Love i Rubio prowadzą Wolves do wygranej, Wizards nadal bez zwycięstwa

Czarodzieje muszą jeszcze poczekać na pierwszą wygraną w tym sezonie, bo dzisiaj Wolves wybili im z głów marzenia o zwycięstwie. Leśnym Wilkom przewodzili Kevin Love oraz Ricky Rubio, który mógł w noc Draftu w 2009 roku trafić do.. Waszyngtonu, bowiem to właśnie ich pick został przeznaczony na wybór Hiszpana. Obaj gracze zanotowali double-double, a poza nimi jeszcze czterech innych zawodników Minnesoty miało dwucyfrową liczbę punktów. Wizards po raz kolejny mieli duże kłopoty ze skutecznością.


 93:72

Niewspomnianym we wstępie bohaterem Timberwolves był także Derrick Williams. Poza bardzo ciekawą linijką statystyczną (14 pkt, 7 zb) Williams w swoich zasługach w dzisiejszym meczu ma także fakt, że gdy wraz z Ricky’m Rubio (o nim później) weszli do gry w pierwszej kwarcie, Wizards prowadzili 17:13. Dwójka debiutantów wprowadziła trochę świeżości do gry Minnesoty, która po runie 17-2 nie dość, że objęła prowadzenie i miała 11-punktową przewagę, to jeszcze od tamtego momentu nie pozwolili zbliżyć się Czarodziejom na dystans mniejszy niż sześć punktów. Timberwolves spokojnie kontrolowali mecz od drugiej kwarty i zapewnili sobie trzecią wygraną w tym sezonie.

Minnesota z Rubio i Williamsem na parkiecie zdobyła aż 29 punktów więcej od Wizards. To najlepszy wskaźnik +/- w ekipie Wolves.

Ricky Rubio, jak napisałem już we wstępie, mógł trafić do Wizards, gdyż właśnie do stołecznego klubu należał pierwotnie wybór, który David Kahn przeznaczył na Hiszpana. Pozyskał go od Czarodziei w wymianie, w której do Waszyngtonu powędrowali Mike Miller i Randy Foye. W zamian Wolves dostali kilku mało znaczących grajków, ale chodziło o wybór w Drafcie. Jak widać, GM Timberwolves ma na swoim koncie chociaż jedną dobrą decyzję, bo Ricky rozpoczyna karierę w najlepszej lidze świata w znakomitym stylu.

Już w swoim ósmym meczu w NBA Rubio 14-krotnie asystował. Tylko trójka graczy w którymś ze swoich pierwszych ośmiu meczów miała aż tyle asyst. Hm, kto to może być? Oscar Robertson? Nie, on zrobił to dopiero w 20. meczu. Magic Johnson (w 80. meczu)? John Stockton (86)? Znacie Bryana Warricka? Grega Granta? A może kojarzycie Erniego DiGregorio, który dokonał tej sztuki już w swoim debiucie?

W pojedynku młodych rozgrywających Ricky’ego z Johnem Wallem (10 pkt, 9 ast, 5 zb, 3-10 FG, 4 TO) zdecydowanie wygrał Hiszpan ze swoimi 13 punktami, 14 asystami (najlepszy wynik w karierze) i 6 zbiórkami. Pięć strat możemy przemilczeć. Kwestią czasu według mnie powinno być to, kiedy Rubio wygryzie z pierwszej piątki Luke’a Ridnoura (13 pkt), bo na pytanie, który gracz rozgrywa lepszy sezon, odpowiedź może być tylko jedna. Ale obaj mogą grać również obok siebie, tym bardziej, że Wes Johnson (5 pkt) aktualnie łata dziurę po Michaelu Beasley’u, który opuści jeszcze minimum 3 mecze. Dziś i Ridnour i Rubio dostali po pół godziny gry. Pytanie – o ile minut ta liczba spadnie po powrocie JJ Barei? Trzech dobrych rozgrywających to zdecydowanie za dużo, a jako, że mówi się coraz głośniej o wymianie Beasley’a, Kahn może pomyśleć o spakowaniu wraz z B-Easym jednego z dwójki Ridnour-Barea. Rubio nie może zostać wymieniony, ten gracz ma zbyt duży potencjał, by go w tym momencie oddawać. Chociaż jedynym GM’em, który mógłby wymienić Hiszpana, jest właśnie David Kahn znany z kontrowersyjnych decyzji. On sprowadził Rubio, on może go również odesłać. Oby tak się nie stało, bo Ricky wraz z Kevinem Love (20 pkt, 16 zb) i Derrickiem Williamsem tworzą fundamenty, na których Rick Adelman może zbudować dobry zespół.

Kevin Love musi w tym sezonie zostać all-starem. I to starterem. Odkąd Carmelo Anthony gra po drugiej stronie USA, Zach Randolph leczy kontuzję, Blake Griffin nie jest już cudownym debiutantem, a Dirk Nowitzki czyta Britney Spears, tylko inny Kevin, Kevin Durant stanowi konkurencję dla Love’a. Ale dla tych dwóch panów jest miejsce w pierwszej piątce ASG. Wspominałem już, że na nich głosuję? To wspominam jeszcze raz. Dzisiaj Love nie błyszczał na ofensywnej desce (2 zbiórki, średnia w tym sezonie 5.7), ale i tak podtrzymał swoją serię double-double, która trwa od początku sezonu i wynosi już 8 spotkań. Przypomnijmy – rekord Love’a z zeszłego sezonu liczy 53 double-doubles z rzędu. Love może pokusić się o jej poprawienie, bo wystartował rewelacyjnie. W każdym meczu w tym sezonie Love zanotował 20 punktów i 12 zbiórek, jedynym, który kręcił takie statystyki w pierwszych 8 meczach sezonu był Kareem Abdul-Jabbar (10 meczów z 20/12, 1975r.).

Ławka rezerwowych Timberwolves to kolejny czynnik wygranej. Może inaczej – to bardziej słabość ławki Wizards, aniżeli siła Wolves. Nie ujmuję niczego Rubio, Williamsowi, Tolliverowi (11 pkt), ale wśród rezerwowych Czarodziei tylko Trevor Booker (14 pkt, 7-9 FG) spisywał się dobrze. Wskaźnik +/- dla rezerwowych Minnesoty wynosi +76. Washington? -72.

Skoro już przeszedłem do Wizards – kolejny raz fatalna skuteczność ich liderów ściąga drużynę Saundersa na dno. Wall 3-10 (w tym 2 wsady, w żadnym meczu w tym sezonie Wall nie trafił więcej niż połowę rzutów). McGee (8 pkt, 9 zb) 3-9. Blatche (10 pkt, 9 zb) 5-16 FG. Young (14 pkt) 6-16. Crawford 3-11. Singleton 1-8. Łącznie 34,5% z gry. Honor ratuje duża liczba punktów z kontry (21-6 dla Wiz), ale z takim rzucaniem nie da się wygrywać. Singletona da się obronić, bowiem on dzisiaj działał aktywniej w obronie, ale on również musi przedłużyć swoją rzucankę przed meczem.

Nie wiem, czy nie był to najgorszy mecz Waszyngtonu w tym sezonie. Przegrali aż 21 punktami – największa różnica w tym sezonie, zdobywając 72 punkty – najmniej w tym sezonie, najmniej od lutego 2009 roku. Ponad 13 tysięcy kibiców w Verizon Center zareagowało na tak złą grę ich pupili, wybuczając ich. Blatche po meczu stwierdził, że zasłużyli na taką ‚nagrodę’.

Wybaczcie, fani Wizards, że mało piszę o Waszych ulubieńcach, ale naprawdę poza wylaniem wiadra pomyj na Czarodziei nie mam o czym napisać. Oby w najbliższych meczach z Raptors, Bulls i 76ers wreszcie coś wygrali. Do 0-18 Nets z sezonu 2009/10 jeszcze daleko, ale uniknięcie najgorszego startu w historii nie było chyba w przedsezonowych celach Flipa Saundersa.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *