Bulls wrócili z dalekiej podróży i rzutem na tasmę ograli Hawks

Rose niczym Jordan, w czwartej kwarcie. Byki dogoniły Żar.

Pojedynek dwóch półfinalistów Konferencji Wschodniej przyniósł kibicom zgromadzonym w United Center nie lada emocje. Słynący z twardej defensywy koszykarze Chicago Bulls znaleźli w końcu godnego przeciwnika, który zaserwował im równie szczelną obronę. Obie ekipy nie imponowały skutecznością, a losy meczu ważyły się do ostatniej sekundy.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Chicago Bulls 5-1 15 11 16 34 76
Atlanta Hawks 4-2 23 15 18 18 74

Bez Richarda Hamiltona, narzekającego na ból pachwiny musieli sobie radzić gospodarze spotkania w starciu z czołową drużyną Eastern Conference. Dla Byków była to druga potyczka przed własną publicznością po serii 4 spotkań w Kalifornii.
Hawks z kolei przybyli do Wietrznego Miasta podbudowani wyjazdową wygraną w Miami. Miał to być też swego rodzaju rewanż za playoffs 2011, w których Byki ograły Jastrzębie, w drodze do finału konferencji. Tak jak i w maju, tak i minionej nocy Larry Drew nie mógl skorzystać z usług byłego rozgrywającego Chicago, Kirka Hinricha.

Byki również nie mogły liczyć na swojego zmiennika na pozycji numer 1, bowiem stłuczenie łokcia leczy C.J.Watson (bardzo dobrze rozpoczął ten sezon).

Spotkanie od początku układało się po myśli gości, którzy za sprawą świetnej defensywy oraz zbilansowanej gry w ataku szybowali po parkiecie United Center. Najwierniejsi kibice Bulls przecierali oczy ze zdziwienia, gdyż to zazwyczaj ich team dyktuje warunki, zwłaszcza w obronie. Tym razem było odwrotnie..

Gracze Toma Thibodeau przegrali każdą z trzech pierwszych kwart, notując fatalną skuteczność (poniżej 30%). Prawdziwym obrazem niemocy podczas 36 minut okazała się druga ćwiartka, w której najlepszy team poprzedniego sezonu zasadniczego, wrzucił Jastrzębiom ledwie 11 punktów! Hawks podczas trzeciej odsłony osiągnęli momentum i 19 przewagi!!

Bulls również zgubili o dwie więcej tj. 14 piłek, a niechlubny popis w drugiej kwarcie dał Rose, który dwie z nich po prostu wyrzucił w aut..

Trener gospodarzy, mocno pokrzykiwał na swoich graczy, zwłaszcza w defensywie, a podczas każdej możliwej przerwy próbował mobilizować swoich graczy do agresywniejszej gry w obronie, szukając nowych rozwiązań w ataku.

Hawks imponowali zespołowym graniem, wykorzystując swoje atuty w osobach pierwszo-piątkowych graczy. Tylko Jeff Teague nie zaliczył tzw. double figures. Joe Johnson, Marvin Williams, Al Horford, a zwłaszcza Josh Smith – przekroczyli granicę 10 oczek. J-Smooth dodał 14 desek i dwa bloki (jeden z nich znajdziecie w dzisiejszym TOP10).

Niestety – muszę powiedzieć/napisać – dla fanów T-Macadeja vu never happened. Tracy McGrady wzbogacił konto Hawks tylko o dwa oczka (1/4 z gry) i zebrał 6 piłek.

W końcu, w czwartej kwarcie stało się.. Gracze Tibsa zagrali na miarę oczekiwań swoich fanów. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczął trafiać Rose. MVP seryjnie zaczął zdobywać punkty – jego licznik zatrzymał się na 30 – a przez pierwsze pięć minut czwartej odsłony lider Byków zdobył 13 oczek, z czego 9 po trzech trafionych rzutach zza łuku. Na 6 minut przed końcem spotkania D-Rose oddał piłkę do wolnego na lewym skrzydle, Luola Denga, który celną trójką doprowadził do remisu (po 62).

Anglik był w nocy Robinem Rose’a (17pkt w 4kw. rozgrywającego) notując 21pkt i 8zb. W dodatku to Deng zadał ostateczny cios rywalom. Słabo dysponowany Joakim Noah (0-4 z gry i 4zb) wypatrzył skrzydłowego w ostatnich sekundach odsłony i skutecznym dograniem pod sam kosz, otworzył drogę do łatwych punktów koledze.
Przy stanie 76-74 Joe Johnson jeszcze próbą rzutu za trzy i przez ręce obrońców próbował zmienić wynik meczu, ale jego próba odbiła się od obręczy i nie wpadła do kosza.

Bulls mają teraz bilans 5-1 i jest to najlepszy ich start od sezonu 1996-97 (wówczas mieli 12-0). Warto jeszcze napomknąć o dziejszym X-factorze – okazał się nim Omer Asik – który przy słabszej dyspozycji Francuza Noaha uzbierał 9 piłek i rozdał 3 bloki.

Punktowali: D. Rose 30 (6as), L. Deng 21, C. Boozer 11 oraz A. Horford 16, J. Smith 15 (14 zb), M. Williams 14

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

23 komentarze

  1. dawid pisze:

    konsekwencja z jaką byki grają w obronie jest nieprawdopodobna. to już n-ty wygrany mecz kiedy przez większą część meczu im nie idzie w ataku, a pogoń zaczynają od mordowania pod własnym koszem. wielka determinacja. czapki z głów!

    • Lanfaust pisze:

      Obrona, jak obrona. Liczbą alley oopów jakie zapakowali Hawks można było obdzielić kilka highlistów. W tym meczu mieli wielkiego fuksa, że Hawks partolili niemiłosiernie osobiste.

  2. woy9 pisze:

    Równie dobrze można powiedzieć, że Hawks frajersko przegrali ten mecz..trzęsące się ręce to efekt własnie defensywy. walcz cały czas o pozycję, o zastawienie o zbiórkę.

    • Lanfaust pisze:

      Jeżeli chodzi o procent z gry to obrona rzeczywiście ma na to wpływ, ale na wolne ???? Nie żartuj:) Jeżeli jesteś w stanie wykazać taką zależność, to powinieneś dostać Nobla z koszykówki.

      Hawks przez 3 kwarty lepiej bronili a jakoś nie odbiło się to na wolnych.
      A co do Hawks, to oczywiście, że przegrali mecz frajersko. Nie da się tego inaczej nazwać, jak przez ponad jedną kwartę trwoni się 19 punktową przewagę.

    • woy9 pisze:

      Dostań dwa – trzy heble ,że mało Ci ręce nie odpadną. Avery Johnson i Mark Jackson coś o tym wiedzą, więc jak faulować to z impetem. Tak robią Bulls, grając bardzo fizycznie. sam gram cały czas i wiem coś o tym. weź jeszcze stań na wolnych jak nie czujesz ręki albo palec Cię boli..a jeszcze pod presją wyniku. Byki męczą rywali tak najlepiej mi określić ich defensywę.

    • Lanfaust pisze:

      wczoraj była ankieta o najlepszych obronach. Bulls w najlepszym sezonie mieli ft oponents na poziomie 0,737 i to było gdzieś w środku stawki.
      przeciwko Bad Boysom w 89 rzucano ft na poziomie 0.785 (najwyższy wskaźnik w lidze!!!), przeciwko Kniksom w 95 rzucano na poziomie 0.736 (też środek stawki).
      nie powiesz mi, że GSW i NJN są twardsi niż Bad Boys.

      a co do doświadczeń nie jesteś jedyna osobą, która gra w koszykówkę. U mnie to raczej czas przeszły ale zdarzyło mi się nawet grać ze złamanym palcem ręki rzucającej (wskazującym) i nie odbiło się to na wolnych (adrenalina działała).

      Wolne to kwestia konentracji, dnia, umiejętności, ale nie obrony. przy wolnym stajesz sam na sam z tablicą i tylko od Ciebie zależy jak sobie z tym poradzisz.

      Statystyki w żaden sposób nie potwierdzają, że najlepiej broniący zespół ma najniższe FT oponents.

    • Woy9 pisze:

      Spójrzmy na te wyniki za kilka spotkań. Bo weźmy pod uwagę jeszcze takie rzeczy jak mecze u siebie i na wyjeździe. Pewnie Amerykanie ,którzy lubują się w statach powiedzieliby jeszcze, że trzeba wiedzieć kogo też faulować;-) dla przykładu Rose miał 11/13
      Takie rzeczy doskonale wiedzą asystenci trenera i gracze, którym się podpowiada się pewne zachowania. Stąd my się czasem dziwimy dlaczego tam ich tylu siedzi na ławce;-)
      W playoffs widać to jeszcze mocniej przy zmęczeniu. A zwróć uwagę ,iż Hawks grali mocno wąskim składem (cała pierwsza piątka min. 33 minuty lub więcej)
      Pozdrowienia!

    • Lanfaust pisze:

      Hawks ogólnie dobrze rzucają wolne
      w zeszłym sezonie:
      Al Horford 0.798
      Marvin Williams 0.845
      Jeff Teague 0.794
      ( w PO mieli podobne statystyki)
      a nawet średnio rzucający Smith rzucał wczoraj poniżej swojego poziomu.
      wczoraj pudłowali na potęgę i Bulls to wykorzystali.

      Bez przesady z tą obroną Byków. Byki są jednym z najlepiej broniących zespołów w lidze i to nie podlega dyskusji, ale wczoraj przez 3 kwarty bronili średnio. Na pewno dostali więcej alley oopów niż przez 5 pierwszych meczów, a to akurat nie świadczy dobrze o obronie.

    • Woy9 pisze:

      wydaje się ,że nie odczytałeś tego co napisałem.

      1. zmęczenie raz (Williams 33 minuty z pierwszej piątki a reszta powyżej 35 minut w grze)

      2. męcząca i aktywna obrona Bulls z faulami wg mnie dość mocnymi by zachwiać ręką rzucającego przy żywiołowej publice – zwłaszcza podczas 4kw – w U.C.

      3. w końcu presja

      Wracając do tematu Tłoków , zastanawia mnie fakt i nie wiem jak to sprawdzić – ile tak naprawdę wolnych rzucali ich rywale w erze Bad Boys? dlaczego?? parę dni temu ktoś pisał, że mieli najlepszą defensywę ale pamiętajmy ,że ich gra była na pograniczu faulu jak Knicks z ’90tych a następnie dwukrotnie zmieniano przepisy sędziowskie by zezwolić graczom na więcej w ataku (a nie obronie). Stąd jeśli ktoś rzucał z nimi 10 wolnych a trafiał 8 to nie ma co porównywać czasów i wyników. Rozumiem jakby ktoś trafiał 26 z 30. Na pewno też faule odgwizdywane ekipie Chucka Daly’ego musiały być naprawdę widoczne dla sędziów i bolące dla rywali;-)

    • Lanfaust pisze:

      Ad 1 i 2 pudłowali nie tylko w ostatniej kwarcie, ale w całym meczu więc to nie zmęczenie.

      Co do Tłoków
      Kompletnie nie masz racji. Kiedyś rzucano dużo więcej FT niż teraz.

      średnia w 2011 r. w lidze była 1998 rzutów wolnych a w 1989 r. 2363 rzutów na zespół
      a gdzie to sprawdzić?
      najlepiej tu:
      http://www.basketball-reference.com/leagues/NBA_1989.html

      Jak sam piszesz ich faule były dużo bardziej brutalne niż obecnie, jak zatem wytłumaczysz większą skuteczność rywali przy dużo większej ilości wykonywanych rzutów????

      Co do defensywy Pistons jeżeli nie pamiętasz tych czasów, to byli pierwsi jeżeli chodzi o ograniczenie skuteczności za 3 pkt i drudzy (po Utah) w ilości punktów straconych na mecz i skuteczności FG rywali

    • Woy9 pisze:

      Zacznijmy od tego,że nie nie mam racji a moje założenie i przypuszczenie się nie sprawdziło.Akurat NBA oglądam od 1989roku,dzięki.co do skuteczności to zwłaszcza wysocy mieli lepszą technikę co potwierdzali Ewing,Olajuwon czy nawet pokracznie rzucający Cartwright.obwodowi chyba jednak poważniej podchodzili do wykonywania rzutów.dziś mamy kochających piłkę,zwody i drybling a kiedyś jak w Pistons miałeś tabun strzelców z extra rzutem Dumars,Johnson,Aguirre.Bulls to Hodges,Paxson,Armstrong czy Tucker.Lakers Scott,Cooper, do nich Worthy czy Perkins etc.dziś część zmiennikow jest tylko do krycia lub trafienia trójki i być może stąd różnice.

    • Lanfaust pisze:

      Dodam jeszcze, że idąc tropem twojej teorii, to drugą najlepszą obronę mają GSW bo przeciwnicy trafiają ze skutecznością 0,657 a trzecią NJN tam przeciwnicy mają FT na poziomie 0.667

    • CB pisze:

      ale głupio gadasz… oczywiście, że obrona ma wpłym na wolne. woy wyjaśnił Ci dlaczego. w momencie, gdy przeciwnicy stawiają twarde warunki, a tym bardziej kiedy przewaga zaczyna topnieć, nerwy zaczynają brać górę i ma to odzwierciedlenie nie tylko na fg, ale na ft i zachowaniu on court w ogóle.

    • Lanfaust pisze:

      czyli zgadzasz się z tym, że w pierwszej trójce najlepszych obron w lidze mają NJN i GSW??? a Atlanta broni raczej słabo.
      Wytłumacz mi zatem dlaczego przez 3 kwarty Bulls dobrze rzucali wolne. Atlanta kiepsko broniła ???
      ——
      EDIT (WOY): ODPOWIEDŹ NA GÓRZE.

    • CB pisze:

      choć statystyki nie kłamią(ponoć) to jednak nie są wiernym odzwierciedleniem tego co dzieje się na parkiecie. nie zgadzam się z tym, ze gsw i njn mają najlepszą obronę, ale zgadzam się z tym, że obrona ma wpływ na wolne, bo o tym mówimy. nie rzuca się to w oczy może przez cały mecz… ale w ostatnich odsłonach meczu i przy wyrównanych końcówkach, gdzie w takich sytuacjach ciśnienie jest największe jak najbardziej.

    • Lanfaust pisze:

      Do CB

      coś jest ze stronką, więc nie mogę ci odpowiedzieć pod postem.

      jak wytłumaczysz zatem dane które podałem powyżej (pod postem WOYa) Bad Boys mieli najgorszy (najwyższy) wskaźnik rzucanych przeciwko nimi wolnych w lidze a byli uznawani za jeden z najlepiej broniących zespołów (a już na pewno najtwardziej) w historii.

      o wolnych w końcówkach decyduje to kto ma lepsza rękę i większe jaja. Czyli przede wszystkim dobry rzut i koncentracja. Hawks wczoraj pudłowali niemiłosiernie nie tylko w końcówce, ale również wtedy gdy wysoko prowadzili.

      Dalej nie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego zatem Bulls dobrze rzucali wolne w całym meczu, pomimo tego że przez 3 kwarty Hawks pozwolili im rzucić tylko 42 punkty?

    • Buzinga pisze:

      Woy9 ma rację, ale trochę źle to tłumaczy. Tu bardziej chodzi o to, że słabe wykonywanie wolnych przez zespół jest jednym z wyznaczników dobrej obrony przeciwnika. Jednak nie jedynym i nie można twierdzić, że jeżeli drużyna rzuca wolne ze słabą skutecznością to jest spowodowane tylko i wyłącznie twardą grą rywali. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Atlanta nie jest pierwszym zespołem w tym sezonie, który słabo rzuca z linni przeciwko Bulls. A to raczej nie przypadek.
      PS: W sumie wynik był bardzo niski i wcale Hawks nie bronili lepiej od Bulls w pierwszych 3 kwartach. Byki w tym czasie pudłowały dużo rzutów z otwartych pozycji. A w 4 części skuteczność wróciła, mimo iż Jastrzębie nie zmieniły jakoś szczególnie sposobu bronienia. To Chicago w końcu zaczęło grać.

    • Lanfaust pisze:

      Problem w tym, że statystyki nie potwierdzają Twoich słów. Jeżeli miałbyś rację, to Bulls powinni mieć dobry wynik jezeli chodzi o FT% oponents (tzn niski procent). Tymczasem pomimo tego, że świetnie bronili w zeszłym sezonie zasadniczym byli sklasyfikowani pod tym względem na 14 miejscu mając średnią o 0,001 wyzsza (gorszą) niż średnia ligowa.
      http://www.basketball-reference.com/leagues/NBA_2011.html
      powyżej link, żebyś sam mógł sprawdzić.
      w moich wypowiedziach przytoczyłem dane statystyczne, które zupełnie nie potwierdzają Waszej tezy. (po raz kolejny powołam się na Pistonsów z 1989 r. jako najbardziej skrajny przykład)
      Bullsi w 1997 byli w tej klasyfikacji na 14 miejscu, (dla przykładu No DEfence Phoenix byli na 7 miejscu)
      Nie uważasz, że gdybyście mieli rację, drużyny dobrze broniące (chociazby wymienione we wczorajszej ankiecie Bulls, Pistons, Knicks) były by w czołówce. Tymczasem różnica pomiędzy najlepiej i najgorzej rzucającymi przeciwnikami wyniosła 0,038 (w 2011 r) tj. 3,8 % i mieści się w granicy błedu

    • Woy9 pisze:

      Słowa Dawida są najlepsze i ja się pod nimi podpisuję bo uczepiłeś się tych stat za bardzo. Statystyki nie odzwierciedlają gry i nigdy nie będą stanowić obrazu całkowitej gry. Świetne przykłady to mecze kiedy czołowi gracze zawodzą a przychodzi decydujący moment i taki Rose się budzi odpala trzy trójki w serii i jego słaba gra zostaje zapomniana

      „jeśli ktoś widział cały mecz, a nie skróty to musiał zauważyć jakim np. Deng (a obserwuje go w zasadzie od początku jak pojawił się w bulls) jest monsterem w obronie. presji wywieranej w każdej sekundzie gry nie widać w statystykach.”

      OCZYWISTE jak dla mnie. A teraz wróćmy do roku Knicksów 1994 jak kryje Cię Oakley, Mason, Ewing czy Starks. Byki przed nimi miały ciepło i uważam ,że Tibs ze swoją ekipą wywiera swoimi zawodnikami podobną presję na innych. Takie spece od obrony jak Noah (może zły przykład do tego meczu) lub Brewer albo Deng są po prostu w gazie i gryzą parkiet na potęgę. Stajesz na tych wolnych i nie czujesz rąk , dostaniesz 2/3 faule na ręce i jak Joe Johnson pudłujesz. 20 tys krzyczy Ci i gwiżdże presja jest coraz większa bo rywal jest już tuż tuż… Najwięksi twardziele pękają (wie coś o tym Jeff Hornacek, John Stockton i Karl Malone, wiedzą o tym Gary Payton i Shawn Kemp i inni wielcy jak się gra w Chicago kiedy jest na styku).

  3. ronin23 pisze:

    Mecz do 4 kwarty był okropny,dużo strat nie trafiane rzuty z czystych pozycji.Ten mecz był bardzo podobny do teggo z GSW tam byki też w końcówce doskoczyli wywali ale wygrać się nie udało.Chicago ma problem w ataku co widać gołym okiem.Pozytywnie zaskoczył Asik.

  4. ckje pisze:

    Ktoś jeszcze podważa MVP? GO BULLS

  5. GPRbyNBA pisze:

    To że mają słaby atak wspominałem w tamtym sezonie i dlatego właśnie nie przeszli Miami. Bo spiąć się w obronie można a rzucać trzeba umieć.

  6. dawid pisze:

    oczywiście, że jakby hawks trafili pare wolnych wiecej… itp, itd. mnie chodziło o to, że wiele zespołów tak fatalnie grając w ataku jak grali bulls przez 3 kwarty, zwyczajnie traci wiarę i chęci do walki w obronie. Wiadomo, że mogło się zdażyć tak, że Hawks wywieźliby wygraną. byki mają coś takiego, że oglądając ich ma się wrażenie, że zaraz zaskoczą, nawet jak im nie idzie. oczywiście nie zawsze się udaje, ale wszystko zaczyna się od obrony. i niech nikt mi nie mówi, że byki w całym meczu źle broniły. 5 alley-oopow to żaden wykładnik obrony przez cały mecz. chicago miewa problemy w ataku, ale dużo rzadziej pod własnym koszem. Zespół ultra defensywny – tego spodziewaliśmy się od początku ubiegłego sezonu po przyjściu toma thibodeau.

    ps. jeśli ktoś widział cały mecz, a nie skróty to musiał zauważyć jakim np. deng (a obserwuje go w zasadzie od początku jak pojawił się w bulls) jest monsterem w obronie. presji wywieranej w każdej sekundzie gry nie widać w statystykach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *