Magic wyszarpują wygraną z Raptors po świetnej czwartej kwarcie

Po tym, jak zaskakująco łatwo Magicy poradzili sobie wcześniej z Nets i Bobcats, przypuszczano, że Orlando na własnym parkiecie rozgromi Raptors. Co prawda Magic zwyciężyli, ale po 40 sekundach czwartej kwarty Kanadyjczycy prowadzili aż 13 punktami i dopiero run 16-0 sprawił, że Amway Center nie przeżyło bolesnego rozczarowania.

Toronto Raptors (1-3) 96:102 Orlando Magic (4-1)

(27:18, 25:29, 29:23, 15:32)

Raptors swoją drogę do sprawienia niespodzianki rozpoczęli już w pierwszej kwarcie – Magic najwyraźniej byli zaskoczeni, że zespół – nie oszukujmy się – słabszy od nich wystartował tak rewelacyjnie i nie minęło 9 minut meczu, a gospodarze przegrywali aż 13 punktami – 21:8. Dobrą koszykówkę Toronto Magikom udało się stłumić dopiero w drugiej kwarcie, wtedy też objęli pierwsze (poza początkowym 2:0) prowadzenie w tym spotkaniu (40:39, 4:25), ale utracili je jeszcze przed przerwą między połowami. Po halftime Magicy byli zagubieni tak, jak na samym początku meczu – z tym, że Raptors wyegzekwowali tę nieporadność jeszcze lepiej, bo udało im się podczas trzeciej kwarty osiągnąć rekordową, 16-punktową zaliczkę. Stało się to na 7:21 do końca tej odsłony,  gdy po trójce Jose Calderona goście prowadzili 69:53. Magic wtedy zrozumieli, że jeśli chcą wrócić do gry, muszą rozpocząć już teraz. Anderson i Nelson od razu po trafieniu Hiszpana dostarczyli po trafieniu zza łuku i choć w przedostatniej kwarcie Orlando przegrywało najniżej 9 punktami, a i tak tej różnicy nie utrzymali, ale był to sygnał do ataku. Dwane Casey nie mógł być mimo takiej przewagi (11 pkt przed 4Q) spokojny o zwycięstwo. Jeśli przeczuwał, że jego podopieczni nie podołają, to miał niestety dla niego i całej organizacji z Kanady rację.

Wspomniany na początku run 16-0 przechylił szalę na korzyść Orlando, a miał on miejsce, gdy Raptors prowadzili na 7:49 do końca meczu 89:78. Od tamtej pory przez ponad 5 minut nie zdobyli żadnego punktu, a Magicy wreszcie się rozstrzelali (12 z 16 punktów zdobyli po trójkach) i za ten czas zdobyli rzeczone szesnaście oczek. 94:89 na 3:25 do końca? I to po come-backu?  To już jest niespodzianką. Na szczęście gdy Magicy zaznali smaku prowadzenia większego, niż dwupunktowe, nie chcieli się z nim rozstać i utrzymali korzystny rezultat do końca. I nie pomogła Raptorom nawet trójka Bargnaniego przełamująca fatalną w skutkach bessę swojej drużyny i znów dościgająca gospodarzy na dwa punkty, i nie pomogło to, że była chwilę potem szansa na wyrównanie (lecz Barbosa popełnił faul w ataku) – zabrakło do wygranej ‚tego czegoś’, co mieli Magic – świetna gra w czwartej kwarcie.

16 punktów z rzędu Orlando było dziełem przede wszystkim Ryana Andersona, który podczas trwania tego zrywu był autorem 2 trójek. Potwierdził on, że w tej chwili jest najlepszym strzelcem Orlando i ich drugim najlepszym graczem – palmę pierwszeństwa dzierży Dwight Howard (19 pkt, 15 zb), który pozostanie ‚the best’ póki będzie grał w tym klubie.  JJ Redick (21 pkt) nie dostanie nagrody najlepszego rezerwowego, ale powinien być w głosowaniu w czołówce. Redick miał dziś najwyższy wskaźnik +/- (+26), czym zrównoważył -22 Jasona Richardsona (1-8 FG).

Andrea Bargnani zdobył dziś 28 punktów, ale w finalnej kwarcie, gdy był najbardziej potrzebny, dostarczył tylko trzy oczka. Włoch jest uosobieniem gry Raptors – w pierwszych trzech kwartach bardzo dobry, w czwartej kwarcie znika. Ale trzeba przyznać, że silny skrzydłowy Raps grał dziś najlepiej, był najlepszym strzelcem meczu (ale nie wtedy, kiedy trzeba..). Inny obcokrajowiec – Hiszpan Jose Calderon (18 pkt, 13 zb) – dzisiaj również na plus. Poza tą dwójką dobrze spisał się też DeMar DeRozan (17 pkt,6 zb).

Skuteczność z gry Raptors najlepiej obrazuje to, jak z każdą kwartą Kanadyjczycy słabli, by w ostatniej odsłonie zagrać najgorzej:

  • 1Q – 55%
  • 2Q – 48%
  • 3Q – 43%
  • 4Q – 33% (i 5 strat)

Raptors nie od dziś są trudnym rywalem dla Orlando – Magic wygrali tylko dwa z pięciu ostatnich meczów (wliczając w to dzisiejszą trudną wygraną).

 

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

3 komentarze

  1. Fixer pisze:

    gdyby nie ta knocowka to mecz bylby strasznie nudny,

  2. Kobas(Fan Detroit) pisze:

    W tym momencie trzeba sobie zadać pytanie: Co Magic mogą osiągnąć z tym składem i taką formą? Według mnie maxymalnie drugą rundę PO. CZy zostawią Dwighta do końca licząc na szalony run al’a MAvs? Dużo ryzykują zwłaszcza że Dwight to nie Dirk. Będę z uwagą oglądał Orlando.

  3. Enbiejowy pisze:

    Ryan Anderson Franchise Player

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *