozwalali Wilkom dostawać się na linię (38 FTA).

Portland Trail Blazers (7-4) @ Houston Rockets (4-7)

Dobry start Świetlistych Smug został trochę przyćmiony przez ich dwie ostatnie porażki (vs. Magic, Spurs). Uniknięcie trzymeczowej serii porażek może się okazać trudniejsze niż się spodziewano, gdyż najprawdopodobniej nie zagra Marcus Camby, najlepszy zbierający zespołu. Na deskach mogą pojawić się pewne problemy, bowiem w ostatnim spotkaniu po części bez Cambymena Blazers przegrali na tablicach 36-50.

LaMarcus Aldridge powinien uporać się z Luisem Scolą, ale Samuel Dalembert po swoim ostatnim meczu (21/16) stał się jeszcze groźniejszy i Kurt Thomas będzie musiał się narobić w obronie. Gerald Wallace może dzisiaj zrobić bardzo dobry ‚stat-line’, ale to samo może zrobić także Kyle Lowry. Kevin Martin zmierzy się z Jamalem Crawfordem w pojedynku rzucających obrońców.

Mecz ten może być więc bardzo wyrównany, ale wzrok Brandona Roy’a mówi mi, że to Blazers dziś wygrają.

 

New York Knicks (6-5) @ Oklahoma City Thunder (10-2)

 

Carmelo Anthony najprawdopodobniej nie zagra. „Oho” – pomyślał Kevin Durant.

Amare Stoudemire będzie dziś więc pierwszą opcją w ataku Knicks. „Oho” – pomyśleli jednocześnie Serge Ibaka i Kendrick Perkins.
Szanse Knicks na wygranie tego meczą są naprawdę bardzo małe. Co z tego, że Nowojorczycy poprawili ostatnio swoją obronę, skoro dziś po raz pierwszy od dawna będą główkowali, jak zdobywać punkty. Stoudemire w ostatnim meczu zdobył 6 punktów, i to moim zdaniem najlepiej oddaje to, jak może wyglądać dziś ofensywa Knicks. Oczywiście – Chandler, Fields i Shumpert coś trafią, Bill Walker także może zabłysnąć (przedwczoraj 14 punktów) – ale Durant i Westbrook mogą zdobyć więcej punktów niż wszyscy wymienieni razem wzięci. Tym bardziej, że Knicks są drużyną, która ewidentnie leży KD35 i RW0. Durant w starciach z nimi zdobywał średnio 30,5 ppg (ostatnio 30/12 + buzzer-beater), Westbrook ma średnią nieco ponad 23 punktów na mecz (50% z gry). Z Anthonym to mogło być ciekawe widowisko, ale bez niego Thunder powinni sobie łatwo poradzić z drużyną z Wielkiego Jabłka.

Sacramento Kings (4-8) @ Dallas Mavericks (7-5)

Mavs chyba na dobre wrócili do świata żywych. Powoli zamazują fatalny start sezonu, dziś walcząc o 15. wygraną z rzędu przeciwko Sacramento na własnym parkiecie.

Dirk Nowitzki stał się 23. graczem, który przekroczył granicę 23000 punktów w NBA. Ten sezon regularny jest w jego wykonaniu taki sobie (biorąc pod uwagę co Niemiec wyczyniał w Finałach), ale po tym, jak w NBA 2K12 zdobyłem nim 81 punktów (tryb Creating a Legend, polecam), przypuszczam, że dziś zaliczy udany mecz.

Powoli też powraca defensywa Mavericks, która statystycznie aż tak bardzo się nie pogorszyła z powodu odejścia Chandlera. Oczywiście, jego brak wpływa na grę w obronie Dallas, ale nie licząc 3 pierwszych meczów Mavs tracą 86,9 punktów na mecz. Przeciwko Kings, jak potwierdzają ostatnie spotkania przeciwko nim, obrona ma drugorzędne znaczenie, liczy się atak i jak najwięcej punktów (o co chodzi przecież w koszykówce, wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów). W ostatnich 14 spotkaniach Sacramento-Dallas ci drudzy zdobywali średnio 115 punktów na mecz. Wszystkie mecze wygrali.

Brak Chandlera może dzisiaj boleć znacznie bardziej niż zwykle, bowiem przeciwko podkoszowym Mavericks stanie DeMarcus Cousins.

New Jersey Nets (3-9) @ Utah Jazz (6-4)

Powrót Derona Williamsa do koszykarskiej macierzy. Szkoda tylko, że Nets jadą do Salt Lake City w charakterze out-siderów mimo tego, iż najlepszy zawodnik biegający dziś po parkiecie Energy Solutions Arena będzie nosił ich koszulkę, bo poza Deronem w NJN nie ma kto grać. Jazz zaś, choć mało kto się tego spodziewał w momencie wymiany z Nets, są teraz w lepszej sytuacji niż rezydenci Newark. Na własnym parkiecie spośród sześciu meczów przegrali tylko raz. Nets zaś na wyjazdach (3-5) grają lepiej niż u siebie (0-4). Niespotykane zjawisko, ale wątpię, by miało dziś większe znaczenie. Chociaż Nets wczoraj pokonali Suns i dziś mogą pójść za ciosem.

Derricku Favorsie, udowodnij, że Nets niesłusznie Cię wymienili!

Los Angeles Lakers (9-4) @ Los Angeles Clippers (5-3)

Mecz wieczoru. Derby Miasta Aniołów, które dopiero od momentu przybycia do LA Chrisa Paula nabrały emocji. Oba starcia w pre-season padły łupem Clipps, ale Kobe Bryant od trzech meczów dostarcza minimum 40 punktów i jest najlepszym strzelcem ligi na przestrzeni całych rozgrywek.

CP3 zawsze lubił grać przeciwko Lakers, gdzie czeka na niego Derek Fisher lub Steve Blake. W 20 spotkaniach przeciwko Jeziorowcom Paul notował średnio 20.3 punkty i prawie 12 asyst na mecz. Dzisiaj te statystyki są bardziej niż potrzebne, bo Blake Griffin oraz DeAndre Jordan zetrą się z Pau Gasolem i Andrew Bynumem i muszą dostać wsparcie w postaci podań od Paula. I pomyśleć, że gdyby nie David Stern, mówilibyśmy teraz o tym, iloma punktami Lakers wygrają.

Co ja będę pisał – nastawcie budziki na 4:30, lepszych derbów Los Angeles nawet najstarsi górale nie pamiętają.

Mateusz Król

In love with basketball. Go hard or go home.

2 komentarze

  1. qumawan pisze:

    Blake nie zagra, kontuzja żeber

  2. Dawid pisze:

    TWolves potem Bulls a na deser Derby LA zapowiada sie ekscytująco ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *