Trzej Królowie dają wygraną. Udany debiut Smarta.

Keith Smart, zastępujący Phila Westphala, w dzisiejszym meczu przeciwko Bucks zadebiutował jako coach Kings. Efekt? Zwycięstwo Królów mimo 21-punktowej straty do Kozłów i mimo bardzo dobrego występu Brandona Jenningsa. Kluczem do wygranej była świetna gra tytułowych Trzech Króli – Evansa, Cousinsa i Thorntona. Swoje piętno odcisnęła również nieobecność Andrew Boguta, gdyż bez Australijczyka Milwaukee zostało zmiażdżone na tablicach. Ale nawet mimo tego goście byli bardzo blisko zwycięstwa, gdyby tylko lepiej rozegrali końcówkę spotkania.

100:103

Przebieg spotkania

Z ową 21-punktową przewagą Bucks schodzili do szatni po pierwszej połowie. Nie wiem, jakimi słowami Keith Smart motywował swoich nowych podopiecznych, by w przeciwieństwie do poprzednich spotkań, gdy poddawali się dość szybko, tym razem jednak powalczyli. I odrobili tą, wydawałoby się prawie niemożliwą do odrobienia w 24 minuty stratę. Inna sprawa, że Kozły mogły się trochę rozluźnić, w końcu nawet niektórzy fani Kings nie wierzyli w come-back.

Gdy Bucks się obudzili, okazało się że została minuta do końca, a oni mają tylko jeden punkt przewagi (98:97)! Jennings jeszcze widowiskowym lay-upem zdobył dwa punkty, ale po osiągnięciu setki licznik punktów gości się zatrzymał. Od tamtego momentu Bucks nie trafili żadnego rzutu (a próbowali Udrih, Jackson i Jennings) i nie potrafili zatrzymać rozpędzonych Kings, którzy w ostatnich 45 sekundach meczu zdobyli 6 punktów. Cztery oczka z linii były dziełem Evansa, dwa padły po trafieniu Salmonsa. Wspomniane już pudło Jenningsa sprawiło, że nie byliśmy świadkami dogrywki.

Najlepsi gracze

Mimo, że Brandon Jennings nie trafił ostatniego rzutu, to on był najlepszym graczem biegającym po parkiecie w czerwonej koszulce Milwaukee. Gdyby nie jego 31 punktów (12-23 FG, 6-10 3pt), to tak grający w drugiej połowie Kings wyjaśniliby sprawę wcześniej. Znakomicie przecinał podania (5 stl) po czym albo kończył kontrataki, albo był faulowany. Niestety, w najważniejszym momencie jego pewna wcześniej ręka zawiodła. Nie błyszczał również Stephen Jackson (13 pkt, 7 TO), który w końcówce także spudłował ważny rzut.

Drew Gooden (18 pkt, 9 zb) zastępował nieobecnego Andrew Boguta (powody osobiste) i choć rozpoczął rewelacyjnie (14/7 w pierwsze 18 minut), to jednak nie zabezpieczał bronionej tablicy tak, jak zrobiłby to Australijczyk. Aż 23 zbiórki w ataku Sacramento znacząco przyczyniły się do masakry na deskach (55-31). Trójka graczy Sacramento zebrała dziś dwucyfrową liczbę piłek – byli to DeMarcus Cousins (19 pkt, 15 zb), Tyreke Evans (26 pkt, 10 zb, 5 ast) i JJ Hickson (7 pkt, 11 zb). Marcus Thornton mimo słabego początku (1-8 FG) był ‚gorący’ w drugiej połowie i zdobył najwięcej punktów dla zwycięzców (27 pkt).

Kontuzji ramienia doznał niestety Chuck Hayes. Podobno ma opuścić najbliższe 2-3 tygodnie, ale ostateczną diagnozę poznamy po jutrzejszych

Kilka słów od autora

Gdy syrena końcowa zabrzmiała, a hala Power Balance Pavilion cieszyła się z trzeciej wygranej Sacto w tym sezonie, DeMarcus Cousins z radością na twarzy powiedział coś do Keitha Smarta po czym go uścisnął. Niby zwyczajny gest po zwycięstwie, ale w przypadku Cousinsa jest bardzo ważny. Pamiętamy problemy tego młodego środkowego z poprzednim coachem, Philem Westphalem. Relacje Cousins-Smart wyglądają dobrze i przekłada się to przede wszystkim na wyniki – center Kings rozegrał dziś naprawdę dobre spotkanie. Reszta zespołu również z wielkim entuzjazmem zareagowała na zmianę trenera. Odrobienie 21-punktowej straty przez klub ze stolicy Kalifornii cieszy podwójnie, gdy spojrzymy na to, jak grali w poprzednich spotkaniach, jak szybko się poddawali. Rywale po odskoczeniu na bezpieczną „odległość” mogli czuć się spokojnie. Bucks też się tak rozluźnili i wiemy, jak to się skończyło.

 

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

1 Odpowiedź

  1. Mac pisze:

    Do przerwy nic nie wskazywało na to, że Kings mogą ugrać zwycięstwo, ale w drugiej połowie zanotowali niezły zryw. Lubię takie mecze ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *