Gwiezdne Wojny (vol.13) – Mroczne Zachodnie Widmo

Star Wolves.

Hej, hej tu Enbiej! 2. tygodnie rozgrywek za nami. Na Wschodzie mamy jednego wielkiego faworyta galaktyki w drużynie Miami Heat (108pkt na mecz, pierwsza ofensywa NBA), natomiast po piętach im depcze zespół Chicago Bulls (96.8 to 10. atak ligi oraz druga ligowa obrona na poziomie 88.7). Równie ciekawie prezentuje się forma Philadelphi 76ers (100.9 to 3ci atakujący team ligi i 85.6 to najlepsza defensywa NBA!), która zanotowała 5 wygranych w serii. Gdzieś za plecami, niewidocznie, ale skutecznie zwyciężając podąża Indiana Pacers tj. ekipa, która miała wiele zyskać po dojściu kosmicznej pary George Hill – David West. Zespół Franka Vogela legitymujący się bilansem 6-3 to trzecia defensywa ligi na poziomie 89.3 traconych punktów w meczu.

Ogólnie rzecz biorąc Wschód NBA – niemal od 25 lat to ścisła czołówka pod względem defensywy. Każdy pamięta złote czasy Tłoków z Detroit, potem srebrne czasy New York Knicks , a w końcu mistrzowskie serie Byków oparte nie tylko na świetnym ataku jego Wielkiego Skywalkera. Na 5 pierwszych obron w lidze aż 4 pochodzą ze Wschodniego Wybrzeża USA (Philadelphia ,Chicago, Indiana, Orlando). Co ciekawe piątą defensywą na dzień dzisiejszy jest ta kalifornijska – Lakers (i klonu Skywalkera).

Heat mają najskuteczniejszego gracza w NBA, notującego regularnie 30 oczek na mecz, LeBrona Jamesa, który przed rokiem swoją decyzją poruszył – pozytywnie ale i negatywnie – tłumy w całym Wszechświecie. Trzeci jest dobrze mu znany przeciwnik z N.Y. – Carmelo Anthony (27 ppg). Nieco niespodziewanie, mimo dużo słabszej od oczekiwanej postawy kolegów, prezentuje się na pierwszym miejscu w kategorii asyst – Rajon Rondo (10.5 na mecz; zespół Rajona wychodzi z burzy meteorytów; legitymuje się bilansem 4-4). Absolutną rewelacją przestrzeni międzygalaktycznej jest natomiast środkowy SixersSpencer Hawes – notujący drugą najlepszą skuteczność w ataku całej ligi – 62,7%. Ex gracz Kings jest też szósty na liście zbiórek ze średnią 9.7 rpg. Pod względem skuteczności czwarty w lidze jest James ze wskaźnikiem 60% , a piąty Dwight Howard (59%). Na Wschodzie znajdujemy też inną indywidualną rewelację sezonu, która podbija sezon serca maniaków NBA Fantasy – Borisa Diaw. Francuz – nieco zapomniany w ostatnich dwóch latach – udowadnia, iż życie w NBA równie dobrze może się zacząć po 30stce i wcale nie na pozycji small forward (tak zaczynał w Phoenix a teraz notuje blisko 10pkt,7zb i 5as na mecz).

Przejdźmy jednak do ekip, w których nie ma aż tak dobrych nastrojów jak przy wyżej wymienionych (no może poza Bobcats).

Wyścig trwa dwa tygodnie, ale niektórzy gracze już go ukończyli – ta niedobra wiadomość dotarła do uszu Erica Maynora, który po bardzo groźnie wyglądającym upadku, zakończył już swój sezon! Notabene OKC Thunder to ekipa, która do niedzieli rozegrała najwięcej spotkań w lidze, bo 10! Początkowa faza regular season zbiera swoje żniwa a są one efektem słabego i krótkiego przygotowania (zwłaszcza, kiedy patrzymy na intensywny grafik niemal każdej ekipy; niektóre zespoły dopiero budzą się do życia..). Inne przykłady można mnożyć: mały szpital w Charlotte (Maggette i Williams pauzują do końca stycznia), kolejne urazy w Memphis (Randolph za blisko 2 miesiące wróci do gry, Arthur straci na cały sezon), a przecież ręce i nogi łamali już Ginobili czy Turiaf oraz Lopez (pęknięta kość śródstopia). Ten sezon zapisze się jako rozgrywki sercowców – Aaron Gray i Jeff Green coś wiedzą na ten temat – i to z miłości do koszykówki.

Na Wschodzie mamy jedyną drużynę, która dotychczas nie zaznała wygranej to Washington Wizards, z siedzącym na gorącym stołku, Flipie Saundersie. Równie gorące krzesło ma Scott Skiles – musi obchodzić się na starcie kolejnego sezonu bez Andrew „Czubaki” Boguta – a jego zespół przegrał 6 z 8 spotkań. Przez moment miałem też nadzieję na lepszą postawę Raptors, w grze, których imponowała mi defensywa spod ręki Dwayne’a Casey’a. 4-5 na starcie i 64 oczka w ofensywie podczas ostatnich spotkań pozwala myśleć, iż forma tego zespołu zostaje przysłowiową zagadką. Lepszych dni wypatrują też w Mo-town, gdzie Lawrence Frank ma złe miłego początki (oby nie odwrotnie; 2-7).

Kończąc tą krótką analizę Eastern Conference, rzućmy okiem na ‘szalonych strzelców’. Zawodnicy, którzy mieli ciągnąc wózki pod nazwą Pacers, Bucks, Nets czy Wizards– jak na razie wyraźnie zawodzą i gdzieś podczas off-season wylegiwali się zapominając o technice rzutu. Niechlubny lider to Danny Granger z 30,7 % skuteczności z gry! Za nim Capitain Jack czyli Stephen Jackson, któremu nie sprzyja klimat Wisconsin (31,3%). John Wall – czyli wyglądany lider z Wizards 35,6% a Deron Williams – nadzieja Newark – 34,6%. Oni wszyscy myśleli by pojawić się na lutowym, Międzygalaktycznym Zlocie Gwiazd w Orlando (?).

Wild Wild West. Tytułowe Mroczne Widmo(?) Od razu trzeba zaznaczyć, iż mimo udanego startu w wykonaniu OKC Thunder, nie ma zdecydowanego faworyta rozgrywek w zachodnich rejonach USA. Na formę Grzmotów niestety duży wpływ ma niesforny Westbrook, który jest świetnym graczem z ogromnymi dyspozycjami, jednak jeszcze mocno niedojrzałym.

Zagubieni i będący ciągle w wakacyjnej formie władcy Galaktyki – Mavericks (uraz pleców zastopował Kidda, 4-5 to bilans klubu), męczący się w spotkaniach z nie najsilniejszymi rywalami – zapomniani imperatorzy – Lakers (niby przechodzą trudny okres, jakim jest zmiana systemu gry na bardziej defensywny i mniej trójkątny, ale 6-4 to nie jest bilans, jaki widzieć chcą fani Bryanta,Gasola i spółki; dobra wiadomość Kobe zdrowieje). Idąc dalej, gdzieś ponad przeciętność wybijają nam się (wreszcie!) Blazers (choć ta porażka z Phoenix była bardzo zaskakująca), z małą uwagą, iż team McMillana gra wąskim składem (ciągle bez Grega Odena, który ma nadzieję na lutowy come back). W końcu naszpikowane głodnymi sukcesu gwiazdami – Clippers. Chris Paul i Blake Griffin na razie się rozpędzają, a swojej siły nie mogą w pełni pokazać, gdyż brakowało przez pewne spotkania to Billupsa, to Evansa, to Williamsa..etc. W każdym bądź razie czekamy na ich pełną prezencję.

Miało być jeszcze o czarnym koniu – bez chińskich zakładników – z Denver. Jednak Nuggets coraz bliżej do ligowej przeciętności a bilans 6-4 (porażka z osłabionymi Hornets) nie jest aż tak imponujący jak choćby wracających do gry o playoffs Utah Jazz. Skazywany przez wielu na porażkę coach Corbin, doczekał się powrotu do gry Al’a Jeffersona, znów dał więcej minut w grze Paulowi Millsapowi i efekt jest natychmiastowy (5-3) – to oni wyglądają jak diabeł z pudełka w Western Conference. Będziemy z uwagą się przyglądać sytuacji, konstelacji gwiazd zawieszonej nad niebem Salt Lake City ( tamtejszy region spokojnie można nazwać kopalnią koszykarskich talentów – Kanter,Favors,Millsap,Harris – każdy z nich ma coś do udowodnienia). Tak samo uważnie w końcu będziemy spoglądać w kierunku San Antonio. W tamtejszym regionie Texasu mamy w końcu fachowca najwyższej klasy z receptą na wygrywanie tytułów w sezonie po lock-outowym (będzie mu też niezwykle ciężko przy 2-miesięcznej absencji Manu) w osobie Lorda Popovicha.

Ofensywnie imponują Nuggets (104. ppg to drugi wynik w lidze), świetnie radzą sobie Spurs (100.7 ppg to czwarty rezultat) a tuż za czwartą ekipą znajdują się o 0.2 niżej OKC Thunder. W pierwszej siódemce najbardziej ofensywnie grających zespołów jest aż 5. z Zachodu (6/Clippers i 7/Blazers).

Inaczej rysuje się to pod względem defensywy. Jak wiecie – od lat w NBA unormowało się założenie, że zachodnie zespoły lepiej biegają do kontr, oddają więcej rzutów za trzy punkty i generalnie więcej rzucają, co ma przełożenie w oglądalności (w końcu piękna koszykówka i bardziej widowiskowa cieszy oko widza). Można znaleźć wyjątki od tej niepisanej reguły, jednak fakt faktem – o czym pisałem kilka akapitów wyżej – w topowej piątce broniących drużyn, mamy aż 4 ze Wschodu. Pójdźmy dalej tym tropem i zaskoczmy samych siebie jednym ciekawym odkryciem.

Lakers w top5, za nami na 6. są Hornets Monty’ego Williamsa, a na 7. Suns! 94.9 ppg – tyle średnio pozwalają rzucić rywalom Gortat i spółka (trener od defensywy i praca na kilkoma defensywnymi elementami gry znajdują odbicie na papierze; oby tak dalej Suns!).

Pointa: na 10 czołowych ekip pod względem defensywy ledwie 3 mają swe siedziby na Zachodnim Wybrzeżu Stanów. Być może tutaj też ukryte jest przesłanie; dlaczego dziś w Lakers mamy na ławce Mike’a Browna. Na bardziej dokładne oceny musimy poczekać, co najmniej 8 tygodni, wtedy też przewiduję, iż większość zespołów ustabilizuje swoją nierówną formę i ujrzymy faktyczny potencjał każdej z ekip.

Indywidualnie; aż trzech graczy z Zachodu ma okazję gościć w czołowej piątce najskuteczniejszych w ataku graczy ligi. 2/Bryant (27.6), 4/Durant (25.7) oraz 5/Griffin (24.7) gonią LeBrona Jamesa, ale o do pierwszego miejsca brakuje im dość sporo i dystans wg mnie będzie się zwiększał z każdym kolejnym dniem. Monta Ellis (6), Kevin Love (7) oraz LaMarcus Aldridge (9) to inne czołowe strzelby NBA.

O ile najlepszy shooter USA gra na Wschodzie (Florydzie) o tyle najlepszy rebounder występuje w Minnesocie. Kevin Love (14.9) czuje na plecach oddech nie tylko drugiego Dwighta Howarda, ale również 3ciego Marca Gasola (10.4) czy 4. Blake’a Griffina (10.3).

W końcu zmiana na pozycji najlepiej podającego wśród zachodnich point guardów. Niegdyś był Steve Nash (dziś trzeci w NBA ze średnią 9,8 apg), na numer jeden szykowany był przez fanów Chris Paul (9,3 apg to dziś 4 wynik ligi) a tu życiowy sezon notuje nam Kyle Lowry (10,0 apg i druga pozycja w NBA po Rondo). To kandydat na międzygalaktyczny postęp.

..i polski rodzynek – od minionej nocy – dzięki słabszej postawie Hawesa z Sixers, najskuteczniej grającym w lidze jest Marcin „Polish Hammer” Gortat (63,4%). Polski fan basketu ma nadzieję ujrzeć MG#4 w Orlando – podczas zlotu gwiazd.

Czas na słabiaków/ciemną stronę..w tej części Ameryki Północnej mamy dwie ekipy legitymujące się bilansem 2-6. Cudów w swojej pracy jak na razie nie osiągnęli młodzi adepci trenerskiego kunsztu: Kevin McHale w Houston (zespół myśli o wymianie Kevina Martina na bardziej wartościowego gracza, patrząc na jego zarobki i pewnie dziś jego sternicy żałują, iż nie udało się pozyskać Paua Gasola) oraz Mark Jackson w Oakland (niestety nie udało się pozyskać nikogo wartościowego pod kosz, a start sezonu zakłóciły kontuzje strzelców). My jako fani widowiskowej koszykówki sympatyzujemy z Wilkami z Minnesoty i tamtejszym „Ricky’m of the year” Rubio. Diament jest szlifowany – niemal z każdej strony – dzielny padawan Ricka Adelmana traktowany jest niczym bożyszcze tłumów (nieco analogicznie jak swego czasu był wielbiony Kevin Garnett, kiedy przybył z High School). Hiszpan jest 11. asystującym ligi ze średnią 7.4 na mecz.

Star_wolves_a_new_hope_medium

Na sam koniec rozważań; Mavs mają najstarszy skład patrząc na wiek graczy biegających po parkiecie; 32 lata to wiek przeciętnego z Mavericks, zwłaszcza kiedy u boku ma Kidda. Drugi najstarszy team to Celtowie ze średnią 30. na karku. Co ciekawe szóstą ekipą pod względem występów na parkiecie są Heat. Najmłodszy team to Sacramento Kings (25). Za nimi w kategorii młodzieży są Wilki, ex quo z fatalnie spisującymi się Wizards.

‘Szaleni strzelcy’ Western Conference w ostatnich dwóch tygodniach to: Jamal Crawford, który w Portland nie ostrzelał jeszcze dostatecznie koszy (33,7%), ale i jego kolega inny ex Kinckerbocker – Ray Felton (34,8%). W tym niechlubnym czubie jest też pewien czterdziestolatek z Phoenix, zarabiający 6,5 mln USD za sezon – Grant Hill (37,5%).

Na koniec moje nagrody, gdyby sezon zakończył się dziś:

MVP – LeBron James

Trener roku – Doug Collins

Rezerwowy roku – nie mam faworyta tak zdecydowanego a moją uwagę przyciągnęli dotychczas: Markieff Morris oraz Norris Cole (co ciekawe obaj to debiutanci!)

Najlepszy Debiutant – Ricky Rubio

Największy postęp – Kyle Lowry

C.D.N.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. Finley pisze:

    Nie lekceważ ciemnej strony mocy ( czyli tzw. „słabiaków” ), gdyż Rakiety mają za sobą bardzo ciężki terminarz ( same zespoły stanowiący niemal pewniaków do PO, w tym 5 wyjazdów ), jestem przekonany, że jeśli będą prezentować to co w oglądanych przez mnie meczach wyniki przyjdą. Fani widowiskowej koszykówki również zapraszam do oglądania, bo grają nie gorzej niż Minnesota, zaryzykuje stwierdzenie, że nawet lepiej. Defensywa jednak na pewno do poprawy.

    W ostatnim czasie czuje się jak kibic Rakiet :)

    Coś miałem jeszcze napisać o defensywie Suns, pewnie coś w stylu, że statystyka kłamie, a ich 3 defensywa na zachodzie to jakiś żart. Mimo wszystko będę się przyglądał, obrony uczą się Raptors, zaczynają bronić Warriors, to czemu nie Suns ? NBA staje na głowie.

    A Portland z cienia nie wychodzi, są tam gdzie byli. W czołówce zachodu jako cichy kandydat do mistrzostwa, któremu nikt nie daje poważnych szans i w tym aspekcie przypominają Mavs poprzedniego sezonu, ale to zespół właściwie kompletny, a pomyśleć ile by znaczyli ze zdrowym Odenem…

    Ogólnie bardzo ciekawy artykuł i pomysł, chociaż nie mogłem sobie jak zwykle odmówić kilku uwag, zwłaszcza gdy autorem jest Woy9 ;)

  2. woy9 pisze:

    trochę Rakietom atutów brakuje – nie uważasz? Sam Lowry całego sezonu nie zagra na wysokim poziomie bez należytego wsparcia (Martin prezentuje się dość przeciętnie a na pewno nie jako lider teamu aspirującego do czołowej ósemki). Poza tym wg mnie z grona contenderów od playoffs eliminuje ich osoba bezbarwnego trenera McHale’a, który był kapitalnym graczem, ale jako trenerowi to mu wyraźnie i nie pierwszy raz nie idzie.

    Oczywiście ,że Portland wychodzi z cienia, wystarczy popatrzeć z perspektywy (samo granie Wallace’a od początku sezonu to ich wielki atut bo zeszły sezon nie oddał siły tego transferu),że przez lata oglądali plecy Lakers, Spurs, a nawet ostatnio Thunder – mając bilans gorszy od wymienionych teamów. Po raz pierwszy McMillan ma pełny skład – nie wliczając Odena – i po raz pierwszy czuje się przez chwilę liderem. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w erze Pippena,Sabonisa, Stoudemire’a oraz Smitha , iż PTB prowadzą po pierwszych tygodniach. To tak rozumiejąc kontekst słów i mojego rozumowania, bo spojrzeń można mieć wiele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *