Wizards nadal bez zwycięstwa

Szóste spotkanie Czarodziei znów nie przyniosło im pierwszej wygranej w tym sezonie. Dziś ich katem okazali się Orlando Magic, a stołeczny klub nie miał odpowiedzi na magiczny front-court Ryan Anderson-Dwight Howard. Szczególnie ten drugi po okresie słabszej dyspozycji spisał się rewelacyjnie i potwierdził, że Andrew Bynum nie jest najlepszym środkowym w NBA.

  85:103

Rzadko w meczach Magic w tym sezonie można mówić, że mecz rozstrzygnął się w pierwszej kwarcie, bo nawet jeśli podopieczni SvG prowadzą, to jednak ich rywale często podejmują próby come-backu, często choć po części udane. W tym meczu było zupełnie inaczej – po pierwszych dwunastu minutach Magicy niszczyli Czarodziei 31:14, a ich przewaga nie zmalała już poniżej 13 oczek. Miało to miejsce w drugiej kwarcie, ale potem Orlando pokazało, dlaczego to oni są lepszą drużyną, zwiększając przewagę do nawet 28 punktów. Taką też różnicą mógł zakończyć się ten mecz, ale run 10-0 (swoją drogą najlepszy moment gry Wizards przypadł na garbage-time, choć z drugiej strony – wtedy po parkiecie hasali sobie Mack, Clark, Harper, Wafer, najlepsi odpoczywali) – kiedy ze stanu 75:103 zrobiło się 85:103.

Dla Orlando była to chyba najlepsza rehabilitacja po kompromitującej porażce z Pistons, która przerwała ich 4-meczową serię wygranych, jaką mogli sobie wyobrazić. Przede wszystkim dlatego, że Dwight Howard, po bardzo słabym występie przeciwko Tłokom, dziś wreszcie potwierdził swoją wyższość nad innymi środkowymi w NBA. Jego 28 punktów, 11 na 13 trafień z gry (!) i 20 zbiórek musi robić wrażenie. Tym bardziej, że był dziś dla podkoszowych Wizards po prostu nieosiągalny. Ostatnio jest Bynumomania, środkowy Lakers pewnie zostanie startującym w Meczu Gwiazd (chociaż jeśli Marcin będzie grał tak jak dziś, to.. kto wie?), ale w porównaniu z centrem Magic (tego z dzisiejszego meczu) wypada gorzej, a nie grał przeciwko wiele lepszym rywalom. Timofiej Mozgov i Jordan Hill a JaVale McGee to skromna różnica.

Drugi z ‚podkoszowych’ Magic (choć w jego wypadku to słowo nie pasuje w całości) – Ryan Anderson – znów zagrał świetnie (23 pkt, 15 zb, 7 w ataku) i w tej chwili jest dla mnie materiałem na MIP’a. Nie jest typową ‚rozciągającą czwórką’, choć w ataku gra głównie pick’n’popy, to jest naprawdę bardzo dobrym zbierającym, szczególnie w ataku. Aż dziw, że nie znalazł się w głosowaniu do Meczu Gwiazd, bo jest jednym z najlepszych silnych skrzydłowych na Wschodzie w tym sezonie. Ale nadal nie jest zbyt popularny.

Hedo Turkoglu po raz kolejny rozegrał naprawdę dobry mecz, dziś Turek był naprawdę bardzo efektywny (14 pkt, 7-9 FG, 8 ast, 5 zb). JJ Redick (14 pkt) również zrobił swoje. To właśnie ta czwórka w zespole Orlando miało podwójną zdobycz. W zespole z Waszyngtonu dziesięć i więcej punktów uzbierało trzech zawodników, ale były to statystyki znacznie słabsze od tych zanotowanych przez Howarda czy Andersona. Andray Blatche (10 pkt, 5-12 FG), John Wall (14 pkt, 5 ast, 4 zb, 6-16 FG) i Nick Young (17 pkt, 5-15 FG) – to właśnie z tego tercetu najbardziej zadowolony może być Flip Saunders. Choć też nie do końca – właśnie skuteczność ostatnio w Waszyngtonie szwankuje.

Wizards są jedynym teamem bez zwycięstwa w tym sezonie, notując najgorszy start w historii organizacji – po raz pierwszy rozpoczęli od sześciu porażek. Tak, nigdy jeszcze w 51-letniej historii klubu nie przydarzyło się mu tak słabe rozpoczęcie sezonu.

Pytanie – kiedy zwyciężą po raz pierwszy? Najbliższe mecze grają u siebie przeciwko Knicks, Wolves, Raptors. Biorąc pod uwagę ostatnie mecze wszystkich tych ekip, największe szanse Czarodzieje mają przeciwko najmocniejszym na papierze Nowojorczykom. Ale jedna uwaga – żeby wygrać jakikolwiek mecz, należy przede wszystkim dobrze wejść w mecz. Dzisiejszy mecz to przykład, jak NIE powinno się startować – Wiz rozpoczęli od spudłowania 12 rzutów.

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

5 komentarzy

  1. ronin23 pisze:

    Mi podoba się gra MacGee,uważam że ma duży potencjał do tego dobre warunki fizyczne i jest młody.Tylko są mecze gdzie jest niewykorzystywany w ofensywie.

  2. Lanfaust pisze:

    To się zgadzamy co do Andersona. Moim zdaniem jeżeli chodzi o MIP to nie ma obecnie konkurencji. Jeżeli podtrzyma formę to zobaczymy go w ASG decyzją trenerów

  3. saturn pisze:

    Spencer Hawes to póki co największe objawienie tego sezonu. W zeszłym roku największe D…y podkoszowe robiły przy nim co chciały. A w tym roku blokuje czołowych centrów ligi, sam jest w czołówce zbierających i jeszcze punktuje. Gość z koszykarskiego niebytu wyrasta na rasowego centra. Co mecz praktycznie to dwucyfrówki.
    Ale zgadzam się z Wami, że Anderson wyrósł ostatnio na czołowego PF na wschodzie. W zeszłym sezonie także pokazywał potencjał, ale trener dawał mu niewiele czasu na grę.

  4. bargnani7 pisze:

    Wall mnie zawodzi. Podobno robił mega robotę w trakcie lockoutu, zapowiadał all-star season, a notuje znaczny regres, nie jest w stanie wziąść na siebie ciężaru gry i ma fatalną skuteczność.

    To nie zmienia faktu, że ma wielki talent. Pytanie tylko co się z nim dzieje?

  5. Enbiejowy pisze:

    Spencera Hawesa wymieniłem jako ‚sleepera’, dla mnie drugi/trzeci kandydat do MIP, ale to Anderson kręci 20 ppg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *